wtorek, 18 kwietnia 2017

Rozdział 36



"Ale czasem, po prostu chcę kogoś do przytulenia.
Kogoś, kto da mi swoją kurtkę, gdy jest zimno,
będzie mieć tę młodzieńczą miłość nawet wtedy, gdy będziemy starzy.
 Tak, czasem chcę kogoś, kto chwyci mnie za rękę,
podwiezie mnie, przyciągnie do siebie, będzie moim mężczyzną.
Będę Ciebie kochać do samego końca."

Poranek w moim wykonaniu nie wyglądał źle. W sumie można powiedzieć, że wyglądał wyśmienicie! W końcu to ja mogłam się pośmiać i ponabijać z skacowanych siatkarzy, a nie na odwrót.
- Dzień dobry. - usłyszałam za sobą głos Andrzeja. Obróciłam się w jego stronę i uśmiechnęłam się szeroko. Zaspany jeszcze się rozciągał, po czym podszedł do mnie i pocałował w usta na przywitanie. Jeszcze bardziej się uśmiechnęłam, choć to już możliwe nie było.
- Dzień dobry, kochanie. - przytuliłam go jeszcze leciutko, a potem wskazałam na krzesełko przy stoliku, aby sobie usiadł. - Zrobiłam Ci kawę.
-  A Ty co taka wesoła od rana i to jeszcze po takim piciu? - spojrzał na mnie podejrzliwie, a zaraz potem pokręcił ze śmiechem głową. Już chyba wiedział o co się rozchodzi.
- Nadal nie wierzę, że się nie zczaił. - westchnęłam z lekkim uśmiechem, po czym podałam środkowemu kawę. Można powiedzieć, że we dwójkę praktycznie nic nie wypiliśmy.
- Już możesz zacząć kopać sobie grób. - powiedział, po czym złapał mnie za rękę i przyciągnął lekko do siebie. Zaśmiałam się cichutko i usiadłam siatkarzowi na kolanach, przy okazji dając mu całusa w usta.
- Jak będzie Ci za ciężko to mów, dobrze? - zastrzegłam, a Wrona popukał się w czoło - No, co? Nie chcę być dla Ciebie ciężarem.
- Nigdy nim nie będziesz. - zadarł lekko głowę do góry, aby popatrzeć mi w oczy, po czym uśmiechnął się tak czule, że gdybym nie była przez niego trzymana, padłabym - I nigdy już tak nie mów. - przybliżył swoje czoło do mojego - Dobrze? - wyszeptał, a potem musnął moje wargi, nie dając mi odpowiedzieć. Uśmiechnęłam się podczas tego pocałunku. Po wczorajszej kłótni nie pozostał ślad, a słowa Andrzeja jeszcze bardziej poprawiły mi humor.
- Co się tak uśmiechasz? - zapytał cicho tuż przy moich ustach.
- Po prostu się cieszę. - odparłam, oddalając się od twarzy siatkarza i sięgnęłam po kubek z kawą.
- A z czego, jak mogę wiedzieć? - jemu też uśmiech nie schodził z twarzy.
- A z tego, że Cię mam. - odparłam upijając łyk ciepłego napoju. Andrzej odebrał mi kubek z dłoni, odłożył go na blat stołu, po czym poprawiając mnie na swych kolanach, pocałował tak mocno, że zabrakło mi tchu. Pogłębiłam pocałunek jednocześnie zmieniając pozycję siedzenia. Teraz siedziałam mu okrakiem na kolanach, trzymając dłońmi jego twarz.
- Kocham Cię. - wyszeptałam mu w usta - Tak bardzo mocno. - dodałam patrząc mu prosto w oczy.
- Ja Ciebie też i to jeszcze mocniej. - odpowiedział i ponownie tego ranka skradł mi całusa. Chwycił kubek z kawą, a ja powróciłam do poprzedniej pozycji i również złapałam za kubek z gorącą cieczą. Równocześnie, patrząc cały czas na siebie, wzięliśmy łyk napoju, po czym cichutko się zaśmialiśmy. Gdzieś z przedpokoju lub pokoju, gdzie spała część gości rozdzwonił się telefon, który pobudził kilku z nich.
- Igła kurwa. - udało się usłyszeć jęk Miśka - Jak Boga kocham, wyjebie Ci zaraz tym telefonem, jeśli nie przestanie jazgotać.
Oboje z Wroną zaczęliśmy się chichrać, ale oczywiście po cichutku, żeby nie denerwować bardziej gości.
- Już, już... - odezwał się Libero zaspanym i zachrypniętym głosem. Muzyczka przestała momentalnie grać co wskazywało na to, że Krzysiek musiał odebrać lub odrzucić połączenie.
- Wyjebie Ci ten telefon. - warknął Winiarski, kiedy kolejny raz dało się słyszeć melodię. Znowu po kilku sekundach nastała cisza, a my z Wroną powstrzymaliśmy się od wybuchu śmiechu. Spojrzałam na niego rozbawionym wzrokiem, biorąc łyk kawy. Nie wiem czemu, ale najbardziej podobał mi się w takiej wersji w jakiej jest przede mną. Dopiero po wstaniu, bez koszulki z kilkodniowym zarostem oraz z nieułożonymi i już lekko przydługimi włosami. Taki nieogarnięty, ale przystojny, w takim wydaniu jest tylko dla mnie. W sumie jak w każdym innym.
Odłożyłam kubek z kawą i zaczęłam poprawiać mu włosy, choć i tak nie chciały mnie słuchać.
- Musisz iść do fryzjera. - powiedziałam cicho, przybliżając swoje usta do jego.
- Mhmm... - mruknął przeciągle, przejeżdżając nosem po moim policzku, od czasu do czasu zostawiając na skórze mokry ślad od pocałunku. Zamknęłam oczy i oddałam się w pełni przyjemności, a Andrzej widząc malujący się na mojej twarzy błogi uśmiech, zszedł niżej i całował delikatnie i powoli moją szyję.
- Nie przeszkadzacie sobie, ja tylko po wodę przyszedłem. - słaby, ale rozbawiony głos Ignaczaka przerwał całą naszą zabawę. Pokiwałam z uśmiechem głową na boki i przeniosłam wzrok na Libero.
- Tabletki masz koło lodówki. - kiwnęłam głową w ich stronę, a Krzysiek posłał mi pełne wdzięczności spojrzenie. Przez chwilę panowała cisza, pierwszy odezwał się Wrona, oznajmiając pójście do łazienki i doprowadzenie się do porządku. Zeszłam z jego kolan, a ten obdarował mnie całusem w usta i udał się pod prysznic. Z szerokim uśmiechem odprowadziłam go wzorkiem, a kiedy zniknął mi za drzwiami, z powrotem spojrzałam na Krzyśka. Patrzył cały czas na mnie z założonymi rękoma. Podeszłam do niego i obejmując go mocno w pasie, wtuliłam głowę w jego ramię. On zdziwiony moim zachowaniem dopiero po chwili odwzajemnił gest.
- Tęskniłam za tym. - powiedziałam cicho z uśmiechem - Dziękuję.
- Za co Ty znowu dziękujesz? - zapytał zdziwiony. Odchylił mnie tak, żeby na mnie popatrzeć. Miał ciepły uśmiech na twarzy, a jego roześmiane oczy świdrowały całą mają buźkę.
- No, za to wszystko. - wymachiwałam ręką, aby pokazać to wszystko - Wiem, że to Twój i Miśka pomyśl, tak więc dziękuję. - jeszcze raz przytuliłam libero i uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Nie masz za co Justyś! - zaśmiał się, po czym objął mnie mocniej - Widzimy, że sama tu siedzisz, więc kiedy nadarzyła się okazja to trzeba było ją wykorzystać. Poza tym chcieliśmy jakoś Cię rozerwać, bo ostatnio jakaś dziwna jesteś. - wbił we mnie swój wzrok, a ja szybko uciekłam spojrzeniem gdzie indziej. Nie chciałam nic po sobie poznać, choć wiem, że Krzysia jak i innych moich przyjaciół nie oszukam.
- Nie dziwna, tylko zamęczona tym wszystkim. - wytłumaczyłam dobitnie i uwolniłam się z jego ramion. - Ale przyzwyczaję się i dam radę, prawda? Bo przecież początki zawsze są trudne. - obdarowałam go uśmiechem, a on zaś pokiwał głową z uznaniem.
- Wróciła stara Justyna. - powiedział uradowany i jeszcze raz mnie do siebie przytulił, czochrając mi włosy. Skrzywiłam się na ten gest i czym prędzej wygramoliłam się spod jego łapsk. Usiadłam na miejscu, gdzie niedawno siedział Wrona, po czym zaczęłam dopijać zimną już kawę. Jednak można prze nimi coś ukryć albo ze mnie taka dobra aktorka. Siatkarz usiadł po przeciwnej stronie stołu i do ręki wziął kubek z napojem, który dotychczas należał do Andrzeja.
- Ta kawa była Wronki. - mruknęłam w jego stronę.
- Tak? Nie widzę, żeby była podpisana. - zaczął oglądać kubek, po czym uśmiechnął się do mnie widząc, że nie mam mu czym odpowiedzieć.
- A spadaj. - burknęłam.
- Słyszałem, że dostałaś wolne. - zmienił temat i poruszał śmiesznie brwiami, a ja za to w myślach dusiłam Kubiaka za tą wygadaną gębę.
- Dzikiemu kiedyś utnę ten jęzor przy samej dupie. - jęknęłam, ale zaraz potem się zaśmiałam - Tak, mam wolne. Z tej szefowej to jednak spoko babeczka jest. - uniosłam lekko do góry kąciki ust, a w głowie miałam powód czemu dostałam te wolne.
- To przyjdziesz na mecz? - zapytał, ale zaraz szybko dodał - Co ja gadam! Ty to teraz masz być na tym meczu!
- Zobaczymy. - puściłam mu oczko.
- Żadne zobaczymy. Będziesz na tym meczu i ja się o to postaram! - powiedział stanowczo, ja po raz kolejny odpowiedziałam mu śmiechem. Dzięki nim zapomniałam o wszystkim co mnie spotkało w Krakowie i w końcu poprawili mi humor.
- I ja również się o to postaram. - obróciliśmy się razem z Krzysiem w stronę drzwi, gdy usłyszeliśmy głos Andrzeja - Może osobiście tego nie dopilnuję, ale znajdziesz się na tym meczu, czy tego chcesz, czy nie, kotek. -  środkowy zajął miejsce obok mnie i delikatnie chwytając za rękę pociągnął w swoją stronę, bym usiadła mu na kolanach.
- No widzisz! Przegłosowane, idziesz. - Igła pokazał mi język.
- No, ale chyba mam coś chyba do powiedzenia, co? - spojrzałam się na obu, a oni równocześnie się zaśmiali. - A dzięki. - mruknęłam cicho i spuściłam głowę udając obrażoną.
- Niestety nie masz nic do powiedzenia, skarbie. - odpowiedział mi mój chłopak, po czym ucałował mnie w skroń.
- A spadaj. - burknęłam w jego stronę, a panowie ponownie się zaśmiali - Nienawidzę Was.
- No już się nie złość. - Andrzej dał mi całusa w polik, a ja szybko to wytarłam.
- Fuj, jeszcze jakiegoś syfu dostanę. - skrzywiłam się, oczywiście żartując.
- O, no proszę. Zobaczymy kto do kogo pierwszy przyjdzie. - odpowiedział mi puszczając oczko.
- Andrzejku jeszcze chcesz się w to bawić? Przecież zawsze Ty pierwszy przychodzisz. - poklepałam go lekko po poliku, kiwając przy tym głową na boki.
- Bo mi zależy. - mruknął, a ja zaraz to wszystko przekalkowałam. Teraz to mi ciśnienie podniósł.
- Czyli mam rozumieć, że mi nie zależy?! - uniosłam się od razu, a siedzący z nami Krzysiu westchnął głośno. Spojrzałam na środkowego unosząc brwi do góry, czekając na jego odpowiedź. Jego mina wyglądała jakby żałował tych słów, patrzył na mnie błagalnie, ale trudno klamka zapadła.
- Znowu doprowadzacie do kłótni. - odparł zrezygnowany libero.
- Nie mieszaj się. - skierowałam te słowa do najstarszego z naszego grona.
- Justyna, przecież nie o to mi chodziło. - westchnął zrezygnowany - Nie denerwuj się od razu. Wiem przecież, że Tobie też zależy. Nie kłóćmy się, dobrze?
- Dobra. - mruknęłam cicho - Ale i tak wiem swoje. - dodałam i wstałam.
- No i gdzie idziesz? - westchnął zrezygnowany.
- Daleko od Ciebie. - wytknęłam mu język, a Libero się zaśmiał. Wrona mruknął coś pod nosem, kiwając głową na boki z uśmiechem na twarzy.
Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do salonu gdzie leżeli goście. Wszystkie drugie połówki siatkarzy oraz zawodnicy, którzy byli wstanie po skończonej imprezie dotrzeć do hotelu, poszli spać do wynajętych pokoi. Jednak znaleźli się tacy co troszkę pofolgowali, w sumie zawsze jest to samo grono, przynajmniej kiedy ja jestem na imprezie. Zawsze do tego grona się zaliczałam, a tu proszę! Niespodzianka! Justyna jest trzeźwa i bez kaca. Zapisać w kalendarzu. Oczywiście do tego grona zaliczali się Wlazły, Winiarski, Ignaczak, Kłos oraz akurat wyjątkowo Drzyzga. Sama nie wiem jak wszyscy się pomieścili w tym salonie. Lepsze to niż żeby dziewczyny ciągnęły ich przez Krakowskie ulice do hotelu, bo podobno owy budynek znajduje się kilka przecznic dalej.
Kiedy znalazłam się w pomieszczeniu to od razu odrzuciła mnie woń alkoholu, która się tam unosiła. Po przeskakiwałam przez śpiących wielkoludów i otworzyłam na oścież balkon. Rozejrzałam się po pokoju i nie omal wybuchłam śmiechem. Ich pozycje i miejsce do spania wyglądały przekomicznie. Jedyny Michał leżał rozłożony na kocu na podłodze, a miejsce obok niego było puste i w dodatku widać, że ktoś tam spał. Jestem niemalże pewna, iż to miejsce zajmował Igła. Oni potrafili normalnie ułożyć się do snu, bo w sumie nie byli aż tak pijani, jak tamta trójka, a szczególnie Wlazły. Jego biorę na siebie, bo to moja wina. Przyznaję się bez bicia. Kłos razem z Drzyzgą zajęli miejsce pod stołem, jeden przytulony do drugiego. Śmiesznie to wyglądało, bo wystawały im i głowy, i nogi. Oczywiście porobiłam zdjęcia, będzie na pamiątkę. Przyszła pora na Mariusza. On spał sobie na kanapie, ale spokojnie to nie wszystko. Na czole miał narysowane, czarnym markerem męskie genitalia i żeby nie było to już nie ja zrobiłam. Przykryłam usta ręką, aby powstrzymać śmiech, choć i tak już się chichrałam jak głupia. Chwyciłam marker do ręki i dodałam coś od siebie, a zaraz po tym zrobiłam zdjęcie. Tak w razie czego, zawsze się przyda.
- Kto namalował Wlazłemu chuja na czole? Krzysiu, wiesz może? - zapytałam ze śmiechem, kiedy przekroczyłam próg kuchni. Panowie spojrzeli na mnie, przerywając rozmowę. Ignaczak zaczął się chichrać, a Wrona krztusić wodą, którą właśnie pił.
- Namalował, co? - wysapał kiedy skończył kaszleć.
- No chyba nie muszę Ci tłumaczyć, co masz w spodniach, jak wygląda i do czego służy. - podeszłam do niego i pocałowałam w polik. Krzysiek ze śmiechu spadł prawie z krzesła, a Andrzej mordował mnie wzrokiem.
- Języczek Ci się wyostrzył, widzę. - skomentował z przekąsem środkowy i ponownie usadowił mnie na swoich kolanach.
- Andrzej, on niestety nigdy tępy nie był. - westchnął libero, a ja zaśmiałam się na te słowa.
- Faktycznie. - przyznał i objął mnie w pasie, kładąc brodę na mój bark.
- Ale ja nadal nie dostałam odpowiedzi na pytanie. - przypomniałam, a Igła po raz kolejny zaczął się chichrać. Coś mi mówi, że to on zabawia się w takie dziecinne gierki.
- Ale jakie pytanie? - zapytał powstrzymując śmiech.
- Nie zgrywaj głupka, tylko...
- Głupka to on nie musi zgrywać. - przerwał mi Andrzej ze śmiechem.
- Faktycznie, ale...
- Kto namalował Szamponowi na czole chuja? - usłyszeliśmy słaby głos Winiara i chwile potem do pomieszczenia wszedł ledwo żywy Michał.
- Nie dadzą mi nic powiedzieć. - mruknęłam pod nosem - Tabletki i wodę masz koło lodówki. - burknęłam w jego stronę obrażona.
- O dzięki. - sapnął i powlókł swoje cielsko w tamtą stronę. Łyknął na raz dwie tabletki, a potem przyssał się do butelki z wodą. - Co Wy tacy weseli, bez kaca? Zwłaszcza Ty Justyna? - zapytał, kiedy już oderwał się od gwinta. Podszedł do stołu i zajął miejsce obok mnie i Andrzeja. Patrzył się na mnie podejrzliwie.
- Bo pić trzeba umieć, kochany. - puściłam mu oczko.
Wrona razem z Krzysiem zaczęli się rechotać, bo bardzo dobrze wiedzieli o co chodzi. Andrzej już znał moje sztuczki, a Igła dowiedział się jednej wczoraj i to przez czysty przypadek, kiedy chciał się napić z mojej szklanki. Otóż, mój plan polegał na tym i w sumie tylko na tym, że pijąc każdy kieliszek wódki, to nie połykałam go, tylko wypluwałam do szklanki z sokiem, która była moją popitą. Sztuczka stara jak świat.
- Akurat Ty umiesz najlepiej. - sapnął z przekąsem przyjmujący - Zwłaszcza rano po każdej imprezie to widać, więc coś mi tu śmierdzi.
- Jak się nie umyłeś, to śmierdzi. - prychnęłam ze śmiechem. Andrzej z Krzysiem pokiwali głowami, a Winiar wywrócił oczami.
- Cięty język. Wiedzę, że wróciła stara Justyna. - westchnął teatralnie, a zaraz potem się uśmiechnął - A teraz przyznaj się, że jeszcze nie wytrzeźwiałaś.
- Kochany, mówię Ci, że pić trzeba umieć. - zaśmiałam się razem z pozostałą dwójką, a Michał patrzył na nas dziwnie.
- Coś czuję, że nie jestem w coś wtajemniczony. - założył ręce na piersi - Więc czekam na wyjaśnienia.
- To sobie trochę poczekasz. - wytknęłam mu język.
- Wolałem, jak tak mi nie cisnęłaś. - oburzył się i odwrócił głowę w drugą stronę.
- Przepraszam, ale mam taki humor zajebisty, że nikt mi go dzisiaj nie popsuje.  - uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciela, ale to nie podziałało. Wzruszyłam ramionami i zwróciłam się do dwóch pozostałych siatkarzy. - To co chcecie na śniadanie?
- Ja bym zjadł jajecznicę. - odezwał się niebieskooki, a ja podniosłam brwi do góry. Przed chwilą był śmiertelnie obrażony.
- Przecież masz focha.
- Machniesz jajeczniczkę to będzie git. - uśmiechnął się do mnie, a ja pokiwałam głową na boki.
Chłopaki poparli pomysł Michała, więc zostało mi zrobienie jajecznicy i to nie z kilku jajek, a z kilkunastu. I z tym był problem, bo gdy otworzyłam lodówkę, znajdowała się tam tylko jedna wytłaczanka jajek. W kuchni ze mną został tylko Andrzej, bo tamta dwójka uciekła, aby doprowadzić się do porządku i resztę pobudzić. Zatem spytałam się środkowego, czy by nie skoczył do sklepu za rogiem i nie kupił jeszcze dodatkowo dwóch lub trzech wytłaczanek. Chętnie przystał na tą propozycję, ale tylko wtedy, gdy pójdę z nim. No i co ja biedna miałam zrobić, poszłam z nim do te jajka.
- Kiedy tylko chłopaki udadzą się do hotelu, zostajesz tylko i wyłącznie dla mnie. - usłyszałam, kiedy wracaliśmy ze sklepu, a zaraz potem przed twarzą miałam Andrzeja. Chwycił mnie za biodra i przyciągnął do siebie. - Nikogo więcej. - dodał i delikatnie ucałował mnie w usta. Odwzajemniłam pocałunek, za chwilkę jednak oderwał się szybko i spojrzał na mnie z góry. Nie wiedząc o co chodzi, ustałam na palcach i próbowałam sięgnąć jego ust. Na marne, gdyż odsuwał twarz, śmiejąc się przy tym. Próbowałam też podskakiwać, ale też ten plan spalił na panewce. zrobiłam naburmuszoną minę, ale i to nie podziałało.
- Nie, to nie. - burknęłam oburzona i skierowałam się w kierunku klatki. Usłyszałam śmiech Andrzeja, a zaraz potem chwycił mnie za rękę i jednym ruchem obrócił mnie przodem do niego. Nie zdążyłam nic powiedzieć i nic zrobić, bo usta siatkarza znalazły się na moich. Jak to miał w zwyczaju złapał mnie za biodra, przyciskając je bardziej do swoich, a reklamówka, którą trzymał obiła mi się o udo. Mruknęłam przeciągle i objęłam rękoma kark chłopaka, pogłębiając pocałunek. Całował namiętnie, tak jak świat miałby się kończyć. Oparł mnie o zaparkowany samochód przed blokiem i dłonią, która była wolna, przejechał wzdłuż mojej tali, aby potem położyć ją na policzku i kciukiem gładzić jego skórę. Żadne z nas nie chciało zaprzestać tego pocałunku i zapewne trwałby jeszcze, gdyby nie Kłos z okna.
- Ej! Gołąbeczki! Pomiziacie się później, teraz chodźta z tymi jojcami, bo głodny jestem! - jego krzyk było słychać na pół osiedla. Usłyszeliśmy również śmiechy nie tylko z okna, ale i przechodzących akurat przechodniów. Oderwałam się szybko od Wrony, aby zaraz potem schować czerwoną ze wstydu twarz w jego torsie. Andrzej również się zaśmiał, a mi do śmiechu nie było, bo co jak co, ale oni są tu przejazdem, a ja tu mieszkam.
- Karolku! - krzyknął mój chłopak do niego - Swoje dwa jojca masz, więc sobie poradzisz. - kiedy usłyszałam te słowa to pokręciłam głową na boki. Z nimi się wstyd gdziekolwiek pokazać!
- Chodźmy już stąd lepiej. - bąknęłam z ukrywanym śmiechem. Pociągnęłam siatkarza za rękę prowadząc do odpowiedniej klatki. Cały czas szłam ze spuszczoną głową, ale w duszy się śmiałam z całej sytuacji.
Kiedy weszliśmy do mieszkania, przywitał nas wybuch śmiechu ze strony siatkarzy. Ja oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie skomentowała tego. Za to Winiarski nie byłby sobą, gdyby mi nie odpowiedział. Na całe szczęście lub na moje nieszczęście naszą wymianę zdań przerwał Wlazły.
- Nigdy więcej. - sapnął cały blady na twarzy. O dziwo nie miał już namalowanych rysunków i wydawał się być jakiś taki trzeźwy.
- A Ty co?! - krzyknęliśmy oboje - Ja?! Tak Ty! Miałaś/eś dzisiaj umierać!
Patrzeliśmy na siebie zdziwieni, a chłopacy wybuchnęli ogromnym śmiechem. Przymrużyłam oczy i spojrzałam podejrzliwie na Mariusza, a on zrobił to samo. Po czym oboje się zaśmialiśmy. Wpadliśmy na ten sam pomysł. W sumie co się dziwić, jak oboje znamy te sztuczki.
- Za dobrze siebie znamy, żeby to wyszło kochana. - atakujący podszedł do mnie i potargał mi włosy, a potem zajął miejsce koło okna - Ale przyznam, ze wpadłem na to po którymś kielichu z rzędu.
- A ja nadal nie wiem o co chodzi. - odezwał się Winiar, a reszta ponownie wybuchła śmiechem.
- Mówiłam, że na wyjaśnienia to sobie poczekasz.


Po śniadaniu złożyło się tak, iż zostałam sama z Mariuszem i miałam wrażenie, że to było ukartowane. Tak nagle wszyscy się zmyli, a tylko on został.
- Miałam wrażenie, że wczoraj byłeś pijany w trzy dupy. - podniosłam na niego podejrzliwy wzrok, a on zaśmiał się na moje słowa.
- To chyba ze mnie niezły aktor jest. - wypiął dumnie pierś, zaś tym razem ja parschłam śmiechem - Ej, no co?
- Nie, nic. - uśmiechnęłam się do niego - Miałam taki dobry plan, miałam się na Tobie zemścić, a Ty znowu mi to spaprałeś. - powiedziałam z wyrzutem.
- Też Cię kocham.- skomentował tylko i wysłał w powietrzu buziaka. Wywróciłam oczami tylko i nastała cisza i w sumie miałam rację z tym nagłym wyjściem chłopaków, bo po tej krótkiej rozmowie okazało się, o co tak naprawdę chodzi.
- Rozmawiałaś z mamą? - zapytał w pewnym momencie, a ja spojrzałam na niego z lekkim zdziwieniem.
- Czemu o to pytasz?
Siatkarz przesiadł się na krzesło obok mnie, obrócili je tak, żebym była z nim twarzą w twarz.
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
- Nie. - odparłam krótko i wzruszyłam ramionami. Chciałam pokazać, że mnie to nie boli, więc odwróciłam wzrok od przyjaciela i zaczęłam, na siedząco zbierać ze stołu brudne naczynia.
- Tak myślałem. - mruknął pod nosem - Zadzwoń do niej.
Wypadł mi z rąk widelec i z niemałym dźwiękiem odbił się od blatu. Szybko go złapałam i ułożyłam na stosie talerzy.
- Nie. - bąknęłam wcale na niego nie patrząc. Mariusz najwyraźniej lekko podirytowany moim zachowaniem chwycił naczynia i odsunął na drugi kraniec stołu.
- Porozmawiaj ze mną normalnie. - poprosił i chwytając za brodę nakierował mój wzrok na siebie - Zadzwoń.
- Nie, nie zadzwonię do niej. - westchnął na moje słowa.
- Weź choć raz nie unoś się honorem i odpuść. - wstał na chwile z miejsca, aby zaraz potem usiąść z powrotem z moim telefonem w ręku. Wyciągnął dłoń z urządzeniem w moim kierunku. Poparzyłam to na twarz Mariusza, to na komórkę i zawahałam się. Z jednej strony chciałam się pogodzić, ale z drugiej nadal mnie bolało to jak wobec mnie się zachowała.
- Nie. - pokiwałam głową na boki - I daj już sobie spokój, bo to ona zachowała się wobec mnie nie fair. - wstałam z miejsce, chwyciłam naczynia ze stołu i wsadziłam do zlewu, po czym zaczęłam je dokładnie myć. Wlazły nie odpuścił. Stanął obok mnie i jednym ruchem ręki zakręcili wodę.
- Nie mówię, że masz ją przepraszać, tylko porozmawiać. - odparł. Po woli rosło mi ciśnienie. Nie odezwałam się, tylko z powrotem odkręcając wodę , zaczęłam zmywać naczynia po posiłku. - To jest Twoja mama. Wiecznie się do niej nie odzywać nie będziesz.
Nie wiem czemu, ale nerwy wzięły górę i cisnęłam gąbką do zlewu, zakręciłam kurek i to wszystko z taką siłą, że Mariusz wiedział, iż puściły mi nerwy.
- A ja jestem jej córką! - warknęłam - Chcę się rozwijać i coś w życiu osiągnąć! Nie mam zamiaru jako pierwsza wystawiać ręki, a przede wszystkim płaszczyć.To ona wobec mnie źle postąpiła. Nie wiesz nawet jak się z tym czuję. Zamiast cieszyć się, ze ma zdolna córkę, to jeszcze wiesza na mnie psy i wyrzuca z domu. - wybuchłam w jego stronę. Mój krzyk musieli słyszeć chłopacy, bo w kuchni zaraz pojawił się Andrzej z Krzyśkiem lecz nie zwróciłam na nich uwagi. - A wiesz co jest najgorsze? Że przez ten zasrany czas odkąd wyjechałam z domu, nie dostałam ani jednego smsa, z choćby głupim pytaniem czy żyje, żadnej oznaki, że się o mnie martwi. Nic. - przyznałam, a oczy zaczynały mnie piec. Przełknęłam ślinę i zamrugałam szybko, aby pozbyć się słonych kropel. - Powiem to Mariusz raz i dobitnie. Nie zadzwonię do niej. Nie zacznę rozmowy jako pierwsza. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Tyle w tym temacie. - pociągnęłam nosem i wycierając ręce w ręczniczek opuściłam pomieszczenie.

Perspektywa Krzysztofa

- Mówiłem, mówiłem, że to o to chodzi. - mruknąłem do chłopaków, kiedy Składanowska trzasnęła drzwiami od swojego pokoju.
- Za bardzo naciskałeś. - Wrona olewając moje słowa, zwrócił się do atakującego - Wiesz, jakie ma nerwy. Jeszcze niepotrzebnie wy się pokłócicie. - Wlazły machnął ręką, bo widział jak rozmawiać z Justyną, a o kłótnie to on się nie martwił.
- Nie, to jeszcze nie o to chodzi. - Mariusz przygryzł dolna wargę w zamyśleniu - Ją jeszcze coś trapi, ktoś...
- Może ten Filip. - burknął środkowy. Od czasu, kiedy usłyszał o byłym Justyny stał się jeszcze bardziej zazdrosny, niż był.
- Nie wiem, może. Kurde. Czemu ona boi powiedzieć któremuś z nas co jej dolega. Każdy próbował i nic. - westchnął Wlazły i usiadł na krześle. Przejechał dłonią po twarzy, po czym spojrzał na zegarek.
- W sumie to ja jeszcze nie próbowałem. - wzruszyłem ramionami.
- Daj spokój to bez sensu. - do kuchni wszedł Michał - Jeśli nie chciała rozmawiać o tym z Mariuszem i Andrzejem, to nikt już od niej nic nie wyciągnie.
- A Kubiak? - zadałem pytanie, ale zaraz tego pożałowałem. Środkowy napiął się cały i obrzucił mnie lodowatym spojrzeniem.
- Jak nikt to i na pewno Kubiak. - warknął - A szczególnie on, w ostatnim czasie za dużo wokół niej latał.
- W sumie to dobry pomysł. - odezwał się Mariusz, a ja duszy dziękowałem Bogu. Wrona swój wzrok przerzucił na niego. - Ostatnio dowiedział się trochę, to dzięki niemu wiemy, że jest coś nie tak.
- Popierdoliło was całkiem. - syknął chłopak dziewczyny - Żaden Kubiak nie będzie z nią tu siedział. Sam dowiem się o co chodzi! - powiedział stanowczo.
- Przypomnę Ci, że to Ty ostatnio nie odezwałeś się do niej od ostatniej wizyty, wiec z łaski swojej nie miej pretensji, bo w ostatnim czasie to właśnie Kubiak poświęcił jej więcej uwagi niż Ty. Sam do tego doprowadziłeś, dlatego teraz nie wyzywaj się na nas. - atakującemu podrosło ciśnienie, a my razem z Michałem patrzeliśmy na dwójkę z niemałym zdziwieniem.
- Tak, bo ja go kurwa wysłałem tutaj. - odpowiedział z przekąsem Wrona - Jeszcze zarzuć mi, że mam ją w dupie. - warknął i wyszedł z pomieszczenia tal samo jak jego dziewczyna.
- Charakterki mają podobne. - zaśmiał się Winiar, a ja spojrzałem na niego błagalnie - No co? Nie prawda?
- I to kurwa bardzo. - bąknął Wlazły, wstając z miejsca. Po ostatnich sytuacjach coraz bardziej bał się o przyjaciółkę. - Zbieramy się, nic tu po nas. Zostawmy ich samych, może uda mu się coś dowiedzieć. - powiedział i wyszedł z pomieszczenia.. Zostałem sam z Michałem, który przeniósł wzrok na mnie i westchnął głośno.
- A Ty kiedy zamierzasz jej powiedzieć? - zapytał, a ja pokiwałem od razu głową na boki.
- Nie. - sapnąłem - Nie teraz. Nie wiem kiedy, ale z pewnością nie teraz. - odpowiedziałem - Gdybym wiedział jak zareaguje już z pewnością bym to jej powiedział. Jednak boje się, boje się, że mnie znienawidzi i nie odezwie się do mnie już nigdy, a tego bym sobie nie wybaczył. Za bardzo ją pokochałem.

Perspektywa Justyny

Nic mi humoru nie miało popsuć. Jednak proszę, zawsze znajdzie się ktoś, kto to zrobi.
Boli mnie to, że moja własna mama tak postępuje. Zwłaszcza, jak byłam z nią tak blisko. Byliśmy jak dwie przyjaciółki, każda mogła mówić drugiej wszystko, bez tajemnic. Właśnie w takich chwilach żałuję, że nie mam ojca. Mogłabym iść do niego, przytulić się, wygadać o tej całej kłótni. Tak cholernie żałuję, że mnie zostawił, nawet go nie znam, ale w życiu mu tego nie wybaczę.
- Justyna. - usłyszałam głos Krzysia, który wszedł do pokoju. Obróciłam się do niego przodem, a on uśmiechnął się do mnie lekko.
- Po co on się w to wtrąca? - zapytałam retorycznie - Rozumiem, że to mój przyjaciel, ale to sprawa pomiędzy mną, a mamą. Nikt nie ma prawa się w to wtrącać. - dodałam z łzami w oczach. Podeszłam do Krzysia i wtuliłam się w jego ciało. Przez ten cały okres nie miałam ochoty, siły, a przede wszystkim czasu na myślenie o tym wszystkim. Ostatnio cale dni zajmowała mi praca, oczywiście zdarzało mi się złapać za telefon i zadzwonić do mamy, ale wtedy przypominało mi się to wszystko co się wydarzyło. Wtedy łapałam ten nastrój i humor.
- Ej. - Krzysiek pogłaskał mnie po plecach - Nie miej mu za złe. Martwi się o Ciebie, znasz Mariusza nie od dziś i wiesz, że nie miał złych intencji. - odchylił mnie od siebie i spojrzał w oczy.
- Wiem, wiem o tym doskonale, ale niech nikt się w to nie miesza. W całe moje życie nie możecie ingerować. - westchnęłam - I nie przysyłajcie do mnie Kubiaka, sama sobie poradzę. - mruknęłam z powrotem wtulając się w jego ciało. Krzysiek napiął lekko swoje mięśnie, więc już wiedziałam, że jest zaskoczony.
- Kubiaka? Ale czemu mielibyśmy wysyłać tutaj Michała? - zapytał głupio z udawanym zdziwieniem. Westchnęłam głęboko, oderwałam się od libero i popatrzyłam na niego z politowaniem.
- Andrzeja nic ostatnio nie denerwuje, jak słowo Kubiak. Wpadł tutaj dał mi buziaka i burknął tylko, ze idzie się przewietrzyć. - odeszłam kawałek i oparłam się o parapet - Poza tym te krzyki jego i Mariusza było słychać na całe mieszkanie. - uśmiechnęłam się lekko w jego stronę.
- Teraz to ja nie wiem co mam powiedzieć. - przyznał, rozkładając ręce na boki. Nie wiem czemu, ale ten ten obrazek spowodował na mojej twarzy uśmiech. Krzysiek również się uśmiechnął i podszedł do mnie i oparł się tuż koło mnie.
- Ja wiem, co możesz powiedzieć. - powiedziałam po chwili i uniosłam głowę, aby na niego spojrzeć - Obiecaj, że zostawicie mnie i mamę w spokoju. To sprawa pomiędzy nami i same sobie to wyjaśnimy. - odparłam, a przyjaciel pokiwał głową na boki.
- Tego obiecać Ci nie mogę. - objął mnie ramieniem - Bo nawet nie wiem, jak będziesz się upierała, to Twoja mama. Jedyna. A my chcemy Ci pomóc. Mogę Ci obiecać, że nie będziemy aż tak w to ingerować. Troszkę jednak pomożemy. - pocałował mnie w skroń, a ja wtuliłam się bardziej w jego bok. Igła był dla mnie jak ojciec. Nie raz mnie karcił za durne i bez sensu wygłupy, nie raz złościł się na mnie, że robię coś wbrew jego woli, nie raz mówił mi, że traktuje mnie jak własną córkę - Ona wychowywała Cię sama, martwi się o Ciebie i...
- Daj już sobie spokój. - powiedział dobitnie - A jemu nigdy nie wybaczę tego, że nas zostawił. Mimo, że go nie znam, w sumie to i tak go kurwa nie chcę znać, jest dla mnie nikim. - zacisnęłam mocno dłonie w pięści. Krysiek napiął się  cały, a jak spojrzałam na niego, to wydawał się być jakiś dziwny.
- Nie... Nie myśl o tym. - zająknął się i pogłaskał mnie po ramieniu. Położyłam z powrotem głowę na jego bark i westchnęłam cicho. Zawsze tak się zachowywał, kiedy nasza rozmowa zbiegała na temat mojego ojca.
- Dobrze, że Ciebie mam. Odkąd Cię poznałam, traktuję Cię jako mojego tatę. - z uśmiechem na twarzy dałam mu całusa w policzek, ale on tylko uśmiechnął się lekko w moją stronę, po czym odsunął mnie od siebie.
- Chodź, bo zbieramy się z chłopakami. Dlatego do Ciebie przyszedłem. - odparł po chwili i skierował się w kierunku drzwi. Wzruszając ramionami udałam się z nim, gdzie tam pożegnałam się z siatkarzami.
- Przepraszam Cię. - wyszeptał mi na ucho Mariusz, kiedy przytulałam go na pożegnanie - Chciałem tylko...
- Daj już spokój sobie z tym. Powiedziałam już co chciałam i koniec. - odparłam zrezygnowana i oderwałam się od niego - Sama się z nią pogodzę i nie potrzebuje niczyjej pomocy. - założyłam ręce na piersi. On pokiwał głową na boki i dał pstryczka w nos. Zawsze tak robił, kiedy chciałam postawić na swoim. - Nie rób mi już tak, wiesz, ze tego nie lubię. - oburzyłam się.
- Spróbuję. - zaśmiał się i jeszcze raz mnie przytulił.
- Widzimy się na meczu. - powiedziałam kiedy już wyswobodziłam się z jego ramion.
- Będziesz?
- Nie mam innego wyjścia. - odparłam z cichy westchnięciem i spojrzałam na Igłę oraz Andrzeja, który zdążył już wrócić - Jakbym się nie pojawiła nawet tutaj, to każdy po kolejny by mi urwał głowę.
- A ja jako pierwszy. - pomierzwił mi włosy, a ja skierowałam wzrok na niego. Trzepnęłam go po tych jego wielkich łapskach i próbowałam naprawić fryzurę.
- Idźcie już, bo mnie już denerwujesz. - fuknęłam, po czym poszłam pożegnać się z resztą bandy.
Po pożegnaniu wszystkich i zapewnieniu, że pojawię się na meczu, w końcu zostałam z Andrzejem sama. Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego tors, a on obejmując mnie silnymi ramionami, wtulił jeszcze mocniej. Pocałował czule w głowę i wyszeptał, jak mocno mnie kocha.
- Ja Ciebie jeszcze mocniej. - odpowiedziałam i zatopiłam wargi w ustach siatkarza.
Mogłabym już tak zawsze.


Witam! 
Dzisiaj taki mniej melancholijny. Justynka jest wesoła, roześmiana i w oglóle happy. 
Ale spokojnie, gdy tylko znikną siatkarze z pola widzenia, wszystko wróci z podwojoną siłą. 
Więcej Wam nie powiem, a co!

PRZYPOMINAM, ŻE OBOK PO PRAWEJ STRONIE SĄ ANKIETY!!!!! 
 
Pozdrawiam serdecznie! 
Black.

Na dziś Misiek mój kochany.
Bo on kończy karierę, a go bardzo lubię. :( <3
 

Ps. Wbijajcie tutaj!!!! http://unusual-perfect-story.blogspot.com/

niedziela, 12 lutego 2017

Rozdział 35

Każdego proszę o komentarz pod postem, dajcie znak, że jesteście. Anonimy są dostępne, każdy może komentować! Możecie skomentować po prostu kropką, chce wiedzieć, czy ktoś tu jest.  


Muzyka

"Niektórzy tego chcą,
Ale ja nie chcę niczego.
Jeśli to nie jesteś ty, kochanie.
Jeśli nie mam ciebie, kochanie.
Niektórzy chcą diamentowych pierścionków.
Niektórzy po prostu chcą wszystkiego.
Ale wszystko znaczy nic,
Jeśli nie mam ciebie."

Miałam ochotę wymiotować na widok alkoholu? Chyba się to zmieniło po pierwszym kieliszku. Wiedziałam, że kiedy tylko wypije jeden kieliszek z choćby jednym z tych pajaców, to nie pozwolą mi na tym jednym skończyć. Mariusza to ja uduszę, potem zakopie. Chociaż nie. Mam plan.
- Justynka. - poczułam jak czyjeś dłonie chwytają mnie w talii i to wcale nie były dłonie Andrzeja.
- Słucham. - westchnęłam zrezygnowana, gdyż wiedziałam, że któryś chce się napić.
- Możemy pogadać? - po tych słowach odwróciłam się przodem do Michała i spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Teraz? - zapytałam zdezorientowana. Winiar pokiwał głową twierdząco z kwaśną miną, co tym bardziej mnie zszokowało. Był taki przygaszony, nie pałał już taką radością jak kilkanaście minut temu. Pogładziłam go po poliku ze zamartwianiem, bo już wiedziałam, że sprawa jest poważna.
- Michaś co jest? - skrzywił się, gdy tak zdrobniłam jego imię. Ugryzłam się w język i przeklinałam w duchu. Nienawidzi kiedy tak do niego ktoś mówi z prostych powodów.
- Nie... Nie mów tak do mnie. - wysyczał z przymkniętymi oczami.
- Chodź, powiesz o co chodzi. - chwyciłam do za dłoń i zaczęłam kierować się w stronę sypialni, żeby w spokoju pogadać. Kiedy już wychodziliśmy z salonu, poczułam mocne szarpnięcie za rękę. W pierwszej chwili myślałam, że to Misiek, ale on trzymał za drugą dłoń. Obróciłam się z grymasem bólu i zaszczyciłam jak się okazało Andrzeja złowieszczym wzrokiem. Miał nietęgą minę, a z oczu aż kipiała złość.
- Co Ty wyprawiasz? - warknęłam w jego stronę, wyrywając przy okazji rękę. Sama nie wiem, czemu zwróciłam się tak w jego stronę. Być może było to spowodowane jego nastawieniem i samym szarpnięciem mnie za rękę.
- Chciałem o to samo Ciebie zapytać. - również nie szczędził na opanowaniu swojego tonu.
- O co Ci teraz chodzi? - zmarszczyłam brwi, opanowując już emocje. Kątem oka widziałam, jak Michał przygląda się tej całej sytuacji z dziwną miną. - Misiek idź już do pokoju, ja zaraz do Ciebie dojdę. - zwróciłam się do Winiara, podnosząc jeden kącik ust do góry. Wrona prychnął pod nosem, ale puściłam to mimo uszu. Przyjmujący chwile się zastanawiając, przytaknął lekko głową i wyszedł z tego harmidru. Swoje spojrzenie skierowałam na sylwetkę mojego chłopaka. Podniosłam brwi do góry, czekając na odpowiedź.
- Dobrze się bawisz? - mierzy mnie wzrokiem przepełnionym po brzegi kpiną i niedomierzeniem. Ta cała sytuacja zaczęła mnie irytować, ale zachowywałam spokój, choć to dziwne jak na mnie. Zawsze reagowałam żywiołowo, może załapałam, że czas na zmiany? Może w końcu pojęłam, że za dużo kłótni jest tym powodowanych?
- Andrzej, nie rozumiem Cię w tym momencie. - wypuściłam całe powietrze z płuc - Mów o co Ci chodzi, bo nie mam czasu.
- Ciekawe czemu?! Michałek czeka zniecierpliwiony w pokoju?
- Może najpierw z łaski swojej wytłumacz o co Ci chodzi, a potem ziej ogniem. - warknęłam z trudem powstrzymując opanowujący mnie gniew spowodowany całą tą chorą sytuacją.
- Ej gołąbeczki! -  usłyszeliśmy głos Karola po naszej prawej stronie -  Chodźcie do nas! Napije...
- Nie teraz! - oboje zwróciliśmy się w jego stronę. Kłos podniósł ręce w geście poddania,  kiedy usłyszał nasz ton głosu.
- Co im się stało? - zapytał siedzących obok Olę i przyszłych Nowakowskich. Szybko wróciliśmy spojrzeniami na siebie, puszczając dalszą ich rozmowę mimo uszu.
- Mam Ci jeszcze tłumaczyć?! Najpierw stoisz w objęciach Michała, a potem nie wiadomo gdzie go... - otworzyłam usta na te słowa, ale tylko co z nich wydobyło to śmiech. Faktycznie. To wszystko z perspektywy osoby trzeciej mogło wyglądać dwuznacznie. Wrona widząc moją reakcję jeszcze bardziej ciskał laserem z oczu.
- Śmieszy Cię to?
- Owszem. - poklepałam go po ramieniu - Kochany, Misiek chciał tylko pogadać...
- Tak to logiczne! - wyczułam u niego nutkę sarkazmu - Przecież tak wygląda normalna rozmowa.
- Ma problem, który go trapi. - dokończyłam swoją wcześniejszą wypowiedź - Chyba nie myślisz, że na Twoich oczach poszłabym... Czekaj. - zatrzymałam się w połowie zdania i spojrzałam na niego błagalnie - Nie myślisz... Nie myślałeś tak, prawda? - zapytałam patrząc mu w oczy. Długo nic nie mówił, więc wzięłam to za jednoznaczną odpowiedź.
- Justyna. - próbował dotknąć mojej dłoni, ale szybko ją cofnęłam. Patrząc cały czas w jego tęczówki, pokiwałam głową na boki z niedowierzaniem.
- Pomyślałeś tak. - powiedziałam po krótkiej chwili. Nawet nie zaprzeczył. Nic. Ani drgnął. Stałam tak patrząc na jego wyraz twarzy, który zmienił się diametralnie w porównaniu do tej na początku.
- Przepraszam, ja nie...
- Zacznij... Z resztą. - machnęłam ręką i odwróciłam się na pięcie -Michał czeka, pewnie już ma pomysł jaką pozycję przetestujemy. - prychnęłam przez ramię.
- Nie mów tak. - usłyszałam jego cichy głos. Machnęłam ręką, nawet się w jego stronę nie odwracając. Trochę zabolało. Może i to wyglądało dwuznacznie, ale to jest Winiar! Chłop starszy ode mnie o dziesięć lat. Jesteśmy przyjaciółmi, nie raz tak to wyglądało i Wrona bardzo dobrze o tym wie. Rozumiem. Może być zazdrosny, to jest nawet słodkie, ale żeby od razu posądzać o zdradę i to w dodatku z Michałem. Prychnęłam pod nosem z niedowierzaniem. Jak on mógł tak pomyśleć! Może i na początku było to śmieszne, ale teraz dotarło do mnie w jaki sposób myśli o mnie Andrzej. Ma chłopak opinię, nie ma co.
Weszłam do pokoju z niemałą silą zamykając drzwi. Powiedziałam kilka siarczystych słów w ich stronę lub bardziej w stronę Andrzeja, po czy obróciłam się przodem do łóżka, spotykając pytany wzrok Winiara. Tak, od ciebie się zaczęła nasza kłótnia. Kolejna.
- Widzę, że zły humor nie odpuszcza i Tobie. - stał oparty o parapet okna i bardzo dokładnie mi się przyglądał.
- Nie o tym mieliśmy rozmawiać. - powiedziałam ostro. Nie opanowując jeszcze wcześniejszych emocji. Misiek napiął się cały i podniósł jedna brew do góry. Jasne podnoś mi ciśnienie jeszcze bardziej.
- To, że się pokłóciłaś z Andrzejem nie znaczy, że możesz się na mnie wyżywać. - odpowiedział o dziwo spokojnie. Zamykając oczy, wzięłam głęboki oddech, aby opanować nerwy. Rozluźniłam zaciśnięte w pięści dłonie, po czym wypuściłam z płuc dużą ilość powietrza.
- Przepraszam. - westchnęłam - Dowiedziałam się kto jaką ma o mnie opinię... Zresztą. - machnęłam ręką, jakby to nie było ważne - Nie o tym mieliśmy gadać. - uśmiechnęłam się na silę. Poklepałam miejsce obok siebie na znak, że Misiek ma usiąść obok mnie. - Mów o co chodzi. - zachęciłam go do rozmowy. On zaś pokiwał przecząco głową i jedną ręką opierał się o parapet, a drugą przeczesał włosy wzdychając przy tym ciężko. Zmarkotniał jeszcze bardziej, a jego wzrok utkwił w ciemnoniebieskiej ścianie pokoju.
- Pamiętasz, jak pytałem się o bycie na moim rozwodzie? - zatrzymał się na chwilę z dalszym wyjaśnieniem i przeniósł na mnie spojrzenie, a kiedy pokiwałam pionowo głową kontynuował - Po sezonie reprezentacyjnym mamy chwilę przerwy. Tydzień lub więcej zależy ile dostaniemy od zarządu. - słuchałam go cierpliwie, ale za cholerę nie wiedziałam co to ma do rzeczy z rozwodem. Przekręciłam głowę na bok i cmoknęłam głośno zniecierpliwiona kiedy cały czas trwał przy temacie wolnego.
- Misiek...
- Zadzwonił do mnie prawnik jakoś godzinę temu. - wyznał w końcu. Drygnęłam niespokojnie na jego słowa. Winiarski ciężko westchnął i usiadł obok mnie. Obserwowałam bardzo uważnie każdy jego ruch, jego mimikę twarzy, gdy opowiadał o tym co usłyszał od swojego adwokata. Z każdym dalszym wypowiedzianym słowem w jego oczach pojawiało się uczucie ulgi. Jakby uchodziło z niego całe te zamieszanie z powodu Dagmary. Współczułam mu. Udawał przed wszystkimi, że wszystko u niego w porządku; że ma się dobrze, a w rodzinie układa się jak najlepiej. Znam to i to bardzo dobrze. Może dlatego, jestem w stanie zrozumieć co teraz przeżywa, co czuje i co myśli? Przecież nie dawno sama byłam w takiej sytuacji. Problematyczny sąsiad z naprzeciwka do tej pory nie daje zapomnieć o przeszłych problemach. Przeszłych... Niezbyt trafnie powiedziane. One znowu są teraźniejsze.
- Dokładniejszy termin rozprawy będzie jeszcze podany, ale na pewno odbędzie się po sezonie reprezentacyjnym. - westchnął ociężale i przekręcił się w moją stronę - W końcu będę wolny. - uśmiechnął się lekko.
- Zobaczysz. Kiedy tylko będzie po wszystkim to wszystko z Ciebie zejdzie. - mrugnęłam do niego okiem - Rozmawiałeś o tym z Mariuszem?
- Jesteś pierwszą osobą, której to powiedziałem. Zresztą nie chcę już Mariuszowi robić kłopotu... - wzruszył ramionami i wstał powoli z łóżka - I tak już wystarczająco zrzuciłem mu się na głowę.
- Nie mów tak! - skarciłam go za te słowa - Tak samo jemu mogło się to przytrafić. Jest twoim przyjacielem, dobrym kumplem. Znacie się jak łyse konie i dam sobie nogę u samej dupie obciąć, że zrobiłbyś to samo dla niego. A gdy by Ci czegoś nie powiedział, pretensji nie byłoby końca. - uśmiechnęłam się szczerze w jego stronę. Od kilku lat w trójkę zgrywamy dobrą paczkę. Co prawda Wlazły znaczy dla mnie więcej niż Michał, ale to z znanych przyczyn.
- No w sumie masz rację, ale nie będę mu teraz psuł imprezy. Jak nigdy dobrze się bawi. - podniósł lekko kąciki ust ku górze.
- Ale wiesz, że jak mu nie powiesz, to...
- Znam Twoje możliwości i wiem co będzie. - znalazł się obok mnie i poczochrał po włosach. O, już mu humorek dopisuję? Wywróciłam oczami, uciekając od wielkiej łapy Miśka i zaczęłam poprawiać potargane włosy.
- Tak więc, ja się dowiem. - zastrzegłam unosząc wskazujący palec do góry.
- Dobra, dobra. Teraz to mów co Ci Wrona powiedział, bo takiej wiązanki jeszcze nie słyszałem. - na samą myśl o tej sytuacji ciśnienie lekko mi podrosło.
- Nie ważne, powiedział co wiedział. - wzruszyłam ramionami, udając obojętną minę.
- Nie wiem czemu, ale mam takie wrażenie, że jestem w to zamieszany. - przymrużył oczy, patrząc na mnie ciekawskim wzrokiem. Wzięłam głęboki oddech i powoli wypuszczałam powietrze z płuc. W taki sposób się uspokajałam.
- Bo jesteś. - odparłam niechętnie po chwili ciszy. Misiek uśmiechnął się nikle, po czym objął mnie ramieniem.
- Zatem, chyba muszę wiedzieć co się stało. - chwila ciszy i namysłu Michała - Znowu.
Trafnie powiedziane. Znowu coś się stało, znowu jakaś kłótnia pomiędzy mną, a Andrzejem.
- Myślał, że jestem na tyle zdzirowata, żeby puszczać się pod jego nosem. - poprawiłam się na łóżku. Przymknęłam powieki na samą myśl o tym. - I to w dodatku z Tobą. - dodałam na wydechu.
- Słucham?! - głośny śmiech Michała dudnił mi w uszach i niezmiernie zirytował. Wstałam z miejsca, czując jak emocje sięgają górę. - I o to poszło? Jak chcesz mogę...
- Na początku też tak zareagowałam. Wyśmiałam go, ale doszło do mnie jaką ma o mnie opinie. Bo do kurwy nędzy Michał! - krzyknęłam głośno, aż przyjmujący podskoczył - Rozumiem, jakbym go waliła w rogi na prawo i lewo, ale w takim przypadku?
- Ale przyznaj, że wyglądało o trochę, jakby to powiedzieć... dwuznacznie. W sumie to trochę moja wina. - podrapał się po karku z krzywa miną.
- Nie denerwuj mnie bardziej! - warknęłam - Pomyśl logicznie. Posądził mnie o zdradę z Tobą. To już samo się wklucza. Misiek... - jęknęłam bezsilnie robiąc przy tym dziwne wymachy rękoma.
- Fakt - zaśmiał się.
- Michał to nie jest śmieszne.
- Owszem, jest. - podniósł do góry swoje cztery litery i podszedł do mnie. Chwycił mnie za ramiona i potrząsnął lekko. - Przesadzasz z tym wszystkim. Chłopak jest zazdrosny o Ciebie, to chyba dobrze, prawda?
- Niby tak, ale Michał! To już gruba przesada. Nie jestem idiotką, aby posuwać się z innym facetem, gdy za ściana siedzi mój chłopak, którego kocham. - zrzuciłam z barków wielkie łapska Winiara i przewracając oczami podeszłam do okna. - Trochę zabolało, to całe zajście. Nigdy nie dałam mu powodów do zazdrości. - oparłam się plecami o parapet. Wszystko się we mnie kumulowało, cała złość. Jeszcze nigdy Andrzej nie pomyślał o mnie w taki sposób.
- Nigdy? - po pokoju rozniósł się pewny głos przyjmującego - A Kubiak? - po usłyszeniu tego nazwiska jeszcze bardziej zacisnęłam dłoni w pieści. Spojrzałam na Winiarskiego, który stał z założonymi rękoma i uśmieszkiem na twarzy, gdyby mógł to jeszcze by sobie zaklaskał za to co powiedział.
- Nie mieszaj go w to. - fuknęłam.
- Ale czemu? Nie mam racji? - nastała cisza, którą przerwał Michał cichym śmiechem - Chłopak jest zazdrosny, bo mu na Tobie zależy. Kubiak zaczął mu załazić za skórę, bo cały czas przy Tobie lata. Kto siedział z Tobą przez ten czas? Andrzej czy Michał? Ma powody do zazdrości. Nie powiem z tym przegiął pałę, ale na bank nie miał złych intencji, po prostu jest o Ciebie chorobliwie zazdrosny, bo Cię kocha i nie widzi świata po za Tobą. Oboje macie zbyt duże ego, a zwłaszcza Ty. Oooo nawet nie próbuj zaprzeczać. - powiedział, kiedy już miałam się odezwać - Ktoś wytknie Ci błąd i problem prosto w oczy, a Ty od razu się obruszasz. Reagujesz żywiołowo, w sumie mamy tego przykład.
- Nosz kurwa! - przeklęłam na ostatnie zdanie przyjmującego - Ty chyba nie rozumiesz, że ma mnie za dziwkę.
- Powiedział to?
- Nie, ale...
- No, więc właśnie. Sama dopisałaś sobie resztę. - pokiwał głową na boki i usiadł sobie wygodnie na łóżku.
- Nic nie musiałam dopowiadać. - syknęłam - Wszystko na to wskazywało.
- Czemu nadal sugerujesz się tym co Ty myślisz, a nie co myśli o tym Andrzej?
- Bo wiem co on myśli! Zresztą sam to pokazał. Bezpodstawnie mnie obwinia i robi ze mnie nie wiadomo co. - nawet na chwilę się nie uspokoiłam, wręcz przeciwnie Misiek i ja sama siebie jeszcze bardziej nakręcałam. - W ogóle czemu go tak bronisz?!
- Nie bronie go, staram się być obiektywny, ale... - zmarszczył brwi, kiedy ktoś zapukał do drzwi pokoju. Równocześnie zwróciliśmy się w ich stronę. Otworzyły się po chwili i zza nich wyłoniła się głowa bohatera naszej rozmowy. Widząc jego wyraz twarzy i mając w sobie jeszcze te wszystkie emocje, nawet nie panowałam nad tym co gadam.
- O wilku mowa, kurde. - sapnęłam pod nosem - Przyszedłeś nas sprawdzić? Spokojnie, stwierdziliśmy razem z Michałkiem, że nie będziemy stękać przy całej drużynie. - prychnęłam i odwróciłam wzrok. Winiarski odchrząknął dość głośno, wstał z łóżka i klepnął mnie w potylicę. Syknęłam z bólu, po czym zmroziłam go wzrokiem za to co zrobił.
- W dobrą porę się pojawiłeś. - chwilę później znalazł się już przy Andrzeju klepiąc go pokrzepiająco po barku - Powodzenia.- i tyle było go widać. Wyszedł zostawiając mnie samą z Wroną.
Oczywiście, że muszę unosić się honorem i dumą, bo przecież jak inaczej nazwać moje zachowanie? Nawet na niego nie spojrzałam tylko wyminęłam i chciałam wyjść równie szybko, jak Winiarski. Jednak to nie było takie proste, gdyż Andrzej chwycił mnie za rękę delikatnie i pociągnął w swoją stronę, tak że wylądowałam twarzą w jego torsie. Przez chwilę znieruchomiałam i chciałam równie jak on się przytulić, ale gdybym tak szybko odpadła nie nazywałabym się Składanowska. Wyrwałam się z jego uścisku, po czym obrzucając go niezbyt przyjemnym spojrzeniem skierowałam się do wyjścia.
- Porozmawiajmy chociaż raz spokojnie i bez żadnych kłótni. - usłyszałam za plecami, kiedy już jedną nogą przeszłam przez próg. Zatrzymałam się na momencie, przygryzając dolna wargę z nerwów.
- Dobrze. - odpowiedziałam krótko i zamknęłam z powrotem drzwi. Znalazłam się w tym samym miejscu, w którym znajdowałam się, gdy owy rozmówca przybył do pokoju. Rozmowy to chyba by było na tyle, bo żadne z nas przez dłuższy czas się nie odezwało. No proszę Panie Andrzeju chciałeś rozmawiać, to co teraz ucichłeś. - Obydwoje zachowujemy się jak dzieci, nawet nie umiemy ze sobą porozmawiać. - powiedziałam głośno i odpychając się od parapetu podeszłam do siatkarza, który ulokował swój zadek na materacu łóżka. Zajęłam miejsce obok niego, ale w pewnej odległości.
- Też to zauważyłem. - uśmiechnął się lekko w moją stronę, a gdy zobaczył, że mi wcale się humor nie poprawił, odchrząknął cicho - Trochę dziwnie wyszło. Nie chciałem tak pomyśleć...
- Ale pomyślałeś. - przerwałam mu - Mało tego nawet nic nie zaprzeczyłeś.
- To nie tak.
- A jak? - wstałam szybko z miejsca - Nie rozumiesz, że posądziłeś mnie o coś kuriozalnego?! Poczułam się jakbyś nie miał do mnie zaufania i uważał za jakąś dziwkę! - wyrzuciłam to, patrząc mu prosto w twarz. Wstał szybko napinając się cały.
Znowu cała sytuacja nabiera tępa, znowu oboje się nakręcamy. Ponownie wyjdzie z tego beznadziejna kłótnia, po której przyjdą ciche dni. Powoli mam tego dość.
- Wyolbrzymiasz...
- A jak inaczej nazwiesz swoje zachowanie, no proszę. Ja chętnie posłucham. - usiadłam na łóżku zakładając nogę na nogę i uśmiechając się przy tym sztucznie. Andrzej wziął kilka głębszych oddechów, po czym kucnął obok mnie.
- Dobrze. - wydusił z siebie - Przesadziłem. Przyznaję się, że za szybko wszystko wziąłem do siebie, źle oceniłem sytuacje, ale w żadnym wypadku nie uważam Cię za dziwkę. Jestem, zazdrosny o każdego faceta, który się przy Tobie kręci i będę zazdrosny o każdego, który się pojawi. Za mocno Cię kocham. - chwycił mnie za dłonie - Nie chcę, żebyś myślała, że nie mam do Ciebie zaufania. Mam i to wielkie, ale przyglądając się tej całej sytuacji, coś mnie tknęło. Nie wiem. Od razu stanął mi przed oczami Kubiak i... - położył mi palec na usta, żeby się nie odezwała - ...jego zaloty i próba... Nawet nie wiem jak to nazwać. Dopiero po tym jak wyśmiałaś mi prosto w twarz, doszło do mnie, że to faktycznie Winiar. Może nic nie wytłumaczy mojego zachowania, ale naprawdę nie mam do Ciebie takiego stosunku jaki uważasz. Ufam Ci i za nic w świecie nie pomyślałem i nie pomyślę jak o dziwce. Zareagowałem żywiołowo, ty tak samo i takim sposobem mamy kolejną kłótnię, której nie powinno być. - patrzył na mnie z dołu. Pierwszy raz nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Przekalkulowałam sobie każde jego słowo dokładnie i powoli. Nie wytłumaczył swojego zachowania, bo na takie zachowanie nie ma wytłumaczenia, ale z jednej strony ma rację. Kolejna bez sensu kłótnia. Długo zapadła cisza, która ja wykorzystałam do przemyśleń, a Andrzej dzielnie czekał na moją odpowiedź. W pewnym momencie poruszył się, czym zwrócił moją uwagę. Szybko skierowałam spojrzenie na niego. Patrzył na mnie smutnie się uśmiechając i puszczając swoje dłonie ułożył je na moich kolanach. Przygryzłam wargę z nadmiaru emocji i westchnęłam głęboko.
- Nie wiem, może za bardzo wzięłam to do siebie, może i wszystko wyolbrzymiam. Ostatnimi czasy za dużo się kłócimy. - przeczesałam palcami włosy, po czym spojrzałam w pełne nadziei oczy środkowego - Zabolało trochę to co pomyślałeś i mi zarzuciłeś, ale już nie chcę się kłócić. - uśmiechnęłam się lekko w jego stronę. On zaś pocałował mnie w obie dłonie i wstał wyciągając do mnie rękę. Chwyciłam ją i wstałam za pomocą siatkarza.
- Czyli mamy nowe postanowienia? - zapytał, przytulając mnie do swojej pierś - Ja opanowuje zazdrość, a ty nerwy. Dobra?
- Yhym. - mruknęłam, przytulając się mocniej.
Oderwaliśmy się od siebie dopiero po pewnym czasie. Musieliśmy chwilę pobyć przy sobie, aby wszystko z nas zeszło, a zwłaszcza ze mnie. Przez tą chwilę bardzo dużo przemyślałam. Swoje zachowanie, jego zachowanie, te wszystkie wydarzenia, a wnioski zatrzymam dla siebie.
- Wróciła! - dobiegł mnie krzyk Wlazłego - Gdzieś Ty była?- objął mnie ramieniem, zwracając uwag.ę wszystkich zebranych. Swoja droga trochę się już nas wykruszyło.
- Odejdź. - odepchnęłam go rozbawiona i wtedy przypomniałam sobie o moim planie. - Tej! Mariusz.
- Najpierw odejdź, teraz Mariusz. Co chcesz? - obrócił się w moją stronę z udawaną powagą. Misiek miał rację, nieźle się bawi nasz atakujący, no proszę!
Wszyscy znowu w nas wpatrzeni, ale musiałam wykorzystać sytuację.
- Może się zmierzymy, co? Tak mi bluzgałeś na początku imprezy. Przekonamy się kto jest lepszy. - uśmiechnęłam się do niego szeroko, aby nie wyczuł w tym haczyku. Chwilę na mnie patrzył, a za pleców usłyszałam krzyk Winiara.
- No nie mów Szampon, że wymiękasz!
Pomagasz mi Michał, wspomniałam, że Cię kocham?
- No więc? - zapytała zniecierpliwiona. Mariusz chwilę się wahał, ale w końcu przyjął wyzwanie. Pewnie bał się, że go każdy wyśmieje. - Szykujcie popite i wódkę!
Zaczęło się, kielich po kielichu, ale w niewielkich odstępach czasu, żebyśmy za szybko nie padli. Znaczy on nie padł, ja mam pewien sposób.


Żyję. Kilka spraw załatwionych. Doszłam do siebie po pewnych przejściach i jestem. 
Chwytajcie następny rozdział. Może się spodoba może nie. Krótki? Chyba w sam raz. Nie ma w nim dużo, to jest taki żeby było, żeby zapowiedział to co będzie w dalszym.
Każdy niech skomentuję, proszę.
Dalszy już niebawem. 
Pozdrawiam.
Black. 

Bez gifa.. Niestety. :(
 

czwartek, 29 grudnia 2016

Rozdział 34


"Jestem tak bardzo w tobie zakochany
i mam nadzieję, że o tym wiesz.
Kochanie, twoja miłość jest więcej warta niż złoto.
Tak daleko doszliśmy, moja droga.
Spójrz jak dorośliśmy i chce zostać z Tobą,
aż będziemy siwi i starzy.
Tylko powiedz, że nie odejdziesz.
Tylko powiedz, że nie odejdziesz."

Widok śpiącego obok mnie Andrzeja rozczulił mnie doszczętnie. Nasza sytuacja powoli się wyjaśniała, każdy powiedział swoje zdanie. Położyłam się na boku i podparłam głowę ręką, patrząc na śpiącego siatkarza. Leżał na plecach z prawą ręką pod głową, a na twarzy widniał senny uśmiech. Przygryzłam dolną wargę i dziękowałam Bogu, że postawił na mojej drodze takiego mężczyznę. Mężczyznę, który mnie kocha, a ja kocham jego. Położyłam dłoń na jego lewej dłoni i lekko ścisnęłam. Za długo go nie widziałam, słyszałam. Doszło do mnie, że źle postępuję. Że powinnam być na każdym możliwym jego meczu, wspierać go, kibicować mu, a tymczasem zajęłam się zbytnio sobą. Wszystko po raz kolejny mnie przerosło. Musiałam mu się jakoś odwdzięczyć. Postanowiłam, że teraz będę dbać o nasz związek, przecież nie pozwolę, żeby skończyło się tak jak na poprzednim.
- Kocham Cię. - wyszeptałam i pocałowałam go w dłoń - Bardzo mocno. - dodałam patrząc się na śpiącą twarz Andrzeja. Wstałam z łóżka ubierając koszulę chłopaka, pozapinałam kilka guzików, po czym pozbierałam ubrania z podłogi, które wylądowały w różnych miejscach w pokoju. Zaśmiałam się na samo wspomnienie, ale jednocześnie zarumieniłam. To była wspaniała noc. Wzięłam szybki prysznic,a potem prędko podreptałam do kuchni zanim środkowy się obudzi, aby przyszykować dla nas śniadanie. Otworzyłam lodówkę, wyjęłam z niej wytłaczankę jajek i wzięłam się za robienie jajecznicy. Pokroiłam pomidora. biorąc kawałek do ust, kiedy poczułam, że ktoś przytula mi się do pleców. Uśmiechnęłam się pod nosem i przełknęłam warzywo.
- Złodziej. - wymruczał mi do ucha, po czym zaczął obdarowywać pocałunkami mój kark. Pokiwałam głową na boki odwracając się przodem do siatkarza. Zanim zdążyłam coś powiedzieć jego wargi już były na moich. Uśmiechnęłam się ponownie tego poranka i objęłam rękoma kark Andrzeja oddając pocałunek.
- Popsułeś wszystko, wiesz? - wysapałam, kiedy się od siebie oderwaliśmy.
- Słucham? - zapytał zdziwiony, po czym załapał mnie za biodra przyciskając do siebie.
- Miało być śniadanie do łóżka, no wiesz jak jest w tych filmach. - powiedziałam z uśmiechem i zaczęłam mu układać włosy. W sumie w takiej wersji go lubię. Nieułożone włosy, niewyspany, bez koszulki. Takiego go uwielbiam, taki jaki jest tylko dla mnie. Takiego, którego żadna inna dziewczyna nie może zobaczyć.
- To wiesz co? Mam inny pomysł. - wymruczał tuż przy moich ustach - Odpuśćmy sobie to śniadanie i zacznijmy od tego co w tych filmach robią na końcu. - dokończył. Zaśmiałam się na te słowa, po czym zapięłam guzik, który on już zdążył rozpiąć.
- Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, tak kiedyś ktoś powiedział. - powiedziałam z uśmiechem, przypominając sobie, jak kiedyś Wrona wmuszał we mnie śniadanie powtarzając te zdanie.
- To dawno i nie prawda...
- Wmawiaj sobie. - dałam mu buziaka w usta, po czym wzięłam się za dokończenie posiłku. Wrona zaśmiał się głośno i oparł się o blat obok, obserwując moje poczynania. - A Ty co? Do łóżka. - spojrzałam na siatkarza, kiedy podebrał mi kawałek pomidora. Ten podnosząc ręce do góry, odepchnął się od blatu. Dał mi buziaka w policzek i wychodząc z kuchni powiedział, jak mocno mnie kocha.
Z tacą udałam się do pokoju, weszłam do środka i zastałam widok Andrzeja wpatrzonego w telefon. Po cichu pokonałam odcinek od drzwi do łózka, po czym odłożyłam delikatnie tacę na szafkę nocną.
- Co tam masz ciekawego? - zapytałam, całując go w polik. On zaś uśmiechnął się szeroko i jednym ruchem ręki sprawił, że wylądowałam obok niego w łóżku.
- Akurat tu Cię nie zdziwię. - zaśmiał się cicho i pokazał ekran telefonu - Facebook.
- Faktycznie, głupie pytanie. - westchnęłam teatralnie, ale zaraz potem zaczęłam się śmiać - Podaj tacę, zjemy śniadanie. - usiadłam, opierając plecy o ścianę. Wrona posłusznie wykonał moja prośbę i chwilę potem zjadaliśmy się jajecznicą.
- Będziesz na meczu? - zapytał w pewnym momencie. Zawahałam się z odpowiedzią, bo tak naprawdę nie wiedziałam. Nie wiedziałam jak z pracą. W sumie miałam wolne, ale.. Do cholery Justyna, obiecałaś sobie, że będziesz na możliwych meczach. - pomyślałam.
- Postaram się. - uśmiechnęłam się słabo, a Andrzej pokiwał głową lekko zawiedziony.
- Fajnie by było, jakbyś przyszła. - powiedział wcale na mnie nie patrząc. Odłożyła tacę z brudnymi naczyniami z powrotem na szafkę nocną, a potem objął mnie ramieniem i pocałował w skroń. - Tym bardziej, że Tauron Arena nie znajduję się daleko. - stwierdził z przekąsem. Już chciałam mu również coś z przekąsem odpowiedzieć, ale mnie wyprzedził. - A teraz zakończmy ten temat, bo wiem, że odpowiesz mi coś czego później będziemy oboje żałować. Nie chcę się już kłócić, kochanie. - zakończył, mówiąc to tak słodko, że się uśmiechnęłam. Wtulił twarz w moje włosy i przycisnął mnie do siebie tak mocno, aż przez chwilę nie mogłam złapać oddechu. - Kocham Cię tak bardzo mocno. - wyszeptał niskim głosem.
- Ja też... Ja też Cię bardzo mocno kocham, ale proszę Cię zluzuj uścisk, bo mnie udusisz. - zaśmiałam się, a Wrona od razu go poluzował.
- Przepraszam.
- Nie ma za co. - przekręciłam się na bok, aby być twarzą w twarz z siatkarzem. Objęłam do w pasie i wtuliłam się w niego bardzo mocno, ale nie tak mocno jak on to przed chwilą zrobił. - Kiedy masz się stawić w hotelu? - wymamrotałam po chwili ciszy.
- Dzień przed meczem. - westchnął i odchylił mnie od siebie - Potem znowu długo się nie zobaczymy, więc spędźmy ten czas jak najlepiej. - ucałował moje czoło - I sami. - dodał po chwili namysłu.
- I tu nagle ktoś by zapukał do drzwi, to bym się śmiała. - powiedziałam żartobliwie, ale nie wiedziałam, że tak akurat się stanie. Z wielkimi oczami spojrzałam na Andrzeja.
- No i kurwa wykrakałaś. - powiedział oburzony, a ja jak na zawołanie zaczęłam się zwijać ze śmiechu.
- Śmieszno mi Boże! - wysapałam. Wstałam, aby sprawdzić kto to, ale uniemożliwił mi to siatkarz poprzez powrotne położenie mnie do łózka.
- Nie otwieraj, pomyśli, że nikogo nie ma. - poprosił i zrobił taką minę, że nie dało mu się odmówić. Pokiwałam głową na boki i z powrotem wtuliłam się w pierś siatkarza. Pukanie ucichło, ale zamiast tego mój telefon zaczął wibrować na szafce nocnej. Ze śmiechem sięgnęłam komórkę, aby zobaczyć kto to i kiedy już to uczyniłam na ekranie moim oczom ukazało się zdjęcie moje z Mariuszem. Pokazałam Andrzejowi kto dzwoni i nie trzeba było dużo myśleć, aby stwierdzić, że to pewnie on w tym momencie stoi pod drzwiami. Nie odebrałam połączenia tylko wstałam ponownie z łóżka.Wrona mruknął coś pod nosem.
- Andrzej siedzę sama tutaj praktycznie cały czas, dobrze że ktoś mnie odwiedza.
- Ja w zupełności teraz wystarczę. - burknął obrażony. Zaśmiałam się głośno na te słowa. - No i co się śmiejesz?
- Z nim też się dawno nie widziałam. - powiedziałam krótko i wyszłam z pokoju. Podeszłam do drzwi wejściowych i otworzyłam je. Zamknęłam akurat oczy, bo ziewnęłam i rozłożyłam ręce, aby się rozciągnąć.
- No! W końcu otworzyłaś. - usłyszałam głos Wlazłego - Mówiłem, że dopiero wstała.
- Ciebie też miło... - zacięłam się, kiedy otworzyłam oczy i zobaczyłam, że nie tylko Mariusz stoi na klatce - O kurwa. - wymsknęło mi się. Otóż przed sobą miałam chyba całą drużynę i drugie połówki. Miło z ich strony, ale gdzie ja ich pomieszczę!
- Gdzie? - zapytał gdzieś z tyłu Winiarski. Przepchał się przez wszystkich i stanął obok Wlazłego. - To jak wpuścisz nas na herbatę, czy będziemy tu tak stać? - poczochrał mi włosy na przywitanie, po czym dał mi całusa w polik i wepchał się do mieszkania. - Ej ładnie tu masz.
- Boję się, że może mi herbaty nie wystarczyć. - westchnęłam, a każdy się zaśmiał.
- Jak nie masz herbaty, to mamy coś mocniejszego. - odezwał się tym razem Drzyzga i poszedł w ślady kapitana.
- Justyna ile możesz otwie... - z pokoju wyszedł Wrona ubrany tylko w spodnie. Jego reakcja była podobna do mojej. Wszyscy widząc siatkarza zaczęli się śmiać, a że jeszcze nie był w pełnym odzianiu to już w ogóle każdy miał z czego żartować.
- Teraz już wiemy, czemu nie chciała otworzyć. - zaśmiał się Mariusz i również podążył śladami swoich młodszych kolegów z drużyny - Mamy do pogadania, pamiętaj. - przytulił mnie na przywitanie. Potem już każdy witając się z naszą dwójką wszedł do środka. Kiedy już wszyscy wpakowali się do mieszkania, wyjrzałam  na korytarz, aby zobaczyć czy nie ma na pewno jeszcze kogoś. Zamknęłam drzwi, a odwracając się trafiłam na Andrzeja.
- Tylko Wlazły. - powiedział żartobliwie.
- Daj spokój. - zaśmiałam się i poszłam do salonu, gdzie usadowili się goście - No to wy się rozgośćcie, choć jak widzę co niektórzy już to zrobili. - powiedziałam i spojrzałam na Winiara, który dorwał się do pilota od telewizji oraz na Drzyzgę, który z kolei grzebał mi już szufladach - A ja pójdę się ogarnąć. Zostawię Was z Andrzejem. - zaśmiałam się. Po minie Wrony widziałam, ze nie jest zadowolony z tego obrotu sprawy, ale nic na to nie mogłam poradzić. Szybko udałam się do łazienki, aby się ogarnąć jako tako i chwile potem byłam już w salonie. Nie wiem jakim cudem wszyscy się pomieścili. Większa połowa siedziała na podłodze, ale to chyba nikomu nie przeszkadzało. Nie widząc dla siebie miejsca na kanapie, usiadłam na podłodze pomiędzy Michałem, a Mariuszem. Andrzej już ubrany siedział również na podłodze i ze śmiechem rozmawiał z Nowakowskim oraz Olką.
- No to co tam słychać u mojej najlepszej drużyny pod słońcem? - zapytałam z uśmiechem i objęłam karki dwóch przyjaciół, po czym przybliżyłam ich do siebie. - Zabije Was kiedyś. Pod Bogiem. - wyszeptałam im na ucho, tak żeby nikt nie słyszał.
- A wszystko gra i tańczy! - zaśmiał się Kłosiu, wchodząc do pomieszczenia. O matko, jak mi brakowało tej chudej tyczki, nawet nie wiem kiedy on wszedł.
- Karolek! A kiedyś Ty tu wlazł? - rzuciłam się na niego w ramach przywitania. Karol ze śmiechem przytulił mnie mocniej.
- Z nami się tak nie witała. - bąknął ktoś z tyłu.
- Udam, że tego nie słyszałam. - odwróciłam się do reszty - Ale tak serio to cieszę się, ze przyjechaliście. Tylko mogliście mnie uprzedzić, bym się jakoś przygotowała.
- Nie bój żaby my wszystko mamy. - wszedł do salonu Krzysztof zapakowany w reklamówki.
- Jeszcze ktoś tam jest? - wyjrzałam na przedpokój, a każdy zaczął się śmiać.
- Jeszcze na dole jest Olka z Iwona. Idą z żarciem.  - westchnął - Powiedz mi gdzie ja mam to postawić, bo mi łapy odpadną. Uśmiechnęłam się do Krzysia i zaprowadziłam go do kuchni. Odłożył ostrożnie wszystko na blat stołu i przetarł dłonią czoło. - Się spociłem. - zażartował z udawanym zmęczeniem. Spojrzałam na niego z utęsknieniem. Bez słowa podeszłam do niego po to aby się przytulić, on zaś objął mnie ramionami i pocałował w skroń.
- Cieszę się, że przyjechaliście. - odezwałam się po chwili. Oderwałam się od libero, po czym zaczęłam szperać w reklamówkach. W każdej z nich był alkohol, na który widok miałam odruchy wymiotne.- O mój Boże tylko nie Tadzik. - wysapałam.
- Nie mów, że od Spały masz jeszcze odrazę. - zaczął wykładać na stół wszystkie butelki.
- Nienawidzę Was. - zrezygnowana usiadłam na krześle i podparłam głowę ręką. Ignaczak zaśmiał się w głos, a z korytarza było słychać otwierane drzwi, a potem w kuchni znalazł się Wrona z reklamówkami żarcia, a za nim Iwona.
- Cześć kochana. - przywitała się ze mną buziakiem, a potem podeszła do męża - Miałeś przyjść z powrotem po te toboły. - pacnęła go lekko w głowę, a Krzysiek szybko odskoczył. Zaśmiała się na ten widok i wstałam, aby pomóc Wronie w rozpakowaniu.
- To jej wina! - krzyknął zajadając się już czymś z lodówki - Ona mnie zagadała.
- Kłamie! - zaśmiałam się, po chwili do kuchni wpadła Dudzicka z resztą zakupów. Położyła wszystko na podłodze obok stołu i rzucając szybkie zaraz wracam wyszła. - Po co tyle tego?
- Wiesz... - podrapał się po głowie zakłopotany libero - Mieszkasz tu już drugi miesiąc, a nadal parapetówki nie zrobiłaś.
- O niee.... - nie zdążyłam nic więcej powiedzieć, bo z salonu było słychać krzyki Oli. Popatrzyliśmy wszyscy po sobie, a Andrzej dławił się z Iwoną ze śmiechu.
- Biedny Karol. - westchnął mój chłopak i objął mnie w pasie - Musze iść to zobaczyć.- powiedzaił podekscytowany i ciągnąc mnie za sobą udał się do salonu.
- Żeby do sklepu jechać i kupić to chętny i wyrywny, źle żeby później nosić to trudno .Zostawiłeś nas z tymi tobołami i uciekłeś na górę, żeby nie targać. Zobaczymy... - Olka krzyczała na Kłosa przy okazji bijąc go poduszką. Każdy zwijał się tam ze śmiechu wraz ze mną i Andrzejem. Karol na darmo ochraniał się przed jej ciosami, bo jak każdy wie, Dudzickiej nie można zajść za skórę. - A Ty co się śmiejesz? - rzuciła poduszką w Michała, oj biednemu też się dostało. Nie, w sumie dobrze mu. - Wymyśliłeś pomysł zrobienia parapetówki, ale żeby coś w tym kierunku zrobić to nie. - dodała oburzona, ale było widać, że nie może powstrzymać uśmiechu.
- Olka to i tak dużo, że wymyślił, bo każdy wie jak z jego myśleniem. - objął ją ramieniem Wlazły, a potem każdy zwijał się ze śmiechu prócz dwóch poszkodowanych.

Usiadłam sobie w kuchni, aby zrobić sobie kawy. Od dwóch godzin trwa już zabawa w najlepsze. Dosłownie każdy pije, każdy tylko nie ja. Dziwne, prawda? Jest wiele powodów, na które nie mam ochoty sięgnąć kieliszka. Jakimś cudem udało mi się oprzeć oczom Winiarskiego i jego " Ze mną się nie napijesz?", Drzyzgi i jego uśmiechowi oraz Andrzejowi, który mówił, że nam się należy. Musiałam już stamtąd wyjść, bo naprawdę na sam widok wódki miałam odruchy wymiotne. Kiedy woda się zagotowała, zrobiłam kawę i z gorącym kubikiem udałam się do bawiących się gości. Usiadłam na kolanach u Wrony uważając, żeby nie rozlać napoju.
- Kawa? - zapytał po powąchaniu - Chora jesteś? - przyłożył mi do czoła usta, aby sprawdzić czy nie mam gorączki.
- Mówiłam, że nie pije. - powtórzyłam po raz kolejny tego dnia.
- To ja też już nie piję. - odstawił kieliszek do góry dnem. Uśmiechnęłam się na ten gest i dałam mu buziaka. Skrzywiłam się, gdy poczułam smak wódki, dlatego więc szybko się odsunęłam.
- Blee. - wytarłam twarz jak mała dziewczynka, a on zaśmiał się cicho - Dużo wypiłeś?
- Może z dwa lub trzy. - wzruszył ramionami.

Perspektywa Mariusza

Sam nie wiem jakim cudem dałem się namówić Winiarskiemu na ten pomysł z domówką. Przyznam, że na początku byłem do niego negatywnie nastawiony, ale teraz to nawet dobrze wyszło. Każdy się świetnie bawi, nawet mam wrażenie, że Justyna jakby się rozpromieniła.
- Te. - z rozmyśleń wyrwał mnie nie kto inny, jak Michał - Trzeba Justynę namówić, żeby coś wypiła. - szepnął mi coś konspiracyjnie na ucho. Zdziwiłem się, bo myślałem, ze jednak dała się namówić.
- To nie namówiłeś jej? - podniosłem jedną brew do góry z uśmiechem.
- Nosz kurwa nie... Nie dała się namówić na moje oczka. Czaisz! Zawsze działało. - odpowiedział mi zbulwersowany, co wywołało u mnie śmiech - No nie śmiej się, bo i Fabianowi odmówiła i Andrzejowi, a teraz właśnie nawet i Igle!
- Źle się do tego zabieracie. - westchnąłem, gdyż wiedziałem co na nią najbardziej zadziała.
- To namów ja, jak takiś mądry. - oburzył się,
- No i namówię.
- Dycha, że nie dasz rady. - wystawił w moja stronę dłoń. Uścisnąłem ją z usmiechem, a zaraz po tym kazaliśmy Paulinie przeciąć.
- Nie wiesz w co się pakujesz Michał. - poklepała go po ramieniu moja żona. Zaśmiałem się głośno, po czym odchrząknąłem.
- Patrz jak to się robi. - spojrzałem w stronę Winiarskiego - Justyna! - krzyknąłem na cały salon, aby przekrzyczeć wszystkich. Blondynka zmarszczyła brwi i odrywając się od rozmowy z Olką spojrzała w naszą stronę. Wszyscy jak na zawołanie ucichli, a Justyna kiwnęła głową w moją stronę.
- Co?
- Słyszałem, że nie pijesz. - zaplotłem ręce na klatce i oparłem się o ścianę za mną. Stała na drugim końcu pomieszczenia i również zaplotła ręce na piersi.
- Dobrze słyszałeś. - uśmiechnęła się do mnie cwaniacko, a ja już wiedząc co się świeci, odpowiedziałem jej tym samym.
- Słabo ostatnio z Tobą. - pokiwałem głowa na boki z cichym westchnieniem - W Spale odpadłaś jako jedna z pierwszych, a teraz nawet jednego nie wypiłaś.- każdy obserwował naszą dwójkę bardzo uważnie i z zaciekawieniem. Winiarski obok mnie parschnął śmiechem.
- Takim czymś to Ty jej nie namówisz. - walnął mnie łokciem w żebra. Puściłem w jego stronę karcące spojrzenie, a chwile potem patrzyłem z powrotem na blondynkę.
- Bywa. - wzruszyła ramionami.
- Wymiękasz? - przymrużyłem powieki, spodziewając się takiej odpowiedzi. Kto nie zna jej lepiej niż ja?
- Ja?
- No na bank nie ja! - zaśmiałem się wskazując palcem na siebie. Już ją miałem.
- W życiu! - odpowiedziała mi kpiąco - Nie mam ochoty.
- Jasnee. Przyznaj się, wymiękasz.
- Jak Boga kocham!
- Mięczak! - byłem pewny, że zaraz chwyci kieliszek.
- Wlazły. - syknęła w moją stronę - Uważaj do kogo to mówisz. - pogroziła mi palcem.
- Mięczak. - powtórzyłem.
- Michał! Dawaj kieliszek! - krzyknęła w stronę naszego kapitana - Ja Ci już pokaże mięczaka!- każdy zaczął bić brawo i śmiać. Uśmiechnąłem się dumnie.
- Wisisz mi dychę. - poklepałem przyjaciela po plecach, a zaraz po tym rozlałem każdemu po jednym.
- Nie nawiedzę Cię. - usłyszałem od Justyny, kiedy każdy wzniósł kieliszek do góry.


Elo!
Udanego Sylwestra! 
Ostatni w tym roku!
Przepraszam za błędy, bo mogą się owe zdarzyć!
Pozdrawiam Kochani
Black.

A tu macie Maniuta zadowolonego, 
że namówił jako jedyny Justynę. 

 
Dzisiaj bez Pesów xD

sobota, 26 listopada 2016

Rozdział 33


"Nie rozmawiamy już
Nie rozmawiamy już
Nie rozmawiamy już
Tak, jak robiliśmy to kiedyś
Nie kochamy już wcale
Po co było to wszystko?
Och, nie rozmawiamy już
Tak, jak robiliśmy to kiedyś"

Silny, pulsujący i irytujący ból przeszywał moja czaszkę. Jęknęłam cichutko lekko podnosząc się na łokciach. Zamrugałam kilka razy, aby przyzwyczaić oczy do światła i mozolnym wzrokiem przeleciałam pokój w poszukiwaniu czegoś do picia. Na szafce nocnej stała cała butelka wody mineralnej i tabletki przeciwbólowe. Uśmiechnęłam się na ich widok, bo tylko tego potrzebowałam. Łyknęłam tabletki popijając je wodą, po czym odłożyłam butelkę, która opróżniłam do połowy. Wzięłam głęboki oddech i rozmasowałam pulsujące skronie, żeby choć troszkę uśmierzyć ból. Próbowałam sobie również przypomnieć wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Byłam prawie pewna, że nic głupiego nie powiedziałam lub nie zrobiłam. Rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju i podniosłam się do pozy siedzącej. Bardzo zdziwił mnie fakt, że byłam w samej bieliźnie. Zamrugałam szybko oczami i chwyciłam leżący nieopodal szlafrok. Nałożyłam go na siebie i powoli wstałam. Udałam się w kierunku, gdzie mógł przebywać Michał. Jakoś nie wierzyłam, że mogło do czegoś dojść, ale może on wytłumaczy czemu się nie ubrałam do spania. Tak, jak myślałam był w kuchni. Stanęłam w progu pomieszczenia, opierając głowę o framugę drzwi i przyglądałam się przez chwilę Kubiakowi. Ubrany tylko w spodnie kroił pomidora, skupiając na tym całą swoją uwagę. Wyglądał uroczo i zarazem śmiesznie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, bo zawsze chciałam zobaczyć taki widok o poranku. Mężczyzna, którego kocham robi mi śniadanko. Szkoda tylko, że to nie ten odpowiedni tu siedzi. Przygryzłam wargę i przymknęłam oczy, aby odrzucić od siebie te myśli. Tęskniłam za nim bardzo mocno, że aż mnie ściskało w żołądku.
- Dzień dobry. - wychrypiałam, gdy już się ocknęłam. Michał szybko się odwrócił i od razu powitał mnie swoim uśmiechem.
- Dobry. - jeszcze szerzej się uśmiechnął, po czym wstał i podszedł do mnie. Schylił się lekko, pocałował delikatnie mój policzek, łapiąc mnie w tym samym czasie w tali. Przymknęłam oczy i wstrzymałam oddech. Dziwnie się czułam z tym. - Siadaj, kawa już zrobiona, a zaraz będzie śniadanie. - jego cichy i niski głos zabrzmiał mi tuż nad uchem. Przygryzłam dolną wargę, bo nie powiem to mi się spodobało. Czemu do cholery na miejscu Kubiaka nie może być Andrzej?!
- Dziękuję. - odsunęłam się od niego i bez słowa wyminęłam, po czym usiadłam po drugiej stronie stołu.
Wystukując nerwowo paznokciami o ścianki kubka myślałam o tym co się wczorajszego wieczoru wydarzyło. Miałam prawie stuprocentową pewność, że nic złego się nie stało, ale miałam pewne wątpliwości.
- Michał... - zaczęłam, wcale na niego nie patrząc. Siatkarz oderwał wzrok od swojego jedzenia i spojrzał na mnie. - Wydarzyło się coś wczoraj takiego... - wymachiwałam rękoma na wszystkie strony, motając się sama ze sobą - No wiesz. Może palnęłam coś głupiego lub coś.
- Zależy co uważasz za głupie lub złe. - oparł się plecami o oparcie krzesła i skrzyżował ramiona. Wzięłam głęboki oddech.
- Dobrze wiesz o co chodzi. - palnęłam.
- Zależy. - zmienił pozycje i teraz oparty przedramionami o blat stołu uparcie szukał ze mną kontaktu wzrokowego, a gdy wiedział, że go nie uzyska mówił dalej - Chodzi o to co gadałaś o Filipie czy o to czy wylądowaliśmy w łóżku.
- Matko boska. - sapnęłam pod nosem, mało co nie mdlejąc - Co gadałam o Filipie? - momentalnie się podniosłam, prawie przy tym przewracając kubek z kawą.
- Widzę bardziej przeraża Cię wizja tego co mówiłaś o swoim byłym niż o tym, że ze mną spałaś. - powiedział z chytrym uśmieszkiem, obserwując moje zachowanie.
- Źle to rozumiesz. - próbowałam z tego wybrnąć, ale nie udolnie. Usiadłam z powrotem na krześle, przeczesałam palcami włosy i wypuściłam głośno powietrze z płuc. Z tego wszystkiego zaczął mnie boleć żołądek, bo jeśli wygadałam się o Filipie jest po mnie.
- Źle? - podniósł jedną brew do góry. - To mi wytłumacz. - machnął ramionami, po czym z powrotem oparł się o oparcie krzesła. Przymknęłam oczy i poczułam, że zaraz zwrócę to co wczoraj w siebie wlałam. Nie miałam najmniejszej ochoty na różne pogadanki i tego typu rzeczy.
- Nie mam siły, czasu, a przede wszystkim chęci na tłumaczenie czegokolwiek. - westchnęłam, po czym wstałam z miejsca. Kiedy wychodziłam już z kuchni zatrzymał mnie Michał.
- Nie mówiłaś nic o Filipie i razem też nie spaliśmy. Sprawdzałem Cię. Chciałem zobaczyć jak zareagujesz i utwierdzasz mnie w przekonaniu, że ten typek coś Ci zrobił. - obróciłam się do siatkarza przodem i pokiwałam głową na boki.
- Michał... - zaczęłam.
- Powiedz mi po prostu co się dzieje, bo znowu zaczynasz. Od nowa Polska ludowa. - przerwał mi już kompletnie zmarnowany. W sumie mu się nie dziwię, od wczoraj próbuje do mnie dotrzeć.
- Nic, nic się nie dzieje. Mam na razie takie ciche dni, wiesz o co chodzi. - wyznałam na wdechu i wyszłam do łazienki. Rozebrałam się i szybko wskoczyłam pod prysznic. Nie chciałam myśleć, a zimna woda mi bardzo dobrze w tym pomaga. Z głową bez jakichkolwiek myśli opuściłam łazienkę. Zdążyłam tylko zamknąć drzwi od pomieszczenia, a ktoś zaczął dobijać do mieszkania.
- Filip. - szepnęłam sama do siebie - Michał masz łazienkę wolna! - krzyknęłam do siatkarza, aby uniknąć niepotrzebnej konfrontacji.
- Nie otwierasz? - popatrzył na mnie podejrzliwie.
- Tak mam otworzyć? - pokazałam na siebie w samym szlafroku. Kubiak uśmiechnął się cwaniacko i już wiedziałam o co mu chodzi.
- To ja otworze!
- Ty wcale nie lepszy. - wywróciłam oczami zestresowana - Idź do łazienki, ja się ograne i otworze. - siłą wepchałam go do tego pomieszczenia i kiedy miałam pewność, że siedzi już pod prysznicem poszłam otworzyć.
- Długo każesz na siebie czekać. - tak jak myślałam za drzwiami stał Filip. Oparł się ramieniem o framugę, patrząc się na mnie z tym swoim pieprzonym uśmieszkiem. - To jak?
- Nie. - powiedziałam krótko i miałam mu zamknąć przed nosem drzwi, ale szybko je przytrzymał.
- Nie żartuj sobie. - wysyczał, łapiąc mnie za rękę - Chcesz, żeby któremuś z tych marnych siatkarzy się coś stało? - jego twarz znajdowała się na wysokości mojej, więc czułam na sobie jego obleśny oddech. Miałam ochotę zwymiotować, a wczorajszy wypity alkohol wcale mi w tym nie pomagał.
- Filip to boli. - jęknęłam, kiedy mocniej ścisnął mój nadgarstek - Puść mnie. - wychrypiałam, aby Kubiak nie usłyszał.
- Naprawdę chcesz tak pogrywać? - zadawał pytania w ogóle nie przejmując się tym co mu powiedziałam. Patrzył na mnie z ogniem w oczach i za każdą chwilą jego uścisk na moim nadgarstku rósł. Nawet nie wiem kiedy w moich oczach pojawiły się łzy. Na nic moje szarpanie się, był nieugięty i uparty. Taki jakiego kiedyś kochałam. - Nie będę dawał Ci więcej czasu na zastanowienie się. Zobaczymy później, jeszcze do mnie przyjdziesz i zmienisz zdanie. - wysyczał mi wprost do ucha. Przygryzłam wargi, aby nie jęknąć z bólu, a kiedy już puścił moją dłoń szybko odsunęłam się od niego, rozmasowując obolałe miejsce.
- Czemu to robisz? - zapytałam drżącym głosem. Widział co ze mną zrobił i pełen satysfakcji u8śmiechnał się tryumfalnie, po czym mrugnął do mnie okiem.
- Bo Cię kocham mała. - zaśmiał się. Od razu zamknęłam drzwi i oparłam o nie głowę. Kilka głębokich oddechów na uspokojenie i ruszyłam do pokoju się ubrać.
Padłam na łóżko znowu zawalona myślami. Chciałam się do kogoś przytulić i całkowicie rozpłakać, tak po prostu. Tak bardzo potrzebuje teraz Andrzeja. Sięgnęłam z szafki nocnej telefon i go odblokowałam. Na ekranie widniało nasze zdjęcie jeszcze z wakacji w Miami. Uśmiechnęłam się na te wspomnienia.
- Kto to był? - usłyszałam za sobą. Przymknęłam powieki i bez obracania się odpowiedziałam, że nikt ważny. - Rozumiem. - zapadła cisza, której bardzo dawno pomiędzy nami nie było. Nie mogąc już znieść milczenia, usiadłam opierając się o ścianę.
- Czemu Ty tu siedzisz ze mną, a nie Andrzej? - zapytałam, bawiąc się nitka, która wystawała z mojej koszulki. Michał trochę jakby zdezorientowany przysiadł na krańcu łóżka i przyglądał mi się w ciszy, zastanawiając się pewnie co ma mi odpowiedzieć.
- Nie wiem co mam Ci odpowiedzieć na to pytanie. - odpowiedział po chwili.
- To może inaczej. Czemu tu ze mną siedzisz? - spojrzałam na niego. Błądził wzrokiem po pokoju, jakby chciał wymigać się od odpowiedzi, a kiedy przelotnie na mnie spojrzał wziął głęboki oddech.
- Bo się o Ciebie martwię? Bo nikt inny nie może przyjechać, Mariusz mnie prosił, żebym do Ciebie czasem wpadał. Jesteś moją... - przerwał na chwilę - Przyjaciółką, kimś bliskim na kim mi zależy. Wiem, że coś się dzieję i chcę Ci pomóc. - zakończył, patrząc na mnie uparcie, a ja jak tchórz ponownie uciekałam wzrokiem.
- A Andrzej? - wymamrotałam. Michał widocznie nie usłyszał tego pytania lub nie znał na nie odpowiedzi.
Dochodziła już godzina szesnasta, więc Kubiak postanowił zbierać się do wyjścia. Po części się cieszyłam, bo zostanę sama ze swoimi myślami, będę mogła wszystko na spokojnie od nowa przemyśleć, chociaż tego nie chcę.
- Jedź ostrożnie i uważaj na siebie dobrze? - poprawiłam kołnierzyk przy jego koszuli, po czym poklepałam go po barkach - I zadzwoń jak dojedziesz.
- Od kiedy się tak o mnie martwisz? - zaśmiał się podnosząc mój podbródek do góry.  Popatrzył mi w oczy i widział, że naprawdę się martwię. Cały czas w głowie miałam słowa Filipa, może i zwariowałam, ale boje się, że coś zrobi. Wzięłam głęboki oddech.
- Obiecaj mi, że zadzwonisz i będziesz uważał. - powiedziałam, podając mu torbę. Chwyciła ją i pocałował mnie w polik.
- Obiecuję. - odpowiedział - Trzymaj się. - przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł z mieszkania. Zamknęłam za nim drzwi na klucz, po czym szybko poszłam do okna. Patrzyłam na niego jak pakuje torbę do bagażnika, w pewnym momencie spojrzał w stronę mojego okna i pomachał, a gdy mu odmachałam wsiadł do samochodu i odjechał. Stałam tak jeszcze kilkanaście minut, aby mieć pewność, że Filip za nim nie pojechał. Odeszłam dopiero wtedy, gdy miałam pewność, iż nic już się nie stanie.
Do wieczora błąkałam się po mieszkaniu w poszukiwaniu czegoś do roboty i zajęciu myśli. Z kuchni, gdzie wysprzątałam ją na błysk przeszłam do pokoju, wtedy tam przeczytałam parę stron książki, która na marginesie mówiąc nawet mnie nie zaciekawiła. Potem najzwyczajniej w świecie padłam na kanapę w salonie i włączyłam telewizor na jakimś głupim kanale. Nawet nie minęło dziesięć minut, a zadzwonił dzwonek. Zwlekłam się z sofy, po czym udałam się do drzwi wejściowych. Jak to mam w zwyczaju nie spojrzałam w wizjer, tylko od razu otworzyłam. Szczękę zbierałam z podłogi, kiedy zobaczyłam kto stoi w progu mojego mieszkania. Zasłoniłam dłonią usta, a w moich kącikach oczu zbierały się łzy. On tak po prostu wszedł do środka zamykając za sobą drzwi i mnie przytulił, tak jak kiedyś. Wzięłam głęboki oddech i odwzajemniłam uścisk, nie mogąc już ukrywać łez. Bardzo mi go brakowało. Uniósł mój podbródek do góry, abym spojrzała mu prosto w oczy. Uśmiechnął się czule, co odwzajemniłam i przetarł z moich polików łzy.
- Andrzej. - wychrypiałam.
- Przepraszam, że się nie odzywałem. - wyszeptał drżącym głosem, po czym pocałował mnie w czoło - Przepraszam za to jakim debilem jestem, ale miałem dużo... - położyłam mu palec na ustach, żeby się uciszył.
- Nic nie mów proszę. - również wyszeptałam i przymknęłam oczy, aby pozbyć się łez, które zamazywały mi obraz. Kiedy poczułam na ustach wargi środkowego, wszystko zniknęło. Cały świat. Zostałam tylko ja i on. Chwycił mnie mocniej w tali i przycisnął do swojego ciała, jakby bał się, że zaraz mu gdzieś zwieje. Ja zaś objęłam rękom jego kark, wkładając w ten pocałunek wszystkie swoje uczucia.
- Kocham Cię. - szepnął mi w usta, opierając swoje czoło o moje - Tak bardzo Cię kocham. - złapał moją twarz w dłonie i ponownie pocałował, tym razem bardziej odważnie.
- Ja Ciebie też. - wysapałam, kiedy się ode mnie oderwał - Brakowało mi Cię. - wtuliłam się w jego ciało.
- Wiem, wiem wszystko kochana. - pogładził mnie dłonią po plecach. Właśnie nie wiesz wszystkiego. - pomyślałam. - Tak bardzo Cię przepraszam.
- Ważne, że jesteś. - uśmiechnęłam się, całując go w usta - Chodź nie będziemy stać na korytarzu. - powiedziałam wychodząc z jego objęć. Poczekałam, aż zdejmie z siebie niepotrzebne rzeczy, a kiedy już to uczynił przeszliśmy do salonu. Usiedliśmy koło siebie na kanapie. Wrona objął mnie ramieniem, ja wtuliłam się w jego bok.
- Michał był u Ciebie, prawda? - zapytał ustami muskając moją skroń i mocniej przycisnął mnie do siebie. . Byłam niemalże pewna, że męczyło go to pytanie. Byłam pewna, że jest zazdrosny oraz myślami dusił Kubiaka. Wzięłam głęboki oddech i patrząc na telewizor przypomniała mi się pewna akcja i rozmowa.
 
"- I to koniec, tak? - zapytałam, patrząc na niego. Stał z dłońmi w kieszeni i wpatrywał się w jakiś oddalony punkt. Nie odzywał się chwilę, po czym obrócił twarz w moim kierunku.
- Definitywny koniec. - potwierdził twardo bez jakichkolwiek emocji."

- Martyna była u Ciebie na meczu, prawda? - zadarłam głowę do góry, aby na niego spojrzeć. Widać było, że zaskoczyłam go tym pytaniem. Przymknął oczy, po czym spotkał się ze mną spojrzeniami.
- Była, ale...
- Pamiętasz naszą rozmowę w Spałę, prawda? - zadałam kolejne pytanie odrywając się z uścisku Andrzeja. Usiadłam krzyżując ręce na piersi, patrząc na niego smutnym wzrokiem. - Powiedziałeś, że nie chcesz jej znać, że to koniec tej znajomości, a potem stoisz przytulony do niej po meczu.
- Tak, tak powiedziałem i nadal jej nie chce znać. - złapał mnie za dłonie - Przyszła na mecz, zauważyłem ją dopiero, kiedy po meczu Karol podszedł do mnie i powiedział, że ona tam jest. Chciałem jej powiedzieć, żeby sobie odpuściła, dała mi spokój, ale wtedy wpadłam na mnie i zaczęła mi gratulować, jakby nic się miedzy nami nie stało. Tak po prostu. - na te wspomnienia ścisnął troszeczkę mocniej moje ręce i wiedziałam, że mówi prawdę - Nie wiem, czy to też widziałaś, ale odepchnąłem ją. Powiedziałem to co miałem i odszedłem. - zakończył cały czas patrząc mi w oczy. Zrobiło mi się głupio, po prostu głupio, że miałam o to do niego pretensje, bo przecież mi mówił co przez nią przeżywał. - Nie musisz być zazdrosna. Nie masz o co, jesteś tylko Ty. Myślałem, że wiesz. - dodał.
- Ja wiem... - wzięłam głęboki oddech - Po prostu się we mnie zagotowało, kiedy ją zauważyłam na meczu, a co dopiero jak Cię przytula. Chyba rozumiesz o co mi chodzi, powiedziała, że Cię kocha.- opuściłam głowę w dół zawstydzona.
- To teraz wiesz jak ja się czuję, kiedy obok Ciebie znajduje się Kubiak.  - podniósł mój podbródek do góry i uśmiechnął się czule - Tylko, że ona nie ma wstępu do mojego życia, a Michał do twojego ma duże. - przygryzłam dolną wargę z zdenerwowania.
- Ale nie większe niż Ty. - odpowiedziałam cicho, a Wrona spojrzał na mnie jakby chciał w tym momencie to usłyszeć. - Przepra.... - uciszył mnie pocałunkiem. Zaplotłam ręce wokół jego karku, a on napierając na mnie sprawił, że położyliśmy się wzdłuż kanapy. Mruknęłam przeciągle, kiedy przejechał dłonią wzdłuż mojego uda. Przycisnęłam się jeszcze bardziej do jego ciała, przesuwając ręce na sam dół jego pleców. Chwyciłam za kraniec jego koszulki i pociągnęłam do góry, tym samym ściągając ją z ciała siatkarza. Wrona spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem, a ja wiedząc co na niego zadziała, przygryzłam dolna wargę.
- Uwielbiam jak to robisz. - wyszeptał mi na ucho niskim głosem, aż przeszły mnie ciepłe dreszcze. Tym razem to ja przyssałam się do jego ust, mocno obejmując rękoma jego kark, a nogami biodra. Siatkarz chwycił mnie pod kolanami, po czym wstał i zaczął kierować się w stronę sypialni. Swoje ręce przesunął na moje pośladki i lekko mnie do góry podrzucił. Przekraczając próg pokoju, Wrona nogą zamknął drzwi od sypialni. Podszedł do łózka, odstawił mnie na podłogę i zaprzestał pocałunku. Przejechał zębami po wardze, patrząc na mnie zamglonym wzrokiem. - Kocham Cię. - wyszeptał opierając swoje czoło o moje.
- I vice versa kochany. - szepnęłam mu na ucho i przejechałam nosem po jego zarośniętym policzku. Delikatnie pocałowałam go w usta, a on ponownie pogłębił pocałunek. Lekko podnosząc mnie do góry, położył mnie na łóżku i zawisł nade mną.  przejechał dłonią po całym moim ciele, zatrzymując się dopiero przy kolanie. Podniósł je do góry, tym samym zgiął moja nogę w kolanie i przejeżdżając palcami po moim udzie, wywołał u mnie gęsią skórkę. Wplotłam palce w jego idealną fryzurę, tworząc z niej nieład. Uśmiechnęłam się na wspomnienie Andrzeja jak stoi przed lustrem, układając włosy. Siatkarz swój pocałunek przeniósł na moją szyję, jednocześnie ściągając ze mnie koszulkę. Kiedy pozbył się jej zaczął schodzić co raz niżej. Pocałunkami obdarowywał mój cały dekolt, nie omijając nawet centymetra. Jego ręce błądzące po ciele, w końcu znalazły się przy zapięciu stanika i chwile później materiał leżał gdzieś na podłodze. Jedną dłoń miałam wplątana w włosy siatkarza, a drugą ścisnęłam na prześcieradle, kiedy lekko przygryzł moją pierś. Oddychałam ciężej, a pożądanie wzrosło na poziom maksimum. Nawet nie wiem kiedy, Andrzej dorwał się do mojego rozporka spodni, a chwile potem zostałam bez niczego. Odchylił się i przeleciał wzrokiem po całym moim ciele, przygryzając wargę. Uśmiechnęłam się niewinnie i tym razem to ja dominowałam. Przewróciłam go na plecy, siadając na nim okrakiem. Ustami wodziłam ślady po całym jego torsie, wszystko robiłam wolno i z uczuciem, czym doprowadzałam Andrzeja do szewskiej pasji.
- Justyna błagam Cię. - wysapał. Podniosłam wzrok do góry i uśmiechnęłam się chytrze, przygryzając kawałek jego skóry.
Nasze oddechy przyspieszały wraz z tempem, które nadawał. Był delikatny, czuły, taki którego kocham i uwielbiam. Gdy było po wszystkim padł obok mnie. Objął mnie ramieniem i odgarnął włosy z czoła, po czym mnie w nie pocałował.
- Tak bardzo mi Ciebie brakowało. - wyszeptałam, wtulając się w jego tors - Kocham Cię.
- Ja też, ja też Cię kocham. - pocałował mnie w usta. Przekręcił się na bok, podpierając łokciem głowę. - Filip...
- Nie rozmawiajmy o nim teraz, proszę. Chcę się Tobą nacieszyć. - przerwałam mu szybko. Wrona rozumiejąc mnie zakończył temat i zaczął się wypytywać co działo się u mnie przez ten czas. Zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy. Przez siatkówkę, moją prace, po głupie obgadywanie ludzi.
- O matko! - złapałam się za głowę unosząc głos. Andrzej przestraszony spojrzał na mnie.- Co się stało? - zapytał szybko, patrząc za mnie z troską.
- Gdzie moje maniery. - pokiwałam głową z uśmiechem - Nie zapytałam się, czy chcesz coś do picia. - przygryzłam wargi w uśmiechu, a siatkarz wypuścił powietrze z płuc.
- Ja z Tobą na zawał padnę. - zaśmiał się i pocałował w czoło. Uwielbiam gdy to robi, czuję się wtedy jak mała dziewczynka.
- To jak chcesz coś? - zapytałam ze śmiechem i powoli podnosiłam się z miejsca.
- Leż już, nie chce mi się pić. - załapał mnie za ramię oraz uśmiechnął się cwaniacko - Wolę coś lepszego. - wymruczał mi do ucha.

Żyję nie zginęłam! 
Już powoli wracam to tego blogowego świata. Wszystko poskładałam do kupy i z całego serca dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Cieszę się, że jesteście ze mną, bardzo mi w tym pomagacie! 
Jeśli już jesteśmy przy komentarzach. 
PROSZĘ KAŻDEGO, ABY DAŁ KOMENTARZ JAK PRZECZYTA TEN ROZDZIAŁ. NIE MUSI BYĆ TO JAKIŚ ROZWINIĘTY. WYSTARCZY KROPKA, BUŹKA, COKOLWIEK. CHCĘ WIEDZIEĆ, CZY KTOŚ TU ZOSTAŁ!!
Mam nadzieję, że tego nie zawaliłam. 
Kocham Was!
Black. 

Kto myślał, że związek pomiędzy Andrzejem, a Justyna jest skończony?
Gif dla Was, potwierdzający to, że Wrona mi kibicuje.


Ps. Przepraszam za błędy!!!!
 

niedziela, 16 października 2016

Nie wiem co napisac....

Nie wiem czy mam przepraszać, bo nie wiem czy mam za co.
Mam problemy i kompletnie nie mam nastroju do pisania, nie wliczając, że nie mam jeszcze czasu na pisanie. Jeśli wszystko się rozwiąże w najbliższym czasie to do Was wrócę z podwójna siłą do pisania, a jeśli się nie rozwiąże to niestety, ale to bedzie koniec.
Jeszcze się z Wami nie żegnam, bo mam nadzieję, że jeszcze tu wrócę.
Nie zdziwie się jeśli nikogo tu już nie ma.
Pozdrawiam.
Black.

sobota, 27 sierpnia 2016

Rozdział 32


Czy możesz przy mnie być?
Chociaż kilka chwil
To nie miłość, co tu kryć?
Czy możesz przy mnie być?

Rutyna. Wpadłam w typową rutynę. Wszystko robię już z zamkniętymi oczami, z pamięci, z przyzwyczajenia. Wstaję rano o tej samej porze, jem śniadanie i do pracy. Tylko jest ktoś, kto po raz kolejny tą rutynę niszczy. Otóż już tłumaczę. Ponownie rano spotkałam znienawidzonego przeze mnie sąsiada. Chciałam znaleźć się z powrotem w mieszkaniu, ale było za późno, to wyglądało co najmniej dziwnie, jakby na mnie specjalnie tam czekał.
- Cóż to chyba coś oznacza, jeśli po raz kolejny spotykamy się rano w tej samej godzinie. - złapał mnie w ostatniej chwili, zamykając mi przy tym drzwi pod nosem. Klęłam w myślach na swój los, na ten cały bałagan w moim życiu, na to wszystko, na tego pieprzonego dupka co teraz stoi obok mnie, opierając się o moje drzwi wejściowe. Patrzy na mnie tym swoim pewnym siebie wzrokiem, a do twarzy ma przyklejony cwaniacki uśmieszek, który kiedyś mi się tak podobał. Tak bardzo nie chciałam mu pokazać, że ma nade mną władzę. Również wlepiłam w niego wzrok pełen nienawiści, ale po kilku sekundach odpadłam, tak po prostu. Nie dałam rady. - I jak przemyślałaś wszystko? - zapytał schylając się do mojego ucha, aż poczułam jego obleśny oddech na karku. Wzdrygnęłam na to i szybko się odsunęłam w tył.
- Nie musiałam nad tym myśleć. - powiedziałam wcale na niego patrząc - Nie wrócę do Ciebie, nie po tym co mi zrobiłeś. - czułam jak się cały spina - Nadal robisz.. - dodałam ciszej połykając łzy. Czemu on do cholery nie może zostawić mnie najzwyczajniej w świecie w spokoju?!
- Posłuchaj. - chwycił mnie za ramię i przycisnął do drewnianych drzwi. - Naprawdę radzę Ci to przemyśleć, bo jeśli dalej będziesz zgrywać taką panienkę, to... - jęknęłam cicho z bólu, gdy jego uścisk narastał z każdym wypowiedzianym słowem. Łzy totalnie zamazały mi pole widzenia i już nie mogłam ich powstrzymać. Pojedyncza słona kropla spłynęła po moim policzku, a on nic sobie z tego nie robił. Ba! On nawet był zadowolony, że okazuję słabość.
- To co? - wyplułam mu twarz pokazując się z resztką godności. Pochylił się jeszcze bardziej, aż ustami muskał mój płatek ucha. Zacisnęłam usta w wąską linie, przymykając powieki. Byłam gotowa na wszystko, znałam go i wiem jaki jest nieprzewidywalny.
- To możesz być niespokojna o SWOICH... - pokreślił ostatnie słowo, bardziej napierając mnie na ścianę swoim cielskiem - ...marnych siatkarzy. - wyszeptał mi to wszystko do ucha, a ja czułam jak skóra piecze mnie żywym ogniem od jego oddechu. Czułam jak wypala mi ją doszczętnie podczas dotyku. Przełknęłam głośno ślinę.
- Czemu to robisz? - otworzyłam oczy, a on zaśmiał się mi prosto w twarz, aż zabolało.
- Dziś wieczorem przyjdę po odpowiedź i jeśli nie będzie mi się podobała to załatwimy to inaczej. - powiedział już głośniej, nie zaważając na moje wcześniejsze pytanie. Wzięłam głęboki oddech, aby opanować szloch, który wewnątrz mnie szalał. Przez ostatnie kilka tygodni stałam się słaba psychicznie. Nic mi się nie udawało, a miało być całkowicie inaczej. Mierzył mnie wzrokiem, puszczając moje obolałe ramię odepchnął się z wielka siłą ode mnie i uśmiechnął się tryumfalnie, widząc do jakiego stanu mnie doprowadził.
- Czemu to robisz? - ponowiłam pytanie ocierając łzy z polików. Filip zatrzymał się na pierwszym schodku, po czym obrócił się z powrotem w moją stronę.
- Kochanie. Chce po prostu, żebyś do mnie wróciła. Jesteś tylko i wyłącznie moja. - odpowiedział z tonem kochającego chłopaka, a potem zaśmiał się w głos. Przymknęłam mocno powieki, oddech stał się płytki i drżał. Nawet nie wiem kiedy plecami zjechałam po ścianie na sam dół. Schowałam głowę pomiędzy kolana, zapominając, że znajduję się na klatce schodowej i byle kto może mnie zobaczyć. Rozpłakałam się. Rozpłakałam się, jak małe dziecko, nie wiedząc co mam robić. W ogóle nie wiedziałam czemu jeszcze tak reaguję na Filipa. Wszystko powróciło. Już myślałam, że po tygodniu dzwonienia od razu po naszym rozstaniu dał sobie spokój, ale potem spotkanie w Bełchatowie z Martą, dworzec autobusowy i teraz tu. Pociągnęłam nosem i wytarłam wierzchem dłoni mokre poliki od łez. Nie możesz się mazać, Justyna. Dasz przecież radę, on im nic nie zrobi. Nie popadaj w jakąś paranoję. - mówiłam sobie w myślach. Biorąc głęboki oddech próbowałam się uspokoić. Wstałam ociężale z miejsca i wróciłam do mieszkania. Zmyłam z siebie resztki makijażu i wzięłam się za zrobienie nowego, w między czasie wysłałam SMS do szefowej, że się troszkę spóźnię. Musiałam się uspokoić. Ręce mi dygotały jeszcze bardziej niż wczoraj, a serce łomotało jeszcze głośniej. Zacisnęłam mocno szczęki i ponownie wyszłam z mieszkania, ale już rozglądając się na boki. Drogę do pracy wybrałam chyba najdłuższą z możliwych. Nie miałam ochoty w ogóle do niej iść, a gdy tylko do niej weszłam moja mina pewnie nie była zbyt dobra i jeszcze wzrok szefowej.
- Miałaś odpocząć i się uspokoić. - powiedziała z wyrzutem na przywitanie, ciągnąc mnie do kanciapy - Wyglądasz, jak wrak. nie obraź się, ale naprawdę nie wyglądasz za dobrze. - odparła, kiedy zostałyśmy same.
- Odpoczęłam...
- Nie pierdziel mi tu. - skarciła mnie, przerywając moją wypowiedź - Chyba nie wszystko mi powiedziałaś. - dodała mierząc mnie czułym wzrokiem. Przygryzłam dolną wargę, wcale nie patrząc w stronę szefowej.
- Wszystko jest już dobrze. - powiedziałam cicho. Zacisnęłam dłonie na fartuszku, aby uspokoić nerwy i szloch. Kobieta pokiwała głową na boki, podchodząc bliżej mnie, po czym położyła swoją dłoń na ramieniu, za które kilkanaście minut temu szarpał mnie Filip. Syknęłam z bólu, kiedy troszkę mocniej zacisnęła palce na mojej skórze.
- Widzę przecież. - zatroskana wbiła jeszcze bardziej we mnie spojrzenie - Powiedz co jest, będzie Ci lepiej i może będę w stanie pomóc. - odparła spokojnie. Ten spój w ogóle mi się nie udzielał, a wręcz przeciwnie i nie wiem czemu mnie irytował. Może raczej irytowało mnie to, że wtyka nos w nie swoje sprawy? Przecież jestem tylko jej pracownicą, więc czemu tak się wszystkim interesuje?!
- Naprawdę jest wszystko w porządku. - syknęłam przekręcając głowę w inną stronę i mocniej zacisnęłam palce wokół materiału.
- Nie dowiem się, prawda? - zapytała, ale i tak znała już pewnie odpowiedź. Westchnęła cicho i zabrała dłoń z mojego ramienia. - Daję Ci pięć dni na odpoczynek, na poukładanie sobie wszystkiego. - oznajmiła po krótkiej ciszy. Popatrzyłam na nią pierwszy raz podczas tej rozmowy. Stała tak przede mnę z ciepłym wyrazem twarzy. - Nie patrz się tak. - zaśmiała się cicho pod nosem - Zależy mi na takiej pracownicy, bo od samego początku pokazujesz pracowitość i dążenie do celu. Zawsze uśmiechnięta, miła dla klientów. Taki pracownik to skarb! - uśmiechnęła się szeroko i z powrotem położyła dłoń na moim ramieniu. - Trapi Cię coś, a przez to nie możesz się skupić na pracy. - dodała, wszystko wyjaśniając. Uśmiechnęłam się lekko słysząc te wszystkie miłe słowa.
- Ale...
- Nie ma żadnego, ale. - przerwała mi - Przyda Ci się to. - mrugnęła do mnie okiem i poszła w stronę drzwi - Idź już do domku i naprawdę się ogarnij, bo wyglądasz niezbyt korzystnie. - zaśmiała się w głos i wyszła zostawiając mnie samą z miną jakbym zobaczyła ducha.  Nie wiem czemu, ale nawet nie protestowałam. W sumie kto by protestował?! Odłożyłam fartuszek tam gdzie jego miejsce i żegnając się ze wszystkimi udałam się z powrotem do mieszkania. Tym razem wybrałam drogę najkrótszą z możliwych i prawie biegiem ją pokonałam. Bez żadnych większych przygód dotarłam do swojego lokum. Kilkanaście minut po tym, jak weszłam do mieszkania rozdzwonił się mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, a na nim widniała twarz Dzikiego. Westchnęłam głęboko i odłożyłam komórkę na blat stołu w kuchni. Niech dzwoni, przecież jestem w pracy i nie mogę odebrać. Nie chcę mówić, że dostałam wolne, bo jakoś nie uśmiechało mi się iść na mecz w Łodzi, a znając chłopaków siłą by mnie tam zaciągnęli. Irytująca muzyczka ucichła, ale po kilku sekundach znowu się ponowiła i tak kilka razy. W końcu odłożyłam nóż, którym kroiłam pomidora i chwyciłam te cholerne urządzenie.
- O w końcu odebrałaś. - usłyszałam od razu oburzony głos Michała.
- Dziki jestem w pracy, nie mogę rozmawiać. - syknęłam puszczając mimo uszy to co powiedział i miałam się rozłączyć.
- Dziwne, bo widziałem jak z niej wychodziłaś. - odpowiedział prychając w słuchawkę. Zmarszczyłam brwi, a oczami wyobraźni widziałam, jak Kubiak uśmiecha się cwaniacko. - Otwórz mi drzwi, bo już pod nimi stoję. - dodał po chwili, a ja parschnęłam wymuszonym śmiechem.
- Nawet sobie nie żartuj. - pobiegłam do drzwi i przekręciłam zamek w nich, po czym zaczęłam otwierać - Nikogo tu nie ma... - stanęłam jak wryta, gdy przede mną stał Kubiak we własnej osobie. Trzymał telefon przy uchu, tak samo jak ja. Podniósł jedną brew z szerokim uśmiechem.
- Nie ma nikogo? - zapytał rozbawiony i rozejrzał się dookoła. Pokręciłam głową na boki i również się uśmiechnęłam, ale chyba bardziej wymuszenie.
- Poczekaj chwilę Misiek, bo pod drzwiami mam jakiegoś głupiego wielkoluda. - powiedziałam zaczepnie do słuchawki cały czas patrząc na siatkarza. On zaś zmarszczył śmiesznie czoło i wkroczył do mieszkania zamykając za sobą drzwi. Zakończył połączenie i schował swój telefon do kieszeni.
- Ja Ci dam głupiego wielkoluda! - zagroził mi palcem, po czym przytulił na przywitanie. Wtuliłam się w niego mocniej, chowając twarz w jego ramionach. Chyba tego potrzebowałam. Męskiego ramienia, w które mogę się w tulić i czuć się bezpiecznie, ale to chyba nie to ramię. - Ej, chyba coś Cię gryzie. - usłyszałam nad sobą cichy głos. Tak, gryzie mnie jeden człowiek o imieniu Filip. - pomyślałam i cicho westchnęłam.
- Nic mnie nie gryzie, wydaje Ci się. - oderwałam się od jego torsu i wzruszyłam ramionami - Lepiej powiedz po co przyjechałeś? - zmieniłam szybko temat. Kiwnęłam głowa, żeby poszedł za mną do kuchni.
- To już nie mogę Cię odwiedzić? - odpowiedział pytaniem na pytanie, ale zaraz szybko potrząsnął głową - Ej, ej! Nie zmieniaj tematu! - wyczuł i usiadł przy stole, a ja zabrałam się za zrobienie nam herbaty. Wstawiłam wodę, po czym chwytając nóż w dłoń wróciłam do przerwanej mi czynności.
- Boże Michał. - wywróciłam oczami i zaczęłam kroić pomidora - Nic mnie nie gryzie. - odpowiedziałam twardo i dobitnie. Zaczynał mnie irytować, w ogóle jakoś się zbytnio nie ucieszyłam na jego widok. Znaczy fajnie, że przyjechał, ale lepiej by było jakby przyjechał w innym dniu. Chciałam być teraz sama i wszystko sobie przemyśleć.
- A mi się wydaję...
- Źle Ci się wydaje. - przerwałam mu mocniej zaciskając palce na rączce od noża. Nie spojrzałam na niego, ale miałam pewność, że patrzy na mnie tym swoim zatroskanym wzrokiem.
- Chyba jednak dobrze mi się wydaję. - nie dawał za wygraną. Ręce zaczęły mi drżeć, co spowodowało małe skaleczenie nożem.
- Nosz kurde. - syknęłam i szybko wsadziłam sobie lekko przecięty palec do ust i zaczęłam go ssać. - Widzisz co zrobiłeś? - zapytałam z oburzeniem. Nie wiem czemu, ale ciśnienie mi się podniosło, a śmiejący się Michał wcale tego nie polepszał. - Nic mi nie jest. Zrozum. - sapnęłam, wstając z krzesła i z szuflady wyciągnęłam plaster.
- Rozumiem, ale jestem innego zdania. - westchnął ociężale i oparł się plecami o oparcie krzesła zakładając przy tym ręce na klatce piersiowej.
- A miej sobie inne zdanie. - burknęłam, po czym syknęłam przyklejając sobie plasterek na ranę. Usłyszałam odsuwanie krzesła, a po chwili przede mną kucał Kubiak. Złapał mnie za dłoń tam gdzie przed chwilą się skaleczyłam i pocałował czule moją ranę. Zaśmiałam się cicho pod nosem na jego zachowanie. Zadarł głowę do góry i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
- Będę miał inne zdanie i Cię do niego przekonam, dlatego mów co jest. - położył swoje dłonie na moich kolanach i gładził je kciukiem. Poczułam się trochę dziwnie przypominając sobie niedawny pocałunek, więc lekko zsunęłam ręce Michała.
- Czemu powiedziałeś Mariuszowi o Filipie? - zapytałam odwracają wzrok. Czułam jak Dziki spina się cały i wstaje z miejsca.
- To o niego chodzi, tak? Nadal Cię prześladuje? - oparł się rękoma o blat stołu. Wiedziałam, że się lekko zdenerwował. Zacisnęłam usta w wąską linie, łykając łzy.
- Nie, nie prześladuje. Po prostu uważam, że niepotrzebnie nagadałeś Wlazłemu. - nerwowo wyłamywałam palce. Odważyłam się i spojrzałam na niego, a on patrzył na mnie zawzięcie.
- Justyna proszę Cię...
- To ja Cie kurwa proszę, żebyś dał sobie spokój! - podniosłam głos. Wstałam z miejsca i wyłączyłam wodę, która zaczęła się już gotować. - Jeśli mówię, że jest ok, to jest ok. - powtórzyłam dobitnie. Zagryzłam dolną wargę, aby powstrzymać się od wypowiedzenia więcej słów. Nie wiem czemu, ale drażni mnie. Może potrzebuje tego, żeby wyładować na kimś swoje negatywne emocje co we mnie tkwią. Może dlatego wszystko mnie tak drażni, a może wszystko to jest przez Filipa?
- Martwię się, zrozum. - westchnął i usiadł z powrotem na krześle. Nie odpowiedziałam nic na to, tylko wzięłam głęboki oddech i zrobiłam herbaty, którą potem postawiłam na stole. Zajęłam miejsce po drugiej stronie stołu, podciągnęłam kolana pod klatkę piersiową i rękoma objęłam kubek z gorącym napojem. Wzrok wbiłam w podłogę, ale czułam na sobie irytujące spojrzenie Michała, który próbowałam zignorować. Ciche westchnięcie po dłuższej chwili przekonało mnie o tym, że dał sobie spokój. Rozluźniłam się troszeczkę i nagle w mojej głowie pojawiła się czerwona lampka.
- Mariusz Cię prosił, abyś przyjechał, prawda? Żebyś o tym Filipie się czegoś dowiedział. - zapytałam i odłożyłam kubek na blat. Kubiak podniósł na mnie zdezorientowany wzrok, który mówił mi wszystko. Prychnęłam pod nosem i odgarnęłam włosy do tyłu. - Wiedziałam. - pokiwałam głowa na boki - Mówiłam mu, że to nic takiego.
- Gdyby nie było to nic takiego, to byś tak nie zareagowała, Justyna. - odezwał się. Zacisnęłam usta w wąską linie i popatrzyłam z ukosa na niego.
- A Ty jakbyś zareagował, gdybyś nagle Monikę zobaczył? - spojrzałam na niego z politowaniem i modliłam się w duchu, żeby to łyknął. Michał napiął się cały spuszczając wzrok na swój kubek. - No właśnie. - dodałam widząc jego zachowanie.
- Przepraszam. - usłyszałam jego cichy głos. Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam głową na znak, że rozumiem. - To powiesz mi o co chodzi? - zapytał z małym uśmiechem, a mi już rosła gula.
- Michał. - sapnęłam.
- No, dobra, dobra. - zaśmiał się i wstał z miejsca - Chowaj to wszystko i jedziemy. - klasnął w ręce i powoli zaczął sprzątać. Patrzyłam na niego zdezorientowana.
- Gdzie Ty chcesz jechać?
- No, jak masz wolne to zabieram Cie na mecz. - odpowiedział. Stał do mnie tyłem i chował wyjęte przeze mnie rzeczy, więc nie widział, jak wywracam oczami. Ja właśnie chciałam tego uniknąć. Ostatnie na co teraz mam ochotę to mecz.
- A co zrobisz, jak powiem, że nie mam teraz do tego głowy i chęci? - podniosłam jedn kącik ust w górę, robiąc przy tym kwaśna minę. Dziki zamknął lodówkę i obrócił się w moja stronę z uśmiechem.
- Nic nie zrobię. - wzruszył ramionami - Ale co raz bardziej utwierdzasz mnie w przekonaniu, że coś się dzieje.
- Jeny. - wstałam od stołu, a następnie wyszłam z pomieszczenia. Michał wyszedł za mną, nie dając za wygraną.
- Myślisz o Andrzeju, tak? O tym wszystkim? - dopytywał, a ja miałam ochotę zakleić mu jadaczkę. Walnęłam się na sofę, a na fotelu zasiadł siatkarz.
- Tak, zadowolony? - znowu skłamałam, chociaż nie. Nie skłamałam, bo o nim też myślałam.
- Rozumiem. - odparł krótko - To co robimy? - zapytał po chwili ciszy. Zaśmiałam się pod nosem, no bo kurczę tego Dzika uwielbiam, tego co poprawi mi humor i zajmie czymś czas, a nie tego takiego zatroskanego.
- W sumie to... - spojrzałam na niego spod przymrużonych oczu, a on pokiwał głową na boki. Ja za to pokiwałam góra-dół - Idziemy na zakupy! - pisnęłam i wstałam z kanapy, aby iść się ogarnąć. Zanim zniknęłam za łazienkowymi drzwiami usłyszałam jęk Kubiaka. Kiedy ogarnęłam się jako tako, zgarnęłam z komody torebkę i telefon, po czym poganiając Michała wyszliśmy z mieszkania.
- Zamknij tu wszystko, będę czekał w samochodzie. - powiedział przyjmujący i zbiegł na dół po schodach. Wzruszyłam ramionami i przekręciłam kluczem drzwi w zamku, a wtedy jak na zawołanie z mieszkania na przeciwko wyszedł Filip. Gdy go zobaczyłam ręce same zaczęły mi się trząść.
- O, nie w pracy? - jego głos dudnił mi w uszach.
- Jak widać. - odparłam krótko i zeszłam jeden schodek w dół, żeby szybko od niego uciec, ale się zatrzymałam - Daj mi czas do jutra rana. - odparłam nawet się do niego nie odwracając. Nie wiedziałam do kiedy Michał ma zamiar u mnie siedzieć, a nie chciałam, żeby ponownie się spotkali, więc wolałam temu zapobiec. Wiedziałam, że Filip jest mówny i jeśli mówi, że to zrobi, to to zrobi, dlatego modliłam się w duchu, żeby się zgodził. Choć każdy wie jaka będzie odpowiedź.
- Widzę, że coś do Ciebie dociera. Dobrze. Jutro rano. - powiedział, ja za kiwnęłam głową i szybko zbiegłam, aby oszczędzić sobie nerwów. Kiedy znalazłam się przed klatką, rozejrzałam się dookoła, aby odnaleźć Michała. Stał oparty o samochód i rozmawiał przez telefon. Szybko tam podeszłam, a Kubiak speszony obrócił się do mnie tyłem, po czym schował urządzenie do kieszeni. Czułam się dziwnie, bo miałam wrażenie, jakby coś przede mnę ukrywał.
- To co, jedziemy? - zapytał z uśmiechem i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Również się uśmiechnęłam i zasiadłam na siedzeniu. Michał zamknął drzwi, a następnie zasiadł obok mnie na miejscu kierowcy. Posłał mi swój firmowy uśmiech po raz kolejny tego dnia i odpalił auto, po czym ruszyliśmy w stronę galerii.
Po kilku godzinach godzinach chodzenia po sklepach, marudzeniu Michała i wypitych kaw wyszliśmy z ostatniego butiku, a ja kupiłam tylko jedną bluzkę i jedną parę butów. Nie moja wina, że nic mi się nie podobało, a jak mi się podobało, to nie było mojego rozmiaru.
- Nie rozumiem, przyjechaliśmy tutaj, tyle chodzenia, a ty tylko tyle kupiłaś. - Kubiak dalej swoje, aż miałam go dość.
- Nie moja wina, że nic nie było. - wywróciłam oczami i skierowaliśmy się w stronę parkingu.
- Pół dnia w dupę. - ocenił, a ja pokręciła głową na boki - Dobrze, że na mecz zdążymy. - dalej ciągnął swój wywód.
- Już dobra, zamknij się, bo już mam dość Twojego marudzenia. - parschnęłam, a ona zmroził mnie wzrokiem. - No, co? Cały czas marudzisz. A to cię nogi bolą, a to siku, a to jeść, a to pić. - udawałam jego głos.
- Spadaj na drzewo, już więcej z Tobą nie idę. - powiedział oburzony i wsiedliśmy do samochodu. Zaśmiałam się w głos, po czym włączyłam radio.
- Zawsze tak mówisz Misiek. - wytknęłam mu język, a on pokręcił głową ze śmiechem. Droga do mieszkania minęła nam na śpiewaniu i śmianiu się do rozpuku. Ponownie Dziki odrywa mnie od myśli i powoduje na mojej twarzy uśmiech. Znów poprawia mi humor, chyba nawet jest tego nieświadomy. Wpadliśmy do mojego mieszkania zmęczeni, głodni i w przypadku Michała z bolącymi nogami. On padł na kanapę, mówiąc, że już się nigdzie nie rusza, a ja udałam się do kuchni, żeby przygotować coś do zjedzenia. Z racji tego, iż nie miałam sił na nic po prostu postawiłam na furę kanapek. Choć później doszłam do wniosku, że lepiej było zamówić jakąś pizze lub coś innego, bo nie miałam pojęcia, że z tym tyle roboty. Krojąc ogóra moje myśli zeszły na sytuację z ranka. Bałam się, że jednak Filip tylko tak powiedział i przyjdzie dzisiaj po tą odpowiedź, choć i tak jej nie zmieniam. Powiedziałam sobie, że nie będę popadać w jakąś paranoję, niby on może zrobić wszystko, ale bez przesady. Wystarczyło tylko jedno zdanie, a ja juz sobie nim głowę zaprzątam. Zaraz przed oczami mi stanął Andrzej i nawet o nim nic nie zdążyłam pomyśleć, bo na ziemie sprowadził mnie ból. Zamrugałam kilka razy, po czym klnąc pod nosem wstałam po następny plaster. Wtedy już uważnie zaczęłam wszystko kroić. Kiedy uporałam się z tym żarciem, zabrałam całe dwa talerze kanapek i udałam się do salonu, gdzie rozgościł się Kubiak. Odłożyłam talerze na stoliczek, a Michałowi oczka się rozświeciły.
- Smacznego! - krzyknęłam z przedpokoju, bo wróciłam do kuchni po herbatę. Ją postawiłam obok talerzy i chwyciłam kanapkę. Wgryzłam się w nią, a Dziki parschnął śmiechem nie wiadomo czemu. - Co? - zapytałam z pełna buzia.
- Niezdara. - pokiwał głowa na boki, a mi spadł pomidor z kanapki.
- Prawda. - mruknęłam i posprzątałam warzywo. Michał rechotał jak dziki, co by tu się zgadzało. Wywróciłam oczami i swój wzrok skierowałam na telewizor, gdzie już zaczynało się studio. - I z czego rżysz? - zapytałam udając oburzoną, a Kubiaka jeszcze bardziej to rozbawiło - A spadaj. - machnęłam na niego ręką i zaczęłam zajadać się kanapkami.
- Jaki obstawiasz wynik? - usłyszałam obok siebie, kiedy już zaczynał się mecz. Cmoknęłam głośno, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Myślę, że będzie trzy do jednego, dla nasz oczywiście. - odpowiedziałam po chwili. Chwyciłam kubek z herbatą i usiadłam po turecku na podłodze, opierając się plecami o brzeg kanapy.
- Ja myślę jednak, że trochę się pomęczą i trzy do dwóch. - zerknęłam w jego stronę, rozłożył się na całej długości sofy i położył sobie jedną rękę pod głowę. Wzrok miał skierowany na telewizor, więc nawet nie widział, że na niego patrzę.
- A MVP, kto?
- Mika. - palnęłam bez namysłu i wróciłam do oglądania już rozpoczętego spotkania. Michał skwitował moją wypowiedz krótkim śmiechem lecz puściłam to mimo uszu. Skupiłam się tylko i wyłącznie na meczu pomiędzy moimi ukochanymi wielkoludami, a Włochami. Każda najmniejsza akcja musiała być przeze mnie skomentowana. Każdy zdobyty punkt przez przeciwników musiał zostać uczczony wulgaryzmem, aż Dziki się przeraził, że ja takie słowa znam. Po drugim, wygranym secie udałam się do łazienki, a kiedy wracałam usłyszałam dźwięk mojego telefonu, więc zmieniłam kierunek. W kuchni odnalazłam torebkę, a w niej dzwoniący telefon. Odebrałam bez patrzenia kto dzwoni.
- Tak, słucham?
- Słuchaj, słuchaj. - usłyszałam dobrze znany mi głos. Nogi mi podcięło, aż musiałam usiąść. Odsunęłam urządzenie od ucha i spojrzałam na wyświetlacz. Dziewięć nieznanych mi cyfr, a w głowie jedno pytanie: Skąd ma mój numer? - Widziałem Cię z tym pyskatym. - warknął do słuchawki, a mi serce podskoczyło.
- Skąd masz mój numer? - zapytała drżącym głosem.
- Jutro rano ma być odpowiedź i ma być dobra, bo inaczej wiesz co się stanie. Życzę miłej nocy. - dźwięk zakończonego połączenia i krzyk Kubiaka z salonu, że zaczyna się drugi set mnie ocucił. Przygryzłam dolną wargę i pokręciłam głową, przecież to musi być jakiś nieśmieszny żart. Wstałam z miejsca, przykleiłam do twarzy uśmiech, po czym wróciłam z powrotem przed telewizor. Próbowałam nie myśleć, co zdarzyło się przed chwilą i skupić całą uwagę na meczu, ale nie mogłam. Zabłądziłam myślami wokół sylwetki Filipa, doszło do tego, że wspominałam nasze wspólne chwile. Te wszystkie lata, które byliśmy razem. Wtedy nie powiedziałabym jakim gnojkiem jest. Jakim jest szmaciarzem, żeby mnie zastraszać. Zastanawiałam się, czy czuję jeszcze coś do niego skoro tak reaguję. Rozmyślałam również nad tym czemu to robi, czemu chce, żebym do niego wróciła.
- A jednak miałaś rację. - z refleksji wyrwał mnie Michał. Zatrzęsłam głową, aby odgonić myśli i skupiłam wzrok na wyniku, który pokazywał trzy jeden dla naszych. Uśmiechnęłam się pod nosem i podniosłam się z podłogi. - O nawet z Mateuszem trafiłaś! - pisnął zdziwiony.
- Intuicja kochany. - spojrzałam ponownie na ekran i wtedy zacisnęłam dłonie w pieści. Chwyciłam pilota i jednym ruchem wyłączyłam urządzenie. Dziki musiał wiedzieć o co chodzi.
- Uspokój się.
- Jak mam się uspokoić? Jak ją widzę to mnie jasny chuj strzela! - krzyknęłam rzucając pilot na fotel.
- Za bardzo przeżywasz... - skrzywił się mówiąc to.
- Michał, nie pomagasz. - przerwałam mu - Idę się myć. - dodałam i szybko zniknęłam za drzwiami łazienki. Odkręciłam letnią wodę na jak największy strumień, aby zagłuszył moje myśli., po czym zanurzyłam się w nim. Oparłam się rękoma o ścianę, głowę spuściłam w dół i się rozpłakałam. Tak po prostu z natłoku emocji, myśli, z bezsilności. Miałam wszystkiego dość. Tej pracy, Filipa, Martyny. Przez ostatnie miesiące nie wiem co się ze mną porobiło. Może gdybym schowała tą pierdoloną dumę do kieszeni i poszła do tego Bełchatowa, to wszystko by mnie ominęło? Nie miałabym konfliktu z mamą, nie zobaczyłabym Filipa. Czemu ja zawsze muszę postawić na swoim?! Przetarłam dłońmi twarz, po czym namydliłam swoje ciało malinowym żelem pod prysznic. Pachnąca, czysta i w nie do końca dobrym stanie psychicznym wyszłam z pomieszczenia w piżamce, po czym skierowałam się do salonu. Tam siedział roześmiany Michał i oglądał coś w telewizji. Jak ja bym chciała podzielać jego humor.
- Co oglądasz? - zapytałam siadając na fotelu.
- Jakieś kabarety. - spojrzał na mnie kątem oka - Już Ci przeszło? - zapytał dla pewności.
- Chyba tak. - wzruszyłam ramionami - Ale bym się czegoś napiła. - stwierdziłam po chwili ciszy. Michał zaśmiała się z jakiegoś żartu, których nawet nie słuchałam.
- No ja Ci na bank nie zrobię, jestem Twoim gościem. - udawał oburzonego, ale pomału już wstawał. Przygryzłam dolną wargę, bo nie o takie picie mi chodziło konkretnie.
- Ale mi nie chodzi o takie picie picie, tylko wiesz picie picie. - wymachiwałam ręką, jakbym miała tym pokazać o jakie picie mi chodzi. Kubiak roześmiał się w głos i to chyba teraz ja jestem tego powodem.
- A, że picie picie picie? - zrobił taka minę, że i ja wybuchłam śmiechem, po czym pokiwałam głowa potwierdzająco. No my to się potrafimy dogadać! Dziki wstał ze swojej(mojej) kanapy z cichy stęknięciem, potem tylko słyszałam jak ubiera buty i krzyk. - Tadeusz?! - nie zdążyłam mu odkrzyknąć, a już go nie było. Bardzo dobrze wiedział jaką wódkę pijam, nie on jedyny.* Po kilku minutach wstałam z miejsca i udałam się do kuchni, gdzie przeszukałam tam wszystkie szafki za jakimś napojem do popicia. Jak się później okazało, nic takiego nie posiadałam. Chwyciłam, więc za telefon, żeby napisać SMS Michałowi o dokupienie jakiegoś napoju, ale kiedy już to robiłam usłyszałam zamykane drzwi i krzyk Kubiaka, że już jest. Wyszłam na przedpokój i oparłam się bokiem o ścianę. Siatkarz akurat ściągał buty, więc nie widział tego jak na niego patrzę. Po chwili jednak uniósł wzrok i zmarszczył brwi.
- Co?- wysapał, co wskazywało na to, że biegł. Przygryzłam obie wargi patrząc na niego przepraszająco. - No co? - wyprostował się.
- Nie ma popity. - podniosłam ramiona do góry i popatrzyłam na niego słodkim wzrokiem. Przyjmujący roześmiał się, po czym chwycił reklamówkę, która leżała obok szafki z butami.
- Pomyślałem i kupiłem moja droga. - puścił mi oczko i udał się do kuchni.
- Niesamowite! Jednak umiesz myśleć! - odpyskowałam, idąc za nim, a kiedy na stole postawił pięćset mililitrów czystej wódki, aż mi się oczka zaświeciły. Nie pomyślcie, że jestem jakąś alkoholiczką, ale tego właśnie potrzebowałam. - Panie Tadeuszu! Kiedy myśmy się ostatnio widzieli?! - pisnęłam i miałam już ją chwytać kiedy zniknęła mi z pola widzenia.
- O nie, nie. Nie tak szybko! - pomachał mi butelka przed nosem - Nadal uważasz, że nie umiem myśleć? - podniósł brew do góry, a mnie jasna cholera brała. Jak oni to robią?!
- Oj Misiek, no. - zawyłam.
- Umiem?
- Umiałeś, umiesz i będziesz umiał, ale dalej, bo ranek nas zastanie! - bąknęłam, a Kubiak zadowolony odstawił trunek na stół, ale zaraz z powrotem zabrał gdy chciałam ją chwycić. - Kieliszki. - mruknął i udał się do salonu z naszym dzisiejszym nocnym gościem- Tadeuszem oraz dwoma kartonami soku pomarańczowego. Klnąc pod nosem wygrzebałam z szafki szkło i jak na skrzydłach pognałam do pomieszczenia, gdzie odbędzie się libacja. Odstawiłam wszystko na stolik, po czym rozsiadłam się wygodnie na fotelu. Michał jak na dżentelmena przystało rozlał bezbarwną ciecz do kieliszków.
- To za co? - zapytał unosząc soje naczynie. Zrobiłam dziubek z ust, zastanawiając się nad toastem i po chwili mnie oświeciło.
- Za nas Misiu! Za nasz cudowną przyjaźń! - pisnęłam z szerokim uśmiechem, po czym stuknęłam się z nim szkłem. On coś burknął pod nosem, ale puściłam to mimo uszu. Każdy wie co się pomiędzy nami wydarzyło, więc wolałam mu przypomnieć, że przyjaźń nic więcej. Wlałam sobie trunek do gardła krzywiąc się przy tym niemiłosiernie, kiedy zaczęło mnie piec w przełyku. - Eeee! - krzyknęłam i zastopowałam siatkarza, gdy chciał wziąć łyk soku - Frajerze, pierwszy zawsze bez popity! Sam mnie uczyłeś! - oburzyłam się nadymając policzki, a on zaśmiał się w głos.
- Ma się rozumieć, lamusie. - walnął mnie lekko w ramię. Potem już tylko było wesoło, a szot leciał za szotem. Sama nawet nie wiem kiedy znalazłam się na kanapie obok Michała śmiejąc się do rozpuku. Sama nie wiem kiedy moja ręka wylądowała na jego kolanie. Sama nie wiem kiedy zapatrzyłam się w jego tęczówki, które tak bardzo przypominały mi o Andrzeju. Dalej już wszystko działo się za szybko. Alkohol we krwi działam za mnie.

*Justyna nie jest alkoholikiem, po prostu innej wódki nie pija, bo jej nie smakuje.

Witam! 
Na kacu oddaję w Wasze ręce następny rozdział i żeby nie było! Napisany był już wcześniej (nie pisałam go na kacu! Jestem tego świadoma co tu Wam oddaje), tylko czekałam na więcej komentarzy pod ostatnim postem. 
Tam z prawej strony są ankiety wypełnijcie je! Proszę!
Pozdrawiam.
Black. 

Bez gifa się nie obejdzie!
Łapta mojego Ziomalka, bo tak się właśnie czuję dodając tego posta. 
Zdycham, ale z uśmiechem.