piątek, 15 grudnia 2017

Rozdział 38


Przed przeczytaniem zaleca się:
- O odłożenie wszelakich szklanych, ostrych etc. rzeczy,
- O nie czytanie rozdziału podczas złego nastroju lub negatywnych emocji,
- Nie pić i nie jeść podczas czytania

Po przeczytaniu zaleca się:
- Nie bluznic
- Nie szukać autorki w celu jej pobicia, zabicia ect.
- Wypić melise na uspokojenie


Muzyka

"Znalazłem miłość dla mnie.
Kochanie zatrać się w tym i podążaj za mną.
Znalazłem dziewczynę piękną i słodką.
Nigdy nie wiedziałem, że to ty na mnie czekałaś."


Perspektywa Andrzeja

Odkąd wyjechaliśmy z Krakowa codziennie dzwonie do Justyny. Rozmawiamy przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut. Praktycznie cały swój wolny czas przekazuje na rozmowę z blondynką. Nie chcę, żeby powtórzyła się sytuacja z początku Ligi Światowej. Zależy mi na niej, jak nigdy na nikim i nie mogę pozwolić na jej odejście. Nawet wtedy, gdy unosi się honorem, gdy upiera się przy swojej racji, gdy denerwuje się bez powodu, kiedy się kłócimy przez jakąś błahostkę. Kocham ją z każda tą wadą i nigdy nie przestanę.
- Ej Endrju. - ktoś wyrwał mnie z zamyśleń - Ziemia się kłania. - obok mnie rozsiadł się Kłos.
- No co chcesz? - zapytałem wpatrując się w krajobraz za szyba.
- Co taki zamyślony jesteś? - zapytał mój przyjaciel i szturchnął mnie ramieniem. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem i spojrzałem w jego stronę. - No co jest?
- A tak się zamyśliłem tylko. - westchnąłem i machnąłem ręką. Nie będę mu przecież cały czas truć dupy o Justynie i tak biedak dużo już wysłuchuje.
- No mów, widzę, że coś jest. Coś z Justyną? Nie dawno z nią rozmawiałeś. Pokłóciliście się, znowu? - nalegał.
- Pokłócić się nie pokłóciliśmy, ale... - podrapałem się po karku. Nie wiedziałem, co mam mu powiedzieć, o cały czas drażę to samo, z resztą nie tylko ja, bo i Wlazły ma obsesje na jej punkcie.
- Ale?
- Mam wrażenie, jakby coś przede mną ukrywała. Od dłuższego czasu. Odkąd jest w Krakowie coś się wydarzyło. Nie powie mi sama z siebie, to jest pewne i nawet na to nie liczę. Trochę źle się z tym czuje, bo wygląda na to jakby mi nie ufała. Stała się taka zamknięta. Niby się śmieje, niby żartuje, docina każdemu, ale widzę po niej, że udaje. Najgorsza w tym jest jej upartość i duma. Czemu do cholery nie powie co jej leży na sercu? Przecież wtedy ją to odciąży, będzie się lepiej. - powiedziałem bezradny. Bolało mnie to, że nic mi nie chce mówić. Jak o coś zapytam, to od razu się denerwuje i najczęściej kończy się kłótnią i barkiem odzewu z jej strony. Obraża się na cały świat, a przecież ja tylko chciałbym jej pomóc. Obiecała mi, że będzie mi mówić wszystko, a co robi? Westchnąłem głośno, a Karol poklepał mnie po ramieniu i pokręcił głową.
- Wiesz, że nic nie zrobimy z tym? Ona sama musi przyjść i nam wszystko powiedzieć. - odpowiedziała mi tylko tyle. Wiedziałem od początku, że ta rozmowa mi humoru nie polepszy.
- Dobra nie rozmawiajmy już o tym. - westchnąłem. Karol chyba zrozumiał, że nie chce mi się o tym gadać i zmienił szybko temat na jakiś inny. Do rozmowy włączył się z przodu siedzący Igła i tak się stało, że te dwa dekle poprawili mi humor. Całą drogę autokarem minęła nam na śmiechach, troszkę jeszcze porozmawiałem z Justyna i spytałem czy będzie na meczu.
- Przyjeżdżasz? - spytałem z nadzieją. Blondynka sapnęła po drugiej stronie słuchawki i już wiedziałem, ze nie pojawi się na hali. - Czyli mam rozumieć, że nie?
- Nie obiecuję nic, ale postaram się ko... - przerwała - Andrzej przyjechać. - dokończyła zdanie. Zmarszczyłem brwi, bo ostatnio zaczęła mnie brać tak jakby na dystans. Może jestem przewrażliwiony, nie wiem. Dlatego na razie nic nie mówię.
- No rozumiem, jednak mam nadzieję, że przyjedziesz. Lepiej by mi się grało. - uśmiechnąłem się lekko do słuchawki - Nawet nie tylko mi, bo i Wlazły wiem, ze do Ciebie wydzwania. - zaśmiałem się cicho, ale na tyle głośno, aby dziewczyna usłyszała.
- Taak. - zaśmiała się - Nie daje mi spokoju. Po Twoim telefonie od razu mam Mariusza, wy to specjalnie robicie? - spytała z udawanym zdenerwowaniem. Mam przed oczami, jak próbuje ukryć uśmiech i zaplata ręce na piersi. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Oczywiście kochanie. - odpowiedziałam, aby ją troszkę po wkurzać. Zamiast tego usłyszałem jej melodyjny śmiech, przez który i ja się zaśmiałem. - Co teraz porabiasz?
- Siedzę sobie przed telewizorem, nie mam siły na nic. - stęknęła - W ogóle czaisz co dzisiaj się stało u mnie w barze? - zaczęła mi opowiadać swoje przeżycia w pracy. Co jakiś czas wybuchała śmiechem, wtedy czułem, że może jednak jestem przewrażliwiony. Może i nic nie ukrywa, ale kiedy ją widziałem w Krakowie było inaczej i jeszcze ta sytuacja przed wyjazdem spod hali. To nie była pomyłka, jestem tego pewien. Mam złe przeczucia co do tego.
- Dobra skarbie, ja muszę kończyć, bo już wysiadamy. - powiedziałem w pewnej chwili - Zadzwonię jeszcze wieczorkiem dobrze?
- Już jest wieczór. - złapała mnie za słówko. Byłem prawie pewny, że uśmiechnęła się pod nosem, a w głowie gratulowała sobie, że po raz kolejny mi docięła.
- Łapiesz mnie za słówka, przed snem zadzwonię. Pa, kocham Cię. - powiedziałem do słuchawki.
- No pa. - cmoknęła do słuchawki i się rozłączyła. Westchnąłem tylko i wstałem z miejsca, aby wyjść całkiem z autokaru.Chwyciłem swoje torby i udałem się za resztą drużyny do hotelu. W holu poczekałem kilkanaście minut, zanim dostaliśmy klucz do pokoju. Tym razem dzieliłem go z Kłosem, wiec byłem przekonany, ze nie obejdzie się bez porządnej rozmowy.
- Tego było mi trzeba. - mruknąłem, na co Karol się zaśmiał.
 - I tak zaraz wstać trzeba, bo kolacja czeka. - przyjaciel wstał z łoża i pognał do łazienki. Ja zaś chwyciłem telefon i sprawdziłem swoje wszystkie portale społecznościowe. Zatrzymałem się dłużej na Instagramie, a konkretnie na zdjęciu mojej ukochanej. Dodała je kilkanaście minut temu i byłem niemalże pewny, że było zrobione dzisiaj. Ma rozpuszczone swoje blond włosy, a na twarzy szeroki uśmiech. Taki uśmiech, który uwielbiam, ten najlepszy jaki ma. Wpatrywałem się w te zdjęcie przez dłuższy czas i coś przykuło moja uwagę. Raczej ktoś. Nad jej prawym ramieniem, w tle była widoczna postać w dodatku męska, a po posturze byłem pewny, że to był nikt inny jak Kubiak. Nie powiem lekko się zdenerwowałem. Od razu wykręciłem numer Justyny. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, czwarty i nic. Czekałem cierpliwie aż odbierze, ale w końcu odezwała się automatyczna sekretarka. Zadzwoniłem jeszcze raz, a gdy nie odebrała jeszcze raz.
- Halo? - odezwała się roześmianym głosem.
- W końcu raczyłaś odebrać. - próbowałem opanować swój ton głosu.
- Przepraszam Andrzej, ale miałam wyciszony i zostawiłam telefon w pokoju, a siedziałam w salonie z... - przerwała na chwilę - i oglądałam komedię. Przepraszam jeszcze raz. - w jej głosie słyszałem skruchę. Zacisnąłem palce na urządzeniu, mocno go ściskając. Nie chciałem pochopnie jej o nic oskarżać, ale miałem przeczucie, że mnie okłamuje.
- No dobrze skarbie. - wypuściłem powietrze - A sama jesteś? - zadałem nurtujące mnie pytanie i wyczekiwałem odpowiedzi, którą odzyskałem po dłuższej chwili.
- Tak, a czemu pytasz? - powiedziała gładko i bez zająknięcia.
- A wiesz może co Kubiak robi? - zdążyłem zapytać zanim ugryzłem się w język. Teraz Wrona szykuj się na porządna kłótnię.
- Słucham? - jej ton głosu się zmienił diametralnie - Czemu mnie o to pytasz?
- No nie wiem, tak z ciekawości. - wzruszyłem ramionami, choć i tak wiem, że tego nie zauważyła.
- Andrzej o co Ci chodzi. - jęknęła zrezygnowana. Sam nie wiem o co mi chodziło. Bałem się, że Kubiak teraz ma pełne pole popisu. Może być przy niej, kiedy ja siedzę tutaj.
- Na pewno sama jesteś w mieszkaniu? - spytałem dla pewności. Okłamywała mnie ja to wiem, czułem to całym sobą. Czułem to w jej głosie.
- Znowu zaczynasz. - powiedziała ostro.
- Przyznaj mi się tylko, że on jest z Tobą. - również zmieniłem ton głosu - Nie okłamuj mnie.
- Jeśli tak ma wyglądać nasza rozmowa, to lepiej ją zakończmy. Zadzwoń jak Ci przejdzie, bo nie mam zamiaru słuchać takich głupot. Na razie. - rzuciła wściekła i po chwili usłyszałem w słuchawce dźwięk przerwanego połączenia. Wziąłem głęboki oddech. Znowu wszystko powiedziałem nie tak. Znowu doprowadziłem do kłótni. Ale to wszystko przez to, że Kubiak się wokół niej kręci. Wyznał jej miłość, jak ja mam się teraz czuć.

Perspektywa Justyny

Odłożyłam telefon z powrotem na szafkę nocną. Miał racje. Okłamywałam go, ale to tylko dlatego, żeby nie wmawiał sobie nie wiadomo czego. Ten temat przerabialiśmy wiele razy i nie miałam ochoty znowu go przerabiać. Wzięłam głęboki oddech. Może nie jestem w tym momencie w stosunku do niego fair, ale... No właśnie, ale. Skłamałam mu, bo wiem jakby zareagował na to, że Kubiak się u mnie znajduje. Poza tym musiałabym mu wytłumaczyć, czemu tu jest i co się stało, a Michał prosił mnie o dyskretność.
- Znowu kłótnia? - odezwał się Misiek.
- Taaa. - skrzywiłam się lekko - Z jednej strony mu się nie dziwie. Pewnie wyczuł, że kłamię.
- Przejdzie mu zobaczysz. - Kubiak uśmiechnął się lekko i chciał wstać, aby bo mnie podejść, ale syknął z bólu.
- Nie ruszaj się, muszę Ci to do końca opatrzyć. - westchnęłam. Podeszłam do Michała i dokończyłam przerwaną dezynfekcję rany. - To teraz mów mi co się stało.
- Co mam Ci mówić. Ostatnio mam jakiegoś pecha. - zaśmiał się cicho, a ja od razu skarciłam go wzrokiem. - Oj nie denerwuj się, to był wypadek przecież żyję, a to jest drobna rana. - złapał mnie za dłoń i potarł ją kciukiem. Swój wzrok posłałam na jego twarz, na którym widniał ten uśmieszek. patrzył na mnie znad tych okularów i szczerzył się jak głupi do sera. Pokiwałam głowa na boki i nasączyłam wacik wodą utlenioną.
- Michał, to nie jest śmieszne. - westchnęłam - Przychodzisz do mnie z obdartym kolanem, z rozwaloną ręką i siniakiem, jak cała moja dłoń na ramieniu i mówisz mi, ze masz pecha i nic Ci nie jest. Słabo kłamiesz. - przyłożyłam wacik do rany, a on bardzo głośno syknął - Przepraszam. - spojrzałam na niego kątem oka.
- Miałem małe starcie z rowerzystą. - powiedział po chwili ciszy. Na twarzy miał grymas bólu, co się dziwić, wylałam już mu z pół butelki tej wody. - Potrącił mnie, gdy szedłem chodnikiem do Ciebie do bloku. Upadłem niefortunnie i o. Tamten zwiał, a mi nie chciało się go gonić. Wypadki się zdarzają ot cała historia. - zakończył z lekkim uśmiechem.
- Ja w Ciebie nie wierzę. - pokręciłam głową na boki - Czemu nic z tym nie zrobisz. Misiek, to już druga taka sytua... - przerwałam na chwilę, widząc przed oczyma obraz Filipa, który perfidnie śmieje mi się w twarz i mówi, że mam uważać na siatkarzy. To nie może być możliwe, tylko nie on.- Kurwa. - wymsknęło mi się. Kubiak spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Co? - zapytał głupio.
- Nie nic, nic. Dziwię się, że nic z tym nie zrobisz. - wróciłam do opatrywania. W głowie miałam cały czas scenę sprzed kilku dni. Mówił mi, że będzie gorzej, że nic go nie powstrzyma i przekonam się jeszcze co potrafi. - Powiedz chociaż, czy coś zdążyłeś zauważyć. - Michał podrapał się po karku i skrzywił się lekko.
- Za dużo nie zauważyłem, bo był zakapturzony. No nie powiem Ci za dużo. - rzekł, a mi ręce opadły. Podniosłam się do pozy stojącej i posprzątałam papierki po wacikach. Kubiak przypatrywał mi się z uwagą. Wiedział, że się zdenerwowałam. Stałam tyłem do Michała, bo chowałam apteczkę do szafki. Poczułam jego dłonie na mojej tali, a zaraz potem byłam już przodem do niego. Nie spojrzałam nawet na jego twarz. Niech wie, że jestem zła na jego lekkomyślność.
- Nie złość się. Nic mi nie jest przecież, wypadki chodzą po ludziach. - uniósł mój podbródek, żebym na niego popatrzyła. Jego bladoniebieskie tęczówki świdrowały moją twarz. Uśmiechnął się do mnie tak po swojemu i wiedział, ze tym mnie zmiękczy.
- Oj Misiek, ja nie jestem zła, bo coś Ci się stało. Tylko, że nic z tym nie zrobisz. To już druga taka sytuacja. - odparłam zrezygnowana. Michał wyszczerzył się i przytulił mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk.
- Kochana, ale nie ma takiej potrzeby naprawdę. - zapewnił mnie i puścił oczko. Nic już nie odpowiedziałam, tylko westchnęłam głośno, żeby wiedział, iż nie podzielam jego zdania.- No już się nie złość. - wbił mi palec w żebro. Pokiwałam głową ze śmiechem, bo ten idiota zawsze mi poprawi humor.
- A idź i tak Cię nienawidzę. - odepchnęłam jego łapę i udałam się do salonu. Za mną szedł Kubiak rozweselony i zadowolony, że po raz kolejny udało mu się mnie udobruchać. Walnęłam się na kanapę, a siatkarz zajął standardowo fotel.
- Słyszałem, że weekend masz wolny. -  odezwał się po chwili. Pilot, który zdążyłam sięgnąć, wypadł mi z dłoni. Spojrzałam na Dzikiego zdezorientowana, zdziwiona i lekko wkurzona zarazem.
- Skąd Ty takie rzeczy wiesz? - zapytałam zrezygnowana, myślałam, że ukryję to i zrobię niespodziankę chłopakom, ale teraz już po ptakach. Założę się, iż Misiek już wszystko wypaplał Wlazłemu.
- Złapałem bardzo dobry kontakt z Twoją szefową. - poruszał śmiesznie brwiami, a ja wywróciłam oczami. Zaśmiał się na to w głos, aż prawie spadł z fotela. - A tak serio to wydziałem, że bar jest zamknięty z powodu remontu.
- Cholera. - cmoknęłam - Nie mówiłeś nic Mariuszowi jeszcze? - zapytałam z nadzieją. Przyjmujący spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Jeszcze nie, ale chcę to zrobić. - odpowiedział.
- To nie mów, chcę im zrobić niespodziankę. Powiedziałam im, że nie wiem czy mi się uda i, że to mało prawdopodobne. - poprosiłam go i zrobiłam błagalną minkę.
- A co będę z tego miał? - uśmiechnął się chytrze.
- Moją wieczną wdzięczność. - ukazałam mu rządek zębów. Michał pokiwał głową ze śmiechem i zgodził się na moją propozycję. Zrobiłam gest zwycięski i włączyłam telewizor. Rozmawiałam z Dzikim i szukałam czegoś fajnego do obejrzenia. Troszkę się pokłóciliśmy, bo on wolał jakiś film akcji, a ja takowych nie lubię i wolałam jakąś polską komedię romantyczną. Koniec końców skapitulowałam.
- Dobra masz, oglądaj. - rzuciłam mu pilota zirytowana, a on posłał mi zwycięski uśmiech, który olałam. Wstałam z miejsca i skierowałam się do wyjścia z salonu.
- No i gdzie idziesz obrażalska? - zawołał Misiek ze śmiechem.
- Po coś do żarcia, żebyś nie umarł z głodu lamusie. - odpowiedziałam, a ten się zaśmiał i wrócił do wpatrywania się w telewizor.W kuchni spoglądając do szafek, zauważyłam, że nie mam żadnych przekąsek, czy słodkości. Postanowiłam, więc wyruszyć do spożywczaka, po coś na ząb. Krzyknęłam przyjacielowi, że zaraz wrócę i szybko udałam się do sklepu. Po drodze zaczepiła mnie sąsiadka na krótką pogawędkę. Po kilku minutach przeprosiłam starszą panią, bo troszkę mi się śpieszyło.
- Oczywiście kochaniutka, leć szybko do tego sklepu i wracaj do swojego kawalera. - zaśmiała się i puściła mi oczko - Miłego wieczoru. - podziękowałam ładnie i odpowiedziałam tym samym. Nie miałam zamiaru wyprowadzać jej z błędu, bo nie miałam na to czasu, a babka widać nie ma co robić tylko monitoruje co się dzieje na osiedlu.Właśnie!
- Przepraszam! - zawołałam jeszcze za nią. Obróciła się w moją stronę i spojrzała wyczekująco. - Może Pani coś dzisiaj widziała, bo mojego przyjaciela przed blokiem dzisiaj potrącił rowerzysta, niestety zdążył uciec i...
- No właśnie się zastanawiałam do kogo ten Pan idzie. - zaśmiała się, a mnie tymi słowami lekko poirytowała. Baba interesuje się nie swoim życiem.
- Wiec?
- Tak, tak. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że to był Pan Filip, wie Pani ten co mieszka na przeciwko Pani. - z ciszyła ton głosu - Taki sam rower ma, ale nie widziałam za dużo, bo cały zakapturzony był. - pokiwała głową, a ja cała zbladłam.
- Dzię... Dziękuję bardzo. - zająknęłam się. W głowie miałam cały czas jego słowa, co powiedział mi kilka dni temu.
- Ale jak coś to ja nic nie widziałam, dobrze? - spytała staruszka, a ja tylko pokiwałam głowa, powiedziałam ciche do widzenia i szybko udałam się do tego cholernego sklepu. Moje przypuszczenia się sprawdziły. To już druga taka sytuacja, nie chcę żeby Michałowi coś się stało muszę coś z tym zrobić. Muszę...Nawet nie wiem co kupiłam, cały czas myślałam o tej sytuacji, o Filipie, o Andrzeju, Michale. Przecież ten debil jest im zrobić wszystko.
- Sorry. - burknęłam pod nosem wcale nie patrząc na kogo wpadłam. Wyminęłam postać i skierowałam się w stronę schodów.
- Kolega cały? - usłyszałam ten obrzydliwy głos. Ścisnęłam mocno dłonie i obróciłam się w jego stronę. Byłam tak cholernie zła, że nawet nie wiedziałam, jakie konsekwencje tego poniosę.
- Co Ty sobie myślisz? Co? Że będziesz mnie zastraszał, robił takie rzeczy i ja do Ciebie wrócę? - podeszłam do niego bliżej. Stał ze swoim cwaniackim uśmieszkiem, zaplótł swoje ręce na klatce piersiowej i patrzył na mnie z wyższością. Spojrzałam w jego oczy, a on w moje. Zmniejszył dystans pomiędzy nami do tego stopnia, że zostałam przygwożdżona do ściany. Moja adrenalina spadła, brak strachu przed nim gdzieś zwiał, a zamiast tego przybyła lekka panika. Oparł się dłonią tuż nad moim barkiem i nachylił się do mnie, tak że prawie stykaliśmy się czołami. Miałam ochotę napluć mu na twarz, ale nie miałam na tyle odwagi.
- Co już nie jesteś taka pewna siebie? Mówiłem Ci już coś na temat tych siatkarzy. Dopóki do mnie nie wrócisz, co jakiś czas będzie jednego spotykał nieszczęśliwy wypadek. - wyszeptał słodko. Jego oddech powodował u mnie odruchy wymiotne. Odwróciłam głowę w drugą stronę, aby nie dać po sobie poznać, że może mną manipulować, choć i tak to już robi. Doskonale wiedział jak mnie podejść. Znał mnie Najlepiej ze wszystkich, to z nim spędziłam najwięcej czasu.
- No kochanie. Jaka jest twoja decyzja, ja już się niecierpliwię. - przybliżył swoje usta do mojego ucha. Wzdrygnęłam i odepchnęłam go od siebie, po czym szybko uciekłam do mieszkania. - Wrócisz jeszcze. - usłyszałam zanim zamknęłam drzwi.
- Długo coś Ci to zajęło. - w przedpokoju ujrzałam Kubiaka, który uśmiechał się do mnie serdecznie. Zaraz jednak zmarszczył czoło i znalazł się przy mnie. - Coś się stało? - zapytał podnosząc moją głowę do góry, aby spojrzała na niego.
- Ta.. tak wszystko w porządku. - odparłam szybko i przekazałam mu reklamówkę - Idź do salonu ja, idę jeszcze do łazienki. - zanim Dziki zdążył coś powiedzieć, ja już byłam za drzwiami pomieszczenia. Musiałam chwilkę się uspokoić i pobyć sama. Wiem, ze Michał zaraz by coś wywęszył i nie dał mi spokoju. Chciałam wszystko przemyśleć, ale jak mam to zrobić, gdy w salonie siedzi Kubiak. Wyszłam z pomieszczenia, kiedy czułam już się na siłach.
- Sorki, ale strasznie sikać mi się chciało. - wymusiłam śmiech i miałam nadzieje, ze mi uwierzy. On zaśmiał się cicho i przywołał na kanapę. Najwidoczniej uwierzył, bo ponowił oglądanie z paczką cipsów. Udawałam zainteresowaną filmem, bo w głowie miałam cały czas Filipa. On był w stanie zrobić krzywdę każdemu, żebym tylko do niego wróciła. Nie mogłam mu na to pozwolić, muszę mu jakoś w tym przeszkodzić. Jedyne co mogę zrobić, to zgodzić się. Nie chcę tego robić i nie zrobię. Kocham Andrzeja, nie mogę go zostawić.
- Misiek? - przygryzłam dolna wargę, wyczekując na odzew Dzikiego.
- No co tam? - kiwnął głowa w moją stronę, żeby zaczęła mówić.
- Co powiesz, żebyśmy dzisiaj pojechali do Gdańska? Ja mam hotel zarezerwowany od dzisiaj wieczorem, ale chciałam dopiero jutro jechać. Ty na bank byś znalazł jakiś pokój. - zaczęłam mu mówić o moim planie. Nie musiałam, go długo namawiać, bo zaraz się zgodził. Szybko spakowałam potrzebne rzeczy w torbę i z Michałem udaliśmy się do jego samochodu. Obraliśmy kierunek Gdańsk.
- Obudź mnie jak będziemy na miejscu. - wyszczerzyłam się w jego stronę, a ten jęknął przeciągle.
- Namawiasz na wyjazd, a teraz idziesz spać, zostawiając mnie samego. - oburzył się, a ja się zaśmiałam.
- Też Cię kocham. - puściłam mu oczko. - Dobranoc.- wcale nie miałam zamiaru spać. Chciałam w spokoju pomyśleć nad tym wszystkim. Nad całą ta chorą sytuacją, która mnie przerasta. Musiałam podjąć jakaś decyzję, która przyszła w połowie drogi.

 Dojechaliśmy na hotelowy parking, gdy było grubo po dwudziestej drugiej. Dziki zaczął mną szarpać, aby się obudziła.
- Nie śpię przecież. - westchnęłam i poprawiłam się na siedzeniu. Kubiak zmrużył oczka i założył ręce na piersi.
- Jak długo? - zapytał podejrzliwie, na co musiałam się uśmiechnąć.
- Wystarczająco długo, żeby słyszeć jak śpiewasz pod nosem. - wysłałam mu buziaka i wyszłam z samochodu.
- Mam wokal, wiem. - wypiął dumnie pierś i wyjął z bagażnika nasze torby. Wyrwałam mu z dłoni swoją i ruszyłam w stronę hotelu. Marzyłam o niczym innym, tylko o prysznicu i o łóżku. - Ej no poczekaj na mnie. Ogólnie to wiesz, że to ten sam hotel co jest dla siatkarzy?
- Wiem. - odparłam krótko i pchnęłam szklane drzwi. - Dobry wieczór. Rezerwacja na Justynę Składanowską...
- i Michała Kubiaka. - przerwał mi mój przyjaciel i oparł się szarmancko o blat. Lamus nie mówił, ze też ma rezerwację. O mało co ta recepcjonistka nie posikała się na widok Dzikiego. Wywróciłam tylko oczyma i pogoniłam dziewczynę.
- Proszę bardzo, państwa klucze. - powiedziała niby do nas obojga, ale tylko patrzyła na Kubiaka.
- Dziękujemy ślicznej Pani. - Misiek puścił jej oczko i chwycił swój klucz. Laska o mało co nie zemdlała. Pokręciłam głowa i pociągnęłam siatkarza za rękaw koszulki za sobą.
- Ja nie rozumiem, jak laski mogą mieć mokre majty na Wasz widok. Za Wrona tak samo szczają. - westchnęłam, na co przyjmujący zaśmiał się w głos. Weszliśmy do windy, wcisnęłam poziom drugi i stanęłam obok Michała.
- Uważasz, że jestem brzydki? - podniósł jedną brew do góry, czego nienawidziłam.
- Tak, bo podnosisz jedna brew, a ja tak nie umiem. - wytknęłam mu język i wyszłam z tej blaszanej puszki.
- A z tymi mokrymi majtkami, to Ci jeszcze wypomnę. - poruszał śmiesznie brwiami, a ja wywróciłam oczyma.
- Jasne, jasne. Uważaj, bo to naaaa... - zająkiwałam się, bo kilkanaście metrów przed nami stał na wpół ubrany Andrzej. Rozmawiał z Mariuszem, śmiali się. Wyglądał bosko. Nieułożone włosy, wyrzeźbiony tors. Nawet nie zauważyłam, kiedy przygryzłam wargę.
- Mokro? - obok mnie pojawił się Michał i szturchnął mnie ramieniem. Otrząsnęłam się i prychnełąm pod nosem.- Tylko spokojnie z nim, bo jutro rano ma trening.
- A spadaj. - burknęłam ze śmiechem. Podeszłam do siatkarzy bliżej i głośno kaszlnęłam. Oboje się obrócili i spojrzeli na mnie, jakbym co najmniej jakimś duchem była. - Mmm Siema?
- Czemu nie powiedziałaś, ze przyjeżdżasz? - pierwszy ocknął się Mario. Przytulił mnie i jak miał w zwyczaju potargał mi kłaki.
- Niespodzianka? - zaśmiałam się i pacnęłam go po łapach.Mój wzrok przeszedł na Andrzeja, ale ten swój wzrok posłał na Michała. Wtedy już wiedziałam, że fajne przywitanie nie będzie. - Hej. - przywitałam się ze środkowym.
- Hej. - odpowiedział mi wcale na mnie nie patrząc. Spojrzałam na Wlazłego proszącym wzrokiem, ten od razu zrozumiał o co mi chodzi i zabrał Kubiaka ze sobą, żeby "obgadać ważne sprawy".
- Nie cieszysz się? - przerwałam ciszę. Zwrócił swój wzrok na mnie i uśmiechnął się lekko pod nosem. To był znak, że nie jest tak źle jak myślałam. - Przepraszam, okłamałam Cię, ale chciałam zrobić Ci niespodziankę. - wymyślałam coś na poczekaniu. Nie powiem mu, czemu Kubiak u mnie był tak naprawdę. - Ogólnie to miałeś mnie zobaczyć dopiero jutro, jak zapukam do twojego pokoju i... - nie dał mi dokończyć, bo zamknął moje usta pocałunkiem. Odwzajemniłam pieszczotę i utonęłam w jego ramionach. - Przepraszam jeszcze raz. - mocniej wtuliłam się w jego tors.
- Dobrze, nic się nie stało. Ja też przepraszam, przesadziłem. - dał mi całusa w czoło.
- Chodź nie będziemy tak stać na korytarzu. - oderwałam się od niego i chwyciłam za rękę. Zaprowadziłam go pod mój pokój. Co się później okazało, że jest pomiędzy pokojem Kubiaka, a Wrony. Weszliśmy do środka, rzuciłam torbę gdzieś na bok i wpiłam się w ciepłe wargi środkowego. Chciałam się nim nacieszyć. Mruknął przeciągle niskim głosem i chwycił mnie w tali. Sunął swoje dłonie po mich plecach w górę, aby z powrotem wrócić na biodra. Podwinął moja koszulkę, po czym jego ciepłe ręce znalazły się pod materiałem. Zjechał pocałunkami na moją szyję, a ja przypomniałam sobie w tym czasie, że rano ma trening. Odsunęłam się od niego lekko, a on spojrzał na mnie zdezorientowany. Zaśmiałam się cicho i dałam mu buziaka w usta.
- Obiło mi się o uszy, że rano trening masz kochany. Nie mogę pozwolić na miękkie kolana. - puściłam mu oczko i sięgnęłam po bieliznę do torby.
- Podniecisz i zostawisz. - oburzył się i klapnął na łóżko - Potwór, a nie kobieta.
- I tak mnie kochasz. - wysłałam mu buziaka - Zaraz wracam idę wziąć prysznic.
Zniknęłam za drzwiami łazienki i tak po prostu usiadłam na ubikacji. Schowałam twarz w dłonie. Trudno udawać, że nic się nie dzieje, gdy wszystko w tobie się rozrywa. Gdyby nie ten pieprzony filip, gdyby nie pojawił się w moim życiu, byłoby cudownie. Nie siedziałabym teraz tutaj i nie histeryzowała. Nie musiałabym podjąć tak trudnej decyzji. Wzięłam głęboki oddech i rozebrałam się z ubrań, a następnie wskoczyłam do kabiny. Szybki i ciepły prysznic, po czym wytarłam się starannie i ubrałam czystą bieliznę. Wyszłam z pomieszczenia i wskoczyłam do łóżka, gdzie leżał Andrzej. Od razu odłożył telefon na szafkę i przytulił mnie swoimi silnymi ramionami.
- Kocham Cię. - wyszeptał mi wprost do ucha. Moje serce zalała fala ciepła. Wtuliłam się jeszcze bardziej bardziej w jego ciało. Nie odpowiedziałam nic, bo nie chciałam wszystkiego komplikować.
- Dobranoc . - powiedziałam i pocałowałam go w usta.
- Dobranoc. - odpowiedział z westchnięciem. W jego ramionach czułam się bezpiecznie i mig zasnęłam.

Rano obudziłam się wyspana, ale bez humoru. To nie będzie dobry dzień. Czuję to w kościach. Chwyciłam karteczkę, która była obok mojego telefonu.

"Wróciłem do siebie, kiedy tylko zasnęłaś, żeby się Kłos nie martwił. 
Od razu jak wrócę z treningu do Ciebie przyjdę. 
Kocham Cię, Andrzej. 
Ps. Zjedz śniadanko!!!! "

Po przeczytaniu uśmiechnęłam się smutno.
- Ja Ciebie też kocham. - powiedziałam sama do siebie. Chwyciłam telefon, aby napisać do Michała z zapytaniem o towarzystwo na śniadaniu. Zdążyłam wysłać, a usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - krzyknęłam głośno, aby mój gość usłyszał. Po otworzeniu drzwi wszedł nie kto inny jak Dziki.
- Właśnie po Ciebie szedłem na śniadanie. - zaśmiał się i pokazała telefon. Uśmiechnęłam się w jego stronę i wstałam z łóżka, aby ubrać się w jakieś ciuszki. Kazałam się obrócić Kubiakowi tyłem, po czym wciągnęłam na siebie spodnie i jakąś koszulkę.
- Dobra możemy iść. - oznajmiłam. Przez cała drogę do hotelowej restauracji mówił Dziki, ja tylko odpowiadałam półsłówkami. Niby byłam obecna, ale myślami byłam gdzie indziej. Niby słuchała, co Misiek gada, ale gdyby mnie zapytał o cokolwiek, bym mu nie odpowiedziała.
- Słuchasz mnie w ogóle? - zapytał w pewnym momencie, czym wyrwał mnie z zamyśleń. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się lekko.
- Szczerze? Nie, bo zamyśliłam się. - sapnęłam. Misiek pokiwał głową udając obrażonego. Nie miałam ochoty i siły się z nim użerać w ten sposób - Dopiero co się obudziłam, daj żyć. - wymusiłam śmiech.
- Znaj moja litość. - puścił mi oczko. Dotarliśmy w końcu na śniadanie. Zjadłam mała porcję jajecznicy i może z dwie kromki chleba, czego nie można powiedzieć o moim przyjacielu. On chyba pochłoną w siebie cztery razy więcej niż ja. Dziwię się gdzie on to mieści.  Chyba zorientował się, że na niego patrzę, bo przerwał jedzenie i skierował swój wzrok na mnie.
- No co? - zapytał z pełną buzią, na co musiałam się zaśmiać.
- Nic, nic. Jedz dalej. - uśmiechnęłam się i chwyciłam telefon, gdyż usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Odblokowałam ekran i ukazał mi się nieznany numer. Zmarszczyłam brwi i otworzyłam SMS.

"Czas tyka, ile mam czekać, aż wrócisz?"

Od razu wiedziałam od kogo dostałam tą wiadomość. Wzięłam głęboki oddech i odpisałam szybką odpowiedź, po czym zablokowałam telefon i schowałam do kieszeni. Misiek dziwie się na mnie patrzył. Zmarszczyłam czoło i spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Miałaś minę taką, jakbyś co najmniej chciała zabić tą osobę, co Ci coś wysłała. - powiedział i wytarł usta serwetką.
- Bo bym to najchętniej zrobiła. - szepnęłam sama do siebie - Wydaje Ci się. - wstałam od stołu, co i Michał poczynił.
- To co teraz robimy? - zadał pytanie, gdy już znajdowaliśmy się poza restauracją.
- A o której kończą trening? - zadałam pytanie i poczułam wibrację telefonu. Odblokowałam i odczytałam dostanego SMS. Nie odpowiedziałam już na niego, tylko zablokowałam telefon i spojrzałam wyczekująco na Dzikiego.
- Za niedługo powinni być. - wzruszył ramionami.
- Czyli nigdzie nie zdązymy połazić. - westchnęłam - To do pokoju i się lenimy? - zapytałam z lekkim uśmiechem, a Kubiak przytaknął.
- Kto ostatni ten dupa wołowa! - krzyknął i rzucił się pierwszy do windy. Jako, że uwielbiam rywalizację i nie lubię przegrywać przyjęłam jego rękawice i puściłam się za nim. Nikt nie mówił, ze trzeba grać fair. Gdy tylko go dogoniłam podłożyłam mu nogę, a ten runął na podłogę. Wybuchłam od razu śmiechem, widząc jak leży na środku korytarza. Dobiegłam do windy i szybko wciskałam przycisk, aby dążyła przyjechać zanim ten pozbiera się z ziemi.
- Szybciej, szybciej. - podskakiwałam w miejscu jednocześnie wciskając ten cholerny przycisk. Obejrzałam się za siebie, a Michał już był nie daleko. - No w końcu. - wpadłam do windy i wcisnęłam guzik z odpowiednim numerkiem. Wysłałam jeszcze buziaka Dzikiemu zanim drzwi się zamknęły. Cieszyłam się jak głupia, bo wygraną miałam już w kieszeni. Odsapnęłam troszkę, po tym męczącym biegu i po otworzeniu się drzwi udałam się w stronę pokoju. Przed nim poczekałam na przyjmującego, a gdy go zobaczyłam na horyzoncie zaczęłam się śmiać. Zobaczcie, jak ten człowiek potrafi mi humor poprawić. Nawet o tym nie wiedząc. Sprawił, że przez chwilę nie pomyślałam o Filipie.
- Oszukiwałaś! - krzyknął w moją stronę - Nie można tak było. - oburzony podszedł do mnie. Widziałam, że chce mu się śmiać. Jego oczy go zdradziły.
- Nie była mowa o żadnych zasadach. - wytknęłam mu język i otworzyłam drzwi - Poza tym, nie miałabym z Tobą żadnych szans.
- Właśnie o to chodziło. - powiedział to tak, jakby było to oczywiste - Po to to wymyśliłem. - zaśmiał się, a ja przywaliłam mu w ramię. Zaraz zaprzestał śmiechu i spojrzał na mnie z udawaną powagą.
- Przeproś. - rozkazał. Wyśmiałam go i rzuciłam się na łóżko. Michał zmrużył oczy i już wiedziałam co mnie czeka.
- Nie, proszę nie. Daj spokój. To było tak po przyjacielsku.- machałam rękoma i błagałam Dzikiego żeby tego nie robił - Misiek, nie rób tegoo!! - za późno, bo szybko rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. Kręciłam się, krzyczałam, błagałam i biłam go. Nic to nie dawało. powoli już nie miałam czym oddychać, a ze śmiechu zaczęły lecieć mi łzy. Kubiak to widząc, zaprzestał czynności i kiwnął głową, abym go przeprosiła. Złapałam oddech i popukałam się w czoło.
- Dobrze wiesz, że tego nie zrobię. - wytknęłam mu język, po czym złapałam za poduszkę i walnęłam nią go w głowę.
- Ale sobie grabisz. - nie zdążyłam nić już zrobić, bo znowu zaczął mnie łaskotać.
- No dooobra, już dobra!! - krzyknęłam, a ten  na chwilę przestał. Czekał na przeprosiny, a ja patrzyłam na niego z uśmiechem, bo chciałam mieć chwilę aby coś wymyślić. Siedział mi na udach, więc nie miałam za dużego polu manewru, jedyne co miałam wolne to ręce.
- No czekam. - powiedział
- Ale Misiek. - złapałam go za ramiona. Cały czas patrzyłam mu w oczy. Z ramion dłonie sunęłam w dół i splotłam nasze palce. Misiek przymrużył oczy i czekał na dalszą moją grę. Wiem, ze faceta jest łatwo owinąć i podniecić, także postanowiłam to wykorzystać. Szybkim ruchem, to on już leżał pode mną. Wcale nie próbował protestować. Uśmiechnęłam sie do niego cwaniacko i nachyliłam do jego ucha.
- Przegrałeś kochany. - szepnęłam - Za szybko się podniecasz. - dodałam i zeszłam z niego. Michał patrzył na mnie już innym wzrokiem niż przed chwilą. Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zrezygnował, bo pokiwał głową na boki. Wstał z łóżka, obrzucił mnie jeszcze jednym złym spojrzeniem, po czym wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. To wszystko trwało w ułamku sekundy. Dopiero, gdy opuścił pomieszczenie, zdałam sobie sprawę co takiego mu zrobiłam.
- Jezuu, ty zawsze musisz coś spieprzyć. - wstałam pośpiesznie i ruszyłam do drzwi. Gdy je otworzyłam zobaczyłam przed nimi Andrzeja.
- O hej. - zaśmiał się - Skąd wiedziałaś, że właśnie miałem pukać? - spytał, a ja zgłupiałam momentalnie. Przez chwilę wahałam się co mam powiedzieć, po czym zrezygnowana westchnęłam i uśmiechnęłam się lekko.
- Intuicja. - powiedziałam i wpuściłam Wronę do środka. On przechodząc obok mnie skradł mi całusa, po czym wszedł w głąb pokoju. Rozsiadł się na łóżku, czekając aż do niego przyjdę. Zamknęłam drzwi i udałam się do ukochanego. Byłam zła sama na siebie, że zrobiłam świństwo Michałowi. Próbowałam to jakoś zamaskować przed środkowym, ale jakoś mi się nie udawało.
- Co się dzieje? - zapytał, gdy tylko położyłam się obok niego.
- Nic, pokłóciłam się tylko z Michałem. - wzruszyłam ramionami. Wrona uśmiechnął się nikle, po czym pocałował mnie w czoło. No tak, on będzie z tego zadowolony.
- Jeśli mam być szczery...
- To Ciebie to nie zasmuciło, wiem. - wywróciłam oczami. Andrzej przytulił mnie mocniej, jednocześnie całują c w skroń.
- Oj kochanie, pogodzicie się zaraz na pewno. Choć nie chciałbym tego, ale... - przyłożył mi palec do ust, kiedy chciałam coś powiedzieć - Wiem, że ty nie chcesz się z nim kłócić i Ci na nim zależy. Musze to przełknąć. - westchnął. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i pocałowałam w policzek. Pierwszy raz mówi o Kubiaku spokojnie i bez zazdrości, no może takiej wielkiej zazdrości.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się lekko w jego stronę.
- Niestety. - westchnął z uśmiechem. Był w dobrym humorze. Szkoda, że i ja nie mogę tego jego humoru podzielić.
- Jak trening? - zapytałam, gdy chciał mnie pocałować. Nie chciałam tego wszystkiego utrudniać, wolałam trzymać lekki dystans, żeby potem nie cierpieć zbytnio. Co ja pierdole i tak będę cierpieć.
- Jak zawsze, dzisiaj nie mieliśmy takiego ciężkiego, bo mecz. - wzruszył ramionami i podparł głowę dłonią.
- No rozumiem. - uśmiechnęłam się do niego. Spojrzałam mu w oczy i to był błąd, jego bladoniebieskie tęczówki mnie zaczarowały.
- Kocham Cię skarbie. - wyszeptał i czekał na moja reakcję. Przygryzłam nerwowo dolna wargę.
- To dobrze Andrzejku. - dałam mu całusa w policzek. Ja Ciebie też i to tak cholernie. - dodałam w myślach. Wrona po moich słowach przymknął oczy i wyglądał, jakby nad czymś się zastanawiał, po chwili jednak westchnął i podniósł się do pozy siedzącej.
- Idziemy na spacer? Do obiadu dużo czasu. Pogadamy sobie. - jego twarz nie ukazywała żadnego wyrazu. Kiwnęłam głową na znak zgody i szybko udaliśmy się poza hotel.

Błądziliśmy po mieście trzymając się za ręce, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Nie potrafiłam się śmiać i zachowywać się normalnie, gdy w głowie cały czas miałam to co muszę mu powiedzieć. To co muszę zrobić dla jego i innych dobra.
- Justyna, co się dzieje? - zapytał, gdy szliśmy jedną z mało tłocznych alejek. Nie spojrzałam na niego, bo bałam się, że gdy to zrobię to pęknę. Wpatrywałam się w punkt przed sobą.
- Nic. - odpowiedziałam bez emocji, chociaż w środku wszystko we mnie krzyczało. Pragnęłam mu to wszystko opowiedzieć, ale nie mogłam. Dla jego dobra.
- Kochanie, przecież widzę. - złapał mnie za dłoń, a mnie przeszedł ciepły dreszcz. Justyna, ty nie dasz rady tego zrobić. - podpowiadało mi coś w głębi duszy. Wzięłam głęboki oddech, to ten moment. Nie chciałam tego robić przed meczem, ale teraz jest odpowiedni moment.
- Bo ja muszę Ci coś powiedzieć. - stanęłam wcale na niego nie patrząc. Nie mogłam sobie tego utrudniać, nie chciałam patrzeć na to co zaraz będzie.
- Zamieniam się w słuch. - uśmiechał się do mnie. Podniosłam głowę do góry. Spojrzałam na niego i zacisnęłam wargi. Patrzyłam tak na niego, a w moim gardle rosła co raz większa gula. Nie mogłam mu tego zrobić, wiem jak go to zrani. Ba! To nie rani tylko go, a też mnie. Ja nie mogłam tego nam zrobić, ale wiem też do czego Filip jest zdolny, w sumie już się o tym przekonałam niejednokrotnie. Wahałam się długo, a Andrzej czekał cierpliwie.
- Andrzej to koniec. - powiedziałam nagle, odwracając głowę w drugą stronę, aby na niego nie patrzeć. Zacisnęłam powieki, kiedy usłyszałam jego ciepły śmiech, a potem jego ramiona mnie oplatające. Wiedziałam, że weźmie to jako żart.
- Nawet tak sobie nie żartuj kochanie. - odparł wesołym głosem, a gdy zobaczył, że mi kompletnie nie jest do śmiechu zmarszczył brwi - Co jest? - zapytał. Wyrwałam się z jego uścisku.
- Andrzej, ja nie żartuję. - na siłę szukał ze mną kontaktu wzrokowego, a ja zgrabnie go unikałam, bo gdybym tylko spojrzała w jego tęczówki to rozpłakałabym się na dobre. - Koniec z nami. - głos mi drżał, a w środku czułam się jakbym sobie sama wbiła sztylet prosto w serce.
- Słucham? - odsunął się o krok do tyłu nic nie rozumiejąc. Jego wyraz twarzy zmienił się diametralnie. Uśmiech zniknął, oczy pociemniały, a skóra pobladła. - Jaki koniec, o czym Ty do cholery mówisz?! - zaczął kręcić głową na boki. Machał rękoma, mówił coś, ale ja nie chciałam słyszeć co mówił. Nie chciałam nigdy zobaczyć go w takim stanie, nie chciałam nigdy do tego doprowadzić, bo przecież go kocham. Zamknęłam oczy, aby na to nie patrzeć, aby nie ranić więcej Siebie, a przede wszystkim go. - Możesz mi wytłumaczyć na co to wszystko do cholery było?!
- Koniec. - sapnęłam - Z nami. Nie możemy być razem. - głos mi zadrżał. Nerwowo zaczęłam wyłamywać palce, a wzrok wbiłam w chodnik.
- Czemu nie możemy? - zadał kolejne pytanie. Milczałam. Bo co miałam mu powiedzieć? - Czemu? - jego głos drżał - Nie kochasz mnie? - po tych słowach czułam, drugi sztylet, który przebija moje serce na wskroś.
- To przez Kubiaka?! - miał w oczach iskry gniewu. 
- Andrzej, proszę nie utrudniaj tego. - pojedyncza łza wydostała się spod mych powiek i powędrowała wzdłuż nosa, aby potem rozbić się o chropowata płytę chodnika. Wrona widząc to podszedł do mnie i łapiąc mnie za podbródek podniósł moją głowę, tak żebym spojrzała w jego oczy.
- Spójrz mi prosto w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz. - poprosił. Uniosłam wzrok i spotkałam się z tymi tęczówkami, w których tonęłam każdego dnia na nowo lecz teraz nie było w nich tego co zawsze. Teraz było tylko i wyłącznie ból, ból i smutek, który sama mu zadałam. Mieniły się też łzy. To było już za wiele. Nie mogłam już na to patrzeć.
- Nie... - zamrugałam, aby pozbyć się łez - Nie kocham Cię. - trzeci sztylet przełamał na pół moje serce. Potem już tylko uciekłam, zostawiając go samego. Co ja do cholery zrobiłam!
- I tak Ci nie wierzę! - krzyknął za mną. Skręciłam w pierwszą lepszą uliczkę, a potem plecami oparłam się o ścianę budynku. Zjechałam na sam dół, siadając na zimnym chodniku i rozpłakałam się jak małe dziecko.  Nic innego mi nie zostało.
- To wszystko, aby Cie chronić. - szepnęłam jeszcze do siebie przez łzy i powlekłam się do hotelu.

-----------------

Witam?
Co ja mogę wam napisac? Że, wszystko idzie po mojej mysli? Że jestem zadowolona z rozdziału? Że boję się o własne życie, gdy to przeczytacie? Tak, tak wlasnie jest.
Miśki moje kochane, blagam o litość!
Kocham Was!
Pozdrawiam.
Black.