niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 14

Byłam już w połowie drogi, gdy usłyszałam jak ktoś mnie woła. Obróciłam się i to był błąd. Biegł za mną Kubiak. Przyspieszyłam kroku. W duchu modliłam się, aby dał mi spokój. Jednak na marne modlitwy, bo dogonił mnie i złapał za rękę.
- Justyna. Proszę porozmawiajmy. - wysapał
- Nie mamy o czym - warknęłam i wyrwałam swoją rękę z jego uścisku. Szłam przed siebie, gdy drogę zagrodził mi Dziku. Złapał mnie za ramiona.
- Proszę daj mi się chociaż wytłumaczyć - powiedział bałaganie - Przysięgam, że będę mówił prawdę i tylko prawdę - położył rękę na piersi. Widać było, że mu zależy. Nie miałam pewności, ze będzie mówił prawdę. Zastanawiałam się czy dać mu szansę chociaż na te głupie wytłumaczenie - To co? - zapytał zniecierpliwiony. Wahałam się jednak jeszcze nad odpowiedzią, ale w końcu jakoś tak samo ze mnie wyszło to słowo.
- Dobrze - wyszeptałam - Chodź, pójdziemy do Mariusza tam wszystko mi wyjaśnisz
- Nie wiem czy będę tam mile widziany
- W tym momencie są w drodze na trening, więc chodź - szłam w kierunku domu. Michał chyba się wahał, bo po czasie przybiegł do mnie. Szliśmy w ciszy. Widać było po Kubiaku, że chcę coś powiedzieć. Dotarliśmy pod dom i wtedy zaczęło się piekło. Spotkaliśmy się z Mariuszem i Winiarskim.
- Co on tu do cholery robi?! - krzyknął Wlazły i szedł w naszą stronę. Spojrzałam na Dzikiego miał zaciśnięte pięści. Bez namysłu złapałam go za dłoń i schowałam za sobą. Splotłam nasze place, aby rozluźnił pięści i się uspokoił.
- Ja go zaprosiłam.- Kubiak złapał mnie za drugą dłoń - Muszę z nim porozmawiać.
- Porozmawiać? A nie pamiętasz już jak przez niego płakałaś?! - spojrzał pierwszy raz na mnie w tej "rozmowie".
- Chcę ją przeprosić - powiedział przez zacieśnięte zęby - Więc z łaski swojej się nie wtrącaj
- Mariusz daj spokój. - Wlazły chciał coś powiedzieć, wtrącił się Winiarski, aby przerwać nie potrzebną wymianę zdań - Justyna dobrze wie co robi. - puścił mi oczko
- Jak chcesz to z nim gadaj, ale ja później nie będę Cię pocieszać. - powiedział do mnie - A Ty - zwrócił się do Dzikiego - Uważaj, bo jak znowu ją zranisz. Nie będę już taki miły.
- Mariusz przestań! - krzyknęłam - Idź już na trening!
Bez słowa odszedł zostawiając Michała w tyle. Winiar podszedł do mnie.
- Ufam Ci mała i mam nadzieję, że wiesz co robisz. - po tym co powiedział pobiegł do Mariusza. Wzięłam głęboki oddech. Puściłam ręce Kubiaka i szłam w kierunku drzwi. Weszłam z Michałem do środka i pokierowałam go do pokoju, a sama poszłam do kuchni zrobić herbaty. Gdy byłam już przy drzwiach usłyszałam rozmowę.
- Kurwa to przez ciebie gnoju ją straciłem. Przez ciebie i Twój chory pomysł. - słychać było, że Kubiak jest ostro wkurzony - Jak nie ta to inna? Słyszysz co mówisz? Straciła do mnie zaufanie! Już nigdy nie będzie tak jak zawsze. - po tych słowach rozłączył się. Weszłam do pokoju gdyby nigdy nic i postawiłam na szafce nocnej dwa kubki herbaty. Usiadłam na łóżku i czekałam, aż Michał raczy mi wszystko wyjaśnić.
- Ja nie chciałem Cię wykorzystać. - zaczął - To wszystko nie mój pomysł. Bo ja... - podszedł do okna. Wodziłam za nim wzrokiem. Obrócił się w moją strone - Ja poprostu chciałem Cię mieć.
- Jak mieć? - zapytałam
- No, po prostu mieć. - ukucnął przede mną i złapał mnie za ręce - Przytulać Cię, całować. Budzić się rano koło ciebie i mówić jak Cię kocham
- Ale jak? Słyszałam Twoją rozmowę przez telefon! " Uchylałbym ją, wtedy niby chciałbym pomóc, zabrałbym ją tu do hotelu i bach" - zacytowałam jego kawałek rozmowy - Powiedz mi prawdę.
- Cały czas mówię prawdę. - spojrzał mi w oczy i mówił prawdę. Zawsze rozpoznam po nim kiedy kłamie i teraz rzeczywiście nie fałszuje. - To była rozmowa z kolegą. Każda tak wygląda.
- To dlaczego nie powiedziałeś mi od razu? - łzy zaczęły zbierać się w kącikach oczu - Jak wybiegłam z hotelu, znalazłeś mnie i wtedy mogłeś mi powiedzieć
- Nie miałem odwagi. - spuścił głowę w dół - Bałem się, że mnie nie zrozumiesz, ale teraz jak już naprawdę mogę Cię stracić musiałem Ci to powiedzieć
- Ja i tak Cię nie rozumiem - łzy powoli spływały mi po polikach - Nagle przychodzisz do mnie i mówisz, że mnie kochasz. Powiedz mi co ja mam teraz zrobić? Wybaczyć Ci i co?
- Nie płacz - puścił moje dłonie i wytarł łzy - Dość już przeze mnie płakałaś.
- Wytłumacz mi to - zażądałam
- To był plan kumpla. Powiedział mi, że mam Cię uwieść potem zaciągnąć do łóżka, zrobić śniadanie. No tak jak jest w tych filmach. Chciałem zrobić tak, żebyś mnie pokochała - mówił patrząc mi w oczy - Głupi jestem, ze go posłuchałem - wstał - A wiesz co jest najgorsze?
- Co?
- To, że mogę Cię na zawsze stracić - wrócił do mnie i ponownie złapał za ręce - Wierzysz mi? - spytał z nadzieją
- Nie wiem - spojrzałam w jego oczy. Zapaliły się w nich iskierki. - Chyba tak
- Naprawdę?
- Tak - wyszeptałam. Kubiak złapał mnie w pasie i podniósł do góry. Zaczął się kręcić w kółko.
- Przepraszam - wyszeptał mi na ucho - Tak bardzo bałem się, że Cię stracę - schował twarz w moje włosy  - Jeszcze raz przepraszam. -powiedział drżącym głosem. Chwycił mnie delikatnie w pasie i oparł swoje czoło o moje. Patrzył w moje oczy i nieziemsko się uśmiechnął. Nogi miałam jak z waty. Nie czułam się tak przy Kubiaku nigdy. Zamknęłam oczy i niebezpiecznie zbliżałam swoje usta do jego. Miałam taką niepohamowaną chęć posmakować tych ust. Dziwne uczucie, bo nie dawno chciałam być z Andrzejem, a teraz to już nie wiem. Kubiak starsze zawrócił mi w głowie. Miałam już złączyć nasze usta, ale w tym momencie ktoś wszedł do pokoju. Szybko odsunęłam się od Kubiaka. Odwróciłam się do drzwi, a w nich stał Andrzej.
- Przepraszam - powiedział i wyszedł.
- Zajebiście - wyszeptałam. Dziki podszedł mnie od tyłu.
- Biegnij za nim - bez namysłu zrobiłam to co powiedział przyjmujący. Zbiegłam na dół, potem na dwór. Widziałam go jak idzie.
- Poczekaj - zatrzymał się - Dlaczego wyszłeś? - zapytałam jak byłam już bliżej niego
- Nie chciałem Wam przeszkadzać - próbował być obojętny - Po tym jak zobaczyłaś moją kuzynkę i wyszłaś. Poszłem Cię szukać. Zawaliłem trening, aby Cię znaleźć, ale widzę, że nie potrzebnie. - odwrócił się. Był zły - Dobrze bawisz się z Kubiakiem? Zranił Cię, a ty jeszcze miziasz się z nim w pokoju.
- Nie miziam! - krzyknęłam - Tłumaczył się!
- Niezłe mi tłumaczenie się - prychnął - A jak Cię przeprasza? W łóżku? - zapytał ironicznie. Momentalnie dałam środkowemu siarczystego liścia. Wrona syknął z bólu i złapał się za policzek - Prawda w oczy kole? Zranił Cię i gdybym nie wszedł do pokoju skończyło by się w łóżku.
- Nie spodziewałam się tego po tobie - powiedziałam ze łzami w oczach - Nie przespałam się z nim i tak w ogóle to chuja Cię to powinno interesować z kim chodzę do łóżka.
- Nie przespałaś się z nim, bo ja wszedłem. - drwił ze mnie - Wy wszystkie jesteście takie same...
- Nie kończ! Zrozumiałam co masz na myśli. - Odwrociłam się na pięcie i szybkim krokiem poszłam do domu. Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Teraz już nie kryłam łez. Po krótkiej chwili wszedł Kubiak. Nie wiem gdzie on był i nie interesowało mnie to.
- Co jest? - zapytał zatroskany i usiadł.
- Nic. Położysz się koło mnie? - zapytałam i zrobiłam mu miejsce. Położył się i automatycznie wtuliłam się w niego. On objął mnie ramieniem. Leżeliśmy tak w ciszy.
- Justyna... - nie dokończył, bo przerwałam mu łącząc nasze usta. Pocałunek trwał krótko. Michał spojrzał się na mnie dziwinie.
- Przepraszam - powiedziałam i usiadłam - Nie wiem co się ze mną dzieję.
- Nic się nie stało, ale nie chcę, żebyś robiła takie rzeczy ze względu na mnie. Jeśli mnie nie kochasz powiedz mi to. - usiadł obok mnie
- Michał, ale ja właśnie nie wiem. Nie wiem czego chcę. Nie dawno chciałam być z Wroną, a teraz? Teraz to już zgłupiałam. Strasznie namieszałeś mi w głowie. - spojrzałam na niego - Pewnie teraz mi powiesz, że mam słuchać serca.Słucham i nic nie słyszę.
- Niekiedy musisz wsłuchać się głębiej. Być sama i przemyśleć wzzystkie za i przeciw. Ja do niczego Cię nie zmuszam tylko pamiętaj, że możesz na mnie liczyć - dał mi buziaka w polik i wyszedł. Może i ma rację. Powinnam wszystko dokładnie przemyśleć. Zeszłam na dół. W kuchni siedziała Paulina. Usiadłam na przeciwko.
- Widziałam Kubiaka. - powiedziała nie pewnie
- Był tu - odparłam obojętnie
- Justyna widzę, że zależy mu na Tobie. Dlaczego z nim nie poromawiasz?
- Rozmawiałam - westchnęłam
- No i jak?
- No i nijak. Namieszał mi strasznie w głowie. Powiedział, że mnie kocha. Wszedł Wrona zobaczył nas, była krótka i ostra wymiana zdań. Zakończyło się tym, że pocałowałam Kubiaka. Po prostu zajebiście! - położyłam głowę na blat stołu - Jestem do bani - wymamrotałam
- Nie jesteś! Musisz po prostu to wszystko przemyśleć. - nie zdążyłam nic powiedzieć, bo wszedł Mariusz.
- Justyna musimy pogadać - powiedział i wyszedł. Kierowałam się za atakującym. Gdy weszliśmy do sypialnie, zaczęło się kazanie. Otóż mój przyjaciel spotkał Wrone ten mu wszystko powiedział.  Mariusz zaczynał trochę przeginać, więc po raz pierwszy od kilku minut odezwałam się - Widzę, że wierzysz Wronie, a nie mi. Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę. - stwierdziłam i wyszłam z pokoju.
Wzięłam głęboki oddech i przekroczyłam próg hotelu. Zapukałam do drzwi z numerem 10. Otworzył mi Kubiak.
- Hej - przywitałam się - Przenocujesz małą i bezsilną dziewczynę? - nie czekając na jego reakcje weszłam do środka. Ściągnęłam buty i położyłam się na łóżku. Michał zaśmiał się pod nosem i położył się koło mnie.
- Wyrzucili cię? - zapytał.
- Nie. Sama wyszłam. - przytuliłam się do Kubiakowej piersi. Objął mnie ramieniem i wtedy ogarnęło mnie zmęczenie. Sama nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Bum!
Przybywam z 14!
Win przewidujesz przyszłość? Jeśli nie powinnaś się tym zająć :D
Za jakiekolwiek błędy przepraszam.

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 13

    Widzę dwie postacie namiętnie całujące się. Z daleka mogę stwierdzić, że to kobieta i mężczyzna. Podchodzę bliżej. Rozpoznaje tylko dziewczynę -To ja. Podchodzę jeszcze bliżej, aby rozpoznać chłopaka. Przecieram oczy z niedowierzaniem - Kubiak. Po chwili cały obraz się romazuje. Jest ciemno. Nagle słyszę czyjeś kroki. Uciekam przerażona. Goni mnie, słyszę to jak biegnie. Przyspieszam. Czuje pod stopami piasek, a przed sobą widzę morze. Oglądam się do tyłu nikogo nie ma. Oddycham z ulgą i zwalniam. Stoje na brzegu i wpatruje się w zachód słońca. Moje stopy co rusz oblewają zimne fale. Nagle czuje jak ktoś obejmuje mnie od tyłu. To znowu on. Przepraszam - szepta mi na ucho - Już mi nie uciekaj - dodał. Obraca mnie i całuje namiętnie.

Otworzyłam oczy i leniwie przeciągnęłam się na łóżku. Nie rozumiem tego snu. Na samo wspomnienie dostaje dreszczy. Pokręciłam głową, aby wybić te myśli. To przecież tylko głupi sen! Podniosłam się do pozy siedzącej i miałam akurat wstać, gdy usłyszałam ciche pukanie do drzwi. - Proszę - powiedziałam  zaspanym głosem. Za drzwi wyłonił się Winiarski.
- Obudziłem Cię? - zapytał zakłopotany
- Nie już nie spałam - zaczęłam ziewać
- Wyspałaś się?
- W sumie to tak - zaśmiałam się na co Michał posłał mi pytające spojrzenie - Przyszłeś do mnie tylko po to, aby zapytać czy się wyspałam? - ponownie się zaśmiałam
- Nie, to tylko tak z grzeczności - machnął ręką, a ja cisnąłam w niego małą poduszką. Trafiłam w sam czubek głowy. - Tak to my się bawić nie będziemy! - przysłowiowo rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. Śmiejąc się zaczęłam krzyczeć i przepraszać, żeby tylko przestał. Każdy wykorzystuje to, że mam starszne łaskotki. Michał zlitował się i przestał. Wstał i teatralnie strzepnął niewidzialny kurz z ubrań. - Na razie to tyle. Więcej później - poruszył zabawnie brwiami. Wybuchłam śmiechem i po raz drugi rzuciłam poduszką. Tym razem chybiam. - No! - pogroził mi palcem - Chodź na śniadanie bo tylko po to tu przyszedłem - zaśmiał się i wyszedł. Ten człowiek jest naprawdę nienormalny. Wstałam z łóżka i skierowałam się na dół do kuchni. Przywitam się z przyjaciółmi i usiadłam koło Michała. Gdy zauważyłam Mariusza zaczęłam się śmiać, a Misiek razem ze mną. Wlazły pytająco spojrzał na swoją żonę, a ona tylko podnosła ręce w geście poddania
- Co was tak śmieszy? - zapytał Mariusz i postawił przede mną kubek z herbatą. Jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać.
- Nieważne - powiedziałam - Co na śniadanie? - zmieniłam szybko temat
- Jajecznica - odpowiadziała mi Paulina i postwawiła talerz z posiłkiem
- Dziękuję, a Arek nie je?
- Idę go obudzić - zaoferował sie Mariusz i wyszedł
- To ty zrobiłeś? - zapytałam Michała, z uśmiechem potwierdził ruchem głowy. Co mu się tak z rana zebrało na żarty? - A kiedy Ty to?
- Rano jak spał - zaśmiał się - Ale to jeszcze nie koniec - nie wiem co miał na myśli
- Michał! - usłyszeliśmy rozwścieczony krzyk Mariusza
- Dobra ja będę się zbierał - wstał i wziął do ręki bluzę. Już się przygotował na ucieczkę - Dziękuję za śniadanie, a teraz spadam. - dał każdej buziaka w polik - Paa Mariuszku! - krzyknął i wyszedł. Po krótkiej chwili wpadł do kuchni atakujący. Na twarzy miał jeszcze nie zmyte rysunki.
- Gdzie on jest?! - rozejrzał się po kuchni i gdy zorientował się, że go nie ma wyszedł - Zajebie gnoja!
- Ej! Bez takich - krzyknęłam i weszłam do salonu, gdzie znajdował się Mariusz - Idź to zmyj, a potem zajmij się zabijaniem Michała
- Nie da się zmyć! Wodoodporny mazak! - jęknął. Wziął telefon do ręki i gdzieś dzwonił. Najprawdopodobniej do Winiara. Już wiem co miał na myśli mówiąc "To jeszcze nie koniec" - Nie odbiera! Justyna zadzwoń do niego od ciebie odbierze!
- Dobrze. Nie krzycz i usiądź - wskazałam na sofe - Zadzwonię i Ci to zmyję - pobiegłam po telefon na górę i wybrałam numer Michała. Odrazu odebrał.
- Bardzo zły? - zapytał na wstępie
- Bywało gorzej - zaczęłam się śmiać - Gdzie jesteś?
- W kawiarni koło hali. Przyjdź. Nie chcę siedzieć sam - zaśmiał się - Daj mu zmywacz jest w łazience i niech to zmyje. A ty ogarnij się i przychodź
- Dobra daj mi 20 min - rozłączyłam się i zbiegłam na dół do łazienki. Dałam siatkarzowi zmywacz i poszłam się ogarnąć. Po 15 min byłam gotowa. Ubrałam buty i już miałam wychodzić, ale zatrzymał mnie Mariusz
- Gdzie idziesz?
- Do kawiarni - zaśmiałam się - Tu jeszcze nie zmyłeś - pokazałam na kawałek rysunku pod brodą - Ja idę! - krzyknęłam gdy Mariusz leciał do łazienki. Szłam szybkim krokiem pod halę, gdy nagle na kogoś wpadłam. Przed upadkiem uchroniły mnie czyjeś ręce. Spojrzałam wyżej i zetknęłam się z twarzą Wrony.
- Niezły refleks - zaśmiałam się
- Dziękuję - odparł - Gdzie się podziewałaś? Dzwoniłem do ciebie, pisałem. Nie raczyłaś nawet wysłać głupiego sms, że żyjesz. - powiedział z wyrzutami
- Przepraszam - spuściłam głowę w dół - Musiałam wrócić do domu
- Nic się nie stało, ale następnym razem daj znać - przytulił mnie - Martwiłem się - wyszeptał
- Dobrze - spojrzałam w jego oczy i to był błąd. Utonęłam w tych tęczówkach. Kilkanaście sekund stałam tak i wpatrywałam się w oczy środkowego.
- Będziemy tak stać i patrzeć? - wyszeptał mi na ucho. Od razu się opamiętałam
- Nie... ja... już chyba pójdę - wspiełam się na palce i dałam siatkarzowi buziaka w polik - Do zobaczenia - pomachałam mu jeszcze i odeszłam. Do hali zostało mi 5 minut drogi, w zasadzie to z daleka było widać "Energie" i kawiarnię obok. Gdy byłam już przy wejściu rozdzwonił się mój telefon. Odebrałam nie patrząc kto to.
- Justyna? - zapytał Misiek
- Nie pizzeria. Co Pan zamawia? - zapytałam ironicznie
- Gdzie jesteś?
- Za tobą - zaśmiałam się. W tym samym momencie Michał odwrócił się. - Przepraszam, że tak dlugo trwało, ale Wrone spotkałam.
- Dobra czaje - poruszył brwiami
- Winiar to przyjaciel - przewróciłam oczami - Taki jak Ty czy Mariusz
- Mnie nie oszukasz. Widzę jak na niego patrzysz. - spojrzał na mnie poważnie. Nie stroił żartów. - Ty tylko wmawiasz  sobie, że jest inaczej - miał rację. Czytał ze mnie jak z otwartej księgi.
- Wiem, ale nie moge narazić naszej przyjaźni - wlepiłam wzrok w blat stolika
- Jak narazić? Już jest narażona. - stwierdził. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem - Podoba Ci się i nie będziesz o nim myśleć jako o przyjacielu. Narazie tylko mydlisz sobie oczy, ale wkońcu dotrze to do ciebie, że będziesz go chciała, na wyłączność.
- A jeśli nic z tego nie wyjdzie? Zepsuje przyjaźń, a tego sobie nie wybacze. A poza tym nie wiem czy on by chciał. - Michał westchnął głośno
- Czy naprawdę jesteś taka ślepa? - spojrzałam się na niego spod łba - Co się tak patrzysz? Nie widzisz tego jak na ciebie patrzy? Jak cię przytula? Wszyscy wokół to widzą tylko Ty nie.
- A może każdy tylko coś sobie ubzdurał? -spytałam z nadzieją. Michał pokiwał przecząco głową - Misiek, ale ja nie wiem...
- Jak nie wiesz? Ty się nie zastanawiaj tylko leć do niego. On napewno tylko na to czeka. - uśmiechnął się. - Nie mogę znieść widoku młodych ludzi, którzy siebie kochają, a nie umieją tego powiedzieć
- Dziękuję - powiedziałam i wyjęłam telefon z kieszeni - Dziękuję za wszystko - pocałowałam go w polik. Zadzwoniłam do Andrzeja i umówiłam się z nim, że przyjdę do niego. Pożegnałam się z Winiarskim i wręcz pobiegłam do mieszkania Wrony. Szczęście, że nie mieszka daleko od hali. Szybko przebyłam droge i stałam już pod drzwiami siatkarza. Wtedy dopiero oblał mnie strach i obawy. Resztkami odwagi zapukałam do drzwi. Otworzył mi nie Andrzej tylko Włodarczyk.
- O hej! Co Cie do mnie sprowadza? - przywitał mnie z uśmiechem. Spojrzałam ze zdziwieniem. Jak do niego. Wyjrzałam na drzwi i wtedy zorientowałam się, że pomyliłam mieszkania. - Co się tak patrzysz?
- Hej wiesz chyba mieszkania pomyliłam - zaśmiałam się - Wrona mieszka obok
- Tak - zaczął się śmiać - Już się odzwycziłem, że mylisz moje i Wrony mieszkanie, ale jak już jesteś to zapraszam na herbatę - ruchem ręki zaprosił mnie do środka
- Naprawdę dziękuję, ale nie mogę. Mam ważną sprawę do Andrzeja - odmówiłam, ale nie mogłam znieść miny smutnego Wojtka - Ale obiecuję, że jak będę wychodziła od Wrony napewno wpadne
- Trzymam za słowo - zaśmiał się. Pomachał mi na pożegnanie i zamknął drzwi. Przeszłam kilka kroków dalej i zapukałam do mieszkania Wrony. Trochę minęło zanim usłyszałam dźwięk otwieranego zamka. Drzwi się otworzyły, a przede mną stanął środkowy na wpół ubrany.
- O już jesteś? - zapytał zdziwiony i właśnie w tym momencie usłyszałam damski głos
- Andrzej kto przyszedł? - za siatkarzem stanęła mała blondynka w szlafroku - O cześć ty pewnie jesteś Justyna. Magda - podała mi rękę, którą po chwili uścisnęłam
- To ja wam nie będę przeszkadzać. Pójdę już - powiedziałam i odeszłam. Poczułam ukłucie w sercu, gdy zobaczyłam ją w szlafroku. Słyszałam jak Andrzej jeszcze mnie woła, ale nie zważałam na to. Nie chciałam im przeszkadzać. Zapukałam do Wojtka, któremu obiecałam, że wpadnę.
- O co tak szybko? - zapytał zdziwiony
- Tak jakoś wyszło. - powiedziałam wysilając się na uśmiech - Mogę wejść?
- Pewnie wchodź - przepuścił mnie, abym weszła - Przejdź do salonu, a ja pójdę zrobić herbaty - zrobiłam jak powiedział. Usiadłam na sofie i patrzyłam w jeden punkt przed sobą. Zabolał mnie widok pół nagiego Andrzej i jakieś blondynki w szlafroku. Chciałam mu wszystko powiedziec co do niego czuję, ale widze, że on już znalazł swoją jedyną. - Trzymaj - Włodarczyk podał mi kubek z herbatą i usiadł koło mnie. Zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy. Śmiechu nie zabrakło. Nigdy nie miałam takiego kontaktu z Włodim. Musieliśmy kończyć pogaduchy, gdyż musiał szykować się na trening. Podziękowałam za herbate i wyszłam na klatkę. Obróciłam się jeszcze i dałam buziaka w polik przyjmującemu.
- Dziękuję - posłałam mu szczery uśmiech - Do zobaczenia
- Nie ma za co. Do zobaczenia  - pomachał i zamknął drzwi. Zeszłam na dół i kierowałam się w kierunku domu Mariusza. Byłam już w połowie drogi, gdy usłyszałam jak ktoś mnie woła. Obróciłam się i to był błąd.

Przybywam z 13!
Dzisiaj zdobylam zdj. z Włodim!

wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 12

3 dni później
Siedzę na parapecie z kubiakiem herbaty i włączając telefon, który wyłączyłam na następny dzień po powrocie upijam gorący napój. Liczba sms i nieodebranych połączeń trochę mnie przeraziła. Jak się okazało większość połączeń była od Mariusza, bo od kogo innego. Mniej od Winiara, kilka od Andrzeja i jedno jedyne od Kubiaka. Prawie wszystkie sms miały taką samą treść typu Co się stało?, Dlaczego pojechałaś? Były od Mariusza, Andrzeja, Winiara czy nawet od innych zawodników Skry, ale był jeden jedyny sms od Kubiaka. Jeden, gdzie powinno być ich dużo. Nie chcę, ale coś wewnątrz mówi mi, że mam mu się pozwolić wytłumaczyć. Długo zastanawiałam się nad tym czy przeczytać, aż koniec koniców wcisnęłam tą cholerną wiadomość
"Jak to czytasz i chcesz usłyszeć prawdę to po Mistrzostwach Polski przyjdź do kawiarni tam gdzie zawsze, a jeśli chcesz to zniknę na zawsze"
- Że co?! - krzyknęłam po przeczytaniu i upuściłam pusty kubek po herbacie, który rozpadł się na kilka części. Dlaczego on musi wszystko komplikować?! "Zniknę na zawsze" co to ma być do cholery?! Jakiś szantaż czy co?! Podwinęłam nogi pod brodę. Jak się pierdoli to wszystko. Jeszcze raz przeczytałam wiadomość, aby upewnić się czy napewno dobrze zrozumiałam. - To se Kurwa zniknij! - krzyknęłam sama do siebie i rzuciłam telefonem. Oparłam się o ścianę i wypatrywałam za oknem jakieś podpowiedzi. Zamknęłam oczy i policzyłam do 5.
- Co tu się stało?! - usłyszałam głos Michała - Odpowiesz mi?! - milczałam - Justyna!
- Co mam Ci odpowiedzieć?! - nie wiem dlaczego zaczęłam krzyczeć
- Masz mi powiedzieć co się stało - powiedział już spokojniej. Wstałam z parapetu i szłam w kierunku pokoju. Stanął mi na drodze. Chciałam go wyminąć, ale mi na to nie pozwolił.
- Wypuść mnie! Nie mam ochoty z nikim gadać! - krzyknęłam i ponownie spróbowałam go wyminąć.
- Nawet ze mną? - usłyszałam cichy głos Mariusza. Nie odpowiedziałam nic i zrezygnowana usiadłam przy stole.
- Nie potrzebnie tu przyjechaliście - spojrzałam na jednego, a potem na drugiego. Atakujący kucną przede mną.
- Co się z Tobą dzieje? - spojrzał mi w oczy i przechylił głowę - Zawsze uśmiechnięta i optymistyczna, a teraz coraz częściej widzę Cię taką. - przymrużył powieki - Gdzie ta Justyna, z którą zaprzyjaźniłem się kilka lat temu? Gdzie ta dziewczyna co miała tylko wygłupy w głowie? Gdzie ta kobieta co zawsze widziała optymistyczne wyjście z każdej sytuacji nawet z tych gdzie nie było wyjścia? - patrzył na mnie że skupieniem - Jestem Twoim najprzyjacielem i widzę, że coś jest nie tak. Wiem tłumaczyłaś mi to wiele razy, ale ja nie rozumiem tego wszystkiego. Kubiak nie docenił tego czego miał. Nie płacz przez niego, bo twoje łzy nie są tego warte. Nie tylko ja to zauważyłem. Każdy z zawodników Skry. Ba! Nawet Krzysiek, który jest w Rzeszowie widzi, że się zmieniłaś. Mówi, że zniknęła jego partnerka od żartów. - zaśmiał się i ja nawet lekko się uśmiechnęłam - Powiedz mi gdzie się podziała tamta Justyna?
- Nie wiem. Może dorastam? - spojrzałam na niego
- W to raczej wątpię - parschnął Winiarski - Zachowujesz się jak jakaś małolata co płacze o byle gówno! Weź Ty się w garść dziewucho!
- Michał przeginasz! - krzyknął Mariusz
- Co przeginam?! Niech już przestanie płakać nad rozlanym mlekiem! - Misiek oparł się o futrynę. Wiedziałam, że ma rację. Wkońcu nie mogę płakać cały czas.
- Może Ty powinieneś wziąć życie w swoje ręce! - atakujący wstał - Sam masz podobne problemy i nic z nimi nie robisz! Nocami siedzisz w kuchni i...
- On ma rację. - powiedziałam cicho jednocześnie przerywając kłótnie, która wisiała w powietrzu. Obaj wpatrywali się we mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Kilka minut wcześniej płakałam, a teraz nagle mówię, że Michał ma rację - Powinnam teraz być w Bełchatowie i wspierać was w meczach, bawić się z Arkiem, a nie płakać. Michał ma 100 procentową rację. Kubiakowi najwyraźniej nie zależy na naszej przyjaźni - dodałam po chwili milczenia.
- Skąd nagle taka zmiana zdania? - zapytał Mariusz. Wzruszyłam ramionami - Ja już naprawdę Cię nie rozumiem.
- I nie zrozumiesz - dodał Michał i przytulił mnie. Chyba nie tylko on zmienia tak szybko zdanie. Przed chwilą mnie opieprzał, a teraz mnie przytula.
- Po co tak w ogóle przyjechaliście? Pojutrze gracie o Mistrzostwo Polski, a wtedy miałam przyjechać - spojrzałam na Michała za przymrużonych oczu
- Nie odbierałaś telefonu ani nie odpisywałaś na sms - teraz on spojrzał na mnie podejrzliwie - Dlaczego?
- Chciałam mieć spokój - wyruszyłam ramionami - Wiedziałam, że będziecie dzwonić - uśmiechnęłam się lekko - ale nie wiedziałam, że Kubiak nie będzie - powiedziałam już sama do siebie
- Dobra to jak wszystko gra to jedziemy - klasnął w ręce Winiarski - I ty młoda też. Nie będę jeździł w tą i spowrotem
- Yhhh... musze?
- Tak! Powiedziałaś, że bierzesz się w garść!
- Dobra - założyłam bluzę i poszłam się ogarnąć. Wróciłam zabrałam leżący na podłodze telefon i ruszyłam w strone wyjścia. Chłopaki siedzieli już w samochodzie. Zamknęłam drzwi i klucz zostawiłam tam gdzie go znalazłam. Bez słowa wsiadłam do samochodu i zapiełam pasy. Michał uruchomił pojazd i wyruszyliśmy w droge do Bełchatowa. Cały czas z głową opartą o szybę myślałam jak to wszystko się potoczy. Nawet nie wiem kiedy byliśmy na miejscu. Wyszłam z samochodu i czekałam przed drzwiami domu na Mariusza, aby otworzył je.
- Czemu nie wchodzisz? - zapytał zdziwiony - Zamknięte? - złapał za klamkę i otworzył drzwi. Teraz ja spojrzałam zdziwiona. Wzruszył ramionami i wszedł do środka - Już jesteśmy! - krzyknął. Po chwili z salonu wyłonił się Arek.
- Ciocia! - podbiegł do mnie malec - Myślałem, że już nie przyjedziesz - mocno mnie przytulił
- Ja bym nie przyjechała? - zaśmiałam się - Tęskniłam za tobą smyku
- Ja za Tobą też - dał mi całusa w polik - I to bardzo mocno
Postawiłam Arka na podłogę i poszłam przywitać się z Pauliną. Nie było jej w salonie, więc poszłam do sypialni. Weszłam do pomieszczenia i zastałam widok płaczącej pani domu. Usiadłam koło niej i przytuliłam.
- Ej co jest? - zapytałam, gdy już się trochę uspokoiła. Nie odpowiedziała nic tylko pokazała mi jakąś bieliznę. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
- Ona nie jest moja. Mariusz mnie zdradza - powiedziała cicho przez łzy
- No, nie jest twoja tylko moja - nie wiem dlaczego skłamałam. Nie była moja.
- Ty i Mariusz?! - wybuchłam śmiechem na te pytanie
- Nie! Spałam tu ostatnio. Przepraszam zapomniałam zabrać - zabrałam bieliznę Paulinie - Nie płacz już. Mariusz nic by Ci takiego nie zrobił. - podałam jej chusteczkę.
- Dziękuję. Idź już na dół ja jeszcze trochę chcę pobyć sama - uśmiechnęła się oraz przytuliła mnie. Wyszłam z pokoju i szłam w kierunku salonu, ale zatrzymał mnie Mariusz
- Widziałaś gdzieś Paulinę?
- Tak - odpowiedziałam opryskliwie
- A gdzie? - ponownie zadał pytanie
- U góry, nie idź teraz tam chce zostać sama - zabrzmiałam chyba za bardzo złowieszczo
- Teraz?
- Tak, ubieraj buty. Idziemy na spacer - skierowałam się w stronę drzwi. Bieliznę schowałam do torebki i zawiesiłam ja na ramię. Zawołałam jeszcze Arka, aby poszedł z nami. Ubrałam go i już otwierałam drzwi. Mariusz ani drgnął. - Na zaproszenie czekasz?
- Nie już idę - ubrał buty i ruchem ręki dał znać, że już mamy wychodzić. Kierowaliśmy się w stronę placu zabaw. Arek biegał przed nami. Szliśmy w absolutnej ciszy. Mariusz spoglądał na mnie i nie raz chciał coś powiedzieć, ale karciłam go wzrokiem. W końcu gdy doszliśmy na plac zabaw Arek poszedł się bawić. Oparłam się z jednej strony drzewa, a Mariusz z drugiej.
- Powiedz mi kochasz swoją rodzinę? - zadałam pytanie cały czas przyglądając się małemu jak zjeżdża na zjeżdżalni.
- Przecież wiesz, że tak - spojrzał na mnie podejrzliwie
- A jesteś ze mną zupełnie szczery?
- Dlaczego nie miał bym być? - wyruszyłam ramionami
- Gdybyś coś działo się nie tak, powiedziałbyś mi.
- Tak - powiedział patrząc mi prosto w oczy - Zrobiłem coś? Zadajesz takie pytania. Jak zrobiłem to powiedz odrazu.
- Nie wiem czy zrobiłeś  - spojrzałam tym razem na przyjaciela - Czyje to? - podałam mu bieliznę znalezioną prze jego żonę, a Mariusz wybuchł śmiechem.
- Gdzie to znalazłaś? - zapytał gdy się uspokoił
- Nie ja Paulina. Zastałam ją płaczącą i myśli, że ja zdradzasz. - na te słowa Mariusz zrobił wielkie oczy - Spokojnie powiedziałam jej, że to moje
- Trochę dziwnie wyszło, bo to kupiłem właśnie dal niej - znowu się zaśmiał - Chodź do domu musze jej to wyjaśnić
Mariusz zawołał Arka i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Przez cały czas Wlazły naśmiewał się ze mnie. Podziękowałam Bogu, gdy doszliśmy już na miejsce Mario wyjaśnił Paulinie wszystko i zaczął pakować wraz Winiarem na wieczorny trening. Przeprosiłam Paulinę za kłamstwo i razem zaczęłyśmy się śmiać z całej tej sytuacji. Resztę dnia spędziłam na rozmowie z żona mojego przyjaciela. Ona opowiadała mi jak było u mamy, za to ja jak tutaj w Bełku. Opowiedziałam jej o Kubiaku i innych rzeczach. Dostałam kilka porad, które napewno wykorzystam. Zmęczona podziękowała Paulinie za długą rozmowę i po kąpieli położyłam się do łóżka.

Witam, po bardzo długiej przerwie. Oddaję 12 i mam nadzieję, że się spodoba.
Przepraszam, że tyle musialyscie czekac, ale to juz sie nie powtórzy. Obiecuję.
Pozdrawiam S. :*
PS. Przepraszam za jakiekolwiek błędy !

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 11

Weszłam na jego piętro i miałam pukać do drzwi, ale usłyszałam, że rozmawia przez telefon. Drzwi były lekko uchylone, więc uchyliłam je bardziej. Oparłam się o futrynę. Dziki siedział tyłem, więc mnie nie widział.
- No, no... Tak... Wiem... - przytakiwał osobie mówiącej po drugiej stronie słuchawki - Spokojnie jeszcze będzie moja. Zobaczysz... Wczoraj już miałem to zrobić, ale Mariusz musiał usłyszeć jak z Tobą rozmawiam... Jak bym to wczoraj zrobił? Uchylałbym ją, wtedy niby chciałbym pomóc, zabrałbym ją tu do hotelu i bach... Że co?! Że niby tak się nie liczy?! Mam ją uwieść?! Ha! Dobrze! Już przegrałeś... Jak ma naimię? Tyle razy Ci to mówiłem i mówię Ci po raz ostatni. Ma naimię Justyna. - w tym oto momencie wstał i obrócił się w moją stronę. Jego mina wyrażała wszystko zdziwienie, złość, strach itp. Rozłączył się i szedł w moim kierunku. Stałam tak osłupiona tym co usłyszałam. Łzy powoli i pojedynczo zaczęły mimowolnie spływać po moich policzkach. Stał już naprzeciwko mnie. Zamknęłam oczy i przygryzłam nerwowo wargę. Każda dziewczyna w tym momencie by uciekła. Co zrobiłam ja? Wyminęłam go i weszłam do środka. Dlaczego? Chciałam z nim porozmawiać. Wiem to głupie. Każdy by wybiegł, krzyczał na niego, pobił itp. Ale ja, ja nie jestem "każdy" i nie mam naimię "wszyscy". Usiadłam na łóżku z opuszczoną głową. Nie chciałam na niego patrzeć, chciałam tylko z nim porozmawiać. Kubiak chyba nie myślał, że tak zrobię. Stał jeszcze chwilę i przykucnął naprzeciwko mnie. Złapał mnie za kolana - Nie dotykaj mnie. - powiedziałam cicho. Wykonał moje polecenie i zabrał ręce - Powiedz mi czy te kilka lat, które się znamy nic nie znaczyły? - chciał coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa - Nie przerywaj mi. Czy tylko w Twoich oczach byłam jako panienka do wybzykania? Czy nasza przyjaźń tak w ogóle dla ciebie istniała? Bo wiesz tu Cię zdziwie, ale dla mnie istniała - spojrzałam na niego. Miał opuszczoną głowę i zamknięte oczy - Teraz powiedz szczerze - kucnęłam przed nim i złapałam za podbródek, aby na mnie spojrzał - Chcesz mnie tylko zaciągnąć do łóżka dlaczego? - Spojrzałam mu głęboko, głęboko w oczy, jakbym chciała znaleść tam odpowiedź na moje pytanie.
- Przepraszam - wyszeptał. Wstał i podszedł do okna. Usiadłam spowrotem na łóżku - Nie jesteś dla mnie panienką do wybzykania, tylko...
- Tylko? Tylko co? - zapytałam spokojnie
- Tylko przyjaciółką, ale...
- Ale? Ale co? Kurwa Michał! - już nie wytrzymałam - Wiesz co? Jak już skleisz porządne zdanie to daj mi znać. - wstałam i poszłam do drzwi. Chwyciłam klamkę - Ale wtedy nie wiem czy już Ci uwierzę - powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Wybiegłam z hotelu przepraszając ludzi, których przypadkowo trąciłam. Biegłam przed siebie, tam gdzie mnie nogi poniosą, a gdzie mnie poniosły? Jak zawsze w to samo miejsce. Do parku na tą samą ławkę. Ta ławka znajdowała się w odosobnionym miejscu. Mało kto tam chodził. Usiadłam i dałam totalny upust moim emocjom. Podwinęłam nogi pod głowę. Jedynie co teraz chciałam to przytulić się do kogoś i wypłakać się. Wzięłam telefon do ręki. Nie wiedziałam do kogo zadzwonić. Do Mariusza nie bardzo, bo zaraz poszedłby do niego, Andrzej tak samo. Igła za daleko. Winiarski ona napewno wie o tym wszystkim. Do niego zadzwonie.
- Halo? - odezwał się
- Proszę Cię przyjdź do mnie - powiedziałam przez płacz
- Justyna? Co się stało? Gdzie jesteś?
- W parku tam gdzie zawsze. - pociągnęłam nosem - Tylko proszę nie mów nic Mariuszowi
- Zaraz będę! - rozłączył się. W głowie miałam cały czas rozmowę Dzikiego z jakąś osobą. Zamknęłam oczy, tak jakbym chciała, żeby te wszystkie problemy znikły. Dlaczego ostatnio w moim życiu wszystko się komplikuje. Filip, który mnie zdradził i okazało się, że jest teraz z moją przyjaciółką. Kłótnia z Mariuszem, w której prawie bym straciła przyjaciela. Andrzej, do którego nie wiem co czuję i Kubiak, który chciał mnie wykorzystać. Już od małego mam problemy. Wiem niektórzy chcieliby mieć takie problemy, bo przecież mieć tate alkoholika czy być z domu dziecka jest większym problemem. Mnie takie już problemy przytłaczają. Nie mam już sił. Mam opinie zawsze wesołej i optymistycznej dziewczyny, ale powoli już ta dziewczyna zanika, właśnie przez takie problemy. Poczułam na swoim ramieniu czyjąś rękę. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast Winiara zobaczyłam Dzikiego.
- Idź stąd - wyszeptałam ze łzami w oczach - Proszę - dodałam
- Pójdę jak Ci wszystko wytłumaczę - usiadł koło mnie - Nie uważam Cię jako panienkę do wybzykania tylko jako przyjaciółkę. Naprawdę uwierz mi. Wplątałem się w bardzo duże bagno i założyłem się, że zaciągnę Cię do łóżka. Chciałem to zrobić tak, żebyś nic nie pamiętała, ale Mariusz mnie przejrzał. Musiałem to zrobić chociaż nie chce.
- Że co?! Założyłeś się?! I to ma być wytłumaczenie?! Kurwa Kubiak najlepiej powiedz prawdę! A nie bawisz się w jakieś zakłady! -  krzyczałam pociągając nosem. Nie odzywał się ani słowem - Zanim coś powiesz pomysł trzy razy. Jakbyś wplątał się w bagno powiedziałbyś mi. Takie bajki możesz wciskać komuś imnemu. -wstałam z ławki
- Justyna ja naprawdę mówię prawdę. - także wstał
- A ten pocałunek? Też był częścią planu?
- Tak - wyszeptał - Przepraszam
- Chociaż raz powiedziałeś prawdę. Nie mamy już o czym mówić - odwrociłam się i szybkim krokiem szłam w kierunku domu. Wolał mnie i słyszałam jak biegnie za mną. Przyspieszyłem kroku. Szłam z opuszczoną głową. Nie mogłam powstrzymać łez, które od godziny okupują moje poliki. Niespodziewanie wpadłam na kogoś. Tym kimś był Winiar. Przytuliłam się mocno. On objął mnie i zaprowadził na pobliską ławkę.
- Ej mała co jest? - zapytał głaskając mnie po głowie - Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam pociągając nosem - Proszę Cię zabierz mnie do domu
- Dobrze ale po drodze powiesz mi co się stało okej? - wstał z ławki i wyciągnął do mnie rękę - Okej? - zapytał ponownie. Pokiwałam twierdząco głową. Złapałam za jego rękę i wstałam z ławki. Obejrzałam się w okół czy w pobliżu nie ma Kubiaka. Na moje szczęście nigdzie go nie było. Winiarski zaprowadził mnie do samochodu. Otworzył mi drzwi i posadził mnie tak, że nogi miałam na zewnątrz. Przykucnął przede mną i chwycił za ręce.
- Teraz mała powiedz mi co się stało - spojrzał na mnie tymi niebieskimi oczyma
- Dowiedziałam się o co pokłócili się Mariusz z Michałem - pociągnęłam nosem - Poszłam do niego i usłyszałam jego rozmowę przez telefon.
- Nie musisz już dalej mówić - wstał i przytulił mnie - Wsiadaj i jedziemy do domu - powiedział i usiadł za kierownicą. Jechaliśmy dobrze znanymi mi uliczkami Bełchatowa.
- Misiek? - spojrzał na mnie na chwilę i zaraz spowrotem na drogę
- Co jest mała?
- Miałeś mnie zawieść do domu - powiedziałam, gdy miał skręcić w ulicę gdzie znajdował się dom Mariusza
- No nie mów, że przez Kubiaka nie chcesz zostać dłużej w Bełku - spojrzał na mnie jak na wariatkę
- Nie - zaprzeczyłam - Nie tylko przez to.
- To przez co? - zjechał na pobocze
- Przez nic. Zawieziesz mnie? - spojrzałam na niego z nadzieją w oczach.
- Zawiozę, ale pod jednym warunkiem - wskazałam ruchem ręki, aby mówił dalej - Za pięć dni przyjeżdżam po Ciebie i masz być wypoczęta i wesoła. Zrozumiano?
- Tak - powiedziałam cicho - Ale zaraz! Macie jutro gre o finał, a za 5 dni jeśli wygracie o Mistrzostwo Polski!
- Dlatego właśnie przyjadę po Ciebie za pięć dni. Musisz być na tym meczu!
- A skąd wiesz, że wygracie? - swoje spojrzenie wlepiłam w szybe
- Tak czy siak będziemy grać o brąz, więc za pięć dni wypoczęta i wesoła tak? - nie chciałam odpowiadać na to pytanie - Tak? - powtórzył już nieco głośniej
- Tak - powiedziałam cicho. Po tych słowach Michał odpalił silnik i ruszył w drogę do MOJEGO domu. Przez całą drogę nie odzywałam się. Nie miałam ochoty rozmawiać. Oparta głową o szybę myślałam o dotychczasowych dniach w Bełchatowie. Zawsze gdy wyjeżdżałam miałam wesołe wspomnienia a teraz? Teraz już widać, że dorastam. To może brzmi śmiesznie, ale taka jest prawda. Samo to, że zadałam maturę i już za niedługo będę studentką uczelni gdzie? Niestety w Bełchatowie. Nawet nie wiem kiedy staliśmy przed bramą wjazdową do mojego domu.
- Dziękuję - odpięłam pas - Przepraszam, że musiałeś się tyle fatygować.
- Przyjemność po mojej stronie - zaśmiał się, ale widząc mój wyraz twarzy złapał mnie za ramię - Ej mała uśmiechnij się - podziało - Widzisz tak lepiej
- Dziękuję jeszcze raz -  pocałowałam go w polik na pożegnanie - Mam do Ciebie prośbę
- Wal śmiało
- Wytłumacz Mariuszowi, że nie ma się martwić. Niech nie dzwoni, bo chcę to wszystko przemyśleć. Wytłumacz mu to wszystko i proszę Cię nie pozwól mu tu przyjechać wciągu tych pięciu dni - spojrzałam na niego bałagalnie
- Masz to jak w banku
- Dziękuję - otworzyłam drzwi od samochodu - Do zobaczenia
- Do zobaczenia - na te słowa zamknęłam drzwi. Pomachałam jeszcze przejmującemu na pożegnanie i przeszłam przez furtkę do drzwi wejściowych. Chciałam je otworzyć, ale jakie było moje zdziwienie gdy były zamknięte. No to super - pomyślałam. Zapukałam z nadzieją, że ktoś jednak jest, ale jak to mówią. "Nadzieja matką głupich". Zrezygnowana wyjęłam telefon i wybrałam numer Winiara. Włączyła się poczta. Gorzej być nie może - powiedziałam do siebie. I nie było, bo pod wycieraczką leżała karteczka.
"Córeczko! Jakbyś wróciła wcześniej to klucz zostawiłam tam gdzie zawsze. My jesteśmy w górach. Kocham Cię Mama!" . Po przeczytaniu spojrzałam tam gdzie zawsze Mama zostawiała mi klucze i faktycznie tam były. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Odrazu napisałam sms do Mamy, że jestem w domu i dlaczego chłopaki pojechali w góry skoro mają jeszcze szkołę. Dostałam w odpowiedzi, że tylko teraz są miejsca i ojczym ma wolne. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zmęczona dzisiejszym dniem ubrałam się w ciuchy do spania i położyłam się spać. Na początku było trudno, ale potem odpłynęłam.

Hej!
Zapraszam do komentowania. Kto się spodziewał takiego Kubiaka?
Pozdrawiam :*

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 10

Perspektywa Andrzeja
Obudziłem się rano. Justyna jeszcze spała, więc delikatnie wstałem z łóżka i powęrdowałem do łazienki wziąć zimny prysznic. Wszedłem do kabiny i włączyłem zimną wodę. Małe krople spływały po moim nagim ciele. Tu mogłem pomyśleć, odetchnąć. Martwi mnie ta wczorajsza sytuacja Mariusza z Kubiakiem. Widziałem jak dali sobie po razie i na tym się skończyło. Tylko o co im poszło? Widać, że Justyna martwi się o tych dwóch. Właśnie Justyna. Co pomiędzy nami jest? Kocham ją ale przecież jej tego nie powiem! To mogło zepsuć naszą przyjaźń, którą budowaliśmy przez te kilka lat. Ten pocałunek nie wiem czy był przez przypadek. Nie wiem czy to przez alkohol czy po prostu coś do mnie czuję. Nie wytrzymam i wkońcu powiem jej o moich uczuciach, tak jak Karol mówił musze zrobić to zanim ktoś inny mnie wyprzedzi. Wyszedłem z kabiny, wytarłem starannie ciało i w samych bokserkach poszedłem do kuchni. Sięgnąłem z szafki tabletki przeciwbólowe i butelkę wody dla Justyny. Kaca to ona będzie miała. Westchnąłem i kierowałem się do pokoju, w którym spała. Otworzyłem cicho drzwi i wyjrzałem za nich. Ku mojemu zdziwieniu już nie spała.
- Wchodzisz czy na zaproszenie czekasz? - zapytała i chwyciła się za głowę - Już więcej z Wami nie pije
- Z nimi - poprawiłem ją
- No tak Ty nic nie piłeś - przeleciała mnie wzrokiem i zatrzymała się na brzuchu, ale zaraz wstrząsnęła głową i zwróciła spojrzenie w inny kierunek. No tak jestem w samych bokserkach - Ubierz koszulkę. Proszę
- Dlaczego? Nie podoba Ci się?
- Ehh... Podoba tylko nie chcę, żebyś mnie rozpraszał. Dobrze wiesz, że mam słabość do wyrzeźbionych ciał - zarumienła się
- No dobra - założyłem koszulkę - Podobała Ci się impreza?
- Nie wiem. Nic nie pamietam. - usiadła na łóżku - Chociaż nie, pamiętam kłótnie Mariusza z Kubiakiem i potem wypiłam i poszłam z tobą zatańczyć. Nie wiedziałam, że mam taką słabą głowę do picia - oparła się o ścianę - Kurwa zaraz głowa mi pęknie
- Trzymaj - podałem jej tabletki oraz butelkę z wodą i usiadłem obok niej.
- Dzięki - połknęła tabletke i wypaliła z pół butelki wody - Zrobiłam coś wczoraj takiego co nie powinnam robić?
- Tak
-Co zrobiłam? Za jakie grzechy.
- Wypiłaś za dużo to zrobiłaś - odpowiedziałem jej - Pierwszy raz taką Cię widziałem
- To już wiem, ale czy zrobiłam coś wiesz. - robiła rękoma różne gesty - Naprawdę pamiętam mało
- Nie nic nie zrobiłaś - skłamałem. Nie powiem jej o tym pocałunku.
- To dobrze - odetchnęła z ulgą - O której wróciłam i dlaczego jestem u ciebie, a nie u Mariusza? Spaliśmy w jednym łóżku? - zadawała pytanie po pytaniu
- Wrociłaś po 2. Jesteś u mnie, bo nie miałem kluczy do domu Mario.
- A to ostatnie pytanie?
- Tak spaliśmy razem - powiedziałem zgodnie z prawdą - I na swoje usprawiedliwienie powiem, że sama chciałaś, żebym został
- Dobra powiedzmy, że Ci wierzę - zaśmiała się, tak jak to uwielbiam. Sam uśmiechnęłem się, ale zaraz za te słowa co powiedziała "rzuciłem się" na nią i zacząłem ją łaskotać
- Nie wierzysz mi? - jeszcze bardziej zacząłem ja dręczyć. Wiła się i piszczała ze śmiechu
- Wierze Ci! Wierze! Tylko przestań - błagała przez śmiech
- Napewno? - zapytałem, a ona przytaknęła. Przestałem ją łaskotać, ale nadal nad nią wisiałem. Patrzyłem jej prosto w oczy. Jej śliczne oczy. Nie wiem jak to zrobiła, ale jednym ruchem to ja byłem na dole, a ona na górze.
- I co teraz? - zapytała
- Błagam Cię daj litość miłościwa Pani! - zrobiłem błagalną minę. Pochyliła się nad moja twarzą. Serce zaczęło mi z sekundy na sekundę szybciej bić. Co ona chciała zrobić? Spojrzała mi w oczy i wyszeptała do mojego ucha "Dam Ci litość, ale zapamiętaj zemsta będzie słodka". Wstała i poszła do drzwi.
-  Dobra idę pod prysznic i będę się zbierać do Mariusza. Powiedziałeś mu, że jestem u ciebie nie?
- Yyy... - zająkałem się - Nie - powiedziałem cicho. Westchnęła i wyszła. Położyłem ręce pod głowę i wlepiłem wzrok w sufit. Na co ja wtedy liczyłem, że mnie pocałuję? Takie rzeczy tylko w bajkach. Dlaczego nie może być tak jak kiedyś? Wtedy gdy nie czułem do niej nic innego jak przyjaźń. Chcę aby to powróciło lub ona poczuła to uczucie co ja nią darzę. A może ona jednak coś czuję? Porozmawiam z Mariuszem. On napewno będzie coś o tym wiedział. Tylko on wie o niej wszystko. Wkońcu to przyjaciele.

Perspektywa Justyny
Wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki. Zimny prysznic tego mi było trzeba. Rozebrałam się i wskoczyłam do kabiny. Krople spływały po moim ciele, a mój mózg myślał o wcześniejszej sytuacji. Prawie i bym go pocałowała! Dobrze, że w odpowiednim momencie się opamiętałam! Nie wiem co się ze mną dzieje. Ten człowiek źle na mnie działa. On napewno tego samego nie czuje. A może tylko mydle sobie oczy? Samo jego zachowanie. Muszę iść do Karola on napewno coś wie wkońcu to przyjaciele. Może on mi coś doradzi, podpowie. Wyszłam z pod prysznica i wytarłam starannie ciało. Ubrałam te same ciuchy i wyszłam z łazienki. Szłam w kierunku kuchni, gdy weszłam moim oczom ukazał się widok Andrzeja kręcącego sie po pomieszczeniu i próbującego coś przygotować na śniadanie. Usiadłam na blacie koło kuchenki i przyglądałam się mu. Nie ukrywam, że Wroniasty bardzo pięknie wyglądał w fartuszku, ale mimo, że wyglądał super to po paru minutach jak przypalił jajecznicę zeszłam z blatu.
- Daj ja to zrobię - zaśmiałam się i wzięłam z jego ręki patelnie i widelec.
- Dziękuję. Myślałem, że tym razem mi się uda - podrapał się po karku - Nie jestem dobry w gotowaniu
- Z grzeczności nie zaprzecze - znowu się zaśmiałam - Twoja rola jest jednak na boisku
- Też nie zaprzecze - także się zaśmiał - Ale i tak Ci pomogę
- Nie, nie Ty sobie usiądź i popatrz - powiedziałam i zabrałam się za pichcenie. Po kilku minutach postawiłam przed siatkarzem talerz z jajecznicą. Usiadłam na przeciwko niego. Jedliśmy w ciszy. Po posiłku Andrzej posprzątał talerze.
- To ja będę się już zbierać - wstałam i poszłam do przedpokoju założyłam buty. Szukałam mojego żakietu, ale nie mogłam go znaleść.- Andrzej! - krzyknęłam. Środkowy zaraz znalazł się koło mnie - Andrzejku mój kochany powiedz, że zabrałeś z klubu mój żakiet jak wychodziliśmy - siatkarz zrobił minę myśliciela
- A zabrałaś go? - zrobiłam faceplama
- Nie było pytania - zaśmiałam się
- Trzymaj - dał mi bluzę
- Dziękuję - spojrzałam na niego. Stał uśmiechnięty jak nigdy - Co się tak szczerzysz?
- Ślicznie wyglądasz w mojej bluzie - zaśmiał się
- Dziękuję - rumieniec wpłynął na moje poliki - Odprowadzisz mnie albo zawieziesz? - zrobiłam błagalną minę. Wrona przytaknął i założył buty oraz sięgnął z szafki kluczyki do samochodu. Wysłałam Karolowi jeszcze sms czy możemy się spotkać i pogadać, tak jak myślałam odrazu dostałam zgodnego sms. Po kilku mimutach jazdy byliśmy pod domem Mariusza.
- Dziękuję i dozobaczenia - otworzyłam drzwi i już miałam wychodzić ale Endrju złapał mnie za nadgarstek
- Nie pożegnasz się? - zapytał. Dałam mu buziaka w polik. Wyszłam z samochodu i kierowałam się w stronę drzwi wejściowych. Weszłam do środka. Zdjęłam buty i poszłam do pokoju przebrać się na normalne i świeże ciuchy. Gdy wykonałam tą czynność wysłałam jeszcze raz sms do Karola z miejscem i godziną spotkania.
"Za godzinę w kawiarni koło hali!". Po krótkiej chwili dostałam wiadomość od niego: "Tak jest MAMO!". Ten człowiek zawsze sprawi, że uśmiech pojawi się na mojej twarzy. Schowałam komórkę do kieszeni i zeszłam do kuchni zrobić herbatę. Gdy weszłam do pomieszczenia przy stole siedział Mariusz. Nie zapamiętałam za wiele z tej imprezy, ale wiedziałam, że się pokłócił z Kubiakiem i przyłożyli sobie. Nie odezwałam się ani słowem i wstawiłam wode. Usiadłam naprzeciwko niego, nie patrząc się w jego stronę.
- Zła jesteś na mnie - bardziej stwierdził niż zapytał - Przepraszam
- Nie masz za co to Twoja i Kubiaka sprawa. Miałam się nie wtrącać - odpowiedziałam szybko, a Mario tylko westchnął. Wstałam, zalałam herbate i spowrotem usiadłam. Wypiłam herbatę w ciszy. Odstawiłam szklankę do zlewu i wyszłam z kuchni. Nie tak wyobrażałam sobie przyjazd tutaj. Zawsze gdy tu przyjeżdżałam było inaczej. Ubrałam buty i miałam już wychodzić, kiedy atakujący zagrodził mi drogę.
- Nie wypuszczę Cię dopóki ze mną nie pogadasz - skrzyżował ręce na piersiach i tupał nogą. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i czekałam na siatkarza. Po krótkiej chwili przyszedł zdziwiony - Nie myślałem,że tak szybko się zgodzisz.
- Zgodziłam się wyłącznie dlatego, bo się śpieszę, więc możesz już zaczynać. O czym chcesz rozmawiać? - usiadł na fotelu naprzeciwko mnie i nerwowo stukał palcami o podłokietnik.
-Chciałem z Tobą porozmawiać o tej kłótni. Nie przerywaj mi okej? I obiecaj, że po tym jak Ci to powiem nie zrobisz nic głupiego - spojrzał na mnie.
- Mariusz wiesz, że nie obiecuję w ciemno.
- Obiecaj - powtórzył. Westchnęłam i ruchem ręki pokazałam, żeby mówił - Pokłóciłem się z nim o Ciebie. Dowiedziałem się przez czysty przypadek, że chcę Cię tylko zaciągnąć do łóżka. Przez przypadek podsłuchałem jego rozmowy przez telefon przed klubem. Na początku tylko do niego poszłem i chciałem mu wytłumaczyć słownie, ale gdy zaśmiał mi sie w twarz i powiedział, że nie mam nic do tego, że i tak zrobi co będzie chciał. Wtedy już nie wytrzymałem i musiałem mu przywalić. Przepraszam nie chciałem Ci tego mówić, bo i tak masz już dużo problemów. - nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie docierało to do mnie. Dziki, mój Dziki miał mi to zrobić to nie możliwe! Jakimś cudem powstrzymała łzy. Mariusz przytulił mnie - Powiedz coś.
- To nie może być prawda! Napewno coś źle uslyszałeś! - zaczęłam krzyczeć - Dziki napewno by mi tego nie zrobił!
- Justyna proszę uspokój się - przytulił mnie mocniej
- Przepraszam muszę już iść -  powiedziałam i wyszłam z domu. Wysłałam sms Karolowi " Przepraszam, ale nie mogę przyjść przełożymy to na jutro :(". Kierowałam się w stronę hotelu, gdzie zatrzymał się Michał. Weszłam na jego piętro i miałam pukać do drzwi, gdy usłyszałam, że rozmawia przez telefon...

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 9

Weszłam do środka i co tam zobaczyłam przeszło moje najmniejsze oczekiwania. Mariusz z Kubiakiem byli w trakcie dość ostrej kłótni i to bardzo. Zaczęli się popychać. Spojrzałam na stojącego obok mnie Andrzeja. Ten ruszył w kieunku siatkarzy, żeby ich "pogodzić". Zatrzymałam go i powiedziałam mu, że ja to zrobię. Poszłam do tej dwójki i stanęłam pomiędzy nimi tak, żeby widzieć ich twarze.
- Co tu się dzieję?! - krzyknęłam. Żaden z nich nic nie odpowiedział. Spoglądali na siebie tylko złowieszczo - Dowiem się?!
- Justyna proszę Cię nie wtrącaj się - wycedził przez zęby Michał. Stał z zaciśniętymi pięściami.
-Jak mam się nie wtrącać?! Wytłumaczycie mi o co wam poszło?!
- Justyna. Proszę to jest pomiędzy mną, a Michałem. Nie wtrącaj się. - powiedział Mario stał tak samo jak Kubiak. Nigdy nie widziałam tak wkurzonego Mariusza.
- Dobra jak chcecie! Nie wtrącam się! Nawalajcie się! Wasza sprawa ale później nie chcę żadnego widzieć koło mnie z podbitym okiem czy z rozciętą wargą! - powiedziałam wkurzona i odwróciłam się na pięcie. Poszłam do stolika gdzie siedzieli Kacper, Conte oraz Andrzej i rozlewali wódkę do kieliszków. Usiadłam pomiędzy Wroną, a Piechockim.
- Napijesz się z nami? - zadał pytanie libero
- Pewnie! - odpowiedziałam jeszcze wkurzona całą tą sytuacją. Nie czekając długo przed sobą, miałam przezroczystą ciecz. Jednym ruchem wlałam ją do ust. Czułam jak rozgrzewa mnie od środka. Ostawiłam kieliszek na stolik i odetchnęłam. Dawno nie miałam tego smaku w ustach. Teraz tego potrzebowałam. Alkohol nie jest ucieczką od problemów, wiem. Zanim się obejrzałam Kacper nalał następna kolejkę. Szybko wlałam zawartość małego naczynia. Znowu poczułam to ciepło. Siedzący obok Andrzej, który nic nie pił, spoglądał od czasu do czasu na mnie.
- A ty nie pijesz? - spytałam środkowego
- Nie mam ochoty i ktoś musi odwieźć całe towarzystwo - westchnął, ja wyruszyłam ramionami i pokazałam Piechockiemu, aby polał następną kolejkę. Posłusznie wykonał moje polecenie. Po raz kolejny szybko wlałam ciecz do ust. Po tej czynności do stolika podszedł Mario
- Czy mogę prosić do tańca? - wyciągnął w moją stronę rękę. Spojrzałam na Andrzeja proszącym wzrokiem.
- Przepraszam Cię Mariusz ale byłem pierwszy. - oznajmił mój wybawca. Chwyciłam rękę Wrony. Zaprowadził mnie na parkiet. Stanęliśmy przed sobą i już mieliśmy zacząć tańczyć ale przeszkodził nam w tym Kubiak.
- Justyna możemy porozmawiać?
- Nie mamy o czym - rzuciłam i przyjrzałam mu się, miał lekko rozciętą wargę - I powiedziałam, że nie macie pokazywać się koło mnie z rozciętą wargą czy podbitym okiem!
- Wiem ale daj mi się wytłumaczyć -odpowiedział
- Nie musisz. Miałam się nie wtrącać, a teraz proszę Cię odejdź.
- Dobrze ale później porozmawiamy. - odszedł. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Poczułam jak przytula mnie Andrzej. Wiedziałam, że to on zawsze rozpoznam jego uścisk.
- Nie złość się, złość piękności szkodzi. - powiedział, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Na moje szczęście albo nieszczęście puścili wolną piosenkę. Nie miałam wyboru. Wrona położył dłonie na mojej tali, a ja zarzuciłam ręce na jego szyję. Oparłam głowę o klatkę piersiową siatkarza. Kołysaliśmy się tak z boku na bok w rytm piosenki. W pewnym momencie uniosłam głowę i natknęłam się na spojrzenie środkowego. Utonęłam w nim. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy przez cały czas. Kiedy piosenka się skończyła staliśmy tak wpatrzeni w siebie. Po raz kokejny hipnotyzują mnie jego oczy. Przerwał na Mariusz.
- Justyna chodź szybko - ciągnął mnie za rękę. Posłałam przepraszające spojrzenie Andrzejowi i szłam za atakującym. Prowadził mnie na zewnątrz. Wyszliśmy z klubu on usiadł na ławce i poklepał miejsce obok, dając mi znak, żebym usiadła. Nie miałam zamiaru siadać. Niech powie co ma do powiedzenia.
- Przepraszam - wyszeptał - Poszło o błachostkę. Nie istotna rzecz. Nie musisz się martwić.
- Jak nie muszę?! Jakby poszło o błachostkę to byś mu nie przywalił! - złapałam się nerwowo za głowę
- Naprawdę. - wstał i podszedł do mnie. Złapał mnie za obie ręce i spojrzał w oczy - Uwierz mi - szepnął
- Mariusz - zciszyłam ton głosu - Wierzę Ci - spojrzałam w jego oczy i wtedy zauważyłam, że ma podbite oko. Ukrył je pod podkładem. Puściłam jego dłonie i odsunęłam się - Naprawdę myslałeś, że nie zauważę. Ukryłeś podbite oko pod podkładem? Mówiłam nie macie pokazywać się koło mnie z podbitym okiem lub z rozciętą wargą. - spuścił głowę i spowrotem usiadł na ławce.
- Nie wytrzymałem już! Przywaliłem mu, on mi i jesteśmy kwita - znowu stał przede mną - Justyna nie mogłem pozwolić na to.
- Na co? O czym Ty do cholery gadasz?
- Przepraszam nie mogę Ci powiedzieć - wyszeptał
- No przecież przyjacielowi się nic nie mówi.
- To nie o to chodzi
- A o co? Czy wkońcu się czegoś dowiem?! - spytałam ale nic nie odpowiedział - Widzę, że nie. - sama odpowiedziałam - W takim razie nie ma o czym mówić - rzuciłam bez zastanowienia i weszłam do klubu. Udałam się do stolika, przy którym wcześniej siedziałam. Wokół niego znajdowali się Kłos, Wrona, Piechocki i Włodarczyk. Usiadłam pomiędzy Kłosem a Włodim. Odrazu przede mną zjawił się kieliszek pełen wódki. Jednym ruchem wlałam zawartość. I tak następny i następny. Z kilka kolejek wpiłam.
- Tej pani już dziękujemy - oznajmił Wrona
- Nie ja jeszcze pije z chłopakami! Raz na ruski rok mogę się z nimi napić!
- Właśnie! - krzyknął Włodi i objął mnie ramieniem. Tak jak ja był już wstawiony. Uśmiechnęłam się do niego słodko, a ten puścił mi oczko
- Nie Justyna tobie już wystarczy - wstawił się Kłos za Endrju. Piechocki się nie wtrącał. Spał już prawie na stole.
- Dwa na dwa i co teraz? - spytał Wojtek
- Pije daleeej - oznajmiłam. Chwyciłam za butelkę. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy zastałam ją pustą. - Wojtek jednak niee piję - oparłam się o jego ramię
- Dlaczego?
- Nie ma co - zrobiłam minę zbitego psa i pomachałam pustą butelką. Włodarczyk machnął ręką i położył głowę na moją głowę, ale zaraz się ożywił i zaprosił mnie do tańca. Zgodziłam się i poszłam z nim na środek parkietu. Trochę nam ten taniec nie wychodził. On się przewracał i ja tak samo. Po tym wyczerpującym "tańcu" wróciłam do stolika. Był tam już tylko sam Andrzej. Z racji tego, że siedział tyłem to zakryłam mu oczy i spytałam "zgadnij kto to". Nie miał problemu z tym. Odkryłam mu oczy i usiadłam obok.
- Gdzie Karol i Kacper?
- Karol pojechał zawieść go i innych już pijanych siatkarzy.
- Ja też chcę do domu - wstałam, ale jakoś tak zakręciło mi się w głowie i usiadłam na kolanach Wrony. Zrezygnowany wziął mnie na ręce wyszedł z klubu. Nie wiem czemu ale spojrzałam na ławkę, na której siedział Mariusz. Co mnie zaskoczyło bo nadal tam siedział. Spojrzałam tym razem na Wronę. Ten wzruszył ramionami i postawił mnie na ziemi, po czym ruszył w kierunku auta. Otworzył drzwi i ruchem ręki pokazał, abym wsiadła. Chwiejnym krokiem poszłam do samochodu. Gdy wsiadłam zamknął za mną drzwi i usiadł od strony kierowcy. Odpalił silnik i ruszył w kierunku domu. Oparłam głowę o szybę i momentalnie zmorzył mnie sen. Ocknęłam się lekko, gdy Wrona kładł mnie na łóżku.
- Zostań ze mną - powiedziałam zaspana. Nie wiem czemu. Albo bałam się zostać sama albo to alkohol.
- Poczekaj chwilę zadzwonie do Karola - odpowiedział i wyszedł. Odwróciłam się na drugą stronę i czekałam na Andrzeja. Gdy usłyszałam jak wchodzi odwróciłam się w jego stronę. Zdejmował akurat koszulkę. Mogłam zobaczyć idealnie wyrzeźbiony brzuch. Co uczyniłam wtedy to napewno przez alkohol. Zdążył się ledwo położyć koło mnie, a ja wpiłam się w jego usta. Pocałunek był krótki, ponieważ zdałam sobie sprawe z tego co robie. O kurwa co ja zrobiłam?! Pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy.
- Przepraszam. - powiedziałam i odwróciłam się plecami do niego. Wtuliłam się w poduszkę. Zapewne nie będę pamiętała tego pocałunku, ponieważ jestem zlana w cztery dupy. Kac to będzie wielki pomyślałam. Nie wiem nawet kiedy odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
No tak, więc rozdział krótki i o niczym. Pijana Justyna robi głupie rzeczy. Dobra tam wam zostawiam ocene!
Pozdrawiam :D

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 8

Rano obudziły mnie promienie słoneczne, które przedostały się przez nie zasłonięte okno. Zaraz ja mam okno z zachodniej strony to jak? Podniosłam głowę i moim oczom ukazał się pokój Mariusza, a właściciel tego pomieszczenia smacznie spał koło mnie. No tak mojemu najlepszemu przyjacielowi nie chciało się mnie zanieść do mojego łóżeczka, ale nie dziwie mu się w środku nocy nikomu się nie chce. Postanowiłam nie wstawać tylko poleżeć i pomyśleć o tym wszystkim. Dziś czeka mnie rozmowa z Andrzejem i Kubiakiem. Dlaczego mnie to spotyka? Brakuje jeszcze tego, żeby Mariusz mnie pocałował. Wtedy byłoby świetnie! Całe szczęście on jest jeszcze normalny. Leżałam tyłem do Mariusza i układałam przebieg rozmowy z Wroną jak i z Dzikim. Przeszkodziło mi w tym chrapanie mojego dzisiejszego współlokatora. Odwróciłam się do niego i zatkałam mu nos. Momentalnie się obudził. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, ale jakimś cudem udało mi się. Gdyby wzrok mógł zabijać to bym już nie żyła.
- No co? Chrapałeś - wzruszyłam ramionami ze śmiechem
- Ja nie chrapię!
- Tak, a ja jestem aniołem.
- No to wtedy chrapię - westchnął zrezygnowany - Podobało Ci się w nocy? - zapytał, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi
- Ale co?
- No wiesz co - poruszył śmiesznie brwiami. Ja usiadłam nerwowo. Przecież my nic takiego nie robiliśmy. Mariusz gdy zauważył moją reakcje zaczął się śmiać
- Kurwa czlowieku! Takie żarty nie zemną! Jeny jakiego ja mam przyjaciela! - uderzyłam go poduszką
- Przecież wiesz, że tego z Tobą bym nie zrobił. - spojrzał na mnie-  Gdybyś widziała swoją minę. Bezcenna!
- Dobra już przestań! - uszczypnęłam go w bok.
- Wiesz, że dzisiaj czekają Cię dwie rozmowy? - objął mnie ramieniem i przysunął bliżej. Momentalnie uśmiech zniknął mi z twarzy. Położyłam głowę na jego ramieniu.
- Wiem - szepnęłam - Mariusz możemy teraz o tym nie rozmawiać? Proszę nie psujmy poranka
- No już nie poranka - spojrzał na zegarek - Za godzinę mam trening.
- To już! Ty się ubierz i spakuj, a ja pójdę zrobić śniadanie. - wstałam - Wypad z wyra! Siłą mam cię wyciągnąć?
- I tak nie dasz rady - zaśmiał się
- Czyżby? - wyszłam i poszłam do kuchni po małą miseczkę z wodą. Po chwili wróciłam. Mariusz leżał zasłonięty kołdrą po sam czubek nosa.
- Nie wstaje jeszcze! - krzyknął, ale było to ledwie słychać pod warstwą puchu.
- Napewno?
- Napewno! - krzyknął i w tym samym momencie się odkrył
- No dobrze sam mnie zmusiłeś - wylałam całą zawartość miseczki na Mariusza
- Kurwa! Pojebało! - krzyknął i wyskoczył z łóżka, a ja leżałam na ziemi ze śmiechu. Uwielbiam jak tak się wkurza. Gdy się wykrzyczał sam zaczął się śmiać. Po chwili wpadł Misiek.
- Co się stało? Słyszałem krzyki! - zobaczył nas śmiejących, odetchnął z ulgą - Myślałem, że znowu sie kłócicie.
- My? Nie! - zaprzeczyłam
- A co ty taki mokry? - wskazał na atakującego - Nie zdążyłeś do łazienki?
- Nie! Ktoś mnie oblał wodą - spojrzał na mnie - Zemsta będzie słodka
- Tak, tak - poklepałam go po ramieniu i poszłam do kuchni. Zrobiłam śniadanie i zaparzyłam kawy. Po 10 min chłopcy przyszli i usiedli do stołu. Zajadając się kanapkami nie obyło się bez śmiechu i żartów ze strony Michała. Po zjedzonym posiłku wielkoludy szykowali się na trening. Ja w tym samym czasie poszłam się ogarnąć. - My idziemy! - krzyknął Mariusz
- O której kończycie trening? - zadałam szybko pytanie póki nie wyszli
- O 14:00 - uśmiechnął się
- Dobra jedziemy bo się spóźnimy! -krzyknął Wniar z samochodu. Mariusz wsiadł do auta i odjechali. Postanowiłam, że posprzątam. Odkąd jestem u Mariusza zawsze sprzątałam tak z grubsza, więc wzięłam się do roboty. Na początek wszystkie kurze, szfki itp. Później podłogi. Trochę mi to zajmie. Przynajmiej nie będę myślała o Andrzeju i Kubiaku. Po 3 godzinach wszystko było czyste. Po 15 min wrócili wielkoludy. Jak to oni, nie zauważyli mojego wysiłku i padnięci, zjedli obiad i usiedli na kanapie przed TV. Usiadłam pomiędzy nimi.
- Jak tam po treningu?
- Tak jak zawsze - zaśmiał się Winiar - Jutro mamy wolne i dzisiaj o 19 idziemy do klubu całą drużyną i Kubiakiem!
- Z jakiej to okazji?
- Bez okazji. Dawno nie byliśmy na imprezie, więc trzeba wykorzystać wolne i się zabawić!
- Okej, okej. To miłej zabawy życzę.- uśmiechnęłam się - tylko za dużo nie wypić!
- Ty idziesz z nami! - wykrzyczał Mario
- Ja mam dużo spraw na głowie
- Niby jakich? Idziesz i koniec!
- Może pójdę - powiedziałam. Jak to chłopaki zaczęli mnie błagać, żebym poszła. Nie słuchałam ich próśb i poszłam do pokoju dla świętego spokoju. Położyłam się na łóżku zamknęłam oczy i jak to mam w zwyczaju - myślałam. A o kim? Jak zawsze o tych samych dwóch siatkarzach. Jeden nie lepszy od drugiego tylko jednego traktuje jak przyjaciela, a drugiego? Tego nie wiem jak. Nie wiem co do niego czuję. Dlaczego to wszystko jest takie pokręcone? Mariusz mówił, że mam się kierować sercem, ale ja nie umiem. Leżałam tak długo, przewracając się z boku na bok. Spojrzałam na zegarek, widniała tam godzina 16:30. Zebrałam się w sobie i wzięłam telefon do ręki. Wybrałam odpowiedni numer i przycisnęłam zieloną słuchawkę. Liczyłam sygnały i z każdym dalszym serce biło mi coraz szybciej - Jeden, drugi, trzeci, czwarty. - Po którymś sygnale z kolei włączyła się poczta głosowa. Może i dobrze. Niby chciałam porozmawiać, ale bałam się. Zastanawiałam się czy zadzwonić jeszcze raz - Jak zobaczy, że dzwoniłam to oddzwoni. Nie musiałam długo czekać, bo po 10 min zadzwonił. Wzięłam głęboki oddech i odebrałam połączenie.
- Hej! Przepraszam nie mogłem odebrać jak dzwoniłaś. Co tam? - powiedział męski głos
- Hej możemy się spotkać? Musimy pogadać - przeszłam do rzeczy
- Pewnie to może na tej imprezie co ma być dzisiaj. Idziesz nie?
- Nie wiem, ale raczej nie.
- Dlaczego?
- Nie mam ochoty. To porozmawiamy kiedy indziej.
- Jak chcesz możemy się teraz spotkać, ale wolałabym, żebyś poszła na tą imprezę.
- Nie dobra kiedy indziej, nie będę zabierała Ci czasu. Pa - rozłączyłam się. I znowu nie dałam rady. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Już nie mogłam tak bezczynnie leżeć, więc ubrałam dres i zeszłam na dół. Założyłam buty i miałam właśnie wychodzić ale zatrzymał mnie Mariusz
- Idziesz biegać? - bardziej stwierdził niż zapytał. Pokiwałam twierdząco głową - Justyna co się dzieje?
- A co ma się dziać?
- Ty jak idziesz biegać to masz jakiś problem.
- Tak mam, nawet dwa i sam wiesz jakie.
- To poczekaj pobiegam z tobą. Pójdę się przebrać. - oznajmił i szybko poszedł się przebrać. Po niespełna 2 min był spowrotem. Założył tylko buty i razem wyszliśmy z domu. Najpierw poszliśmy spacerkiem do parku. Droga przebywała w kompletnej ciszy niestety Mariusz musiał ją przerwać.
- Justyna powiedz mi co z tymi "problemami" robisz? - zadał pytanie, na które nie miałam ochoty odpowiadać - Odpowiesz mi?
- Nic. - odpowiedziałam krótko i kiedy dotarliśmy do parku zaczęłam się rozciągać. Mariusz westchnął i chyba zrozumiał, że nic nie wskura. Gdy wystarczająco się rozciagnęłam, zaczęłam powoli truchtać wraz z przyjacielem. Po 10 min truchtania coraz bardziej zwiększałam tępo, co nie uszło uwadze siatkarza.
- Co tak przyspieszasz? - zapytał ani trochę zdyszany
- Nie wiem - zatrzymałam się i padłam zdyszana na ławkę - Myślałam, że to pomoże choć na chwilę uciec od problemów - Mariusz usiadł koło mnie i podał mi butelkę z wodą - Dzięki
- Oj Justyna, Justyna. Nie uciekaj od problemów. Musisz się z nimi zmierzyć - objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie, po czym pocałował w czoło
- Wiem - wyszptałam smutno
- Ehh... Dobra biegniemy dalej.
- No chyba nie! Ja już mam dość.
- Nie mów, że się zmęczyłaś - spojrzałam na niego - Dobra to idziemy na lody.
- A która godzina?
- Jest 17:40. Kurcze jednak nie idziemy na lody. Musimy wracać za 1h będziemy wychodzić do klubu.
- Ty z Winiarem będziesz - poprawiałam go. Mariusz machnął ręką i szedł w kierunku domu. Po jakiś 15 min byliśmy już na miejscu. Poszłam pod prysznic, a potem do pokoju. Usiadłam na łóżku. - Może pójdę na tą imprezę - pomyślałam. Wstałam i podeszłam do szafy. Odrazu rzuciła mi się w oczy beżowa sukienka do półuda. Założę ją i kilka dodatków. Włosy rozpuściłam i pofalowałam. Zrobiłam taki trochę mocniejszy makijaż. Efekt końcowy oceniłam, spoglądając w lustro - No takiej jeszcze się nie widziałam - mruknęłam sama do siebie. Wychodząc z pokoju wzięłam torebkę i telefon. Zeszłam na dół i gdy weszłam do salonu przywitały mnie gwiazdy Winiarskiego.
- Ślicznie wyglądasz Justynko! - powiedział - I jednak idziesz! Wiedziałem, że się zdecydujesz!
- Dobra koniec idziemy, bo się spóźnimy - wtrącił się Mario. Ubrałam baleriny i wyszłam jako pierwsza z domu. Okazało się, że klub był położony niedaleko, więc postanowiliśmy się przejść. Droga minęła na śmiechu i opowiadaniach Miśka, które słyszałam już 100 razy ale i tak wybuchałam śmiechem. Dotarliśmy pod klub pierwsi lub się spóźniliśmy, bo pod klubem nikogo nie było.
- Czyżby zaczęli bez nas? - zapytał Mariusz
- Niemożliwe! Jesteśmy 10 min przed czasem. - stwierdził Winiar. I po tych słowach wokół nas nie wiadomo skąd zaczęli zjawiać się siatkarze ze swoimi dugimi połówkami. Z każdym po kolei zaczęłam się witać i gdy przyszła kolej na Wronę, nie wiedziałam co mam zrobić ale Endrju wziął mnie na bok i zaczęłam rozmowę, która musiała się odbyć.
- Andrzej - rozpoczęłam - Przejdę odrazu do rzeczy. Musimy zapomnieć o tym pocałunku. To było przez przypadek i nie wspominamy tego.
- Dobrze - powiedział smutno i chciał odejść kiedy złapałam go za rękę.
- Proszę obiecaj mi, że nie wpłynie to na naszą przyjaźń - spojrzałam w jego oczy. Po raz kolejny mnie hipnotyzują.
- Wiesz, że ja niczego nigdy nie obiecuję - chwycił mnie za ręce
- Wiem - opuściłam głowę. Andrzej odrazu złapał mnie za podbródek i podniósł do góry tak, że musiałam spojrzeć w jego bladoniebieskie tęczówki.
- Wrócimy jeszcze do tej rozomwy, a teraz chodź idziemy się zabawić -pociągnął mnie za rękę. Weszłam do środka i co tam zobaczyłam przeszło moje najmniejsze oczekiwania...

Ten rozdział dedykuje Misiaaą, gdyż nie mogła się doczekać :* Ciesz się!