niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 11

Weszłam na jego piętro i miałam pukać do drzwi, ale usłyszałam, że rozmawia przez telefon. Drzwi były lekko uchylone, więc uchyliłam je bardziej. Oparłam się o futrynę. Dziki siedział tyłem, więc mnie nie widział.
- No, no... Tak... Wiem... - przytakiwał osobie mówiącej po drugiej stronie słuchawki - Spokojnie jeszcze będzie moja. Zobaczysz... Wczoraj już miałem to zrobić, ale Mariusz musiał usłyszeć jak z Tobą rozmawiam... Jak bym to wczoraj zrobił? Uchylałbym ją, wtedy niby chciałbym pomóc, zabrałbym ją tu do hotelu i bach... Że co?! Że niby tak się nie liczy?! Mam ją uwieść?! Ha! Dobrze! Już przegrałeś... Jak ma naimię? Tyle razy Ci to mówiłem i mówię Ci po raz ostatni. Ma naimię Justyna. - w tym oto momencie wstał i obrócił się w moją stronę. Jego mina wyrażała wszystko zdziwienie, złość, strach itp. Rozłączył się i szedł w moim kierunku. Stałam tak osłupiona tym co usłyszałam. Łzy powoli i pojedynczo zaczęły mimowolnie spływać po moich policzkach. Stał już naprzeciwko mnie. Zamknęłam oczy i przygryzłam nerwowo wargę. Każda dziewczyna w tym momencie by uciekła. Co zrobiłam ja? Wyminęłam go i weszłam do środka. Dlaczego? Chciałam z nim porozmawiać. Wiem to głupie. Każdy by wybiegł, krzyczał na niego, pobił itp. Ale ja, ja nie jestem "każdy" i nie mam naimię "wszyscy". Usiadłam na łóżku z opuszczoną głową. Nie chciałam na niego patrzeć, chciałam tylko z nim porozmawiać. Kubiak chyba nie myślał, że tak zrobię. Stał jeszcze chwilę i przykucnął naprzeciwko mnie. Złapał mnie za kolana - Nie dotykaj mnie. - powiedziałam cicho. Wykonał moje polecenie i zabrał ręce - Powiedz mi czy te kilka lat, które się znamy nic nie znaczyły? - chciał coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa - Nie przerywaj mi. Czy tylko w Twoich oczach byłam jako panienka do wybzykania? Czy nasza przyjaźń tak w ogóle dla ciebie istniała? Bo wiesz tu Cię zdziwie, ale dla mnie istniała - spojrzałam na niego. Miał opuszczoną głowę i zamknięte oczy - Teraz powiedz szczerze - kucnęłam przed nim i złapałam za podbródek, aby na mnie spojrzał - Chcesz mnie tylko zaciągnąć do łóżka dlaczego? - Spojrzałam mu głęboko, głęboko w oczy, jakbym chciała znaleść tam odpowiedź na moje pytanie.
- Przepraszam - wyszeptał. Wstał i podszedł do okna. Usiadłam spowrotem na łóżku - Nie jesteś dla mnie panienką do wybzykania, tylko...
- Tylko? Tylko co? - zapytałam spokojnie
- Tylko przyjaciółką, ale...
- Ale? Ale co? Kurwa Michał! - już nie wytrzymałam - Wiesz co? Jak już skleisz porządne zdanie to daj mi znać. - wstałam i poszłam do drzwi. Chwyciłam klamkę - Ale wtedy nie wiem czy już Ci uwierzę - powiedziałam i wyszłam trzaskając drzwiami. Wybiegłam z hotelu przepraszając ludzi, których przypadkowo trąciłam. Biegłam przed siebie, tam gdzie mnie nogi poniosą, a gdzie mnie poniosły? Jak zawsze w to samo miejsce. Do parku na tą samą ławkę. Ta ławka znajdowała się w odosobnionym miejscu. Mało kto tam chodził. Usiadłam i dałam totalny upust moim emocjom. Podwinęłam nogi pod głowę. Jedynie co teraz chciałam to przytulić się do kogoś i wypłakać się. Wzięłam telefon do ręki. Nie wiedziałam do kogo zadzwonić. Do Mariusza nie bardzo, bo zaraz poszedłby do niego, Andrzej tak samo. Igła za daleko. Winiarski ona napewno wie o tym wszystkim. Do niego zadzwonie.
- Halo? - odezwał się
- Proszę Cię przyjdź do mnie - powiedziałam przez płacz
- Justyna? Co się stało? Gdzie jesteś?
- W parku tam gdzie zawsze. - pociągnęłam nosem - Tylko proszę nie mów nic Mariuszowi
- Zaraz będę! - rozłączył się. W głowie miałam cały czas rozmowę Dzikiego z jakąś osobą. Zamknęłam oczy, tak jakbym chciała, żeby te wszystkie problemy znikły. Dlaczego ostatnio w moim życiu wszystko się komplikuje. Filip, który mnie zdradził i okazało się, że jest teraz z moją przyjaciółką. Kłótnia z Mariuszem, w której prawie bym straciła przyjaciela. Andrzej, do którego nie wiem co czuję i Kubiak, który chciał mnie wykorzystać. Już od małego mam problemy. Wiem niektórzy chcieliby mieć takie problemy, bo przecież mieć tate alkoholika czy być z domu dziecka jest większym problemem. Mnie takie już problemy przytłaczają. Nie mam już sił. Mam opinie zawsze wesołej i optymistycznej dziewczyny, ale powoli już ta dziewczyna zanika, właśnie przez takie problemy. Poczułam na swoim ramieniu czyjąś rękę. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast Winiara zobaczyłam Dzikiego.
- Idź stąd - wyszeptałam ze łzami w oczach - Proszę - dodałam
- Pójdę jak Ci wszystko wytłumaczę - usiadł koło mnie - Nie uważam Cię jako panienkę do wybzykania tylko jako przyjaciółkę. Naprawdę uwierz mi. Wplątałem się w bardzo duże bagno i założyłem się, że zaciągnę Cię do łóżka. Chciałem to zrobić tak, żebyś nic nie pamiętała, ale Mariusz mnie przejrzał. Musiałem to zrobić chociaż nie chce.
- Że co?! Założyłeś się?! I to ma być wytłumaczenie?! Kurwa Kubiak najlepiej powiedz prawdę! A nie bawisz się w jakieś zakłady! -  krzyczałam pociągając nosem. Nie odzywał się ani słowem - Zanim coś powiesz pomysł trzy razy. Jakbyś wplątał się w bagno powiedziałbyś mi. Takie bajki możesz wciskać komuś imnemu. -wstałam z ławki
- Justyna ja naprawdę mówię prawdę. - także wstał
- A ten pocałunek? Też był częścią planu?
- Tak - wyszeptał - Przepraszam
- Chociaż raz powiedziałeś prawdę. Nie mamy już o czym mówić - odwrociłam się i szybkim krokiem szłam w kierunku domu. Wolał mnie i słyszałam jak biegnie za mną. Przyspieszyłem kroku. Szłam z opuszczoną głową. Nie mogłam powstrzymać łez, które od godziny okupują moje poliki. Niespodziewanie wpadłam na kogoś. Tym kimś był Winiar. Przytuliłam się mocno. On objął mnie i zaprowadził na pobliską ławkę.
- Ej mała co jest? - zapytał głaskając mnie po głowie - Przepraszam, że nie przyszedłem wcześniej.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam pociągając nosem - Proszę Cię zabierz mnie do domu
- Dobrze ale po drodze powiesz mi co się stało okej? - wstał z ławki i wyciągnął do mnie rękę - Okej? - zapytał ponownie. Pokiwałam twierdząco głową. Złapałam za jego rękę i wstałam z ławki. Obejrzałam się w okół czy w pobliżu nie ma Kubiaka. Na moje szczęście nigdzie go nie było. Winiarski zaprowadził mnie do samochodu. Otworzył mi drzwi i posadził mnie tak, że nogi miałam na zewnątrz. Przykucnął przede mną i chwycił za ręce.
- Teraz mała powiedz mi co się stało - spojrzał na mnie tymi niebieskimi oczyma
- Dowiedziałam się o co pokłócili się Mariusz z Michałem - pociągnęłam nosem - Poszłam do niego i usłyszałam jego rozmowę przez telefon.
- Nie musisz już dalej mówić - wstał i przytulił mnie - Wsiadaj i jedziemy do domu - powiedział i usiadł za kierownicą. Jechaliśmy dobrze znanymi mi uliczkami Bełchatowa.
- Misiek? - spojrzał na mnie na chwilę i zaraz spowrotem na drogę
- Co jest mała?
- Miałeś mnie zawieść do domu - powiedziałam, gdy miał skręcić w ulicę gdzie znajdował się dom Mariusza
- No nie mów, że przez Kubiaka nie chcesz zostać dłużej w Bełku - spojrzał na mnie jak na wariatkę
- Nie - zaprzeczyłam - Nie tylko przez to.
- To przez co? - zjechał na pobocze
- Przez nic. Zawieziesz mnie? - spojrzałam na niego z nadzieją w oczach.
- Zawiozę, ale pod jednym warunkiem - wskazałam ruchem ręki, aby mówił dalej - Za pięć dni przyjeżdżam po Ciebie i masz być wypoczęta i wesoła. Zrozumiano?
- Tak - powiedziałam cicho - Ale zaraz! Macie jutro gre o finał, a za 5 dni jeśli wygracie o Mistrzostwo Polski!
- Dlatego właśnie przyjadę po Ciebie za pięć dni. Musisz być na tym meczu!
- A skąd wiesz, że wygracie? - swoje spojrzenie wlepiłam w szybe
- Tak czy siak będziemy grać o brąz, więc za pięć dni wypoczęta i wesoła tak? - nie chciałam odpowiadać na to pytanie - Tak? - powtórzył już nieco głośniej
- Tak - powiedziałam cicho. Po tych słowach Michał odpalił silnik i ruszył w drogę do MOJEGO domu. Przez całą drogę nie odzywałam się. Nie miałam ochoty rozmawiać. Oparta głową o szybę myślałam o dotychczasowych dniach w Bełchatowie. Zawsze gdy wyjeżdżałam miałam wesołe wspomnienia a teraz? Teraz już widać, że dorastam. To może brzmi śmiesznie, ale taka jest prawda. Samo to, że zadałam maturę i już za niedługo będę studentką uczelni gdzie? Niestety w Bełchatowie. Nawet nie wiem kiedy staliśmy przed bramą wjazdową do mojego domu.
- Dziękuję - odpięłam pas - Przepraszam, że musiałeś się tyle fatygować.
- Przyjemność po mojej stronie - zaśmiał się, ale widząc mój wyraz twarzy złapał mnie za ramię - Ej mała uśmiechnij się - podziało - Widzisz tak lepiej
- Dziękuję jeszcze raz -  pocałowałam go w polik na pożegnanie - Mam do Ciebie prośbę
- Wal śmiało
- Wytłumacz Mariuszowi, że nie ma się martwić. Niech nie dzwoni, bo chcę to wszystko przemyśleć. Wytłumacz mu to wszystko i proszę Cię nie pozwól mu tu przyjechać wciągu tych pięciu dni - spojrzałam na niego bałagalnie
- Masz to jak w banku
- Dziękuję - otworzyłam drzwi od samochodu - Do zobaczenia
- Do zobaczenia - na te słowa zamknęłam drzwi. Pomachałam jeszcze przejmującemu na pożegnanie i przeszłam przez furtkę do drzwi wejściowych. Chciałam je otworzyć, ale jakie było moje zdziwienie gdy były zamknięte. No to super - pomyślałam. Zapukałam z nadzieją, że ktoś jednak jest, ale jak to mówią. "Nadzieja matką głupich". Zrezygnowana wyjęłam telefon i wybrałam numer Winiara. Włączyła się poczta. Gorzej być nie może - powiedziałam do siebie. I nie było, bo pod wycieraczką leżała karteczka.
"Córeczko! Jakbyś wróciła wcześniej to klucz zostawiłam tam gdzie zawsze. My jesteśmy w górach. Kocham Cię Mama!" . Po przeczytaniu spojrzałam tam gdzie zawsze Mama zostawiała mi klucze i faktycznie tam były. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Odrazu napisałam sms do Mamy, że jestem w domu i dlaczego chłopaki pojechali w góry skoro mają jeszcze szkołę. Dostałam w odpowiedzi, że tylko teraz są miejsca i ojczym ma wolne. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Zmęczona dzisiejszym dniem ubrałam się w ciuchy do spania i położyłam się spać. Na początku było trudno, ale potem odpłynęłam.

Hej!
Zapraszam do komentowania. Kto się spodziewał takiego Kubiaka?
Pozdrawiam :*

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 10

Perspektywa Andrzeja
Obudziłem się rano. Justyna jeszcze spała, więc delikatnie wstałem z łóżka i powęrdowałem do łazienki wziąć zimny prysznic. Wszedłem do kabiny i włączyłem zimną wodę. Małe krople spływały po moim nagim ciele. Tu mogłem pomyśleć, odetchnąć. Martwi mnie ta wczorajsza sytuacja Mariusza z Kubiakiem. Widziałem jak dali sobie po razie i na tym się skończyło. Tylko o co im poszło? Widać, że Justyna martwi się o tych dwóch. Właśnie Justyna. Co pomiędzy nami jest? Kocham ją ale przecież jej tego nie powiem! To mogło zepsuć naszą przyjaźń, którą budowaliśmy przez te kilka lat. Ten pocałunek nie wiem czy był przez przypadek. Nie wiem czy to przez alkohol czy po prostu coś do mnie czuję. Nie wytrzymam i wkońcu powiem jej o moich uczuciach, tak jak Karol mówił musze zrobić to zanim ktoś inny mnie wyprzedzi. Wyszedłem z kabiny, wytarłem starannie ciało i w samych bokserkach poszedłem do kuchni. Sięgnąłem z szafki tabletki przeciwbólowe i butelkę wody dla Justyny. Kaca to ona będzie miała. Westchnąłem i kierowałem się do pokoju, w którym spała. Otworzyłem cicho drzwi i wyjrzałem za nich. Ku mojemu zdziwieniu już nie spała.
- Wchodzisz czy na zaproszenie czekasz? - zapytała i chwyciła się za głowę - Już więcej z Wami nie pije
- Z nimi - poprawiłem ją
- No tak Ty nic nie piłeś - przeleciała mnie wzrokiem i zatrzymała się na brzuchu, ale zaraz wstrząsnęła głową i zwróciła spojrzenie w inny kierunek. No tak jestem w samych bokserkach - Ubierz koszulkę. Proszę
- Dlaczego? Nie podoba Ci się?
- Ehh... Podoba tylko nie chcę, żebyś mnie rozpraszał. Dobrze wiesz, że mam słabość do wyrzeźbionych ciał - zarumienła się
- No dobra - założyłem koszulkę - Podobała Ci się impreza?
- Nie wiem. Nic nie pamietam. - usiadła na łóżku - Chociaż nie, pamiętam kłótnie Mariusza z Kubiakiem i potem wypiłam i poszłam z tobą zatańczyć. Nie wiedziałam, że mam taką słabą głowę do picia - oparła się o ścianę - Kurwa zaraz głowa mi pęknie
- Trzymaj - podałem jej tabletki oraz butelkę z wodą i usiadłem obok niej.
- Dzięki - połknęła tabletke i wypaliła z pół butelki wody - Zrobiłam coś wczoraj takiego co nie powinnam robić?
- Tak
-Co zrobiłam? Za jakie grzechy.
- Wypiłaś za dużo to zrobiłaś - odpowiedziałem jej - Pierwszy raz taką Cię widziałem
- To już wiem, ale czy zrobiłam coś wiesz. - robiła rękoma różne gesty - Naprawdę pamiętam mało
- Nie nic nie zrobiłaś - skłamałem. Nie powiem jej o tym pocałunku.
- To dobrze - odetchnęła z ulgą - O której wróciłam i dlaczego jestem u ciebie, a nie u Mariusza? Spaliśmy w jednym łóżku? - zadawała pytanie po pytaniu
- Wrociłaś po 2. Jesteś u mnie, bo nie miałem kluczy do domu Mario.
- A to ostatnie pytanie?
- Tak spaliśmy razem - powiedziałem zgodnie z prawdą - I na swoje usprawiedliwienie powiem, że sama chciałaś, żebym został
- Dobra powiedzmy, że Ci wierzę - zaśmiała się, tak jak to uwielbiam. Sam uśmiechnęłem się, ale zaraz za te słowa co powiedziała "rzuciłem się" na nią i zacząłem ją łaskotać
- Nie wierzysz mi? - jeszcze bardziej zacząłem ja dręczyć. Wiła się i piszczała ze śmiechu
- Wierze Ci! Wierze! Tylko przestań - błagała przez śmiech
- Napewno? - zapytałem, a ona przytaknęła. Przestałem ją łaskotać, ale nadal nad nią wisiałem. Patrzyłem jej prosto w oczy. Jej śliczne oczy. Nie wiem jak to zrobiła, ale jednym ruchem to ja byłem na dole, a ona na górze.
- I co teraz? - zapytała
- Błagam Cię daj litość miłościwa Pani! - zrobiłem błagalną minę. Pochyliła się nad moja twarzą. Serce zaczęło mi z sekundy na sekundę szybciej bić. Co ona chciała zrobić? Spojrzała mi w oczy i wyszeptała do mojego ucha "Dam Ci litość, ale zapamiętaj zemsta będzie słodka". Wstała i poszła do drzwi.
-  Dobra idę pod prysznic i będę się zbierać do Mariusza. Powiedziałeś mu, że jestem u ciebie nie?
- Yyy... - zająkałem się - Nie - powiedziałem cicho. Westchnęła i wyszła. Położyłem ręce pod głowę i wlepiłem wzrok w sufit. Na co ja wtedy liczyłem, że mnie pocałuję? Takie rzeczy tylko w bajkach. Dlaczego nie może być tak jak kiedyś? Wtedy gdy nie czułem do niej nic innego jak przyjaźń. Chcę aby to powróciło lub ona poczuła to uczucie co ja nią darzę. A może ona jednak coś czuję? Porozmawiam z Mariuszem. On napewno będzie coś o tym wiedział. Tylko on wie o niej wszystko. Wkońcu to przyjaciele.

Perspektywa Justyny
Wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki. Zimny prysznic tego mi było trzeba. Rozebrałam się i wskoczyłam do kabiny. Krople spływały po moim ciele, a mój mózg myślał o wcześniejszej sytuacji. Prawie i bym go pocałowała! Dobrze, że w odpowiednim momencie się opamiętałam! Nie wiem co się ze mną dzieje. Ten człowiek źle na mnie działa. On napewno tego samego nie czuje. A może tylko mydle sobie oczy? Samo jego zachowanie. Muszę iść do Karola on napewno coś wie wkońcu to przyjaciele. Może on mi coś doradzi, podpowie. Wyszłam z pod prysznica i wytarłam starannie ciało. Ubrałam te same ciuchy i wyszłam z łazienki. Szłam w kierunku kuchni, gdy weszłam moim oczom ukazał się widok Andrzeja kręcącego sie po pomieszczeniu i próbującego coś przygotować na śniadanie. Usiadłam na blacie koło kuchenki i przyglądałam się mu. Nie ukrywam, że Wroniasty bardzo pięknie wyglądał w fartuszku, ale mimo, że wyglądał super to po paru minutach jak przypalił jajecznicę zeszłam z blatu.
- Daj ja to zrobię - zaśmiałam się i wzięłam z jego ręki patelnie i widelec.
- Dziękuję. Myślałem, że tym razem mi się uda - podrapał się po karku - Nie jestem dobry w gotowaniu
- Z grzeczności nie zaprzecze - znowu się zaśmiałam - Twoja rola jest jednak na boisku
- Też nie zaprzecze - także się zaśmiał - Ale i tak Ci pomogę
- Nie, nie Ty sobie usiądź i popatrz - powiedziałam i zabrałam się za pichcenie. Po kilku minutach postawiłam przed siatkarzem talerz z jajecznicą. Usiadłam na przeciwko niego. Jedliśmy w ciszy. Po posiłku Andrzej posprzątał talerze.
- To ja będę się już zbierać - wstałam i poszłam do przedpokoju założyłam buty. Szukałam mojego żakietu, ale nie mogłam go znaleść.- Andrzej! - krzyknęłam. Środkowy zaraz znalazł się koło mnie - Andrzejku mój kochany powiedz, że zabrałeś z klubu mój żakiet jak wychodziliśmy - siatkarz zrobił minę myśliciela
- A zabrałaś go? - zrobiłam faceplama
- Nie było pytania - zaśmiałam się
- Trzymaj - dał mi bluzę
- Dziękuję - spojrzałam na niego. Stał uśmiechnięty jak nigdy - Co się tak szczerzysz?
- Ślicznie wyglądasz w mojej bluzie - zaśmiał się
- Dziękuję - rumieniec wpłynął na moje poliki - Odprowadzisz mnie albo zawieziesz? - zrobiłam błagalną minę. Wrona przytaknął i założył buty oraz sięgnął z szafki kluczyki do samochodu. Wysłałam Karolowi jeszcze sms czy możemy się spotkać i pogadać, tak jak myślałam odrazu dostałam zgodnego sms. Po kilku mimutach jazdy byliśmy pod domem Mariusza.
- Dziękuję i dozobaczenia - otworzyłam drzwi i już miałam wychodzić ale Endrju złapał mnie za nadgarstek
- Nie pożegnasz się? - zapytał. Dałam mu buziaka w polik. Wyszłam z samochodu i kierowałam się w stronę drzwi wejściowych. Weszłam do środka. Zdjęłam buty i poszłam do pokoju przebrać się na normalne i świeże ciuchy. Gdy wykonałam tą czynność wysłałam jeszcze raz sms do Karola z miejscem i godziną spotkania.
"Za godzinę w kawiarni koło hali!". Po krótkiej chwili dostałam wiadomość od niego: "Tak jest MAMO!". Ten człowiek zawsze sprawi, że uśmiech pojawi się na mojej twarzy. Schowałam komórkę do kieszeni i zeszłam do kuchni zrobić herbatę. Gdy weszłam do pomieszczenia przy stole siedział Mariusz. Nie zapamiętałam za wiele z tej imprezy, ale wiedziałam, że się pokłócił z Kubiakiem i przyłożyli sobie. Nie odezwałam się ani słowem i wstawiłam wode. Usiadłam naprzeciwko niego, nie patrząc się w jego stronę.
- Zła jesteś na mnie - bardziej stwierdził niż zapytał - Przepraszam
- Nie masz za co to Twoja i Kubiaka sprawa. Miałam się nie wtrącać - odpowiedziałam szybko, a Mario tylko westchnął. Wstałam, zalałam herbate i spowrotem usiadłam. Wypiłam herbatę w ciszy. Odstawiłam szklankę do zlewu i wyszłam z kuchni. Nie tak wyobrażałam sobie przyjazd tutaj. Zawsze gdy tu przyjeżdżałam było inaczej. Ubrałam buty i miałam już wychodzić, kiedy atakujący zagrodził mi drogę.
- Nie wypuszczę Cię dopóki ze mną nie pogadasz - skrzyżował ręce na piersiach i tupał nogą. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i czekałam na siatkarza. Po krótkiej chwili przyszedł zdziwiony - Nie myślałem,że tak szybko się zgodzisz.
- Zgodziłam się wyłącznie dlatego, bo się śpieszę, więc możesz już zaczynać. O czym chcesz rozmawiać? - usiadł na fotelu naprzeciwko mnie i nerwowo stukał palcami o podłokietnik.
-Chciałem z Tobą porozmawiać o tej kłótni. Nie przerywaj mi okej? I obiecaj, że po tym jak Ci to powiem nie zrobisz nic głupiego - spojrzał na mnie.
- Mariusz wiesz, że nie obiecuję w ciemno.
- Obiecaj - powtórzył. Westchnęłam i ruchem ręki pokazałam, żeby mówił - Pokłóciłem się z nim o Ciebie. Dowiedziałem się przez czysty przypadek, że chcę Cię tylko zaciągnąć do łóżka. Przez przypadek podsłuchałem jego rozmowy przez telefon przed klubem. Na początku tylko do niego poszłem i chciałem mu wytłumaczyć słownie, ale gdy zaśmiał mi sie w twarz i powiedział, że nie mam nic do tego, że i tak zrobi co będzie chciał. Wtedy już nie wytrzymałem i musiałem mu przywalić. Przepraszam nie chciałem Ci tego mówić, bo i tak masz już dużo problemów. - nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie docierało to do mnie. Dziki, mój Dziki miał mi to zrobić to nie możliwe! Jakimś cudem powstrzymała łzy. Mariusz przytulił mnie - Powiedz coś.
- To nie może być prawda! Napewno coś źle uslyszałeś! - zaczęłam krzyczeć - Dziki napewno by mi tego nie zrobił!
- Justyna proszę uspokój się - przytulił mnie mocniej
- Przepraszam muszę już iść -  powiedziałam i wyszłam z domu. Wysłałam sms Karolowi " Przepraszam, ale nie mogę przyjść przełożymy to na jutro :(". Kierowałam się w stronę hotelu, gdzie zatrzymał się Michał. Weszłam na jego piętro i miałam pukać do drzwi, gdy usłyszałam, że rozmawia przez telefon...

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 9

Weszłam do środka i co tam zobaczyłam przeszło moje najmniejsze oczekiwania. Mariusz z Kubiakiem byli w trakcie dość ostrej kłótni i to bardzo. Zaczęli się popychać. Spojrzałam na stojącego obok mnie Andrzeja. Ten ruszył w kieunku siatkarzy, żeby ich "pogodzić". Zatrzymałam go i powiedziałam mu, że ja to zrobię. Poszłam do tej dwójki i stanęłam pomiędzy nimi tak, żeby widzieć ich twarze.
- Co tu się dzieję?! - krzyknęłam. Żaden z nich nic nie odpowiedział. Spoglądali na siebie tylko złowieszczo - Dowiem się?!
- Justyna proszę Cię nie wtrącaj się - wycedził przez zęby Michał. Stał z zaciśniętymi pięściami.
-Jak mam się nie wtrącać?! Wytłumaczycie mi o co wam poszło?!
- Justyna. Proszę to jest pomiędzy mną, a Michałem. Nie wtrącaj się. - powiedział Mario stał tak samo jak Kubiak. Nigdy nie widziałam tak wkurzonego Mariusza.
- Dobra jak chcecie! Nie wtrącam się! Nawalajcie się! Wasza sprawa ale później nie chcę żadnego widzieć koło mnie z podbitym okiem czy z rozciętą wargą! - powiedziałam wkurzona i odwróciłam się na pięcie. Poszłam do stolika gdzie siedzieli Kacper, Conte oraz Andrzej i rozlewali wódkę do kieliszków. Usiadłam pomiędzy Wroną, a Piechockim.
- Napijesz się z nami? - zadał pytanie libero
- Pewnie! - odpowiedziałam jeszcze wkurzona całą tą sytuacją. Nie czekając długo przed sobą, miałam przezroczystą ciecz. Jednym ruchem wlałam ją do ust. Czułam jak rozgrzewa mnie od środka. Ostawiłam kieliszek na stolik i odetchnęłam. Dawno nie miałam tego smaku w ustach. Teraz tego potrzebowałam. Alkohol nie jest ucieczką od problemów, wiem. Zanim się obejrzałam Kacper nalał następna kolejkę. Szybko wlałam zawartość małego naczynia. Znowu poczułam to ciepło. Siedzący obok Andrzej, który nic nie pił, spoglądał od czasu do czasu na mnie.
- A ty nie pijesz? - spytałam środkowego
- Nie mam ochoty i ktoś musi odwieźć całe towarzystwo - westchnął, ja wyruszyłam ramionami i pokazałam Piechockiemu, aby polał następną kolejkę. Posłusznie wykonał moje polecenie. Po raz kolejny szybko wlałam ciecz do ust. Po tej czynności do stolika podszedł Mario
- Czy mogę prosić do tańca? - wyciągnął w moją stronę rękę. Spojrzałam na Andrzeja proszącym wzrokiem.
- Przepraszam Cię Mariusz ale byłem pierwszy. - oznajmił mój wybawca. Chwyciłam rękę Wrony. Zaprowadził mnie na parkiet. Stanęliśmy przed sobą i już mieliśmy zacząć tańczyć ale przeszkodził nam w tym Kubiak.
- Justyna możemy porozmawiać?
- Nie mamy o czym - rzuciłam i przyjrzałam mu się, miał lekko rozciętą wargę - I powiedziałam, że nie macie pokazywać się koło mnie z rozciętą wargą czy podbitym okiem!
- Wiem ale daj mi się wytłumaczyć -odpowiedział
- Nie musisz. Miałam się nie wtrącać, a teraz proszę Cię odejdź.
- Dobrze ale później porozmawiamy. - odszedł. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Poczułam jak przytula mnie Andrzej. Wiedziałam, że to on zawsze rozpoznam jego uścisk.
- Nie złość się, złość piękności szkodzi. - powiedział, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Na moje szczęście albo nieszczęście puścili wolną piosenkę. Nie miałam wyboru. Wrona położył dłonie na mojej tali, a ja zarzuciłam ręce na jego szyję. Oparłam głowę o klatkę piersiową siatkarza. Kołysaliśmy się tak z boku na bok w rytm piosenki. W pewnym momencie uniosłam głowę i natknęłam się na spojrzenie środkowego. Utonęłam w nim. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy przez cały czas. Kiedy piosenka się skończyła staliśmy tak wpatrzeni w siebie. Po raz kokejny hipnotyzują mnie jego oczy. Przerwał na Mariusz.
- Justyna chodź szybko - ciągnął mnie za rękę. Posłałam przepraszające spojrzenie Andrzejowi i szłam za atakującym. Prowadził mnie na zewnątrz. Wyszliśmy z klubu on usiadł na ławce i poklepał miejsce obok, dając mi znak, żebym usiadła. Nie miałam zamiaru siadać. Niech powie co ma do powiedzenia.
- Przepraszam - wyszeptał - Poszło o błachostkę. Nie istotna rzecz. Nie musisz się martwić.
- Jak nie muszę?! Jakby poszło o błachostkę to byś mu nie przywalił! - złapałam się nerwowo za głowę
- Naprawdę. - wstał i podszedł do mnie. Złapał mnie za obie ręce i spojrzał w oczy - Uwierz mi - szepnął
- Mariusz - zciszyłam ton głosu - Wierzę Ci - spojrzałam w jego oczy i wtedy zauważyłam, że ma podbite oko. Ukrył je pod podkładem. Puściłam jego dłonie i odsunęłam się - Naprawdę myslałeś, że nie zauważę. Ukryłeś podbite oko pod podkładem? Mówiłam nie macie pokazywać się koło mnie z podbitym okiem lub z rozciętą wargą. - spuścił głowę i spowrotem usiadł na ławce.
- Nie wytrzymałem już! Przywaliłem mu, on mi i jesteśmy kwita - znowu stał przede mną - Justyna nie mogłem pozwolić na to.
- Na co? O czym Ty do cholery gadasz?
- Przepraszam nie mogę Ci powiedzieć - wyszeptał
- No przecież przyjacielowi się nic nie mówi.
- To nie o to chodzi
- A o co? Czy wkońcu się czegoś dowiem?! - spytałam ale nic nie odpowiedział - Widzę, że nie. - sama odpowiedziałam - W takim razie nie ma o czym mówić - rzuciłam bez zastanowienia i weszłam do klubu. Udałam się do stolika, przy którym wcześniej siedziałam. Wokół niego znajdowali się Kłos, Wrona, Piechocki i Włodarczyk. Usiadłam pomiędzy Kłosem a Włodim. Odrazu przede mną zjawił się kieliszek pełen wódki. Jednym ruchem wlałam zawartość. I tak następny i następny. Z kilka kolejek wpiłam.
- Tej pani już dziękujemy - oznajmił Wrona
- Nie ja jeszcze pije z chłopakami! Raz na ruski rok mogę się z nimi napić!
- Właśnie! - krzyknął Włodi i objął mnie ramieniem. Tak jak ja był już wstawiony. Uśmiechnęłam się do niego słodko, a ten puścił mi oczko
- Nie Justyna tobie już wystarczy - wstawił się Kłos za Endrju. Piechocki się nie wtrącał. Spał już prawie na stole.
- Dwa na dwa i co teraz? - spytał Wojtek
- Pije daleeej - oznajmiłam. Chwyciłam za butelkę. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy zastałam ją pustą. - Wojtek jednak niee piję - oparłam się o jego ramię
- Dlaczego?
- Nie ma co - zrobiłam minę zbitego psa i pomachałam pustą butelką. Włodarczyk machnął ręką i położył głowę na moją głowę, ale zaraz się ożywił i zaprosił mnie do tańca. Zgodziłam się i poszłam z nim na środek parkietu. Trochę nam ten taniec nie wychodził. On się przewracał i ja tak samo. Po tym wyczerpującym "tańcu" wróciłam do stolika. Był tam już tylko sam Andrzej. Z racji tego, że siedział tyłem to zakryłam mu oczy i spytałam "zgadnij kto to". Nie miał problemu z tym. Odkryłam mu oczy i usiadłam obok.
- Gdzie Karol i Kacper?
- Karol pojechał zawieść go i innych już pijanych siatkarzy.
- Ja też chcę do domu - wstałam, ale jakoś tak zakręciło mi się w głowie i usiadłam na kolanach Wrony. Zrezygnowany wziął mnie na ręce wyszedł z klubu. Nie wiem czemu ale spojrzałam na ławkę, na której siedział Mariusz. Co mnie zaskoczyło bo nadal tam siedział. Spojrzałam tym razem na Wronę. Ten wzruszył ramionami i postawił mnie na ziemi, po czym ruszył w kierunku auta. Otworzył drzwi i ruchem ręki pokazał, abym wsiadła. Chwiejnym krokiem poszłam do samochodu. Gdy wsiadłam zamknął za mną drzwi i usiadł od strony kierowcy. Odpalił silnik i ruszył w kierunku domu. Oparłam głowę o szybę i momentalnie zmorzył mnie sen. Ocknęłam się lekko, gdy Wrona kładł mnie na łóżku.
- Zostań ze mną - powiedziałam zaspana. Nie wiem czemu. Albo bałam się zostać sama albo to alkohol.
- Poczekaj chwilę zadzwonie do Karola - odpowiedział i wyszedł. Odwróciłam się na drugą stronę i czekałam na Andrzeja. Gdy usłyszałam jak wchodzi odwróciłam się w jego stronę. Zdejmował akurat koszulkę. Mogłam zobaczyć idealnie wyrzeźbiony brzuch. Co uczyniłam wtedy to napewno przez alkohol. Zdążył się ledwo położyć koło mnie, a ja wpiłam się w jego usta. Pocałunek był krótki, ponieważ zdałam sobie sprawe z tego co robie. O kurwa co ja zrobiłam?! Pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy.
- Przepraszam. - powiedziałam i odwróciłam się plecami do niego. Wtuliłam się w poduszkę. Zapewne nie będę pamiętała tego pocałunku, ponieważ jestem zlana w cztery dupy. Kac to będzie wielki pomyślałam. Nie wiem nawet kiedy odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
No tak, więc rozdział krótki i o niczym. Pijana Justyna robi głupie rzeczy. Dobra tam wam zostawiam ocene!
Pozdrawiam :D

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 8

Rano obudziły mnie promienie słoneczne, które przedostały się przez nie zasłonięte okno. Zaraz ja mam okno z zachodniej strony to jak? Podniosłam głowę i moim oczom ukazał się pokój Mariusza, a właściciel tego pomieszczenia smacznie spał koło mnie. No tak mojemu najlepszemu przyjacielowi nie chciało się mnie zanieść do mojego łóżeczka, ale nie dziwie mu się w środku nocy nikomu się nie chce. Postanowiłam nie wstawać tylko poleżeć i pomyśleć o tym wszystkim. Dziś czeka mnie rozmowa z Andrzejem i Kubiakiem. Dlaczego mnie to spotyka? Brakuje jeszcze tego, żeby Mariusz mnie pocałował. Wtedy byłoby świetnie! Całe szczęście on jest jeszcze normalny. Leżałam tyłem do Mariusza i układałam przebieg rozmowy z Wroną jak i z Dzikim. Przeszkodziło mi w tym chrapanie mojego dzisiejszego współlokatora. Odwróciłam się do niego i zatkałam mu nos. Momentalnie się obudził. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, ale jakimś cudem udało mi się. Gdyby wzrok mógł zabijać to bym już nie żyła.
- No co? Chrapałeś - wzruszyłam ramionami ze śmiechem
- Ja nie chrapię!
- Tak, a ja jestem aniołem.
- No to wtedy chrapię - westchnął zrezygnowany - Podobało Ci się w nocy? - zapytał, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi
- Ale co?
- No wiesz co - poruszył śmiesznie brwiami. Ja usiadłam nerwowo. Przecież my nic takiego nie robiliśmy. Mariusz gdy zauważył moją reakcje zaczął się śmiać
- Kurwa czlowieku! Takie żarty nie zemną! Jeny jakiego ja mam przyjaciela! - uderzyłam go poduszką
- Przecież wiesz, że tego z Tobą bym nie zrobił. - spojrzał na mnie-  Gdybyś widziała swoją minę. Bezcenna!
- Dobra już przestań! - uszczypnęłam go w bok.
- Wiesz, że dzisiaj czekają Cię dwie rozmowy? - objął mnie ramieniem i przysunął bliżej. Momentalnie uśmiech zniknął mi z twarzy. Położyłam głowę na jego ramieniu.
- Wiem - szepnęłam - Mariusz możemy teraz o tym nie rozmawiać? Proszę nie psujmy poranka
- No już nie poranka - spojrzał na zegarek - Za godzinę mam trening.
- To już! Ty się ubierz i spakuj, a ja pójdę zrobić śniadanie. - wstałam - Wypad z wyra! Siłą mam cię wyciągnąć?
- I tak nie dasz rady - zaśmiał się
- Czyżby? - wyszłam i poszłam do kuchni po małą miseczkę z wodą. Po chwili wróciłam. Mariusz leżał zasłonięty kołdrą po sam czubek nosa.
- Nie wstaje jeszcze! - krzyknął, ale było to ledwie słychać pod warstwą puchu.
- Napewno?
- Napewno! - krzyknął i w tym samym momencie się odkrył
- No dobrze sam mnie zmusiłeś - wylałam całą zawartość miseczki na Mariusza
- Kurwa! Pojebało! - krzyknął i wyskoczył z łóżka, a ja leżałam na ziemi ze śmiechu. Uwielbiam jak tak się wkurza. Gdy się wykrzyczał sam zaczął się śmiać. Po chwili wpadł Misiek.
- Co się stało? Słyszałem krzyki! - zobaczył nas śmiejących, odetchnął z ulgą - Myślałem, że znowu sie kłócicie.
- My? Nie! - zaprzeczyłam
- A co ty taki mokry? - wskazał na atakującego - Nie zdążyłeś do łazienki?
- Nie! Ktoś mnie oblał wodą - spojrzał na mnie - Zemsta będzie słodka
- Tak, tak - poklepałam go po ramieniu i poszłam do kuchni. Zrobiłam śniadanie i zaparzyłam kawy. Po 10 min chłopcy przyszli i usiedli do stołu. Zajadając się kanapkami nie obyło się bez śmiechu i żartów ze strony Michała. Po zjedzonym posiłku wielkoludy szykowali się na trening. Ja w tym samym czasie poszłam się ogarnąć. - My idziemy! - krzyknął Mariusz
- O której kończycie trening? - zadałam szybko pytanie póki nie wyszli
- O 14:00 - uśmiechnął się
- Dobra jedziemy bo się spóźnimy! -krzyknął Wniar z samochodu. Mariusz wsiadł do auta i odjechali. Postanowiłam, że posprzątam. Odkąd jestem u Mariusza zawsze sprzątałam tak z grubsza, więc wzięłam się do roboty. Na początek wszystkie kurze, szfki itp. Później podłogi. Trochę mi to zajmie. Przynajmiej nie będę myślała o Andrzeju i Kubiaku. Po 3 godzinach wszystko było czyste. Po 15 min wrócili wielkoludy. Jak to oni, nie zauważyli mojego wysiłku i padnięci, zjedli obiad i usiedli na kanapie przed TV. Usiadłam pomiędzy nimi.
- Jak tam po treningu?
- Tak jak zawsze - zaśmiał się Winiar - Jutro mamy wolne i dzisiaj o 19 idziemy do klubu całą drużyną i Kubiakiem!
- Z jakiej to okazji?
- Bez okazji. Dawno nie byliśmy na imprezie, więc trzeba wykorzystać wolne i się zabawić!
- Okej, okej. To miłej zabawy życzę.- uśmiechnęłam się - tylko za dużo nie wypić!
- Ty idziesz z nami! - wykrzyczał Mario
- Ja mam dużo spraw na głowie
- Niby jakich? Idziesz i koniec!
- Może pójdę - powiedziałam. Jak to chłopaki zaczęli mnie błagać, żebym poszła. Nie słuchałam ich próśb i poszłam do pokoju dla świętego spokoju. Położyłam się na łóżku zamknęłam oczy i jak to mam w zwyczaju - myślałam. A o kim? Jak zawsze o tych samych dwóch siatkarzach. Jeden nie lepszy od drugiego tylko jednego traktuje jak przyjaciela, a drugiego? Tego nie wiem jak. Nie wiem co do niego czuję. Dlaczego to wszystko jest takie pokręcone? Mariusz mówił, że mam się kierować sercem, ale ja nie umiem. Leżałam tak długo, przewracając się z boku na bok. Spojrzałam na zegarek, widniała tam godzina 16:30. Zebrałam się w sobie i wzięłam telefon do ręki. Wybrałam odpowiedni numer i przycisnęłam zieloną słuchawkę. Liczyłam sygnały i z każdym dalszym serce biło mi coraz szybciej - Jeden, drugi, trzeci, czwarty. - Po którymś sygnale z kolei włączyła się poczta głosowa. Może i dobrze. Niby chciałam porozmawiać, ale bałam się. Zastanawiałam się czy zadzwonić jeszcze raz - Jak zobaczy, że dzwoniłam to oddzwoni. Nie musiałam długo czekać, bo po 10 min zadzwonił. Wzięłam głęboki oddech i odebrałam połączenie.
- Hej! Przepraszam nie mogłem odebrać jak dzwoniłaś. Co tam? - powiedział męski głos
- Hej możemy się spotkać? Musimy pogadać - przeszłam do rzeczy
- Pewnie to może na tej imprezie co ma być dzisiaj. Idziesz nie?
- Nie wiem, ale raczej nie.
- Dlaczego?
- Nie mam ochoty. To porozmawiamy kiedy indziej.
- Jak chcesz możemy się teraz spotkać, ale wolałabym, żebyś poszła na tą imprezę.
- Nie dobra kiedy indziej, nie będę zabierała Ci czasu. Pa - rozłączyłam się. I znowu nie dałam rady. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Już nie mogłam tak bezczynnie leżeć, więc ubrałam dres i zeszłam na dół. Założyłam buty i miałam właśnie wychodzić ale zatrzymał mnie Mariusz
- Idziesz biegać? - bardziej stwierdził niż zapytał. Pokiwałam twierdząco głową - Justyna co się dzieje?
- A co ma się dziać?
- Ty jak idziesz biegać to masz jakiś problem.
- Tak mam, nawet dwa i sam wiesz jakie.
- To poczekaj pobiegam z tobą. Pójdę się przebrać. - oznajmił i szybko poszedł się przebrać. Po niespełna 2 min był spowrotem. Założył tylko buty i razem wyszliśmy z domu. Najpierw poszliśmy spacerkiem do parku. Droga przebywała w kompletnej ciszy niestety Mariusz musiał ją przerwać.
- Justyna powiedz mi co z tymi "problemami" robisz? - zadał pytanie, na które nie miałam ochoty odpowiadać - Odpowiesz mi?
- Nic. - odpowiedziałam krótko i kiedy dotarliśmy do parku zaczęłam się rozciągać. Mariusz westchnął i chyba zrozumiał, że nic nie wskura. Gdy wystarczająco się rozciagnęłam, zaczęłam powoli truchtać wraz z przyjacielem. Po 10 min truchtania coraz bardziej zwiększałam tępo, co nie uszło uwadze siatkarza.
- Co tak przyspieszasz? - zapytał ani trochę zdyszany
- Nie wiem - zatrzymałam się i padłam zdyszana na ławkę - Myślałam, że to pomoże choć na chwilę uciec od problemów - Mariusz usiadł koło mnie i podał mi butelkę z wodą - Dzięki
- Oj Justyna, Justyna. Nie uciekaj od problemów. Musisz się z nimi zmierzyć - objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie, po czym pocałował w czoło
- Wiem - wyszptałam smutno
- Ehh... Dobra biegniemy dalej.
- No chyba nie! Ja już mam dość.
- Nie mów, że się zmęczyłaś - spojrzałam na niego - Dobra to idziemy na lody.
- A która godzina?
- Jest 17:40. Kurcze jednak nie idziemy na lody. Musimy wracać za 1h będziemy wychodzić do klubu.
- Ty z Winiarem będziesz - poprawiałam go. Mariusz machnął ręką i szedł w kierunku domu. Po jakiś 15 min byliśmy już na miejscu. Poszłam pod prysznic, a potem do pokoju. Usiadłam na łóżku. - Może pójdę na tą imprezę - pomyślałam. Wstałam i podeszłam do szafy. Odrazu rzuciła mi się w oczy beżowa sukienka do półuda. Założę ją i kilka dodatków. Włosy rozpuściłam i pofalowałam. Zrobiłam taki trochę mocniejszy makijaż. Efekt końcowy oceniłam, spoglądając w lustro - No takiej jeszcze się nie widziałam - mruknęłam sama do siebie. Wychodząc z pokoju wzięłam torebkę i telefon. Zeszłam na dół i gdy weszłam do salonu przywitały mnie gwiazdy Winiarskiego.
- Ślicznie wyglądasz Justynko! - powiedział - I jednak idziesz! Wiedziałem, że się zdecydujesz!
- Dobra koniec idziemy, bo się spóźnimy - wtrącił się Mario. Ubrałam baleriny i wyszłam jako pierwsza z domu. Okazało się, że klub był położony niedaleko, więc postanowiliśmy się przejść. Droga minęła na śmiechu i opowiadaniach Miśka, które słyszałam już 100 razy ale i tak wybuchałam śmiechem. Dotarliśmy pod klub pierwsi lub się spóźniliśmy, bo pod klubem nikogo nie było.
- Czyżby zaczęli bez nas? - zapytał Mariusz
- Niemożliwe! Jesteśmy 10 min przed czasem. - stwierdził Winiar. I po tych słowach wokół nas nie wiadomo skąd zaczęli zjawiać się siatkarze ze swoimi dugimi połówkami. Z każdym po kolei zaczęłam się witać i gdy przyszła kolej na Wronę, nie wiedziałam co mam zrobić ale Endrju wziął mnie na bok i zaczęłam rozmowę, która musiała się odbyć.
- Andrzej - rozpoczęłam - Przejdę odrazu do rzeczy. Musimy zapomnieć o tym pocałunku. To było przez przypadek i nie wspominamy tego.
- Dobrze - powiedział smutno i chciał odejść kiedy złapałam go za rękę.
- Proszę obiecaj mi, że nie wpłynie to na naszą przyjaźń - spojrzałam w jego oczy. Po raz kolejny mnie hipnotyzują.
- Wiesz, że ja niczego nigdy nie obiecuję - chwycił mnie za ręce
- Wiem - opuściłam głowę. Andrzej odrazu złapał mnie za podbródek i podniósł do góry tak, że musiałam spojrzeć w jego bladoniebieskie tęczówki.
- Wrócimy jeszcze do tej rozomwy, a teraz chodź idziemy się zabawić -pociągnął mnie za rękę. Weszłam do środka i co tam zobaczyłam przeszło moje najmniejsze oczekiwania...

Ten rozdział dedykuje Misiaaą, gdyż nie mogła się doczekać :* Ciesz się!

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 7

Był to Dziki! Siedział tyłem, więc wzięłam duży rozbieg i całym impetem wsokoczyłam mu na plecy. Chyba wiedział, że to ja, bo wstał i mając mnie na plecach kręcił się w kółko. Po czym się zatrzymał i zeszłam z niego. On odrazu mnie przytuli i znowu kręcił się wokół własnej osi
- Jak ja Tęskniłem za tobą! - wykrzyczał
- Ja za tobą też! Dziki ja też!  -  krzyczałam tylko ja mogłam na niego tak mówić. Musiało to dziwnie wyglądać, ale co się dziwić z Kubiakiem dłużej się nie widziałam niż z innymi siatkarzami. Dlaczego? Dlatego, bo on wyjechał do Turcji, do klubu. Nie miałam z nim żadnego kontaktu - Na ile przyjechałeś? - zapytałam gdy już mnie postawił na ziemi i przestał się kręcić
- No przyjechałem na sezon reprezentacyjny - uśmiechnął się dalej mnie tuląc - W Turcji już jest po sezonie klubowym. Spokojnie jeszcze będziesz chciała, żebym wyjechał.
- To ty bedziesz ode mnie uciekał - zaśmiałam się
- Dobra koniec tego przytulania - podszedł do nas Mariusz - Przyszłaś z nami na trening, więc zapraszam - powiedział z uśmieszkiem i ruchem ręki wskazał na płytę boiska
- Ale ja już nie chcę. - powiedziałam i zrobiłam błagalną minę - Chcę pogadać z Dzikim. A tak wogóle dlaczego się z nim nie przywitałeś? Czuje tu jakiś spisek.
- I dobrego masz nosa. Ja go tu zaprosiłem. - dostałam pstryczka w nos - Już się z nim widziałem .
- I nic mi nie powiedziałeś?
- Niespodzianka - zaśmiał się - A teraz już chodź
- Nie idę - powiedziałam stanowczo
- Idź! mówiłem Ci, że jeszcze bedziesz miała mnie dość - zaśmiał się - Chętnie pooglądam jak grasz
- Po pierwsze nie idę grać, po drugie widziałeś jak gram, a po trzecie... - zastanawiałam się nad następnym argumentem, a Kubiak tylko kręcił głową z tym swoim uśmieszkiem - nie ma po trzecie!
-Nic się nie zmieniłaś od mojego wyjadzu. Tak jak byłaś uparta tak jesteś - uśmiechnął się - Idź grać! Będę siedział na trybunach. Nigdzie Ci nie ucieknę
- No dobrze - westchnęłam i poszłam z Mariuszem na płytę boiska. Trener powiedział, że jak jestem u nich na treningu to będę traktowana jak reszta siatkarzy. Nie miałam nic do gadania. W sumie to nawet i dobrze. Nie lubię być inaczej traktowana tylko dlatego, bo jestem dziewczyną. Na początku różne ćwiczenia rozciagające itp. Cały czas czułam na sobie wzrok Kubiaka, ale nie interesowałam się tym. Interesowało mnie to, że od początku treningu nie podszedł do mnie Andrzej tylko powiedział krótkie "cześć" na przywitanie. Nie wiedziałam o co mu chodzi, może o ten pocałunek. Muszę z nim porozmawiać ale to potem. Po długich i męczących ćwiczeniach przyszła upragniona chwila czyli meczyk. Trafiłam do drużyny z Facundo, Andrzejem, Tille, Włodarczykiem i Uriate. Grało mi się super! Pomijając fakt, że Wrona wcale nie zwracał na mnie uwagi. Odrazu po meczyku podbiegłam do Kubiaka, który cały czas tak jak obiecał siedział na trybunach.
- Tak się przyglądałem i stwierdzam, iż zrobiłaś duże i to bardzo duże postępy - uśmiechnął się
- Może i tak ale teraz to nie jest ważne - też się uśmiechnęłam - Pójdę się przebrać, a ty czekaj na mnie przed halą - wyszłam do szatni. A co z tego, że dzieliłam ją z chłopakami. Weszłam, przebrałam się i wyszłam. Siatkarze nawet na mnie uwagi nie zwrócili. Tak jak się umówiłam z Kubiakiem, tak też było. Czekał na mnie przed wejsciem na hale. Poszliśmy do kawiarni. Zamówiliśmy napoje i kawałek ciasta.
- To opowiadaj co u ciebie -powiedział gdy dostaliśmy swoje zamówienia
- Jak zawsze wspaniale - wyszczerzyłam się - To ty lepiej opowiadaj. Jak tam w klubie? Możdżon też przyjechał? Jak ja Cię dawno nie widziałam - westchnęłam
- W Klubie jak zawsze wesoło. Możdżon przyjedzie za jakiś tydzień - uśmiechnął się - Też Cię dawno nie widziałem - spojrzał mi w oczy. Kubiak jest dla mnie coś w rodzaju Mariusza. Zawsze mnie wspierał.  Mogłam bez skrępowania powiedzieć co leży mi na duszy. Niewiele siatkarzy wie o mnie nieco więcej. Jednym z nich jest właśnie Dziki. Ale tylko Mariusz jest numerm 1 i on wie o mnie najwięcej i tak pozostanie. Siedzieliśmy w kawiarni długo chyba za długo. W końcu jakoś się zebraliśmy. Dziki zaproponował spacer, którego z pewnością nie odmówiłam. Chodziliśmy tak alejkami parku. Rozmawialiśmy na różne tematy. Śmiechu było niemiara. Spacer przerwał nam mój dzwoniący telefon. Na wyświetlaczu widniała uśmiechnięta twarz Wrony. Odebrałam odrazu. Przecież taki miałam z nim porozmawiać.
- Halo - mówię do słuchawki
- Justyna możemy się spotkać? - zapytał
- Oczywiście. To może wpadne do ciebie jestem niedaleko -  odpowiedziałam
- Okej. To czekam - rozłączył się. Schowałam telefon do kieszeni. Dziki się na mnie dziwnie patrzył.
- Nie patrz tak na mnie -  powiedziałam, gdy zirytował mnie już jego wzrok. On dalej nie reagował. Westchnęłam i usiadłam na ławce. Zrobił to samo. Ciągle się na mnie patrzył. Troche mnie już to krępowało. - Przestań!
- Ale co? - powiedział z uśmiechem
- Ty już dobrze wiesz co - wywróciłam oczami - Przykro mi, iż muszę Cię opuścić. Umówiłam się jeszcze z Wronką
- Jak musisz to leć - zaśmiał się, tak samo jak ja. Wstałam co on też to poczynił. Na pożegnanie przytuliłam się do niego, chciałam już wyjść z uścisku, ale nie pozwolił mi na to. Wyszeptał mi do ucha "tęskniłem" po czym odchylił mnie tak, że patrzyłam w jego niebieskie tęczówki. Swoje czoło oparł o moje. Zamknął oczy, jakby bił się z myslami. Nie mogłam, go w tamtej chwili rozgryść. W końcu otworzył je i to co zrobił kompletnie mnie zaskoczyło. Tak poprostu pocałował mnie. Nie wiedziałam co robić. Szybko się od niego oderwałam i spojrzałam ze zdziwieniem. Na jego twarzy widniał uśmiech, oczy błyszczały.
- Słodkich snów - powiedział i odszedł. Tak poprostu odszedł bez słowa wytłumaczenia. Ja stałam tak w bezruchu. Nie wiedziałam co się dzieje. Usiadłam spowrotem na ławce, na której siedziałam z Dzikim. Po pewnym czasie ktoś koło mnie usiadł. Ocknęłam się i spojrzałam kto to. Siedział obok mnie Wrona. Nic nie mówił, patrzył się na mnie. Dopiero po chwili zaczął
- Czekałem na ciebie w domu ale nie przychodziłaś, więc pojechałem do domu Mariusza. Powiedział mi, że jesteś z Kubiakiem, ale gdy minęliśmy się w drodze zacząłem się martwić, że coś Ci się stało - mówił z troską w głosie - Bałem się o Ciebie - objął mnie swoim silnym ramieniem i pocałował w skroń. Ja nadal nie mogłam wydusić żadnego słowa. - Musimy pogadać - powiedział, a ja wciąż nic nie odpowiadałam - Ale to zostawmy na jutro bo widzę, że nie masz ochoty ze mną teraz rozmawiać - wstał i miał już iść kiedy, złapałam go za rękę.
- Masz rację nie mam ochoty rozmawiać, ale z nikim. Po prostu stało się coś co muszę przemyśleć. Jutro porozmawiamy - miałam iść w kierunku domu, ale teraz on złapał mnie za rękę.
- Dobrze to porozmawiamy jutro. Odprowadze Cię - kiwnęłam głową. Szliśmy w ciszy. Nie przeszkadzało mi to. Mogłam sobie na spokojnie wszystko przemyśleć. Nawet nie wiem kiedy dotarliśmy pod dom. Andrzej stanął na przeciwko mnie. Spojrzał mi w oczy, poczym przytulił mnie i szepnął do ucha
- Donranoc i słodkich snów księżniczko
- Dobranoc - wyszptałam prawie nieusłyszalnie. Andrzej chyba to słyszał bo pocałował mnie w polik tuż przy kąciku ust. Spojrzał mi jeszcze raz w oczy i uśmiechnął się. Poslałam mu też uśmiech ale słabszy. - Śpij dobrze - powiedziałam i zniknęłam za drzwiami wejściowymi. Zdjęłam buty i spojrzałam na zegar - 23:00 to się zasiedziałam na tej ławce - mruknąłam do siebie. Wzięłam szybki prysznic. Położyłam się do łóżka. Cały czas myślałam o Kubiakiu. Co miał znaczyć ten pocałunek? Myślałam też o Wronie. Nie wiedzialam co do niego czuje.  Nie mogłam zasnąć. Postanowiłam, że pójdę do Mariusza. On zawsze mi pomagał. Napewno wiedział co robić. Zeszłam do jego sypialni. Zapukałam, ale nikt nie odpowiadał. Co ja się dziwię o takiej godzinie każdy śpi. Weszłam i ku mojemu zdziwieniu Mariusz nie spał. Siedział na łóżku. Widzę, że trafiłam w porę. Usiadłam obok niego.
- Dlaczego nie śpisz? - zapytałam
- Nie wiem. Jakoś nie mogę spać - uśmiechnął się słabo. - A ty?
- Też nie mogę - skrzywiłam się - Przyszłam pogadać. Nie wiem co mam robić.
- Co tam się stało moja siostrzyczko? - objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
- Mariusz miałeś kiedyś tak, że czułeś do kogoś coś ale nie wiedziałeś co? - spojrzałam w jego piwne oczy. Uśmiechnął się szeroko. Poklepał swoje kolna, dając mi znać, że mam na nich usiąść. Usiadłam i głowę oparłam o jego klatkę piersiową. On położył swój podbródek na mojej głowie. Zawsze tak robił, gdy przychodziłam do niego z problemem. Zawsze siedziałam mu na kolanach.
- Miałem tak - odpowiedział - Domyślam się o kogo Ci chodzi
- Wiedziałam, że się domyślisz - uśmiechnęłam się - Ale to nie koniec. Znalazł się taki drugi, który jest dla mnie ważny ale tu jestem pewna, że oprócz przyjaźni nic więcej nie czuję
- To może od początku. Opowiedz mi wszystko i wtedy Ci pomogę - powiedział lekko zagubiony. Westchnęłam i opowiedziałam wszystko Mariuszowi. O Andrzeju i o Kubiaku. Naprawdę nie wiedziałam co robić. Wszystko mnie przerasta. Jeden i drugi pocałował i odszedł bez słowa wyjasnienia. Gdy skończyłam swoją wypowiedź, Mariusz westchnął.
- W tej sytuacji powinnaś kierować się sercem i nie zważać na innych. To tobie ma być dobrze. Zawsze pomagałaś innym, nie zajmowałaś się sobą. Teraz musisz patrzeć na to, żeby tobie było lepiej. W tym przypadku tak jak mówiłem musisz słuchać co Ci serce podpowiada -pogłaskał mnie po głowie
- Mariusz ale właśnie tu jest ten problem, że ja nie słyszę co mi podpowiada serce. Kompletnie nie wiem co robić i jeszcze w dodatku Dziki dodał swoje 3 grosze. Po co mnie pocałował? Czasami chcę wyjechać gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie. - łza spłynęła mi po policzku. Siatkarz wytarł ją i podniósł mój podbródek tak, że patrzyłam w jego ciemne oczy.
- Justyna nie możesz uciekać od problemów. Musisz go o to zapytać. Jeśli nie pójdziesz z nim porozmawiać nigdy się nie dowiesz. I proszę nie unikaj go.
- Dziękuję braciszku - przytuliłam go. Siedzieliśmy w ciszy tuląc się.  Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 6

Obudziłam się w sumie to obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Niechętnie poszukiwałam urządzenia, w końcu znalazłam go. Widniała tam godzina 5:00.  Pierdole komu tak wcześnie zebrało się na rozmowę! - pomyślałam. Nienawidzę wstawać wcześnie rano! Odblokowałam telefon i odczytałam wiadomość była ona od Marty. Jakoś nie miałam ochoty z nią pisać ani rozmawiać, od razu wiadomość usunęłam. Wiem Marta nic nie wiedziała, ona nie jest temu winna ale nie chce na razie z nikim o tym rozmawiać. Odłożyłam komórkę i położyłam się wygodnie, leżałam tak i próbowałam zasnąć, ale moje próby nie poskutkowały. Musiałam wstać.  Klnąc pod nosem, szłam w kierunku kuchni. Myślałam, że wszyscy jeszcze śpią ale myliłam się. W kuchni siedział Michał, wyglądał na niewyspanego i smutnego przeciwieństwo do tego jaki jest na co dzień. Zawsze tryska energia, uśmiechnięty. Nie raz widziałam go smutnego, ale teraz było gorzej musiało coś się stać w jego życiu. Usiadłam na krześle oparłam się rękoma o blat stołu. Misiek mnie zauważył.
- A Ty co tak wcześnie wstałaś? - zapytał zdziwiony. Tak wiem to jakiś cud, że wstałam tak wcześnie
- Obudził mnie telefon - powiedziałam zaspanym głosem - I już nie mogę zasnąć, a Ty dlaczego nie śpisz?
- Nie mogłem spać - ziewnął. Wstałam z miejsca i zaczęłam robić kawć. Po nie całych 7 min postawiłam przed Michałem kubek z pracującym napojem i usiadłam na przeciw niego.
- Dziękuję, tego mi było trzeba - powiedział, biorąc łyk kawy.
- Michał, nie chciałam się wtrącać w nie swoje sprawy, ale muszę o coś spytać.- powiedziałam, on spojrzał się na mnie. Na jego twarzy pojawił się smutek, pewnie wiedział o co zapytam. Gdy spotkał się z moimi oczami, zaraz uciekł wzrokiem na blat stołu.
-Pewnie chodzi Ci o Dagmarę tak? Zgadłem? - cały czas patrzył w to samo miejsce, ja tylko przytaknęłam, zaczął mówić dalej - Pokłóciłem się z nią jakieś 3 miesiące temu. Od tamtego czasu wszystkie rozmowy wyglądają tak jak widziałaś wczoraj przed domem. Nikt o tym nie wie oprócz Mariusza, Pauliny no i teraz Ciebie. I proszę Cię nie mów nikomu. - spojrzał na mnie, ale gdy zobaczył, że ruchem ręki pokazałam,żeby mówił dalej, przełknął ślinę i kontynuował - No tak jak Ci mówiłem pokłóciłem się z nią 3 miesiące temu. Pokłóciłem to może nie to słowo. Po prostu przyłapałem ją na zdradzie i jak się później okazało trwało to już długo. Chciałem jej wybaczyć i zrobił bym to, gdyby nie przeprowadziła się do tego fagasa. Oliwera i Antosia wzięła ze sobą, zostawiła mnie samego. Co prawda widuje się z nimi. Nie wiem co mam zrobić, straciłem wszystko. Przy życiu utrzymuje mnie jeszcze siatkówka. Justyna powiedz mi co ja mam zrobić? - popatrzył na mnie, widziałam jak kilka łez spływa mu po policzkach. Nie dowierzałam w to co powiedział. Zawsze uważałam ich za wzór. Myślałam, że byli idealni dla siebie. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Jego sytuacja przypomina mi moją i Filipa tylko, że on ma gorzej. Wiedziałam jak się czuję. Wstałam i przytuliłam go, on przytulił mnie mocniej.
- Michał, dlaczego nie wziąłeś jeszcze z nią rozwodu? - spytałam, a on spojrzał na mnie.
- Nie mogę, bo wtedy stracę chłopaków. Nie dadzą mi opieki nad nimi, bo jestem cały czas na wyjazdach czy treningach. - powiedział i po raz kolejny poleciała mu łza.
- Rozumiem, ale nie widzę sensu w tym co robisz. Tak czy siak widzisz chłopaków kiedy ona Ci na to pozwoli. Możesz ubiegać się przecież o widywanie z nimi. To to samo co masz teraz tylko, że będziesz wolny od niej. Będą cię z nią łączyć tylko sprawy z dziećmi nic więcej. Będziesz mógł znaleźć nową miłość, co w twoim przypadku nie będzie trudne. - uśmiechnęłam się na koniec. Misiek patrzył cały czas w jedno miejsce, chyba myślał nad tym co powiedziałam. Po pewnym czasie, jak nic nie mówił, wstałam i odwróciłam się w stronę wyjścia z kuchni , ale Michał złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę, tak, ze usiadłam mu na kolanach, przytulił mnie.
- Masz racje, powinienem tak zrobić - powiedział i przytulił mnie mocniej - Dziękuję - wyszeptał mi do ucha
- Nie masz za co - uśmiechnęłam się - Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć
- Zawsze będę pamiętał - powiedział i pocałował mnie w czoło jak małą dziewczynkę - Mariusz ma szczęście, że na Ciebie trafił. Taki przyjaciel to skarb. I myśleć co by było gdybyście się nie pogodzili.
- Nie wiem Michał, nie wiem. - pokręciłam głową. Cały czas siedziałam przyjmującemu na kolanach, moja głowa oparta była na klatce piersiowej Michała, a moje ręce bawiły się palcami siatkarza.- Strach pomyśleć co by było. Wiesz czasami mam tak, że to wszytko co się dzieje to sen, wspaniały sen, który się skończy. - mówiłam cały czas bawiąc się płacami siatkarza. Na myśl, że przyjaźń z Mariuszem mogła się od tak skończyć, spłynęła mi łza. Michał zauważył to, bo wytarł ją i podniósł moją głowę tak, że patrzyłam w jego niebieskie oczy.
- Ale się nie skończył. Wszystko trwa nadal. Sama mówisz, że nie wolno żyć przeszłością, że trzeba iść z podniesioną głową. - cytował moje słowa, patrząc mi prosto w oczy.
- Tak Misiek mówiłam tak. Ale w pewnych kwestiach trudno jest zapomnieć o przeszłości. - powiedziałam i wróciłam do poprzedniej czynności, czyli zabawą palcami siatkarza. Głowę oparłam na klatce przyjmującego tak, że słyszałam jego bicie serca.
- Justyna, wiem trudno, ale sama tak nam mówiłaś jak przegraliśmy jakiś mecz. Tak właśnie nas pocieszałaś. Te słowa tyczą się każdej sprawy, nie tylko przegranego meczu. - mówił gładząc jedną ręką moje włosy, druga ja się bawiłam. Nic nie odpowiedziałam, wiedziałam, że ma racje. Siedzieliśmy tak długo. Ja myślałam o Filipie jaką krzywdę mi wyrządził. Michał pewnie o Dagmarze. Spojrzałam na zegarek, widniała tam godzina 7:05. Chciałam wstać, żeby pójść do pokoju, ubrać się, ale gdy próbowałam Michał wyszeptał mi do ucha, żebym jeszcze trochę posiedziała. Zgodziłam się. Po upływie 10 min wszedł do kuchni Mariusz.
- A co tu się dzieje? - zapytał, a ja od razu wstałam z kolan Miśka i usiadłam na krześle obok. Mariusz się zaśmiał, Michał uśmiechnął się i wstał po coś do lodówki. - Nie martwcie się nic nie widziałem takiego wiecie - tu poruszył śmiesznie brwiami.
- Mariusz przestań! - przewróciłam oczami
- No dobrze, nie denerwuj się - poczochrał mnie - Ma do was pytanie.
- Do mnie też? - wtrącił się Michał- Od razu mówię, że pomiędzy mną, a Justyną nic nie ma oprócz przyjaźni
-Ja nie o tym - machnął ręką-  Chcę wiedzieć co to za filmik krąży po facebook'u.
-Yyy... Ja nic nie wiem. Michał wiesz coś o tym filmiku? - skierowałam się w stronę przyjmującego, ale ten tylko pokiwał przecząco głową - No więc Mariuszku nie wiemy o co Ci chodzi - wyszczerzyłam się do niego
-Trudno, ale powiem Wam, że zemsta jest już na fb - cwaniacko się uśmiechnął i pocierał ręce. Szybko wyjęłam telefon i weszłam na fb. Widniało tam zdjęcie moje i Michała w pozycji zastanej przez Mariusza.
- Ale kiedy ty to? - spytałam szybko - Mariusz proszę Cię usuń to.
- Zemsta to zemsta - wzruszył ramionami
- Mariusz błagam - prosiłam go nadal
- Mariusz proszę Cie usuń - tym razem odezwał się Misiek.
- Ok, tylko pod warunkiem, że... - pomyślał chwilę - Powiecie mi dlaczego tak siedzieliście
- Dobra, ale usuń to teraz - Mariusz wziął telefon i usunął zdjęcie, a my wytłumaczyliśmy mu jak to się stało, że tak siedzieliśmy. Gdy wszystko było wiadome, zaczęłam robić śniadanie. Nic specjalnego, kanapki z szynką i pomidorem. Po posiłku poszłam do pokoju przebrać się. Gdy byłam już ubrana weszłam na fb, zdjęcia nie było, ale wiadomości miałam mnóstwo typu "Ty z Michałem? Przecież on ma ŻONĘ! " lub "Po tobie bym się nie spodziewał/a" no to Mariusz ma przekichane! - pomyślałam. Chcąc,  nie chcą musiałam zacząć odpisywać. Po odpisaniu wszystkim, co trochę mi zajęło, zeszłam na dół chłopcy mieli trening wieczorem, więc mogliśmy spędzić czas we trójkę. Tak jak zawsze siedzieliśmy na kanapie i wspominaliśmy dawne czasy, jak się poznaliśmy itp.
- Mariusz zawsze miałam się ciebie o to zapytać, dlaczego do mnie wtedy napisałeś? - zapytałam opierając się o jego ramię.
- Przecież musiałem wiedzieć gdzie mam przysłać nagrodę. - zaśmiał się
- No tak, ale dlaczego dalej ciągnąłeś rozmowę? - ponownie zadałam pytanie
- Wiesz w sumie nie wiem dlaczego, po prostu serce mi mówiło, że nie jesteś taka jak reszta fanek. Wyróżniasz się czymś i miało rację - objął mnie ramieniem - Cieszę się, że Cię spotkałem
- Ja też- uśmiechnęłam się
- Gdybym Was nie znał, powiedziałbym, że jesteście rodzeństwem - palnął od tak Winiar, ja się zaśmiałam.
- A nie jesteśmy? - zapytał Mariusz
- Jesteśmy mój braciszku - poczochrałam mu włosy. Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy do czasu kiedy chłopaki musieli szykować się na trening.
- A może pójdziesz z nami? - zapytał Mario
- Bardzo chętnie i tak nie mam nic do roboty. - wstałam i poszłam się szykować. Gdy byłam w drzwiach zatrzymał mnie Winiar.
- Weź coś na przebranie, bo zagrasz z nami. - powiedział i sam poszedł się szykować. Nie miałam nic przeciwko, dawno nie grałam,więc spakowałam się i zeszłam na dół. Chłopaki już na mnie czekali. Postanowiliśmy, że się przejdziemy. Szliśmy w ciszy wcale mi nie przeszkadzała. W pewnym momencie zadzwonił mi telefon. Na wyświetlaczu pojawiła się twarz Marty. Odrzuciłam połączenie. 
- Dlaczego nie odbierzesz? - zapytał Michał
- To nikt ważny - wyszeptałam, dalszą drogę szłam ze spuszczoną głową. Gdy doszliśmy, Mariusz powiedział Michałowi, żeby już poszedł na hale, a mi powiedział, że Mam usiąść na ławce.
- Justyna kto to był? - zapytał od razu
- Marta - powiedziałam prawie niesłyszalnie . Mariusz usiadł koło mnie przytulił mnie i wyszeptał, że mam być twarda. Po czym wstał i kierował się w stronę wejścia, ja zrobiłam to samo. Przebrałam się i razem z Mariuszem, poszłam na hale. Gdy tam weszłam nie mogłam uwierzyć kto siedzi na trybunach.
Doberek!
Jak tam? Skra jest w półfinale! Ciekawe z kim będą grać. A co do rozdziału to mi się niepodoba. Jakiś taki dziwny ale ocenę zostawię Wam :D
Pozdrawiam :*

niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 5

Perspektywa Justyny
Siedziałam i płakałam. Po pewnym czasie ktoś koło mnie usiadł. Podniosłam głowę, żeby zobaczyć kto to, siedział tam Mariusz. Jak on mnie znalazł? Skąd wiedział, że tutaj siedzę? W tym momencie go potrzebowałam. Wtuliłam się w niego. On bez słowa przytulił mnie mocniej. Siedzieliśmy tak wtuleni w siebie jakoś dłuższy czas. Po pewnym czasie Mariusz odsunął mnie od siebie spojrzał mi w oczy.
- Justyna... - zaczął - Ja naprawdę nie chciałem tak powiedzieć. Po prostu poniosły mnie emocje, to wszystko mnie przerasta. Nie chce Cię stracić, jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Proszę nie płacz, nie mogę patrzeć jak płaczesz przeze mnie. Zrobiłem błąd i już go nie popełnię. - cały czas patrzył mi w oczy, widziałam jak pojedyncza łza spływa mu po poliku. - Justyna, proszę powiedz coś.
- Mariusz on wrócił. - powiedziałam nie zważając na to co powiedział
- Kto? Justyna co się stało? - zapytał już zatroskany.
- Filip - wyszeptałam, nie musiałam nic mówić dalej, wiedział o co chodzi Przytulił mnie mocniej, a ja kontynuowałam. - Byłam u Marty i w mieszkaniu był on, mało tego są razem. Najpierw Ania teraz Marta, kogo mi jeszcze zabierze? - mówiłam przez płacz. Mariusz zacisnął rękę w pięść. Filip to mój były chłopak, miesiąc przed wakacjami nakryłam go w sypialni z moja przyjaciółką, jak się później okazało trwało to już długo, w tamtym czasie straciłam dwie najważniejsze osoby. Powoli zapomniałam już o tym, a teraz znowu się zjawia i znowu chce odebrać mi następna osobę
- Justyna, nie płacz proszę. Zapomnij o nim to już zamknięta historia. Sama mówisz, że nie wolno patrzeć w tył.
- Tak Mariusz mówiłam tak, ale on nigdy mi nie da spokoju. Czy on to robi specjalnie? Po kolei będzie mi zabierał przyjaciół?  Ania, Marta, ciekawe kto następny, może Ty? - cały czas łzy spływały mi po policzkach
- Czyli mi wybaczyłaś? - zapytał i spojrzał się na mnie
- Tak - odgarnęłam włosy z twarzy - Nie mogłabym pozwolić na to, żebyś odszedł.
- To ja nie mógłbym Cię stracić. - wytarł kilka łez z moich polików i pocałował w czoło jak małą dziewczynkę. - Choć idziemy do domu. - wstał, po czym ja zrobiłam to samo. Szliśmy w ciszy, wcale nam to nie przeszkadzało. Dochodziliśmy pod dom, zobaczyłam jak Winiar z kimś się kłóci, lecz byłam za daleko, żeby tego kogoś rozpoznać. Michał musiał nas zobaczyć, bo skończył rozmowę i wszedł do domu trzaskają drzwiami, zaś ona obróciła się i szła w nasza stronę. Nie mogłam uwierzyć. To była Dagmara. Mijając nas nie odezwała się ani słowem. Co się pomiędzy nimi stało? Weszliśmy do domu Mariusz od razu skierował się do pokoju Miśka. Nie chciałam wytykać nosa w nie swoje sprawy, więc poszłam do siebie. Wzięłam telefon i z nudów przeglądałam zdjęcia. Najwięcej było zdjęć Karola robione w dzień przyjazdu do Bełchatowa. Trochę się uśmiałam przy oglądaniu tych zdjęć. Nagle dostałam sms do Wronki
 "Hej. Justyna wiem, że masz o 18 nockę, ale muszę się z tobą spotkać"
"Hej. Możemy się spotkać, nocka nie wypaliła :/"
 "W takim razie za jakieś 20 min będę, do zobaczenia zatem!" 
"Do zoba"
Odłożyłam telefon i zaczęłam się szykować. Po ogarnięciu się, poszłam odnaleźć Mariusza, ale nie mogłam go nie było. Pewnie siedział jeszcze u Michała w pokoju. Napisałam kartkę, żeby się nie martwił i wyszłam przed dom. Nie czekałam długo, przybył Andrzej.
- Hej - przywitał się całusem w polik
- Hej. Co tam się stało, że chciałeś się że mną spotkać?
- Nic, a co miało się stać? To nie mogę się spotkać ze swoją najlepszą kumpelą? - spojrzałam na niego podejrzliwie
- Nie no możesz - powiedziałam z przymrużeniem oczu. Jestem ciekawa co on kombinuje
- No to wsiadaj jedziemy do mnie, zrobimy sobie taki przyjacielski wieczór - otworzył drzwi do samochodu.
- No jak muszę - powiedziałam
- Jak nie chcesz, to nie musisz. Ja do niczego Cię nie zmuszam.- zamknął drzwi zawiedziony i miał zamiar wejść od strony kierowcy
- Toć żartuje! - otworzyłam drzwi i wsiadłam - Na co czekasz jedziemy! - krzyknęłam, a Endrju od razu wsiadł do auta i odpalił silnik. Droga minęła nam szybko i radośnie. Staliśmy już pod drzwiami mieszkania Wronki. Otworzył je i ruchem ręki zaprosił mnie do środka. Tak jak dom Mariusza, znałam to mieszkanie na wylot. Zdjęłam buty i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i czekałam na Andrzeja, ten zaraz zjawił się z kieliszkami i butelką wina.
- To co oglądamy? - zapytał
- Obojętnie, wybierz co chcesz. - wyruszyłam ramionami, popijając już wino. Andrzej wybierał film, w końcu włożył płytę do DVD i usiadł koło mnie. Podałam mu kieliszek z winem, ale zaraz go zabrałam, Wrona spojrzał na mnie z zdziwioną miną.
- Nie możesz pić, jak mnie potem odwieziesz?
- Za dzwonie po taksówkę, ona Cię zawiezie - uśmiechnął się cwaniacko i zabrał mi kieliszek.
- A no to w takim razie na zdrowie.- stuknęliśmy się kieliszkiem. Środkowy wcisnął "play" na pilocie i zaczęliśmy oglądać film. Jak zwykle horror, nie lubię takich typu filmów, ale nic nie mówiłam, bo sama powiedziałam, że może wybrać co chce. Siedzieliśmy koło siebie wpatrując się w telewizor. W pewnym momencie wystraszyłam się jednej ze scen filmu, szybko wtuliłam się w Andrzeja, on objął mnie ramieniem. Przez cały film, siedziałam wtulona w siatkarza. Zobaczyłam, że święci mi się telefon, pewnie sms. Nie myliłam się widniała tam wiadomość od Mariusza:
"Przeczytałem karteczkę. O której wrócisz?" 
"Nie wiem jeszcze, napisze Ci kiedy będę wracać"
 "Ok. Miłej zabawy"
Odkładając telefon, zwaliłam komórkę Andrzeja, szybko się po nią schyliłam, siatkarz też to zrobił. Nasze twarze dzieliły zaledwie kilka centymetrów, patrzyłam w jego bladoniebieski tęczówki. Nasze usta zbliżały się do siebie na niemal kilka milimetrów, jednak szybko się odsunęłam i oparłam się. Andrzej widząc to usiadł koło mnie.
- Przepraszam - wydukał nie patrząc na mnie.
- Nic się nie stało - odpowiedziałam szybko.- Będę się chyba już zbierać
- Dobrze, odprowadzę Cię - powiedział ubierając buty - Przejdziemy się nie jest późno.
- No to chodźmy - wyszłam na klatkę schodową i poczekałam na siatkarza, po czym razem ramie w ramie zeszliśmy po schodach. Szliśmy całą drogę w milczeniu, trochę mi ta cisza przeszkadzała, chciałam rozpocząć rozmowę, ale nie wiedziałam jak. Gdy byliśmy już pod drzwiami, stanęłam na przeciw Andrzeja i chciałam go pocałować w polik na pożegnanie, lecz los chciał, że on też się tak dziwnie odwrócił i zamiast w policzek trafiłam w usta. Nie powiem cel mam niezły. Zdziwiłam się trochę , bo pogłębił pocałunek. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam się oderwać od niego. Jednak musiałam to zrobić. Oderwałam się i spojrzałam na niego, był uśmiechnięty, jakby chciał, żeby to wszystko się tak potoczyło.
- Przepraszam - powiedziałam - Miało być w policzek - speszyłam i zarumieniłam się jednocześnie
- Nic się nie stało - uśmiechnął się i położył mi rękę na poliku i gładził ją kciukiem, po czym złożył delikatny pocałunek na moich ustach. - Dobranoc - powiedział i odszedł. Stałam tam i wpatrywałem się w niego, aż zniknął mi z pola widzenia. Weszłam do środka, zdjęłam buty i szłam do swojego pokoju, ale zatrzymał mnie Mariusz.
- O już wróciłaś? Miałaś napisać jak będziesz wracać.
- Przepraszam. Zapomniałam. - powiedziałam nie patrząc się na niego. Cały czas myślałam o tym co się przed chwilą zdarzyło.
- Skleroza nie boli - powiedział śmiejąc się - Jesteś głodna? Idę robić właśnie kolację. 
- W sumie to tak - uśmiechnęłam się szeroko - To co jemy? - zapytałam siedząc już na krześle
- Nie wiem, a na co masz ochotę?-zapytał stojąc przed otwarta lodówką.
- Niech będą naleśniki, pomogę ci zrobić - wstałam z krzesła i poszłam do szafki po potrzebne produkty - Ja robię ciasto ty smażysz.
- Okej - odpowiedział. Zaczęliśmy robić kolację, nie obyło się bez śmiechu. Tańcząc i śpiewając robiliśmy naleśniki. Nawet zapomniałam już o tej naszej kłótni, o Filipie. Po jakiś 20 min jedliśmy naleśniki. po skończonym posiłku Mariusz posprzątał naczynia, a ja poszłam do pokoju. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka, na chwilę jeszcze odpaliłam laptopa, żeby sprawdzić co się dzieje na Facebook'u. Miałam kilka powiadomień. Jedno zaciekawiło mnie najbardziej: "Michał Winiarski oznaczył Cię w poście film" kliknęłam.  Był to film jak budziłam Mariusza z opisem " Pobudka Mariusza! Niestety muszę stwierdzić,iż uczeń mnie przerósł :( Justyna naprawdę nie wpadłbym na to! " post był dodany wczoraj, po obejrzeniu turlałam się ze śmiechu. Komentarze pod postem też mnie rozwaliły:
Igła: Hahahaha oglądam to już trzeci raz i nadal nie mogę ze śmiechu, on naprawdę myślał, że ty to Paulina? I ta gleba też niczego sobie :D
Dziku: Justyna wymiatasz! Uaa, będzie siniak.
Kłos: Hahahaha Justyna następny żart robimy razem! Będziemy najlepsi!
Włodi: Od razu widać, że przyjaciele! Hahahah Justyna Rozwaliłaś system!
Wrona: Nie ma bata, ten kawał przewyższa wszystkie! Ale glebę też niezłą zaliczyłaś Hahahahhaha
Ja: Chłopaki bez przesady, to jest nic specjalnego. Jeden kawał zrobiłam i od razu najlepsza xD Karol przykro mi działam solo xD Krzysiek i Andrzej szlachta nie zalicza gleb, ona sprawdza czy podłoga jest twarda :D Dziki na razie nie widać ale bolało :(
Skomentowałam to i wyłączyła laptopa. Ciekawe czy to Mariusz widział, jak tak to już na pewno zabił Michała, bo jakoś tak cicho. Moje myśli zaraz zeszły na pocałunek z Andrzejem, myślałam nad tym czy ten pocałunek coś dla mnie znaczył. Czy może Andrzej coś do mnie czuje? No bo po co by pogłębił ten pocałunek? Nie wiem ale ja chyba czuje coś więcej do Wrony, ale nie wiem jeszcze co. Może miłość? Nie to jest nie możliwe. Niedawno skończyłam związek. Nie chce zaplątać w następny. Boję się tylko tego, że ten pocałunek może odbić się na naszej przyjaźni. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Hej!
Trochę mnie zawiedliście bo pod tamtym rozdziałem nie ma ani jednego komentarza :( Mam nadzieję, że to się zmieni :D
A co do tego rozdziału to jak myślicie Andrzej odważy się i powie co czuje ,czy może pojawi się ktoś inny i pokrzyżuję mu plany.  Pozdrawiam!