piątek, 13 maja 2016

Koniecznie przeczytaj!

 Może na początku chciałabym podziękować wszystkim, co pod poprzednim rozdziałem zostawili komentarz! Nie wiedziałam, że aż tylu tu was jest! Dziękuję bardzo kochani!! Dajecie mi niezłego kopa!
A Teraz do sedna!

Nie wiem, czy może kojarzycie taką osobę jak I'm dead. Nie wiem również, czy znacie jej bloga. Jeśli nie to nic się nie stało. 
Chciałam po prostu ogłosić, że zwariowałam. Ta na górze mnie namówiła na wspólne blogowanie i sama nie wiem co z tego wyjdzie. Dla świętego spokoju się zgodziłam, ale ja wam mówię, że źle się to skończy. 
Jeśli macie czas i chęci oczywiście, to zapraszam tutaj To give everything. 

Pozdrawiam serdecznie!
Niebawem znowu się odezwę z nowym rozdziałem! Moje mysie pysie!
Black. 

sobota, 7 maja 2016

Rozdział 26

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem! 
Bardzo Was proszę!


Muzyka

 Perspektywa Justyny 

Po paru minutach spaceru i upewnieniu się, że Bartek za mną nie idzie, usiadłam na ziemi przy drzewie plecami oparta o konar. Przymknęłam oczy, wzdychając ciężko. Nie chciało mi się wracać do ośrodka, a tym bardziej nie chciało mi się rozmawiać z kimkolwiek. W Krakowie siedziałam sama i chyba się do tego przyzwyczaiłam. Było mi dobrze samej, cisza, spokój. Dziwne, prawda? Zawsze lubiłam towarzystwo, wszędzie mnie było pełno. Mój śmiech był słyszany z daleka, a teraz? Teraz już się wszystko zmienia i nic na to nie poradzę. Sama nie wiem ile siedziałam pod tym drzewem, nie miałam przy sobie telefonu. W sumie nawet mi było dobrze z ta myślą, że czas mnie nie goni, mogłam w spokoju usiąść i pomyśleć, chociaż jeden plus przyjazdu tutaj. W pewnej chwili usłyszałam kroki i rozmowę zbliżających się osób. Zatrzymali się tuż przed moim drzewem, a że ja byłam za nim nawet mnie nie zauważyli.
- Jesteś pewny, że poszła akurat w tą stronę? - usłyszałam głos Kubiaka - Może skręciła wtedy w lewo.
- Jestem pewny, patrzyłem gdzie idzie. - tym razem pewny głos należał do Bartka - Kurde mogłem tak nie naciskać na tą rozmowę. - westchnął. Pomiędzy nimi zapadła cisza, a ja siedziałam spokojnie z półuśmiechem na twarzy. Szukają mnie.
- Kiedy ty z nią rozmawiałeś. - odezwał się nagle przyjmujący. Spojrzałam na trawnik przede mną, na którym były cienie siatkarzy. Kubiak oparty stał ręką o drzewo, a Bartek drapał się po głowie.
- Ja wiem, z półgodziny temu. - odpowiedział. To już wiem ile tu siedzę - zaśmiałam się w myślach.
- Kurde. - sapnął - Odkąd ją widziałem minęły dwie godziny. - gdy to usłyszałam, o zachłysnęłam się powietrzem. Nie możliwe, że tak długo błądzę po tym lesie.
- Zadzwoń do chłopaków może już ja znaleźli. - zaproponował wyższy. Po tych słowach Michał wyciągnął z kieszeni telefon i przyłożył do ucha.
- No i co, znaleźliście ją? - zapytał do słuchawki - Nie, my też nie... Dobra, okej. Narazie. - zakończył rozmowę. Nie mogłam uwierzyć w to, że mnie szukają. - Nie znaleźli. Mariusz jest z drugiej strony parku z Winiarem. Igła z Andrzejem chodzą po całej Spale. Piter i Fabian kręcą się wkoło ośrodka. Nigdzie jej nie ma. - powiedział - Gdyby, kurwa zabrała ten cholerny telefon! - kopnął kamień.
- Spokojnie, odnajdzie się. Wiesz jaka ona jest.
- Właśnie wiem i tego się boje. - zaśmiałam się na te słowa. - Dobra ty idź dalej, a ja się tu pokręcę. Jestem pewien, że już się zmęczyła i gdzieś siedzi.
- Okej, jak coś to dzwoń. - odpowiedział i ruszył w swoją stronę. Kubiak zaś ustał już w prawo od drzewa, tak że widziałam jego plecy. Gdy była pewna, że Bartek znalazł się na dalekiej odległości, wychyliłam się bardzie za drzewa.
- Michał. - odezwałam się, a Kubiak jak na zawołanie odwrócił się w moją stronę. Gdy mnie ujrzał, szybko podbiegł. Ustał naprzeciwko mnie, patrząc na mnie z góry karcącym wzrokiem.
- Wiesz, że wszyscy Cię szukają?! - uniósł się.
- Wiem. - odpowiedziałam niewzruszona jego tonem głosu, miał prawo być zły - Słyszałam. - dodałam. Michał westchnął głęboko z uśmiechem na twarzy, po czym koło mnie usiadł. Wyjął telefon z kieszeni i chciał już gdzieś dzwonić. - Nie, nie dzwoń. - chwyciłam go za dłoń. Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Muszę, oni nadal myślą, że gdzieś się zgubiłaś. - powiedział. Zrobiło mnie się ciepło na sercu. Wiedziała, że się martwią, ale żeby po takim krótkim czasie mnie szukać.
- To wyślij im wiadomość. - wzruszyłam ramionami. Wyprostowałam nogi, a głowę oparłam o konar. - Jakoś nie chcę mi się tam wracać. - przyznałam z zamkniętymi oczami.
- No ja Cię nie zniosę. - ze śmiechem pchnął mnie bokiem w moje ramię. Uśmiechnęłam się pod nosem, opierając głowę tym razem o kubiakowy bark.
-  Nie w tym znaczeniu. - zaśmiałam się - W sumie w tym też. - uśmiechnęłam się podnosząc wzrok na twarz Michała. Siatkarz pokiwał głową rozbawiony. Otworzył usta, żeby zaraz coś powiedzieć lecz rozdzwonił się jego telefon. Kantem oka widziałam, że był to Igła.
- Muszę, przepraszam. - podrapał się po głowię, patrząc na mnie przepraszającym wzrokiem. Lekko podniosłam kąciki ust do góry i wstałam z miejsca. Kubiak odebrał telefon również wstając.
- Weź na głośnik. - dodałam szybko. Michał kiwnął głową i przycisnął coś na ekranie.
- No Dziku, gdzie jesteście! - z komórki rozbrzmiał się głos libero - Miałeś dzwonić jak ją znajdziesz!
- Już idziemy do ośrodka, nie gorączkuj się. Ogłoś wszystkim, że poszukiwania zakończone. - spojrzał na mnie z uśmiechem. Ja za to wywróciłam oczyma.
- Daj mi ją. - po tych słowach szybko pokiwałam przecząco głową. Misiek zaśmiał się pod nosem.
- Nie chce rozmawiać. - powiedział zgodnie z prawdą. Z drugiej strony słuchawki było słychać głośne westchnięcie, a założę się, że Krzysiek zrobił tą swoją złą minę.
- Dobra, do zobaczenia w ośrodku. - odparł zrezygnowany i po chwili rozległ się dźwięk zakończonego połączenia. Zeszliśmy z trawnika na ścieżkę i powolnym krokiem szliśmy do ośrodka.
- To może opowiesz, co się stało. - zaproponował, gdy między nami zapadła cisza. Podrapałam po karku z krzywą mina, nie wiedząc od czego zacząć.
- Długa historia. - powiedziałam wymijająco. Michał zaśmiał się w głos. Usiadł na ławkę, zakładając nogę na nogę tak, że łydkę prawej nogi miał na lewym kolanie. Uśmiechnęłam się słabo do przyjaciela i załapałam się za boki.
- Mamy czas, opowiadaj. - poklepał miejsce obok, dając mi do zrozumienia, że mam usiąść obok niego - No siadaj! - zawołał z uśmiechem. Chwycił mnie za rękę i posadził mnie koło siebie na ławce. Parschnęłam głośnym śmiechem i zaczęłam opowiadać Dzikiemu wszystkie moje żale. Michał jak zawsze wysłuchał mnie cierpliwie, uśmiechając się ciepło. Mi zaś zrobiło się lżej na sercu, potrzebowałam się komuś wygadać. Komuś kto mnie wysłucha do końca, a dopiero potem zacznie prawić kazania.
- Właśnie dlatego nie mam ochoty na wracanie do ośrodka. - wymruczałam na koniec. Misiek rozprostował nogi, opierając się na ławce. 
- Myślałem, że bardziej za względu na Bartka. - przyznał, nawet na mnie nie patrząc. Przygryzłam wargę odwracając wzrok od Kubiaka. 
- Możemy nie zaczynać tego tematu? - zapytałam z irytacją. Ciche westchnienie Dzikiego, dało mi do zrozumienia, że nie podziela mojego zdania. 
- Przecież wiesz, że... - zaczął, ale przerwałam mu szybko.
- Czemu go wszyscy tłumaczycie?! - zapytałam obróciłam głowę w drugą stronę - Misiek, ja naprawdę nie chce o tym rozmawiać. - zacisnęłam dłonie na ramionach. Kubiak widząc to, przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam się w jego bok, Michał pocałował mnie w włosy.
- Rozumiem. - wyszeptał cicho - Chodźmy już, bo mnie Andrzej udusi, że tak długo tu z Tobą siedzę. - zaśmiał się, ale wydawało mi się, że było to wymuszone. 
- Czemu niby ma Cię udusić? - zapytałam, wstając z ławki. Kubiak wsadził ręce do kieszeni i pomału zaczęliśmy iść w stronę ośrodka. 
- Proszę Cię. - prychnął błagalnie - Dobrze wiesz, że jest o mnie mega zazdrosny. Widział nas w dwuznacznej sytuacji i wiedział o moim "planie". - powiedział zażenowany. Uśmiechnęłam się pod nosem, nie odpowiadając nic. Zaplotłam ręce na klatce piersiowej i lekko popchnęłam Michała ramieniem. Dziki nie był mi dłużny i zrobił to samo. Takim oto sposobem zaczęliśmy się popychać, aż pchnęłam go tak, że wylądował na ziemi. Sama nie wiem jak to zrobiłam. Widok zdziwionego Kubiaka, leżącego na ziemi sprawił, że wybuchłam śmiechem. Misiek zerwał się z miejsca, a ja zaczęłam uciekać. Ile sił w nogach, biegłam prost przed siebie. Obejrzałam się za siebie, a gdy moim oczom nie ukazał się nigdzie przyjmujący stanęłam w miejscu rozglądając się dookoła.
- Kogo szukasz? - podskoczyłam wystraszona, gdy usłyszałam nad uchem głośny szept. Okręciłam się w stronę Kubiaka i trzepnęłam go ręką w ramię. - Ej, a to za co?
- Wystraszyłeś mnie! - pisnęłam, a Michał zaśmiał się głośno.
- O to mi chodziło mała. - puścił mi oczko i zaczął iść w dalszą stronę do ośrodka.
- Głupek. - skwitowałam i dogoniłam przyjaciela. Włócząc nogę za nogą, doszliśmy do bramy parkowej. Humor zdecydowanie mi się poprawił, a przyczyna był tego sam Michał. Przez całą drogę nie pozwolił bym nie przestała się śmiać, jak nie opowiadał jakiś żartów to wspominał nasze wszystkie dobre i radosne chwile.
- A pamiętasz to jak wtedy w Gdańsku byliśmy na plaży? - zapytał przez śmiech. Poprawił swoje prostokątne okulary i spojrzał na mnie radosnym wzrokiem.
- Kiedy? Wtedy jak z Winiarem wrzuciłeś mnie do wody i potem przez całą drogę powrotną chlupało mi w butach, czy wtedy jak zrobiłam z Ciebie jednorożca? - otarłam z kącika oczu łzy.
- Te chlupanie było serio irytujące. - dodał łapiąc się za brzuch. Spojrzałam na siatkarza z politowaniem.
- Przypomnę Ci, że to Ty mnie wrzuciłeś do tej wody. Do tej pory mnie wstrząsa, jak przypomnę sobie jaka ona była zimna. - złapałam się za ramiona i rękoma zaczęłam je pocierać - Zimno się zrobiło. - dodałam.
- Faktycznie. - przytaknął mi przyjaciel. Przyspieszyliśmy kroku i po kilku minutach wchodziliśmy do środka. Zdążyliśmy zamknąć drzwi i lunął deszcz. - Mamy szczęście. - zaśmiał się Kubiak. Na głównym holu czekała na nas już cała banda poszukiwawcza. Przełknęłam głośno ślinę, widząc spojrzenie Andrzeja. W sumie każdy łypał na mnie złym wzrokiem. Dobra nie dziwię się im, no ale nie musieli mnie szukać po tak krótkim czasie.
- Zanim zaczniecie mi prawić kazanie, to pozwólcie mi iść siku. - powiedziałam błagalnie, skacząc z nogi na nogę. Dziki koło mnie parschnął cichym śmiechem. Bez czekania na odpowiedź, pognałam do najbliższej łazienki. Zrobiłam, co miałam i z powrotem znalazłam się na holu. Wydawało mi się, ale chyba troszku rozładowałam tym atmosferę, bo Krzysiek uśmiechał się po kryjomu, Wlazły przygryzał dolną wargę, zawsze tak robił, gdy nie chciał się zaśmiać. Jedynie Andrzej patrzał na mnie tym samym wzrokiem, od czasu do czasu rzucając spojrzenie na Kubiaka. Wzięłam głęboki oddech.
- Dobra, dość. - powiedziałam w końcu - Chodź Andrzej. - chwyciła go za rękę i ciągnęłam go w jakiś korytarz. Stanęłam po chwili, nie wiedząc gdzie iść. Wrona przejął prowadzenie i zaczął kierować się w stronę jego pokoju. Otworzył je kluczem, po czym wpuścił mnie do środka.
- Czemu Kubiak? - zapytał, gdy zamknął drzwi - Czemu akurat on, a nie Fabian czy Winiar? - oparł się bokiem o ścianę. Z jego oczu, aż kipiła zazdrość. Muszę się przyznać, że uśmiechnęłam się lekko pod nosem, co nie uszło uwadze środkowemu. - Co się tak uśmiechasz?
- Zazdrosny jesteś. - stwierdziłam i zrobiłam krok w przód, jednocześnie stając tuż przed Andrzejem. Zadarłam głowę lekko w górę, aby spojrzeć w jego oczy.
- Dziwisz się? - wzniósł ręce ku suficie - Dobrze wiesz co widziałem. Mam prawo być zazdrosny. - powiedział nadzwyczaj spokojnie.
- Masz, a czy ja powiedziałam, że nie? - zapytałam, uśmiechając się przy tym słodko. Wrona zrezygnowany wyminął mnie i usiadł na łóżku.
- Nie rozumiem Cię, kompletnie Cię nie rozumiem. - przejechał dłońmi po włosach, po czym na mnie spojrzał - Najpierw się wściekasz, krzyczysz, denerwujesz się... Nie przerywaj mi! - powiedział szybko, gdy otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć. Zamknęłam je z powrotem i usiadłam naprzeciwko. - Zaraz potem przychodzisz, jak gdyby nigdy nic z Kubiakiem w dodatku i zachowujesz się jakby nic się nie stało. Wytłumacz mi to proszę. - błagalnie na mnie spojrzał. Uśmiechnęłam się, sama nie wiem czemu. Humor mi dopisywał i nawet nie miałam siły, żeby się kłócić. Chyba powoli rozumiałam, że muszę w końcu odpuścić. Wzięłam głęboki oddech i przygryzłam lekko dolna wargę.
- Bo masz rację. - wysapałam cicho. Wrona zszokowany spojrzał na mnie z cwaniackim uśmiechem.
- Co, proszę? - nachylił ucho, na co ja wywróciłam oczami z uśmiechem.
- To co słyszałeś. - powiedziałam, wstając z miejsca. Podeszłam do okna, oparłam się łokciami o parapet. Zaśmiałam się cicho, nadal nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo przyznałam się do błędu.
- Powiedz to jeszcze raz. Inaczej Ci nie uwierzę. - powiedział to w ten swój głupkowaty sposób. Złapał mnie za biodra, po czym obrócił przodem do siebie. Na jego twarzy widniał już uśmiech, patrzył na mnie z góry i zapewniam, że na bank w jego głowię otwierają szampany na znak zwycięstwa.
- Masz rację. - powtórzyłam - Może nie stuprocentową, ale w większości masz. - powiedziałam mu prosto w oczy, po czym wyrwałam się z objęć siatkarza i obróciłam się tyłem do niego - Przemyślałam wszystko co powiedziałeś i masz kurwa rację. Powoli już nie daję sobie rady. Praca wykańcza mnie fizycznie, a samotność psychicznie. Już wiedziałam o tym od dawna, ale ciężko mi było się Wam do tego przyznać. Bałam się. Bałam się, że nie będę miała wyboru. Że będę musiała się przenieść do Bełchatowa. - z powrotem stanęłam z nim twarzą w twarz - Rozumiem, że się martwisz. Rozumiem, że boisz się o moje zdrowie, ale proszę Cię pozwól mi żyć tak jak ja chcę. Rozwijać się, spełniać swoje marzenia, tak jak ja pozwalam Ci rozwijać swoje. - te ostatnie zdania wypowiedziała, patrząc mu w oczy. Przez chwilę nic nie mówił, nie ruszył się nawet na milimetr.
- Pozwolę, chcę przecież dla Ciebie jak najlepiej, ale jeśli Ty... - oparł swoje czoło o moje - Jeśli Ty pozwolisz dać mi, Mariuszowi, czy komu innemu z Twoich bliskich sobie pomóc. Obiecasz, że zawsze będziesz mi mówiła o wszystkich Twoich problemach, że nie będziesz szła głupio w zaparte, nawet wtedy gdy nie masz racji. Nie będziesz mnie olewała, tak jak to zrobiłaś przez ostatni miesiąc.
- Andrzej, ja...
- Obiecaj. - przerwał mi. Przygryzłam dolna wargę i zamknęłam oczy.
- Obiecuję. - wyszeptałam, po czym mocno wtuliłam się w tors chłopaka - Spróbuje. - dodałam. Andrzej pocałował mnie w czubek głowy, głaszcząc moje plecy. - Przepraszam. - wysapałam mu w usta. Lekko musnęłam jego wargi swoimi, a siatkarz złapał mnie w tali. Przycisnął mnie mocniej do siebie, całował delikatnie, z czułością. W pewnym momencie zakończył pocałunek i spojrzał na mnie spod podniesionych brwi.
- Co? - zapytałam, nie rozumiejąc zachowania środkowego.
- Nadal nie usłyszałem odpowiedzi na moje pytanie. Czemu akurat Kubiak? - patrzył na mnie wyczekując odpowiedzi. Stałam tak przed nim nie wiedząc co mam odpowiedzieć, no bo co miałam?
- Sama nie wiem, natknęłam się na niego w parku. - wzruszyłam ramionami i dałam mu całusa w polik. Uwolniłam się z rąk siatkarza i chwyciłam swoją torbę. - No to kochany, chodź i pokaż moje lokum. - zaśmiałam się i razem z Wrona wyszliśmy z pokoju. Szliśmy tak przez cały korytarz i stanęliśmy pod drzwiami z numerem 13. Spojrzałam rozbawiona na Andrzeja, ten tylko wywrócił oczami i otworzył je.
- Serio? On to wszędzie musi być? - zapytał z rozbawieniem, po czym rzucił się na jedno z łóżek. Ja zaś postawiłam torbę na jedną z szafek, a potem położyłam się obok Andrzeja.
- Może to jakiś znak? - udawałam zamyśloną i położyłam głowę na klatkę piersiową środkowego.
- Znak, czy nie znak. Jesteś moja i nikomu Cię nie oddam! - mówiąc to, objął mnie ręką, po czym pocałował w czubek głowy. Uśmiechnęłam się pod nosem i jeszcze bardziej wtuliłam się w siatkarza. Brakowało mi tego. Nawet jak nic nie mówimy, to mi to wystarczy, bliskość drugiej osoby, która Cię kocha.
- Zaraz przyjdę. - podniosłam się do pozy siedzącej - Muszę iść pogadać z Mariuszem, mamy sobie parę spraw do wyjaśnienia. W końcu muszę z nim pogadać, bo ta sytuacja się pogarsza. - westchnęłam zrezygnowana. Wyjęłam z torebki telefon i wysłałam wiadomość atakującemu. Po krótkim czasie dostałam odpowiedź.
" Po kolacji przyjdź pod drzwi na hale." 
Odczytałam ją, po czym z powrotem położyłam się koło siatkarza. Wrona zaśmiał się cicho i objął mnie ramieniem. Ułożyłam głowę na torsie chłopaka, zamykając oczy. Byłam już tym wszystkim zmęczona i choć nie chciałam, to powoli odpływałam do krainy Morfeusza, a Wrona wcale mi nie pomagał. Głaskał mnie po plecach, co jakiś czas całując w czoło. 
- Mów coś do mnie, bo zaraz zasnę. - mówiąc to, ziewnęłam przeciągle. Z uśmiechem na twarzy przekręciłam się tak, że byłam twarzą w twarz z Andrzejem. Patrzeliśmy sobie w oczy w milczeniu. - Uwielbiam te Twoje oczy. - wyszeptałam cicho i zaczesałam mu włosy, które spadały mu na czoło. Wrona uśmiechnął się nikle, po czym zmniejszył dzielącą nas odległość do minimum. 
- I vice versa. - wymruczał niskim głosem, a po moim karku przeszedł ciepły dreszcz. Przyłożył dłoń do mojego pliczka, po czym pogładził go palcami. Przybliżył swoją twarz do mojej, tak że stykaliśmy się nosami. - Kocham Cię. - wyszeptał mi w usta, a następnie poczułam jego ciepłe wargi. Przewrócił mnie na plecy, nie zaprzestając pocałunku. Zaplotłam mu ręce na karku, oddając w tą pieszczotę wszystkie emocje, które towarzyszyły mi przez ten czas - smutek, złość, tęsknotę, radość. Dawałam mu tyle ile mogłam, a sama zabierałam mu dwa razy więcej.
- Justyna, jesteście tuuuu... Oj sorry! - do pokoju wparował Winiarski. Stanął na środku pokoju z zasłoniętymi oczami. Razem z Wroną zaśmialiśmy się cicho. Andrzej położył się obok cały czas mnie obejmując
- No co chciałeś? - zapytałam z uśmiechem. Michał zdjął dłoń z oczu i niepewnie je otworzył.
- O to wy ubrani jesteście. - powiedział głupkowato. Wywróciłam oczami i machnięciem ręki dałam mu znak, że ma mówić. - No, bo ja chciałem... Chociaż w sumie to już nic.- podrapał się po głowie i zajął łóżko obok.
- No mów o co chodzi. - nalegałam i uniosłam się do pozy siedzącej. Oparłam się plecami o ścianę, a prawą ręką bawiłam się włosami Wrony. Michał spojrzał na mnie, a potem wymownie wskazał wzrokiem na Andrzeja. - Zostawisz nas? - zwróciłam się do środkowego. Kiwnął głową potwierdzająco i uśmiechając się wstał z łóżka. Schylił się i pocałował mnie w czoło.
- Widzimy się na kolacji. - powiedział i opuścił pokój. Spojrzałam na Winiara i uśmiechnęłam się ciepło.
- No to co Michałku? Co tam się dzieje? - usiadłam wygodniej na łóżku. Przyjmujący przeczesał palcami włosy i przesiadł się na miejsce obok.
- Mam do Ciebie jedną prośbę. - oparł się plecami o ścianę. W jego niebieskich tęczówkach nie było tych radosnych ogników, co kilka sekund temu. Winiarski jest żywym dowodem na to, że udawanie nie jest wielkim trudem. 
- Winiar, co się dzieje? - złapałam przyjaciela za bark. 
- Bo nie miałem okazji z Tobą pogadać. Jesteś w Krakowie, masz własne problemy.
- Michał mów co się dzieję, bo jak Boga kocham Cię uduszę. - odparłam zirytowana. Winiarski uśmiechnął się słabo.
- Byłem u prawnika. - powiedział na wdechu - Byłem u niego dowiedzieć się jak rozpatrzyć mój związek z Dagmarą. Rozmawialiśmy głównie o rozwodzie, o dzieciach. Ja już podjąłem decyzję. Rozwodzę się. - ostatnie zdanie wysapał załamany. Nawet nie myślałam o tym co przeżywa, tylko po prostu go przytuliłam.
- Ej. - pogłaskałam go po plecach - Przecież to nie koniec świata. Znajdziesz lepszą dziewuchę zobaczysz! - zaczęłam go pocieszać co chyba niezbyt mi wychodziło.
- Tyle lat poszło na marne, powiedz mi co ja zrobiłem źle? - spytał łamiącym się głosem, a w jego oczach mieniły się łzy. Wciągnęłam powietrze ze świstem, nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Ja w ogóle nie wiedziałam co mam robić.
- Misiek. - zmusiłam go, żeby na mnie spojrzał - Nie załamuj się, proszę Cię. To jest najgorsze co teraz możesz zrobić. - uśmiechnęłam się ciepło, żeby choć trochę poczuł, że ma we mnie wsparcie. - Doskonale wiem co czujesz, zdrada boli owszem, ale przecież nie możesz do końca życia siedzieć i użalać się nad soba. - odwróciłam wzrok, patrząc teraz w okno.
- Skąd niby wiesz, co czuję? - usiadł teraz plecami do mnie, opierając łokcie o kolana - Pogodziłaś się z Wroną i jesteście szczęśliwi. W sumie to było pewne, że się pogodzicie. - wybełkotał, przełknęłam głośno ślinę.
- Pamiętasz Filipa?- zapytałam, choć i tak znam odpowiedź.
- Tak. - obrócił się lekko w moją stronę. Ja zaś szybko uciekłam wzrokiem, na swoje dłonie, żeby tylko na niego nie patrzeć.
- Wmówiłam wam, ze go nie kochałam i dlatego się rozstaliśmy. Naprawdę to mnie zdradził. - powiedziałam beż większych emocji. Już nie reagowałam na to w żaden sposób. - Zdradził mnie i to jeszcze z najlepszą przyjaciółką. Nie mówiłam Wam o tym, bo nie miałam na to siły i ochoty. Poza tym im osób wie tym lepiej. - wzruszyłam ramionami. Wstałam z miejsc, stając tyłem do siatkarza. oparłam się przedramieniem o parapet i wpatrywałam się w spalskie lasy. - Też, tak jak ty, udawałam przed wszystkimi, że jest w porządku. Że wcale mnie nic nie dotknęło. A tak naprawdę załamałam się, straciłam wtedy dwie mi bliskie osoby. Zadawałam sobie te same pytania co Ty. "Co takiego zrobiłam źle?" I wiesz co? - pociągnęłam cicho nosem i dłonią wytarłam mokry policzek - Doszłam do wniosku, że to nie ja popełniłam błąd tylko on. Przecież to on skoczył w bok, nie ja. - powiedziałam przez płacz. Winiarski znalazł się przy mnie i przytulił. - Wiec proszę Cię, nie zadręczaj się, bo tylko szkoda twoich nerwów.
- Mała nie płacz. - wyszeptał, pocierając moje ramię - Nie wiedziałem, ja...
- Skąd mogłeś wiedzieć, to moja wina. - podniosłam lekko kąciki ust do góry, skubiąc nitkę, która wystawała z bluzki siatkarza. - Powiedziałam Ci to nie bez powodu. Wiem, że jak pogadasz z kimś, kto ma takie same problemy to jest Ci lepiej. - odparłam.
- Dziękuję. - przytulił mnie mocniej - Ale mam jeszcze do Ciebie prośbę. - dodał, lekko mnie od siebie odchylając - Bedziesz ze mną na sali sądowej? Pomożesz mi?
- Jasne. - odpowiedziałam z uśmiechem. Winiarski odwzajemnił gest i zaraz potem rozmowa obrała inny tor. Koniec końców, ogarnęłam się troszkę, żeby nie było widać, że płakałam i wybraliśmy się razem na kolacje. Po drodze doszedł do nas Wrona oraz Kłosowie. Taką ekipą dotarliśmy na stołówkę. Każdy zajął swoje miejsce, a że przyszliśmy taką grupką, to też taką usiedliśmy. Śmiechu było co nie miara. Wrona, Kłos i Winiarski to naprawdę mieszanka wybuchowa. Wzrokiem przebiegłam po sali, żeby znaleźć Mariusza i złapać z nim kontakt wzrokowy, żeby przypomnieć mu o rozmowie, ale jak na śmierć, nie chciał na mnie spojrzeć. Po kolacji udałam się pod umówione miejsce i usiadłam sobie na podłodze, gdyż widziałam, ze Mariusz nadal męczył się z jedzeniem. Siedziałam pod tymi drzwiami z dobre dwadzieścia minut i już powoli nudziło, a co gorsza denerwowało te czekanie. Postanowiłam więcej nie marnować czasu, więc poszłam z powrotem do pokoju. Szłam korytarzem pomału, żeby jak coś spotkać Wlazłego. W pewnym momencie usłyszałam głos Mariusza z jednego końca korytarzu, więc postanowiłam iść tam i go ochrzanić za spóźnienie. Im bliżej byłam tym lepiej słyszałam z kim i o czym rozmawiam. Stanęłam za rogiem i coś podpowiadało mi, żebym najpierw podsłuchała rozmowy. Po głosach mogłam stwierdzić, że z atakującym rozmawiał Krzysztof jak i jego żona Iwona. 

 Bang, bang!
Jest kolejny, taki sobie. 
Muszę Wam coś powiedzieć:
Kocham Was!
Moje mordeczki! Mam dzisiaj super humor i sama nie wiem czym on jest spowodowany.

UWAGA!
Mam do Was taką jedną malutka prośbę. 
Jeśli to czytasz, zostaw komentarz, nie musi być to jakiś nie wiadomo jaki. Może to być kropka, buźka, litera. Byle co, po prostu chciałabym wiedzieć ile Was tu jest! 
Byłabym wam bardzo wdzięczna! 
Kocham Was!!!!

Black. 

sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 25

*miesiąc później...*

Minęło już sporo czasu od sprzeczki z Andrzejem. Do tej pory jeszcze ze sobą nie porozmawialiśmy. Może to dziwne, ale żaden z nas nie miał czasu, aby przyjechać do któregoś. Ja szukałam pracy dorywczej, żeby pomóc sobie z wydatkami i studiami. Po tygodniu znalazłam jakąś pracę w knajpce w Krakowie. Czemu w tym mieście? Dostałam ultimatum od mamy. Albo idę do Bełchatowa i utrzymuję mnie albo idę do Krakowa i radzę sobie sama. Po wielu ostrych słowach z jej i mojej strony skapitulowałam. Chociaż tyle, że dała mi na wynajęcie jakiegoś mieszkania w Krakowie... Tak, więc siedzę już prawie od miesiąca w tej miejscowości. Czy żałuję? Wyboru nie, tylko tego, że pokłóciłam się z mamą. Zawsze się dogadywałyśmy. Wracając do Andrzeja to jest już dawno w Spale. Dzwoniłam, ale nie odbierał, a gdy on oddzwaniał to ja nie mogłam odebrać, bo byłam w pracy. Chciałam pojechać do Spały, żeby z nim porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystko, ale praca mi na to nie pozwalała. Pracowałam od rana do wieczora, czasami brałam nadgodziny. W weekendy też siedziałam za barem lub chodziłam pomiędzy stolikami. Nie miałam czasu nawet na rozmowę z Mariuszem, owszem nie raz udało mi się zadzwonić i pogadać, wtedy pytał się tylko czy daję radę, czy wszystko jest w porządku. Cały czas wmawiam mu, że jest ok, a tak naprawdę nie wyrabiam psychicznie, jak i fizycznie. Po prostu nie daję rady, ale muszę to wszystko udźwigną, bo inaczej nici ze studiów, a nie mam zamiaru dawać jakiejkolwiek satysfakcji mamie, że sobie nie poradziłam.
Obudził mnie piszczący dźwięk alarmu. Niechętnie wstałam z łóżka i sunąc nogami po panelach, doczłapałam się do kuchni. Niby mam dzisiaj wolne, ale musiałam pozałatwiać pewne sprawy. Nalałam do czajnika wody i wstawiałam na gaz. Otworzyłam lodówkę i zrobiłam sobie prowizoryczne śniadanie, które składało się z dwóch kanapek z szynką, nie byłam głodna. W ogóle ostatnio mało jadałam, nie miałam na to czasu i chęci, wiem to u mnie nie jest normalne. Położyłam talerz z jedzeniem na stolik i zabrałam się za zrobienie kawy. Zalałam wrzątkiem czarny proszek i zasiadłam z kubkiem do stołu. Nie zdążyłam nawet wziąć kanapki w rękę, a usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko przebyłam drogę do drzwi i bez patrzenia przez wizjer, otworzyłam je.
- Iwona? - otworzyłam szeroko oczy. Zamrugałam kilka razy, bo myślałam, ze wzrok płata mi figle. - Cześć. Wchodź do środka. - przywitałam się po chwili przytulasem i wpuściłam Ignaczak do mieszkania.
- Przyjechałam do Ciebie nie bez powodu. - powiedziała rozglądając się po przedpokoju - Zabieram Cię do Spały. - swój wzrok skierowała na moją osobę.
- Bardzo bym chciała, ale nie mam czasu. - westchnęłam i przeszłam do kuchni. Odłożyłam moje śniadanie do lodówki, a kubek z kawą chwyciłam w obie ręce. Upiłam mały łyk. - Musze pozałatwiać kilka spraw, a nie wiem kiedy dostanę następne wolne. - usiadłam przy stoliku i wbiłam wzrok w podłogę. Męczy mnie sprawa z Wroną, to nie jest normalne. Ludzie w związku powinni utrzymywać jakikolwiek kontakt.
- Gdzie masz sypialnię? - zapytała z korytarza.
- Po lewo. - krzyknęłam zdziwiona. Szybko znalazłam się w pokoju, aby zobaczyć poczynania Iwony. - Co ty robisz? - zapytałam, gdy zobaczyłam jak grzebie mi w szafie. Wyrzuciła z niej czarną podróżną torbę, a następnie wkładała do niej ubrania. - Iwona mówiłam już, że nigdzie nie jadę. Nie mam na to czasu. - usiadłam bezwładnie na łóżku i dalej podziwiłam poczynania przyjaciółki.
- Masz czas. Właśnie teraz. - wyciągnęła do mnie obie ręce z torbą i kilkoma ciuchami na przebranie. Pokiwałam przecząco głowa, po czym wstałam i wyminęłam Ignaczak. - Justyna musisz się trochę od tego oderwać, bo w końcu wyzioniesz ducha. - poszła za mną do kuchni, po drodze w korytarzu zostawiła walizkę.
- Spokojnie nie jest ze mną aż tak źle. - uśmiechnęłam się słabo w jej stronę. Chwyciłam już zimną kawę i upiłam mały łyk. - Przepraszam. - rozłożyłam ręce bezsilna. Bardzo chciałam jechać i wszystko poukładać, ale no nie mogłam. Byłam jednym słowem uziemiona.
- Wiesz, że Krzysiek mnie powiesi, jak przyjadę bez Ciebie? - zaśmiała się i usiadła przy stoliku - Krzysiek to pół biedy, bardziej boję się Mariusza. To on mi kazał Cię przywieźć.
- Zwal wszystko na mnie. - przysiadłam naprzeciwko jej - Powiedz, że zapierałam się nogami, rękoma i jeszcze czym tam. - zaśmiałam się. Usłyszałam wibracje mojego telefonu, który leżał na bacie kuchennym. Sięgnęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. - Mariusz. - westchnęłam. Odebrałam połączenie i przyłożyłam komórkę do ucha. Nie zdążyłam nic powiedzieć,a Wlazły już zaczął swoją gadkę.
- Iwona już jest u Ciebie. - bardziej stwierdził niż zapytał - Masz z nią przyjechać do Spały. Nie słyszę żadnych jęków. Musze z Tobą poważnie porozmawiać... - wywróciłam oczami, a Iwona zachichotała.
- Hej Mariuszku Ciebie też miło słyszeć. - powiedziałam z udawaną radością.
- Justyna. - usłyszałam głębokie westchnięcie - Nie mam nastrojów do żartów.
- Ja też nie. - przyznałam - Dlatego przepraszam Cię, ale nie teraz. Mam kilka spraw do załatwienia. Nie mogę przyjechać. - powiedziałam na jednym wdechu. Zanim cokolwiek powiedział, zakończyłam połączenie. Spojrzałam na Iwonę i wzruszyłam ramionami. - Możesz jechać. - uśmiechnęłam się do przyjaciółki. - Na pewno tęsknisz za Krzychem. - podniosłam lewy kącik ust do góry wbijając wzrok w kubek z kawą.
- A Ty za Andrzejem. - usłyszałam, podniosłam wzrok. Iwona siedziała z założonymi rękoma i wpatrywała się we mnie z cwaniackim uśmieszkiem. Trafiła w sedno. Tęskniłam za nim. Ten cholerny ponad dwumetrowy facet uzależnił mnie od siebie przez te kilka tygodni. Brakowało mi go i to cholernie, ale nie mogłam pojechać. Nie teraz kiedy mogę spełnić jedno marzenie.
- Nawet nie wiesz jak. - westchnęłam zrezygnowana - Jedź już. - powiedziałam i wstałam.
- Już mnie wyganiasz? - zapytała ze śmiechem wstając.
- Wiesz za kilka minut mam spotkanie, więc tak. - podzieliłam jej humor. Pożegnałam się z Iwoną i kazałam jej pozdrowić chłopaków. Gdy zamknęłam drzwi za żoną libero, poszłam do łazienki jako tako się ogarnąć. Po niespełna 20 minutach wyszłam z pomieszczenia. Od razu w oczy wpadła mi czarna torba leżąca na środku przedpokoju. Przygryzłam dolną wargę, przez kilka minut patrzyłam na nią z zawahaniem. Koniec końców chwyciłam ją i otworzyłam drzwi do pokoju. Rzuciłam ją z hukiem do środka. Złapałam torebkę, po czym sprawdziłam w niej czy mam wszystko i wyszłam z domu.
 Z wyśmienitym humorem wróciłam do mieszkania. Zamknęłam za sobą drzwi. Torebkę rzuciłam na komodę w przedpokoju i przeszłam do pokoju. Padłam na łóżko z uśmiechem i wpatrywałam się w sufit. Nagle coś mnie tknęło i chwyciłam telefon, który zostawiłam w mieszkaniu. Jednak wszystkiego nie zabrałam. Z chwilą, gdy odblokowałam telefon wiedziałam, że mam dosłownie przerąbane u niejakiego Mariusza. Ponad dziesięć nieodebranych połączeń. Cmoknęłam pod nosem z krzywą miną.
- No Justyna przejebałaś sobie. - powiedziałam na głos sama do siebie i zaśmiałam się pod nosem. Bardzo chciałabym zobaczyć minę Mariusza, gdy Iwona przyjechała do ośrodka beze mnie. Usiadłam na łóżku i wzrok znowu przykuła torba. - Składanowska jesteś rąbnięta. - pokiwałam głową na boki i niczym struś pędziwiatr złapałam bagaż i wyleciałam z bloku. Wpadłam na dworzec i jak się okazało za niedługo miałam autobus. Kupiłam bilet i grzecznie czekałam. Telefon dzwonił jeszcze jakieś dwa, trzy razy, ale potem przestał.
- Kogo moje oczy widzą. - usłyszałam, a po chwili poczułam jak ktoś koło mnie siada. Bardzo blisko siada. Wystraszona podniosłam wzrok, zamarłam. Szybko odsunęłam się na bezpieczną odległość. - Co taka strachliwa? Już nie pamiętasz, jak sama się do mnie przybliżałaś? - przysunął się. Poczułam obleśny oddech na kark. Jego z pewnością nie chciałam spotkać.
- Cze... Czego chcesz? - starałam się, żeby mój głos nie zadrżał, co było trudne, bo w środku zbierało się na płacz.
- Pogadać. - powiedział pewny siebie i wyciągnął nogi. Lewą rękę położył na oparciu, a tym samym objął moją szyję. Na pewien czas mnie sparaliżowało, ale zaraz po tym szybko wstałam.
- Spieszę się. Przykro mi. - zabrałam torbę i biegiem ruszyłam na odpowiedni podjazd, gdzie przyjedzie mój autobus. Miałam szczęście, bo pojazd już stał. Po ukazaniu kierowcy biletu zajęłam miejsce. Wzięłam głęboki oddech i przełknęłam ślinę. Coś w środku kazało mi się spojrzeć w okno i to był błąd. Stał tam oparty o ścianę i wpatrywał się we mnie bez większej krępacji. Jego cwaniacki uśmiech, który kiedyś tak uwielbiałam działał mi tym razem na nerwy. Posłał mi buziaka i pomachał, po czym odszedł. Mocno zacisnęłam powieki, żeby się nie rozpłakać. Postanowiłam o tym nie myśleć. Założyłam słuchawki i odpłynęłam w swój świat muzyki.
Wysiadłam na przystanku. Wokół panowała istna cisza. Rozejrzałam się dookoła i uśmiechnęłam pod nosem. Oj dawno mnie tutaj nie było. Z torbą przewieszoną przez ramię i okularami przeciwsłonecznymi na nosie szłam w odpowiednim kierunku. Przynajmniej mi się tak wydawało. Wydarzenie na dworcu cały czas krąży mi po głowie. Czego on chciał? Minęło już trochę czasu i nagle się tak pojawił znikąd. Czy on w życiu sobie nie odpuści?
- Justyna nie dramatyzuj. Chciał tylko pogadać. - powiedziałam na głos i pokiwałam głową na boki, żeby odgonić złe myśli. Majowe słońce dawało już o sobie znać. Wiosenny wiatr podwiewał od czasu do czasu moją sukienkę. Uśmiechnęłam się pod nosem kiedy przechodziłam obok parku, kojarzą mi się z nim tylko dobre chwile. Przystanęłam na chwilę i wpatrywałam się w głąb parkowych ścieżek. Jak na taką porę dnia nie było zbyt dużo ludzi. W zasadzie udało mi się tylko zobaczyć parę zakochanych, spacerujących z zaplecionymi dłońmi. Przygryzłam nerwowo wargę. Andrzej. Muszę z nim porozmawiać. Wzięłam głęboki wdech, poprawiłam torbę, która spadała mi z ramienia i ruszyłam dalej w drogę. Z każdym dalszym metrem uświadamiałam sobie, że jestem coraz bliżej kłótni. Gdy dotarłam pod budynek, stanęłam przed nim i zmierzyłam go od góry do dołu. Nic się nie zmienił. Ta sama elewacja, żadnego dobudowania, tak samo popękany tynk. Niepewnie pchnęłam białe drzwi wejściowe. W środku, jak i na zewnątrz nic się nie zmieniło. Podeszłam do lady, za którą stała Pani Basia, nawet ona została na swoim miejscu.
- Witam Pani Basiu. - przywitałam się z uśmiechem ze starszą panią. Kobieta popatrzyła na mnie zdezorientowana i poprawiła na nosie prostokątne okulary.
- Przepraszam, a Pani to? - zapytała z powagą mi się przyglądając. Zaśmiałam się pod nosem, nie poznała mnie.
- Nie wierze, że mnie Pani nie poznała. - zdjęłam okulary przeciwsłoneczne i przewiesiłam je na dekolcie. Kobieta wydała z siebie radosny dźwięk i szybko wyszła za lady.
- Justyno! - przytuliła mnie do siebie - Dziecko drogie, ale wyrosłaś! - zaśmiała się głośno - Przepraszam, że Cię nie poznałam. Ostatnio tu byłaś wieki temu. -  powiedziała z uśmiechem.
- Nie miałam czasu, żeby przyjechać. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą i poprawiłam torbę na ramieniu. - Chciałam się zapytać o...
- Są na stołówce. Przyszłaś w samą porę, bo dosłownie przed chwilą weszli. Jak już wszyscy przyjadą ma się zacząć zebranie. - wyjaśniła mi wszystko zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
- Zebranie? - mój zdziwiony wyraz twarzy, wywołał u pani Basi głośny śmiech.
- Nie dawno to weszło. Od dzisiaj zaczyna się weekend, w którym można odwiedzić sportowców. Zostaną rozdane klucze do pokoju. Aktualnie chłopcy czekają na swoje wybranki, rodziny. - uśmiechnęła się ciepło.
- Dawno mnie tu nie było. - powiedziałam cicho po raz kolejny poprawiając torbę, która zsuwała mi się z ramienia.
- Dawno, dawno. - poklepała mnie po plecach i weszła z powrotem za ladę. - Chyba pamiętasz gdzie jest stołówka? - zapytała dla pewności. Pokiwałam twierdząco głową, po czym żegnając się z kobietą, skierowałam się w odpowiednią stronę. - W lewo! - usłyszałam krzyk starszej pani. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam w przeciwnym kierunku niż zamierzałam. Po kilku krokach znalazłam się pod odpowiednim pomieszczeniem. Było słychać głośne śmiechy i rozmowy. Po głosach mogę stwierdzić, że jeszcze nikt nie przyjechał z dziewczyn, co mnie szczerze zdziwiło, bo Iwona wyjechała prędzej ode mnie. Zrobiłam jeden krok w przód, a drzwi automatycznie się otworzyły. Cała grupa siatkarzy siedziała przy jednym stole. Od razu zauważyłam Andrzeja siedział przodem do mnie. Wyglądał na znudzonego i przygnębionego. Nie rozmawiał z chłopakami, nie śmiał się. Bez celu snuł wzrokiem po pomieszczeniu. Gdy skrzyżował ze mną spojrzenia, poderwał się szybko z miejsca z bardzo zdziwioną miną, ale z uśmiechem na twarzy. Chłopaki zaciekawieni nagłym zachowaniem Wrony obrócił się w moją stronę. Stałam tak sparaliżowana, nie wiedząc co zrobić. Wrona pomału zaczął iść w moim kierunku z radością, z tymi wesołymi ognikami w oczach, które tak uwielbiam. Nie panując nad sobą, puściłam torbę, gdzie ta z hukiem uderzyła o podłogę i biegiem ruszyłam w jego stronę. Z impetem rzuciłam mu się w ramiona, co spowodowało, że za toczył się do tyłu, a z piersi siatkarza wydobył się cichy śmiech. Nogi zaplotłam mu na biodrach, głowę schowałam w zagłębieniu jego szyi, a rękoma mocno zacisnęłam na karku. Dopiero teraz dotarło do mnie, to jak mi go brakowało. To jak tęskniłam za tym dwumetrowcem. Łzy same cisnęły mi się do oczu. Poczułam ręce środkowego na udach i ciepły oddech tuż przy uchu.
- Przyjechałaś. - wyszeptał uradowany i jeszcze mocniej mnie przycisnął do siebie. Twarz schował w moje włosy. Nie odpowiedziałam nic, tylko zacisnęłam dłonie na jego koszulce, aby dać mu znak, że zaraz się rozkleję. Wrona zaśmiał się głośno i podrzucił mnie lekko do góry. Jedną ręką trzymał mnie pod pośladkami, a w drugą chwycił moją torbę. - Ja mam czego chciałem! Do zobaczenia na kolacji! - krzyknął ze śmiechem i poczułam jak robi krok do przodu.
- Ej! A zebranie?! - dobiegł do mnie głos Karola. Dałabym sobie rękę uciąć, że połowa stołówki wpatruję się w całą tą chorą sytuację. Wrona lekko odwrócił się w stronę stołu siatkarzy.
- Wymyśl coś i weź dla niej klucz. - wesoły głos Andrzeja zabrzmiał nad moją głową. Tęskniłam za nim i musiałam tu przyjechać, żeby się o tym przekonać. Owszem, gdy byłam w Krakowie myślami krążyłam za środkowym, tęskniłam, ale nie mogę tego porównać z tym co czuję teraz. Jestem w ramionach najważniejszego mężczyzny w moim życiu i czuję jak rozrywa mi serce z tych wszystkich emocji. Nie wytrzymałam już i kilka łez pociekło z moich oczy, mocząc przy tym szyję siatkarza. - Mycha, nie płacz. - do moich uszu dobiegł szept Wrony. Uśmiechnęłam się pod nosem na sam dźwięk jego głosu.
- Wyjdźmy już stąd, proszę. - powiedziałam stłumionym głosem i jak tylko jeszcze mocniej mogłam, przycisnęłam się do ciała chłopaka. Andrzej pocałował mnie w czubek głowy, po czym zaczął iść w nieznanym mi kierunku. Po niespełna kilku minutach, usłyszałam pisk, skrzypiących drzwi. Siatkarz usiadł na czymś i odchylił mnie lekko. Zamrugałam kilka razy, aby pozbyć się łez, wpatrując się w te bladoniebieskie tęczówki.
- Czemu płaczesz? - zapytał rozbawiony. Kciukiem starł z moich polików lecące łzy, po czym oparł swoje czoło o moje.
- Sama nie wiem, jak ja wytrzymałam bez Ciebie tyle czasu. - wyszeptałam, pociągając nosem i uśmiechając się przy tym szczerze. Wrona przymknął oczy i powoli zbliżał się do moich ust, jakby bał się, że tym ruchem spowoduje moją ucieczkę. Jego miękkie wargi lekko musnęły moje, prawie tego pocałunku nie poczułam. Przejechałam zębami po dolnej wardze i zamglonym wzrokiem spojrzałam w oczy Andrzeja. Nie musiałam czekać na reakcję, środkowy wpił się delikatnie w moje usta. Rozchyliłam lekko wargi, tym samym pogłębiając pocałunek. Dłonie siatkarza z karku zsunęły się wzdłuż tali na pośladki. Złapał mnie mocno i podniósł do góry, a sam głębiej usiadł na łóżku, opierając się plecami o ścianę. Swoje palce wplątałam w perfekcyjnie ułożone włosy chłopaka. Mruknął zadowolony, gdy lekko przygryzłam jego dolną wargę. Po chwili jednak odsunął mnie lekko od siebie na odległość ramienia.
- Chyba musimy porozmawiać. - powiedział zachrypniętym głosem. Spuściłam wzrok z oczu środkowego na swoje palce, które zaczęłam nerwowo wyłamywać. Potwierdziłam jego słowa ruchem głowy i zeszłam z ud siatkarza. Usiadłam na początku łóżka, stawiając sobie poduszki między plecami, a ścianą, żeby mieć miękko. Pomiędzy nami zapadła cisza i nie zanosiło się do tego, aby któreś z nas zaczęło rozmowę. Założyłam nerwowo kosmyk włosów za ucho, patrząc lekko w stronę siatkarza. Sama nie wiem czym się tak stresowałam, jestem pewna w stu procentach, że Mariusz mu wszystko wyśpiewał.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć. - odezwał się nagle. Siedział z opartą głową o ścianę i wpatrywał się w sufit. - Z jednej strony jestem dumny i szczęśliwy, że dostałaś się do Krakowa, ale...
- Właśnie "ale" - prychnęłam z politowaniem - Kompletnie Was nie rozumiem. Skoro się cieszycie i jesteście dumni to o co chodzi? - podniosłam się z łóżka i stanęłam z założonymi rękoma naprzeciwko Wrony. Wpatrywałam się w niego wyczekując odpowiedzi. Byłam spokojna, jeszcze.
- Jesteś tam sama. - powiedział nadal na mnie nie patrząc - A wiem, że teraz jak nie zaczęłaś jeszcze studiów nie dajesz sobie rady. A później będzie tylko gorzej. - splótł swoje ręce na wysokości klatki piersiowej i zaszczycił mnie wzrokiem. Zmierzył mnie od stóp po sam czubek głowy. Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta, a mierzenie się wzrokiem pogarszało tylko sytuację. Przygryzłam od środka wargę tak mocno, że poczułam metaliczny posmak krwi. Zacisnęłam dłonie na ramionach, aby opanować nerwy.
- Skąd to niby możesz wiedzieć? - syknęłam - Nie rozmawiałeś ze mną przez miesiąc,nie miałeś ze mną jakiegokolwiek kontaktu, więc nawet nie masz pojęcia co się ze mną działo. - dodałam z wyrzutem. Andrzej napuszył się gwałtownie i przymrużył gniewnie powieki.
- Może mi wmówisz jeszcze, że to przeze mnie, ani razu nie rozmawialiśmy? - zapytał z kpiną i wstał szybko z miejsca, znajdując się naprzeciwko mnie - Kompletnie mnie olałaś, gdy dzwoniłem nie odbierałaś. I nawet nie próbuj mi wmawiać, że nie miałaś czasu, bo z Mariuszem jakoś znalazłaś czas na pogawędkę. W sumie i nawet jego zbywasz. - rzekł już najwyraźniej wyprowadzony z równowagi.
- Nie zbywam!
- Proszę Cię. - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, który był przepełniony po brzegi kpiną - Kogo Ty chcesz oszukać?! Samą siebie? Znam Cię nie od dziś, wiem że...
- Właśnie w tym rzecz, że nic nie wiesz! - krzyknęłam cała czerwona na twarzy. Denerwował mnie w tej chwili jak nikt inny.
- Wiem tyle na ile mi Mariusz mówi! A z tego wynika, że kompletnie nie dajesz sobie już rady. - bezsilnie rozłożył ramiona na boki. Podszedł do mnie, po czym chwycił mnie za barki. - Przyznaj się w końcu do tego i daj sobie pomóc. - odparł spokojnie i przytulił mnie. Zacisnęłam powieki, aż zbielały i odepchnęłam go lekko.
- Daję sobie świetnie radę i nie potrzebuję niczyjej pomocy. - wycedziłam przez zęby - Zrozumcie to w końcu.
- Czemu musisz być tak uparta? - odwrócił się do mnie plecami. Przeszedł kilka kroków, trąc palcami prawą skroń. - Nie możesz chociaż raz odpuścić? Widać, że Cię to wszystko przerasta, wykańcza fizycznie jak i psychicznie. Więc czemu udajesz, że jest inaczej? - westchnął widocznie zirytowany - Już mi nie chodzi o to, gdzie będziesz studiowała, tylko o Ciebie samą. Schudłaś, pobladłaś. Nie wyglądasz jak ta moja Justyna z przed miesiąca. Po prostu się martwię, zrozum to w końcu. - odparł bezsilnie, a ręce opadły mu bezwładnie wzdłuż tułowia.
- Niepotrzebnie. - mruknęłam i niewiele myśląc co robię skierowałam się do wyjścia z pokoju. Spojrzałam na plecy środkowego, po czym otworzyłam je i wyszłam na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Szybkim krokiem pokonywałam kolejne metry holu.
- Justyna! - wrzask Wrony z końca korytarza dobiegł do mnie z prędkością światła. Lekko odwróciłam twarz ku niemu, spojrzałam na niego pustym wzrokiem i zbiegłam po schodach. Na parterze, akurat skończyło się zebranie, a cały główny hol był zapełniony sportowcami i ich bliskimi. Z mojej piersi wyrwał się cichy jęk, gdy zobaczyłam na samym środku korytarza Mariusza i Krzysztofa. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam na przód. Przeszłam koło nich modląc się w duchu, aby żaden z nich mnie nie zobaczył. Jakimś cudem mi się to udało, więc szybko znalazłam się przy wyjściu z budynku, po czym szybko go opuściłam. Wzięłam głęboki wdech i powoli z przymkniętymi oczami wypuściłam powietrze nosem.
- Justyna. - usłyszałam męki głos. Nie obracając się mogłam wywnioskować, że to Kubiak.
- Proszę Cię, nie teraz. - wysapałam na wdechu i zaczęłam iść w stronę parku.

Perspektywa Andrzeja

- Niepotrzebnie - powiedziała, po czym usłyszałem zamykane drzwi. Bez chwili zastanowienia wyszedłem za nią.
- Justyna! - krzyknąłem w jej stronę. Spojrzała na mnie pustym wzrokiem i zbiegła na dół. - Zajebiście. - powiedziałem pod nosem i otwartą dłonią uderzyłem w ścianę.
- Co jest? - usłyszałem za sobą głos Winiarskiego. Wziąłem głęboki oddech, powoli odwracając się do kolegi z drużyny przodem.
- Powiedz mi. - odparłem, opanowując nerwy - To źle, że się martwię? - zapytałem, nie panując nad tonem swojego głosu. Michał zmarszczył brwi, analizując zapewne to co powiedziałem, by po chwili wziąć głęboki wdech.
- Czyli jednak nie przyjechała? - cmoknął rozczarowany. Winiarski jako jedyny cały czas uważał, że Justyna przyjedzie i w sumie miał rację.
- Przyjechała - mruknąłem i wróciłem do pokoju, nie chcąc rozmawiać na korytarzu. Winiar zrozumiał moje zachowanie i wszedł za mną, zajmując łóżko obok.
- To co jest? - zapytał tym razem zdezorientowany. Przejechałem dłonią po twarzy, cicho wzdychając.
- To jest, że ona nie umie odpuścić. Jest uparta i nikomu nie da sobie pomóc. - zacząłem nerwowo wyłamywać palce - Każdy kto ją dobrze zna, widzi, że nie daje już sobie rady w Krakowie. Odpycha Mariusza, odpycha Igłę.  Michał ona nawet mi nie da w jakikolwiek sposób pomóc. - jęknąłem i wstałem bezsilny. Podszedłem do okna i oparłem się o nie plecami, patrząc cały czas na sylwetkę Winiarskiego. - Mi już nie o to chodzi, gdzie będzie studiować, tylko o nią samą. Nie widziałeś jej, wygląda jak wieszak. Pobladła, schudła. Rozumiesz, schudła? Mariusz mówi, że nawet głos jej się zmienia. - wbiłem wzrok w ścianę za przyjmującym. Michał poprawił się na łóżku, milcząc przez dłuższą chwilę.
- Musisz dać jej troszkę czasu...
- Misiek proszę Cię. - powiedziałem błagalnym tonem.
- Posłuchaj! - zażądał - Minął nierówno miesiąc. Znalazła pracę, mieszkanie. Stara się być samodzielna. Przecież nikt nie powiedział, że początki są łatwe. - odparł spokojnie. Wstał z miejsca i podszedł do mnie, po czym położył rękę na moim ramieniu. - Daj jej się za klimatyzować. Do tej pory miała wszystko podane jak na tacy. Jej mama, Mariusz, Krzysiek, Ty i ja też robiliśmy z niej małą dziewczynkę, a przecież w przyszłości nikt za rączkę nie będzie jej prowadził. Rozumiem Cię, bo sam zachował bym się podobnie, ale Justyna też jednak ma rację
Widać, że zależy jej i chce pokazać swojej mamie, to jak świetnie daje sobie radę bez niej.
- Ja to wszystko rozumiem i jestem pod wrażeniem, no ale Winiar - uniosłem ręce do góry - To ją wykańcza, nie widzisz tego? - wyjęczałem.
- Da sobie radę zobaczysz - poklepał mnie po ramieniu - Rozumiem, że się martwisz, ale najgorsze co teraz możesz zrobić i właśnie w tym momencie to robisz, to brak wiary w nią. Ona Cię teraz potrzebuje. - odparł spokojnie, po czym uśmiechnął się przyjacielsko - Schowaj dumę do kieszeni i leć do niej.
- Dlaczego Justyna choć raz nie schowa tej pieprzonej dumy? - usiadłem z powrotem na łóżko. Schowałem twarz w dłonie, aby opanować nerwy.
- Dobrze wiesz jaka ona jest. - Winiarski prychnął - Jeśli Ci na niej zależy, a zależy, to sam do niej pójdziesz. - zaśmiał się.
- Nienawidzę Cię, wiesz? - pokiwałem głową na boki z uśmiechem - A powiedz mi, gdzie Daga i Oli? - zapytałem, rozluźniając się powoli
- Nie... Ona... Nie mogła przyjechać. - za jąkał się zakłopotany, drapiąc się po karku z niewyraźną miną - Wiesz przypomniało mi się, bo ja szedłem do Szampona. Na razie. - pożegnał się i wyszedł. Wziąłem parę głębszych wdechów i udałem się do głównego holu, by poszukać Justyny. Gdy się już tam znalazłem przeszukiwałem wzrokiem całe pomieszczenie, nie widząc nigdzie blondynki.
- A Ty co? Gdzie masz swoją niewiastę? - koło mnie znaleźli się uśmiechnięci od ucha do ucha Karol z Olą.
- Właśnie jej szukam. - mruknąłem, wzrokiem dalej przeczesując hol.
- A jednak kłótnia? - przyjaciel spoważniał i również przyłączył się do szukania.
- Nawet nie pytaj. - westchnąłem. Przy drzwiach zobaczyłem Mariusza i myśląc, że może ja widział podbiegłem do niego szybko. - Widziałeś Justynę?
- Nie,a nie była przypadkiem z tobą? - zapytał zdziwiony, biorąc Arka na ręce. Uśmiechnąłem się miło do chłopczyka, głaszcząc go po blond czuprynie.
- Była, ale się zmyła. - odparłem na wdechu - No nic, jak będziesz ją gdzieś widział to daj znać.
- Nie ma sprawy, ja tez muszę. z nią pogadać. - powiedział poważnie i z Pauliną poszli odnieść rzeczy do pokoju. Sam wyszedłem na zewnątrz. Rozejrzałem się dookoła i moim oczom ukazał się park, tak dobrze mi znany. Szybko tam się udałem, myśląc, że znajdę tam dziewczynę.

Perspektywa Justyny

Po kilku minutowym spacerze i uspokojeniu nerwów, usiadłam na ławce. Odchyliłam głowę do tyłu, aby wiosenny wietrzyk ocucił moje myśli. Przesadziłam, przesadziłam z tą kłótnią z Andrzejem. On ma rację, nie daję sobie rady. Kompletnie mnie to wszystko przerasta, ale przecież Wrona też nie jest święty. powinien mnie wspierać, dodawać otuchy, prawda? Wciągnęłam ze świstem powietrze do płuc, sama nie wiem czy postąpiłam dobrze. Ja już w ogóle tracę racjonalne myślenie, najchętniej rzuciłabym to wszystko w pizdu i wyjechała. Uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie wakacji w Miami, tam było genialnie!
- Przepraszam Panią. - usłyszałam koło siebie, a ten głos był bardzo mi znajomy. Otworzyłam oczy i spojrzałam na osobę obok. Zamrugała kilka razy, po to aby uświadomić sobie kogo mam przed oczami. - Coś, coś się stało? - zapytał zdziwiony. Pokręciłam głową na boki i wstałam. Jak mogłam o nim zapomnieć!
- Nie, nie nic. - wyjąkałam poprawiając sukienkę. Odwróciłam się szybko i zaczęłam iść w nieznaną mi stronę.
- Justyna? - zapytał z niedowierzaniem. Złapał mnie za ramię i odwrócił przodem do siebie, po czym zdjął okulary przeciwsłoneczne z mojego nosa. Cała znieruchomiałam, kompletnie nie widziałam co się ze mną dzieję. Dopiero po chwili przybrałam gniewny wyraz twarzy. - Porozmawiaj ze mną. - poprosił spokojnym głosem, tym który zawsze uwielbiałam.
- Nie mam na to ochoty. - warknęłam i wyminęłam go, lecz ten jednak złapał mnie za nadgarstek.
- Wiem, ze mnie unikasz. - powiedział - Ale proszę Cię daj mi to wszystko wyjaśnić. - spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Patrzyłam w jego oczy z bólem wymalowanym na twarzy. Wyrwałam rękę z jego uścisku i oddaliłam się o jeden krok.
- Zostaw mnie w spokoju Bartek. - wycedziłam przez zęby, po czym szybko oddaliłam się od siatkarza.



Nie wiem czy wróciłam, nie wiem czy to jest dobre, nie wiem czy ten blog się nadaje.
Powrotem to nie można nazwać.
Nie można też nazwać to coś na górze rozdziałem.
Napisałam, bo coś mi w głowie zaświtało, a żeby o tym nie zapomnieć, chwyciłam za klawiaturę.
W sumie to nic więcej do powiedzenie, nie mam. 
Coś w tym jest, ale co?
Pozdrawiam. Black. :*

środa, 2 marca 2016

Blog zawieszony...

Niestety przyszedł ten moment. Myślałam, że obejdzie się bez tego, ale wszystko na to wskazuje.
ZAWIESZAM BLOGA.
Powodów jest dużo:
Mało czasu, brak weny, mało komentarzy pod rozdziałami...
Komentarze motywują mnie do dalszego pisania, a jak ich jest ledwo dwa, to myślę, że w ogóle się do tego nie nadaję. ( i chyba sie nie nadaję )
Bloga zawieszam na CONAJMNIEJ pół roku. Może jak coś przyjdzie mi do głowy, to wrócę szybciej.  :D
Przepraszam Was bardzo!!!
Black.

środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 24

 *Tydzień później...*

Perspektywa Mariusza

Siedziałem z Winiarskim w kuchni i przez aneks co chwila spoglądałem na Arka. Po rozmowie z Justyną, która zadzwoniła jeszcze przed wylotem, pobiegł bawić się w salonie. Usiadłem w końcu naprzeciwko przyjaciela, ale tak abym mógł mieć oko na małego.
- I jak sytuacja z Dagą? - zapytałem po chwili, gdy Michał wpatrywał się bez żadnych emocji w kubek z kawą.
- Nijak. - westchnął - Nie mam odwagi iść do tego cholernego prawnika, a co gorsza nie mam odwagi wznieść pozew o rozwód. - spojrzał na mnie i uśmiechnął się krzywo - Najgorsze jest to, że nie mogę w żaden sposób zobaczyć się z Antkiem i Olim. - upił łyk napoju. Był spokojny, aż za spokojny jak na niego. - A co jeśli zabroni mi całkiem się z nimi widywać? Przecież jestem siatkarzem, moje życie jest cały czas na walizkach. Ja już nie wiem co mam robić... - powiedział cicho i przeczesał włosy ręką.
- Ja Ci powiem co masz zrobić. - oparłem się o oparcie krzesła i zaplotłem ręce na wysokości klatki piersiowej. Winiarski spojrzał na mnie wyczekująco. - Pójdziesz w najbliższym czasie do prawnika i ja Cię z tym przypilnuję. Dowiesz się wszystkiego co możesz zrobić w sprawie Antka i Oliego. Nawet jeśli jesteś siatkarzem to możesz się widywać z własnymi dziećmi. Niepotrzebnie wymyślasz jakieś historie... - tylko tyle zdążyłem powiedzieć, bo zadzwonił dzwonek do drzwi. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na Winiarskiego. Podniósł ramiona w górę na znak, że nic nie wie. Westchnąłem cicho i udałem się otworzyć drzwi. Nie spoglądając przez judasz, otworzyłem je i spojrzałem na gościa, który mnie odwiedził.
- Witam. Szukam Justyny Składanowskiej. Mam dla niej list. - mężczyzna z torbą przewieszoną przez ramię spojrzał na mnie znad szkieł okularów. Ponownie zmarszczyłem brwi, jakim cudem list dotarł tu, a nie do jej własnego domu?
- Musiała zajść jakaś pomyłka. Justyna tu nie mieszaka. - powiedziałem ze spokojem.
- Tak domyślałem się. Został on przesłany z tego adresu, na ten. - pokazał mi coś w swoim notesie i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. - Więc jest Pani Justyna? - zapytał ponownie.
- Nie ma. jest na wakacjach, ale mogę to za nią odebrać. - westchnąłem. Co ona mnie znowu wrabia.
- Świetnie. Proszę tu podpisać. - zrobiłem to o co mnie poprosił i odebrałem list - Dziękuje bardzo. Miłego dnia. - uśmiechnąłem się tylko kiwnąłem głową. Wszedłem do środka nogą zamykając drzwi i przeszedłem do kuchni. Usiadłem na tym samym miejscu co kilka minut temu i przyglądałem się kopercie. Był od jakiegoś uniwersytetu.
- Co tam masz? - koło mnie zaraz pojawił się Michał i przez ramie spoglądał na list.
- List dla Justyny od jakiejś uczelni. - wymamrotałem - Pewnie tej z Bełchatowa. No to jestem ciekaw czy ją przyjęli. - zaśmiałem się i zacząłem otwierać list.
- Nie sądzisz, że ona sama powinna to otworzyć? - usłyszałem głos Winiarskiego. Podniósł jedną brew do góry.
- No dobra. W sumie i tak pewne jest to, że ją przyjmą. Tak zdanej matury to ja jeszcze nie widziałem. - ponownie się zaśmiałem. Odłożyłem kopertę na stół i chwyciłem kubek z kawą. Upiłem łyk napoju. Winiarski usiadł naprzeciw mnie i przyglądał się białej i prostokątnej kopercie.
- Dobra otwieraj to, bo nie wytrzymam! - pisnął zachwycony. Zaśmiałem się głośno. Wiedziałem, że długo nie wytrzyma, w sumie to tak jak ja. Pośpiesznie otworzyłem list i zacząłem czytać. - Czytaj na głos! - zarządził Michał.
- Na podstawie artykułu... Bla, bla, bla... Niniejszym potwierdzamy kandydaturę Pani Justyny Składanowskiej oraz kwalifikację... - przeczytałem głośno i usłyszałem pisk przyjmującego. Wyrwał mi z rąk kartkę. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Mariusz, ale to nie jest list z Bełchatowa. - przyjaciel pomachał mi świstkiem papieru przed oczami - To jest z Krakowa. Z Instytutu Fizjoterapii Uniwersytetu Jagiellońskiego. - przeczytał dokładnie. Spojrzałem na niego jak na idiotę. - No spójrz sam. - podał mi list.
- O kurwa. - szczęka mi opadła. Faktycznie tam było napisane czarno na białym. Spojrzałem z niedowierzaniem na Miśka. - Wiedziałeś coś o tym? - wskazałem na kawałek papieru. Byłem jednocześnie dumny i zły. Utajniła to wszystko przede mną.
- Skąd! Jestem tak samo zaskoczony jak ty! - powiedział i chwycił kartkę w dłonie, po czym dla pewności przeczytał każde zdanie. Padł na krzesło i uśmiechnął się szeroko. - To nam się Justyna udała, co? Wredna małpa! I, że nie pisnęła nawet słówkiem! - zaśmiał się.
- No to sobie z nią porozmawiam. - powiedziałem sam do siebie i spojrzałem na Arka - Młody ubieraj się! - zawołałem. Michał spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Co ty kombinujesz? - zaplótł ręce na klatce piersiowej i oparł się prawym ramieniem o framugę drzwi. Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Tatuś gdzie jedziemy? - podbiegł do mnie Arek i złapał mnie za nogę. Poczochrałem mu blond włosy i kucnąłem, aby móc być z nim twarzą w twarz.
- Zrobimy niespodziankę Justynie, co? - mały po usłyszeniu moich słów wtulił się w moją szyje.
- Jadę z Wami nie mogę tego przegapić. - zaśmiał się Winiarski i podreptał za nami do samochodu. Wysłałem Paulinie SMS i wyruszyliśmy w drogę.

Perspektywa Justyny

Podobnie, jak tydzień temu siedziałam na niewygodnym, metalowym krześle. Z tym, że koło mnie siedział niejaki Andrzej Wrona. Miał zamknięte oczy, jego klatka unosiła się miarowo. Włosy dokładnie ułożone, kilkudniowy zarost dodawały mu tylko uroku. Wpatrywałam się w niego jak obrazek. Dość często łapałam się na tym, że myślałam o tym co by było gdyby... Jestem niezłą szczęściarą. Przyjaźń z jednym z najlepszych atakujących na świecie, która nie oszukujmy się zaczęła się przypadkowo. Sama się dziwię, jak ona mogła tyle przetrwać. Dzieli nas spora ilość wieku. Mamy różne charaktery, nie we wszystkim się zgadzamy, a przede wszystkim ja w porównaniu do niego jestem niedoświadczona w życiu. Uśmiechnęłam się pod nosem, wspominając nasze pierwsze spotkanie, to jak poznałam chłopaków. Wszystko działo się jakbym była w jakimś śnie.
- Gapisz się na mnie. - z rozmyśleń wyrwał mnie niski głos środkowego. Nadal miał zamknięte oczy, a na twarz wpełzł mu delikatny uśmiech. Objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie. - Krępuje mnie to. - wyszeptał mi na ucho. Nie wiem czemu, ale zrobiło mi się momentalnie gorąco. Przygryzłam dolną wargę i schowałam twarz w zagłębiu jego szyi, aby ukryć rumieńce na policzkach. Andrzej zaśmiał się cicho i mocniej mnie do siebie przytulił, całując w czoło. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilkę, aby potem wstać i ruszyć w kierunku samolotu. Gdy już zajęliśmy swoje miejsce po raz ostatni spojrzałam przez okienko i przełknęłam ślinę.
- Nie będzie tak źle. - usłyszałam głos środkowego, a zaraz po tym poczułam jak łapie mnie za rękę, aby dodać mi otuchy. Posłałam mu tylko słaby uśmiech i wtuliłam się w jego ramię. Chciałam, wręcz próbowałam zmusić się do spania. Wszystkie próby kończyły się fiaskiem. W pewnym momencie samolotem trzęsło, a ja wydałam z siebie cichy pisk. Wbiłam się w fotel, zaciskając powieki jak mocniej umiałam w duchu modląc się o przeżycie. - A tobie co? - usłyszałam rozbawiony głos Wrony. Otworzyłam jedno oko, ale zaraz je zamknęłam, wprawiając Andrzeja w jeszcze większe rozbawienie.
- Spadamy, prawda? - spytałam cicho z przerażeniem. Siatkarz zaśmiał się głośno, sprawiając, że kilku pasażerów obróciło się w naszą stronę.
- Głupia, to tylko lekkie turbulencje. - objął mnie ramieniem i  przyciągnął do siebie, po czym pocałował w skroń - Możesz otworzyć oczy. - powiedział gryząc się w język, aby się nie roześmiać. Głośno wypuściłam powietrze z płuc i mocniej wtuliłam się w jego tors. Kantem oka spojrzałam w stronę Wojtka, siedział po naszej prawej z jakąś dziewczyna, co chyba była zawziętą fanką siatkówki, bo zachwycała się nim jakby był co najmniej jakimś bogiem. Zaśmiałam się cicho w klatkę piersiową środkowego i przymknęłam oczy, wdychając perfumy siatkarza. Długo wyczekiwany sen przyszedł bardzo szybko. Jak przez mgłą pamiętam drogę do samochodu, a tam bardziej do domu. Ocknęłam się dopiero, gdy wjeżdżaliśmy na podwórko. Zdziwiło mnie auto Mariusza, stojące obok garażu. Rozciągnęłam się, gdy wysiadłam z pojazdu i otworzyłam bagażnik, aby wytargać z niego torbę. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, Andrzej wyciągnął wspomnianą rzecz i szedł kierunku domu. Zaśmiałam się w duchu, przyjdzie do tego, że nawet nie będę mogła sama iść.
-  Jak tam lot? - spojrzałam na Wojciecha i próbowałam się nie roześmiać.
- Nic nie mów. - powiedział zirytowany - Ta laska była nadzwyczaj dziwna. - zaśmiałam się tylko.
- Nie idziesz? - zapytałam, gdy siatkarz nie wyszedł nawet z samochodu.
- Poczekam na niego tu. - uśmiechnął się. Prychnęłam rozbawiona i uciekłam. Wpadłam na korytarz i od razu spotkałam się z Arkiem i moim bratem Jasiem.
- O cześć urwisy! - potargałam jednemu i drugiemu włosy. Pisnęli, odskakując w bok, ale zaraz się przytulili. Krzyknęli krótkie "Hej!" i pobiegli do salonu. Zmarszczyłam brwi, ale nic nie mówiąc ruszyłam za nimi. W pomieszczeniu zastałam moją mamę, ojczyma, Mariusza, Michała i Andrzeja. Ten ostatni trzymał jakąś kartkę papieru i wczytywał się w sens wypowiedzianych zdań. Spojrzałam na Mariusza, ale ten tylko prychnął i posłał mi spojrzenie typu: "Policzymy się później".  - Coś się stało? - zapytałam w końcu, przeskakiwałam wzrokiem na każdą osobę, znajdującą się w pomieszczeniu.
- Może zechcesz nam to wytłumaczyć? - odezwał się Andrzej, podsuwając mi pod nos kartkę papieru, którą niedawno czytał. Chwyciłam ją i ze zrozumieniem wczytałam się w tekst. Z każdym zdaniem, mój uśmiech rozszerzał się co raz bardziej. W końcu nie wytrzymałam i zaczęłam piszczeć oraz skakać z zadowolenia. Usłyszałam śmiech Winiarskiego, po czym podszedł do mnie i mocno uściskał. Spojrzałam na pozostałe osoby, ale nikt nie kwapił się do tego, aby coś powiedzieć.
- Nie cieszycie się? - spytałam niepewnie. Myślałam, że gdy postawię ich przed faktem dokonanym to zmienią zadanie, ale chyba się przeliczyłam.
- No chyba nie myślisz, że pozwolę Ci jechać na studia do Krakowa! - głos zabrała moja rodzicielka. Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam w jej stronę. Byłam przygotowana na wszystko. - Umawiałyśmy się, że Studiujesz w Bełchatowie! Nie ma mowy o żadnym Krakowie!
- Michał weź chłopaków do drugiego pokoju. - poprosiłam i uśmiechnęłam się do niego. Chyba tylko on był ze mnie dumny. - Niby czemu?! - lekko podniosłam głos, gdy Winiarski zniknął z dzieciakami za drzwiami. - Bo nie byłabym pod kluczem?!
- Nie tym tonem. - usłyszałam głos mojego ojczyma. Puściłam to mimo uszu i dalej wpatrywałam się w mamę, wyczekując odpowiedzi.
- Idziesz studiować do Bełchatowa! Tam Mariusz będzie Cię pilnował. - powiedziała, nie zwracając uwagi na wcześniej zadane pytanie.
- Nie mam pięciu lat! Nie potrzebuję niańki! - ponownie się uniosłam, ale to chyba było zrozumiałe w tej sytuacji.
- Nie tym tonem młoda damo. - po raz drugi usłyszałam ojczyma. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam na niego.
- Ty się w ogóle w to nie mieszaj. - wysyczałam zaciskając dłonie w pięści - Nie jesteś moim ojcem.
- Justyna! - zawołała moja mama z absurdem.
- A może jest?! - zwróciłam się w jej stronę i wyciągnęłam w górę ręce. Już wiedziałam, że wyniknie z tego kłótnia to nie byle jaka. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech, aby choć trochę się uspokoić. - Mamo. - zmusiłam się na spokojny ton - Wiem, że się wszyscy martwicie, ale ja mam 20 lat i chyba mogę decydować już o swoim życiu...
- Nie, dopóki jesteś na moim utrzymaniu. - przerwała mi - Idziesz na studia w Bełchatowie i koniec dyskusji.
- Myślałam, że się ucieszysz. Sama nawet przesłałaś ten list do Mariusza, abym mogła go szybciej odczytać. - powiedziałam z wyrzutem. Trochę mnie zabolało, nawet nie dała mi odczuć tego, że jest ze mnie dumna.
- Bo głupia myślałam, ze jest z bełchatowskiej uczelni! - prychnęła i założyła ręce na piersi - Dzisiaj, gdy przyjechał Mariusz i pokazał mi ten list zorientowałam się. - po usłyszeniu tych słów, spojrzałam na Wlazłego ze niedowierzaniem. Nawet on, przyjaciel był przeciwko mnie.
- Rozumiem, że u ciebie wsparcia nie mam? - zapytałam z wyrzutem.
- Justyna zataiłaś to przede mną. Jak niby miałem się zachować? - załamał ręce i cicho westchnął - I dobrze wiesz, że jestem za tym, abyś była pod moją opieką. Był bym o Ciebie bardziej spokojniejszy.
- Mam 20 lat do cholery! - krzyknęłam - Zrozumcie wreszcie, że wiecznie nie możecie prowadzić mnie za rączkę! Chcę być samodzielna, podejmować różne rzeczy SAMA. Jak myślicie, po której uczelni będę miała większe wykształcenie? Szybciej znajdę pracę, z którym świstkiem, tej po Krakowie, czy tej po Bełchatowie? - zapytałam patrząc na każdą osobę z kolei - No właśnie. - prychnęłam, gdy nikt nie miał zamiaru się odezwać - A jeśli tak wam zależy na tym, żeby nic mi się nie stało, to Krzysiek ma do Krakowa godzinę. - rzuciłam na odchodne. Spojrzałam jeszcze na mamę, która trochę pobladła i wyszłam. Usiadłam na huśtawce przed domem w ręku nadal trzymając kartkę z uczelni. Trochę pognieciona z tych wszystkich emocji, ale nadal czytelna. Uśmiechnęłam się pod nosem. Udało mi się dostać do jednej z najlepszych uczelni w Polsce, tylko szkoda, że nikt nie jest z tego faktu zadowolony. Wzięłam głęboki oddech i lekko zaczęłam się bujać. Zabolało. Zabolało, to że we mnie nie wierzą. Nie odczułam od żadnego z nich, że są dumni, no może tyle co Michał.
- Nie pomyślałaś o mnie? - usłyszałam głos Andrzeja - O nas? - zadarłam głowę, aby móc na niego spojrzeć. Stał z rękoma w kieszeni i patrzył na mnie z dziwnym błyskiem w oku.
- Wtedy nie byliśmy jeszcze razem. - powiedziałam i z powrotem opuściłam głowę. Nogą zaczęłam kopać w ziemi, mając nadzieję, że chociaż on zrozumie moja postawę.
- Chodzi mi o teraz. Gdyby Ci zależało zostałabyś w Bełchatowie, przy mnie. - kucnął, po czym złapał mój podbródek i pociągnął w górę, żebym na niego spojrzała.
- Andrzej... - westchnęłam - Zależy mi. Cholernie mi zależy, tylko zrozum mnie. Ja też chcę coś w życiu osiągnąć. Mam szansę na studiowanie w jednej z najlepszych uczelni w Polsce i mam z tego wszystkiego zrezygnować dla Ciebie? - zapytałam spokojnie. Wrona gwałtownie się wyprostował.
- Po tym co teraz powiedziałaś, to nie wiem czy Ci zależy. - rzucił z wyrzutem. Wypuściłam głośno powietrze i stanęłam naprzeciwko niego.
- Jestem ciekawa, jak gdybyś dostał propozycję grania w jakimś lepszym klubie, patrzał na to czy będziemy od siebie daleko. - założyłam ręce na piersi i spojrzałam na niego z przymrużeniem oczu.
- Nie mieszaj w to wszystko siatkówki. To jest całkiem co innego. - pokręcił głową.
- Jak co innego?! - pisnęłam i uniosłam ręce w górę - Wy w ogóle siebie słyszycie?
- Justyna... - podszedł do mnie bliżej i chciał złapać za ręce.
- Wiesz co? Jak dalej chcesz mnie przekonać do Bełchatowa to lepiej jedź. - wyszeptałam, po czym odwróciłam głowę, aby na niego spojrzeć.
- Słucham?
- Jedź. - powtórzyłam głośniej. Usłyszałam tylko oddalające się kroki, a potem silnik samochodu. Usiadłam na ziemi i plecami oparłam się o ścianę. Schowałam twarz w dłonie i bardzo głęboko westchnęłam. - Jesteś głupia Justyna. Nie ma jak wyrzucić własnego chłopaka. - powiedziałam sama do siebie i zaśmiałam się nerwowo. Siedziałam tak już dłuższą chwilkę. Nie miałam siły wrócić do domu i wysłuchiwać gadania mamy, czy Mariusza. Wstałam, otrzepałam spodnie i udałam się na spacer po pobliskim lesie. Musiałam pobyć sama, pomyśleć dokładnie nad tym wszystkim. Włożyłam dłonie do tylnych kieszeni i powolutku, włócząc nogę za nogą. Nigdzie mi się nie spieszyło. Wydeptaną ścieżką przez zwierzynę doszłam na małą polanę. Od małego tu przychodziłam, to było moje miejsce do medytacji, uspokojenia się, to było oderwanie się od rzeczywistości. Ukrywałam się tu przed wszystkim. Usiadłam na miękkiej trawie, oparłam się o pień wielkiego dębu, po czym zamknęłam oczy i wsłuchałam się w śpiew ptaków. Momentalnie całe spięcie zeszło, a zastąpił je relaks. Sama nie wiem ile czasu siedziałam na tej polance, całkowicie straciłam rachubę czasu, a mój rozładowany telefon nie polepszał sytuacji. Tak, więc gdy zaczynało robić się chłodno i słońce zachodziło za linie horyzontu, postanowiłam wracać. Podniosłam się ociężale z ziemi i krótszą drogą poszłam w stronę domu. Skrzywiłam się lekko, gdy zauważyłam, że auto Wlazłego nadal stoi obok garażu. Nie chciało mi się wchodzić do domu, bo przez okno widziałam jak wszyscy siedzą w kuchni i wyczekują mojego przyjścia. Chwyciłam za klamkę, wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Omijając pomieszczenie wypełnione bliskimi, poszłam do swojego pokoju. Walnęłam się na łóżko, podłożyłam ręce pod głowę i wpatrywałam się w biały, jak śnieg sufit. Nie myślałam o niczym, tak bez większych ceregieli wpatrywałam się w ten pieprzony sufit. Zagryzłam nerwowo wargę, gdy usłyszałam ciche pukanie, wiedziałam, że to Mariusz. Miałam takie przeczucie. Może, jak będę siedziała cicho to odpuści i da mi spokój? Taa, dobre sobie.
- Wiesz, że unikanie i obrażanie się nic nie da. - usłyszałam głos przyjaciela, a zaraz po tym dźwięk zamykanych drzwi. Nie miałam nawet ochoty spojrzeć w jego stronę. Poczułam, jak materac ugina się pod jego ciężarem. Jednym ruchem przesunął mnie pod ścianę, a sam położył się koło mnie. - Ciekawy ten sufit. - powiedział po chwili. Wypuściłam głośno powietrze z ust i uśmiechnęłam się pod nosem. - Nie przyszedłem do Ciebie po to, żeby prawić Ci kazania. Choć, wiesz jakie jest moje zdanie. - przerwał i obrócił się w moją stronę - Spójrz na mnie. - zażądał. Nie chętnie przeniosłam wzrok na niego. Podniosłam brwi do góry, wyczekując na jego monolog. Niby mówił, że nie przyszedł prawić kazań, ale i tak dopnie swego i powie mi co mam zrobić. - Dobra, jak masz patrzeć na mnie takim wzrokiem, to lepiej wpatruj się w ten sufit. - wymamrotał i usiadł pod ścianą biorąc moje nogi na kolana - Wiem, że Ci nie przemówię do rozsądku, że i tak dopniesz swego i pójdziesz na te studia do Krakowa. Za dobrze Cię znam. Staniesz na głowię, żeby zakończyć je z największym wynikiem. Tak, jak było z matura. - uśmiechnął się pod nosem - Pewnie myślisz, że nie jestem z ciebie dumny, że się nie ciesze. - spojrzał w moją stronę i przygryzł dolną wargę w uśmiechu - Muszę Cię rozczarować. Jestem cholernie dumny, gdyby nie fakt, że nie będę miał na Ciebie oka to nawet skakałbym pod sam sufit. Byłem zły, nie zaprzeczam, ale po tym co powiedziałaś w salonie to zmieniłem zdanie. Rozjaśniłaś mi całą sytuację. - przyznał i klepnął mnie w udo, abym na niego spojrzała. Podniosłam w głowę z przymrużeniem oka i podniosła jeden kącik ust do góry.
- Ale? - dźwignęłam ciało do pozy siedzącej, po czym założyłam ręce na piersi. U niego nie ma tak prosto, jakiś haczyk jest.
- Ale ciężko jest mi odzwyczaić się od Ciebie. Przez te pięć lat miałem nad Tobą taką małą władzę. Wiedziałem co robisz i miałem wszystko pod kontrolą, a teraz, gdy wyjedziesz to, ani Ty, ani ja nie będziemy mieli czasu. - westchnął - Jesteś moją małą, młodszą siostrzyczką i nawet jeśli będziesz daleko, wystarczy jeden Twój wybryk, czy jeden telefon od kogokolwiek, że coś się stało, to jestem w tym zasranym Krakowie i niezależnie od niczego najpierw złoję Ci dupsko, a dopiero potem pomogę, a jeśli to nie pomoże, zabiorę Cię do Bełchatowa i guzik mnie będzie to obchodziło, jakie studia są lepsze. - zagroził mi z uśmiechem - No chodź tu do mnie. - rozłożył swoje wielkie ramiona. Zaśmiałam się pod nosem i wtuliłam się w siatkarza. Co jak co, ale on to jest najlepszym przyjacielem jakim sobie można wymarzyć. - A teraz mów co z Andrzejem. Widziałem jak wsiadł nieźle zdenerwowany do samochodu i krzyknął coś do Włodiego i odjechali.
- No, co no. Mała kłótnia. - wzruszyłam ramionami - Zaraz wszystko wróci do normy. - wstałam i chwyciłam torbę, aby rozpakować rzeczy. Musiałam czymś się zająć, aby nie rozmawiać z Mariuszem twarzą w twarz. Usiadłam na mięciutkim dywanie, kładąc przed sobą duża czarną torbę zaczęłam wyjmować z niej ubrania, kosmetyki i inne ubrania.
- Mała kłótnia mówisz? - usłyszałam mad sobą. Kantem oka widziałam jak siada obok i bierze do ręki jakiś krem i zaciekawienie mu się przygląda. Omiotłam wzrokiem sufit i zabrałam mu z ręki moja własność. Odłożyłam ją do półki, po czym wróciłam do poprzedniej czynności ignorując Wlazłego. Wzrok atakującego wręcz mnie irytował, że aż w pewnym momencie odwróciłam się w jego stronę i rozłożyłam ręce zdenerwowana. Zachichotał cicho i wzruszył ramionami.
- No co?
- Ty już wiesz co. - kiwnął głową z uśmiechem - No mów! - zażądał.
- Jeny, miał do mnie wyrzuty, że nie pomyślałam o nim. Powiedział, że gdyby mi zależało to zostałabym przy nim w Bełchatowie. Ja mu zaprzeczyłam i powiedziałam, że na moim miejscu, gdyby dostał propozycję grania gdzie indziej od razu by poleciał. - zaczesałam włosy do tyłu i wszystkie brudne ubrania wrzuciłam do kosza na bieliznę.
- I dlatego pojechał nadąsany jak osa? - rozłożył się na łóżku. Podłożył ręce pod głowę i podniósł jedną brew do góry. Czy oni robią to specjalnie?!
- Jak wy to do kurwy nędzy robicie? - padłam na pufę w drugim końcu pokoju.
- Ale co? - tym razem zmarszczył brwi, w tym robiąc śmieszną minę. Machnęłam ręką z głębokim westchnieniem. - Nie zmieniaj tematu! - dostałam poduszką w twarz. Spojrzałam złowrogo na Mariusza i pokręciła głową. On zaś zakrył usta i próbował powstrzymać napad śmiechu, co mu marnie wyszło, bo kilka sekund później wybuch głośnym śmiechem. Szybko wstałam, pobiegłam do znajdującej się naprzeciwko łazienki i chwyciłam jakąś miskę, która się tam znajdowała. Nalałam w nią wody i z powrotem nie roniąc ani kropli wpadłam do pokoju. Jednym zamaszystym ruchem, zanim siatkarz zdążył cokolwiek zrobić, wylałam na niego całą zawartość naczynia. Wstał jak poparzony i skacząc, krzyczał niecenzuralne słowa. Teraz to ja dławiłam się śmiechem, wręcz płakałam. Uwielbiam to robić! Jak strzała wyleciałam z pokoju i pognałam do salonu.
- Misiek ratuuuj! - pisnęłam i schowałam się za przyjmującym - Mariusz chce mnie zabić! - krzyknęłam zrozpaczona, nadal się śmiejąc. Zanim Michał zdążył cokolwiek powiedzieć do pomieszczenia wpadł Wlazły. Wzrokiem rozglądał się dookoła, a gdy mnie zobaczył szedł w moją stronę. Chwyciłam Winiara za koszulkę i ciągnęłam za sobą, jakby był moją tarczą, w zasadzie to nią był. Gdy natrafiłam na ścianę, wychyliłam się za Michała i błagalnym wzrokiem spojrzałam na Mariusza. - Ko-cham Cię? - powiedziałam słodko i skuliłam się z powrotem. Przyjmujący wyciągnął ręce tak, żeby mnie ochronić.
- Nie przejdziesz! - krzyknął i tupnął nogą, aby choć trochę upodobnić się do Gandalfa z Władcy Pierścieni. Atakującemu zszedł złowrogi wyraz twarzy, a zastąpił go uśmiech. Widać było, że chciał się powstrzymać, ale jak zawsze wybuchł gromkim śmiechem. Odetchnęłam z ulgą i wyszłam za mojej żywej tarczy. Wytarłam policzki z łeż i opanowując oddech, poklepałam Mariusza po ramieniu.
- Jeszcze musisz poćwiczyć. - odparłam nadal się śmiejąc.
- Ahh, tak? - zapytał i wyciągnął do mnie ręce, po czym mocno mnie przytulił. Swoimi wielkimi łapami wcisnął mnie w mokrą koszulkę. Uniósł do góry i targał na wszystkie strony.
- Mariusz! Puść mnie! Jesteś mokry! - piszczałam i próbowałam się mu wyrwać - Fuj! No, puść mnie już! Dostałam za swoje! - pięściami biłam go w ramiona, tors, ale on był nieugięty - Maniek! - krzyknęłam. Wiedziałam, że to zadziała. Nienawidzi jak tak na niego mówię.
- Tylko nie Maniek. - pogroził mi palcem i wypuścił z objęć. Padł na kanapę ciężko dysząc, na kolana wgramolił mu się Arek, a na szyi zawiesił mu się Jaś.
- Tata, jesteś cały mokry. - rzekł blondynek i odsunął się od ojca. Razem z Winiarskim ugryźliśmy się w policzki, aby się nie roześmiać. - I jak masz teraz z nami iść pograć w piłkę? - wyjęczał. Mariusz spojrzał na mnie z cwaniackim uśmieszkiem.
- Justyna z wami pójdzie, to przez nią jestem mokry. - założył ręce na piersi.
- Ale ona nie umie grać w piłkę. - odezwał się mój braciszek i uniósł ręce do góry, jakby to było oczywiste. Przygryzłam obie wargi i podniosłam ramiona do góry, żeby dać do zrozumienia Wlazłemu, że ze mną nie wygra. Do pokoju weszła moja rodzicielka, pewnie zwołały ją do tego krzyki. Spojrzała po pomieszczeniu, wzrok dłużej przetrzymała na mnie ze smutnym wyrazem twarzy, ale zaraz potem przeniosła go na Mariusza. Ściągnęła z ramienia ścierkę i zaczęła go nią bić po każdej części ciała.
- Jes-teś mo-kry złaź mi z tej ka-na-py! - okładała go tym ręcznikiem kuchennym. Atakujący wyginał się, chował za każdym, aby tylko uchronić się przed następnym atakiem. Ze śmiechem wyszłam z salonu podreptałam do kuchni. Usiadłam sobie przy stoliku, a nogę postawiłam na krzesło obok. Kostka dała o sobie znać. Ściągnęłam z niej stabilizator i troszkę nią poruszałam na boki. Cały pobyt w Miami przechodziłam bez większej pomocy gadżetów, wystarczyło, że smarowałam ją jakimś kremem, co dał mi Karol, ale gdy pod koniec zaczęła mnie już pobolewać, Andrzej kazał mi wciągnąć na nogę stabilizator. Oczywiście wmawiałam mu, że to chwilowe, że nic mi nie jest, ale u niego to jak grochem o ścianę. Tak, więc ostatnie dwa dni przechodziłam za tym ustrojstwem na kostce. Wzięłam głęboki oddech i sięgnęłam ze stołu butelkę wody, aby się napić.
- Pojechałbym na Twoim miejscu na prześwietlenie. - usłyszałam cięty głos Marka. Przygryzłam wargę, żeby nie powiedzieć w jego stronę kilku słów za dużo. Chwyciłam stabilizator w rękę, po czym wstałam i pomalutku skierowałam się do pokoju. - Co zrobiłem nie tak, że mnie nie lubisz? - stanęłam wpół kroku i obróciła się w jego stronę. Zacisnęłam dłoń na czarnym materiale stabilizatora.
- Na każdym kroku dawałeś mi do zrozumienia, że nie jestem Twoim dzieckiem. Robiłeś wszystko, żebym była jak najdalej od mamy. Dam sobie rękę uciąć, że skakałeś z radości o wieść o moich studiach w Krakowie. Gdyby nie mama już pewnie spakowałbyś mi walizki. - przymknęłam powieki, aby się nie rozpłakać. - Przed nią udawałeś idealnego mężczyznę, kochającego tatę, a gdy tylko miałeś okazję upokarzałeś mnie. Starałam się to ignorować i udawało mi się. Nie chcę nic mówić mamię, bo widzę jaka jest z Tobą szczęśliwa. - uśmiechnęłam się pod nosem. Zamrugałam kilka razy, żeby pozbyć się nieprzyjemnych kropel. - Myślisz, że nie chciałam się jakoś do Ciebie przybliżyć? Próbowałam, ale ty zawsze mnie odtrącałeś. A teraz kurwa pytasz się czemu Cię nie lubię? - prychnęłam z kpiną - To ja się powinnam Ciebie zapytać, co ze mną jest nie tak. Nie próbowałeś mnie nawet poznać. - powiedziałam z wyrzutem. Spojrzałam na niego z pogardą i odwróciwszy się na pięcie wyszłam z pomieszczenia. Od zawsze marzyłam o kochającym tacie, który będzie bronił swojej córeczki. O ojcu, który złoi dupie chłopakowi, co złamał mi serce. O takim typowym tacie. Dobry humor prysnął jak bańka mydlana. Usiadłam na parapecie w pokoju. Oparłam czoło o zimną szybę, wpatrywałam się w zachodzące słońce. zawsze, gdy pytałam mamę o mojego biologicznego ojca, to mówiła tylko, że nie mógł się mną zająć, bo robi karierę. Nic więcej nie chciała mi powiedzieć. Jak się nazywa, czy kto to. Zbywała mnie słowami " Nie chcę o tym rozmawiać". Nie miałam jej tego za złe, rozumiałam ją doskonale.
- Proszę. - otarłam policzki z łez i próbowałam się uspokoić, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Chciałem Cię zawołam, bo już jedziemy i.... Ej co się stało? - do pokoju wparował Winiarski. W dwóch susach znalazł się koło mnie i oplótł swoimi rękoma.
- Nic. - wzruszyłam ramionami - Płacze sobie.
- Za głupka mnie masz? - zapytał z ironia w głosie.
- W pewnym sensie tak. - uśmiechnęłam się lekko. Wzięłam głęboki oddech. - Nie chcę mi się o tym gadać. - machnęłam ręką i zeskoczyłam z parapetu. Złapałam Michała za dłoń i ciągnęłam go za sobą, aż do salonu. Tam się z nim przytuliłam i życzyłam miłej drogi. Arka wycałowałam za wszystkie czasy i obiecałam mu, że kiedy tylko się spotkamy pobawię się z nim w policjantów i złodziei.
- Porozmawiam jeszcze z Twoją mamą, może przekonam ją do Krakowa. - podszedł do mnie Wlazły i przytulił - Słyszałem Twoją wymianę zdań z Markiem. Nie martw się z nim też już zrobiłem porządek. - pogładził mnie po plecach, jak na zawołanie w moich oczach pojawiły się łzy - Czemu nic mi nie powiedziałaś? - zapytał zatroskany.
- Sama nie wiem. - przyznałam i wytarłam mokry policzek. Pokiwał głowa na boki i mocniej przytulił. Nienawidził, gdy płakałam, zawsze myślał, że to przez niego. - Dobra jedźcie już, ja dam sobie radę. - uśmiechnęłam się słabo.
- Trzymaj się młoda. - powiedział na odchodne. Chwycił Arka za rękę i wszyscy trzej pognali do auta. Pomachałam im jeszcze, a sama zaszyłam się w pokoju.
- Dzień pełen wrażeń. - wyszeptała pod nosem i odpaliłam laptopa. To była chwila, gdzie potrzebowałam pobyć sama. Dawno nie miałam czasu dla samej siebie. Tak, więc cały wieczór i połowę nocy wykorzystałam na obejrzenie tak zwanych wyciskaczy łez.


Zostawię ten rozdział bez komentarza.

UWAGA!!!!!
Następny rozdział nie pojawi się za szybko, gdyż ferie dobiegają końca, a ja muszę się zabrać za naukę. Nie powiem Wam dokładnie kiedy coś napiszę, ale mogę obiecać, że jeśli będę miała czas, zasiądę przed klawiaturę i wyskrobię coś dla Was!
Jak przyjdzie taka potrzeba to nawet zawieszę bloga na kilka tygodni, ale jeśli przyjdzie taka potrzeba. :D 
Pozdrawiam serdecznie i gorąco!
Black. 

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 23

Leniwie przeciągnęłam się na materacu i z uśmiechem na twarzy obróciłam się w lewą stronę łóżka. Zarzuciłam ręce myśląc, że leży tam niejaki Andrzej Wrona. Poczułam jednak sam materac, w sumie to też dobre. Tak, więc rozłożyłam się na całej szerokości i długości łóżka co fizycznie nie było zdolne, ale wiadomo ja potrafię wszystko. Z jednej strony byłam ciekawa gdzie się podziewa środkowy bełchatowskiej drużyny, ale z drugiej byłam bardzo zmęczona. Nie wiele myśląc poszłam dalej spać, gdyż ten nasz mały seansik przeciągnął się do późnych godzin nocnych. Kręciłam tak się z boku na bok, szukając odpowiedniej pozy do spania i gdy już ją znalazłam, usłyszałam zamykane drzwi. Postanowiłam udawać, że śpię to może nie będę musiała wstawać. Zaczynałam płakać w duszy, bo poczułam jak ugina się materac pod czyimś ciężarem, a potem na ustach delikatny pocałunek. Bez zawahania oddałam pocałunek. Szybkim ruchem przewróciłam Andrzeja na plecy i usiadłam na nim okrakiem. Ponownie wpiłam się w Andrzejowe usta.


Widziałam, że siatkarzowi się to podoba, bo cały czas pomrukiwał z zadowolenia. Uśmiechnęłam się zadziornie i wstałam z łóżka. Miałam zaskakująco wyśmienity humor! W samej koszulce Andrzeja i w majteczkach przemierzyłam trasę do walizki. Podśpiewując sobie pod nosem zaczęłam kręcić tyłeczkiem.
- Kręć dupą, kręć dupą, kręć od samego rana* - usłyszałam śpiew środkowego. Zaśmiałam się w głos i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Letnia woda zrelaksowała moje ciało, aż tak, że miałam w planach stać tak pod strągą wody. Jednak mój brzusio domagał się jedzonka, a tego nigdy nie mogłam sobie odmówić. Chwyciłam ręcznik, po czym wytarłam starannie i szybko ciało. Założyłam wzięte wcześniej ciuszki i pachnąca wyszłam z łazienki. Wrona jak leżał, tak leżał i grzebał coś w telefonie, więc postanowiłam mu w tym trochę poprzeszkadzać. Położyłam się koło niego i zaczęłam go całować po odkrytym ramieniu. Nawet ani nie drgnął! Przeskoczyłam na szyję i tak z tymi całusami powoli szłam w górę. Nic, tak jak był zapatrzony w ten telefon tak jest. Doszłam już do policzka i gdy miałam pocałować go w usta, przewrócił mnie na plecy i zawisł nade mną. Przyłożył swoje czoło do mojego i zaraz po tym poczułam jego miękkie wargi na swoich.
- Głodna jestem. - wyszeptałam i słodko spojrzałam mu w oczka.
- Nie ma jak romantyczność. - westchnął ze śmiechem. Wyszczerzyłam się w jego stronę. Wrona chwycił mnie prawą ręką pod kolanami, a lewą pod plecami i podniósł do góry. - Nie wierzę, że tak się dałem. - zaśmiał się ze swojej głupoty - Miałem odpocząć od dźwigania sztang, a przyszło mi na to, żeby nosić jeszcze większy ciężar. - puścił mi oczko. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Czy on przed chwilą powiedział, ze jestem gruba?! Oczywiście, że powiedział! Prychnęłam i postanowiłam zostawić to bez komentarza. Jeszcze się doigra. - pomyślałam. Na korytarzu spotkaliśmy Włodiego, ten widząc nas zaczął się śmiać z Andrzeja.
- To co jemy? - zapytał Wrona, gdy usiedliśmy przy stoliku. Podał mi kartę, abym coś wybrała, ale odłożyłam ją z powrotem na stół. Siatkarze spojrzeli na mnie zdziwieni moim zachowaniem, no tak przecież do żarcia to ja pierwsza jestem.
- Co się patrzycie? - oparłam się wygodnie o oparcie krzesła.
- Nie jesteś głodna? - Wojtek podniósł jedna brew do góry. Też bym tak chciała! Muszą mnie tego nauczyć. Każdy z siatkarzy to umie. Jak oni to robią?! Pokręciłam głową przecząco. Wystraszony wstał i przyłożył swoją rękę do mojego czoła. - Chora jesteś? Nie masz gorączki. - zaśmiałam się z jego poczynań.
- Nie nic z tych rzeczy. - spojrzałam wymownie na Andrzeja - Ktoś mi dzisiaj powiedział, że jestem ciężka. Nie chcą, żeby dostał jakieś przepukliny postanowiłam nie jeść śniadań. - przedstawiłam swój plan i wyszczerzyłam się do niego. Mina Andrzeja bezcenna. Włodarczyk prawie z krzesła spadł na wieść o tym. Oczywiście, że będę jadła śniadania. Ja i niejedzenie? To kiepski związek.
- Zgłupiałaś do reszty. - spojrzał na mnie jak na idiotkę - Ja żartowałem. Ż-A-R-T-O-W-A-Ł-E-M. - przeliterował. Takiej reakcji się nie spodziewałam. Myślałam, że się skapnie. Zaczęłam się śmiać jak głupia i zawołałam kelnera, po czym zamówiłam jajecznicę z grzankami. Siatkarze chyba się skapnęli o co chodzi, bo też się zaśmiali.
- Wiedziałem, że tu jest jakiś haczyk. - Włodzimierz wypiął dumnie pierś. Prawie zakrztusiłam się przed chwilą przyniesioną jajecznicą, która już zaczęłam jeść. Powoli przeżułam i połknęłam.
- Prawie z krzesła spadłeś, więc nawet mi nie mów, że widziałeś. - zaśmiałam się, a Andrzej razem ze mną. Włodarczyk po kryjomu sprzedał mi środkowy palec. Wywróciłam oczami i dalej delektowałam się posiłkiem. Chłopaki zaczęli gadać o siatkówce. Nie miałam ochoty brać w niej udziału, gdyż byłam zajęta lepszymi sprawami.
- To gdzie dzisiaj idziemy? - spytałam, gdy skończyłam jeść.
- Ja bym poszedł na plaże. - zaproponował przyjmujący.
- Lepiej na miasto. - zajęczał Wrona. Zaśmiałam się, gdyż przypomniałam sobie jak zawsze trzeba było go wyciągać na piasek. Otóż Pan Wrona nienawidzi chodzić na plaże.
- Przestań jęczeć. Najpierw pójdziemy na plaże, a potem na miasto. - zarządziłam i wstałam. Wrona pomruczał coś pod nosem i wziął mnie na barana, po czym każdy z nas poszedł do swoich pokoi. Gdy tylko przekroczył próg zrzucił mnie na łóżko i pochylił się nade mną. Delikatnie i namiętnie wpił się w moje usta. Uśmiechnęłam się pomiędzy pocałunkami, wiedziałam dokładnie po co to robi. Oderwał się i spojrzał mi prosto w oczy. Przygryzłam dolną wargę pod wpływem spojrzenia.
- Czemu to robisz? - wyszeptał w moje usta i nieziemsko się uśmiechnął.
- Ale co? - zapytałam zdezorientowana uśmiechając się przy tym - Ja nic nie robię.
- Musisz tak na mnie działać? - ponownie poczułam jego wargi na swoich. Całkowicie oddałam się pieszczocie i zapomniałam o Bożym świecie. Pomrukiwałam cicho z zadowolenia i wsunęłam dłoń w jego włosy. - Może zostaniemy? - wyszeptał i zaczął całować mnie po szyi. Zaśmiałam się, od początku wiedziałam co kombinuje.
- Nie, nie, nie Panie Wrona. - odsunęłam go od siebie - Idziemy na plażę. Czy Ci się to podoba czy nie. - cmoknęłam go w usta i wstałam. Chwyciłam z walizki strój kąpielowy i pognałam do łazienki, aby uniknąć morderczego spojrzenia Wrony.  Opłukałam ciało i ubrałam bikini. Na to naciągnęłam króciutkie spodenki i zwiewną bluzeczkę. Wyszczotkowałam zęby i doprowadziłam do ładu moje włosy. Efekt końcowy oceniłam w lustrze i gdy stwierdziłam, że tak mogę pokazać się ludziom, opuściłam pomieszczenie. Andrzej spakował potrzebne rzeczy i mogliśmy opuścić pokój. Z Wojciechem umówiliśmy się pod recepcją, wiec tam się udaliśmy. Środkowy oddał kluczyk recepcjonistce, która śliniła się na jego widok. Zaśmiałam się w duchu i usiadłam na fotelu, czekając na spóźnialskiego Włodarczyka.
- Niezła dupa co? - zapytałam przyjmującego, gdy zjawił się koło mnie. Spojrzał na mnie zdezorientowanym wzrokiem. Zaśmiałam się i kiwnęłam głową w stronę recepcji, gdzie tam Wrona urządził pogawędkę z recepcjonistką.
- Zajebista. - również się zaśmiał i zajął miejsce obok mnie - A tak na poważnie to nie idziesz do niego?
- Po co? - zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Wojtka.
- No wiesz gada z inna dziewczyną, co na dodatek ślini się na jego widok. - rozjaśnił sytuacje. Zaśmiałam się ponownie i machnęłam ręką.
- Nie będę mu zabraniała zawierać znajomość. Jeśli jest wierny to nie mam co go kontrolować i tak to nic nie da. - powiedziałam i założyłam nogę na nogę. Przyjmujący spojrzał na mnie.
- Każda inna dziewczyna poszłaby i od razu jakoś odciągnęła, a ty mówisz mi takie rzeczy? - podniósł jedną brew do góry. Jak on to robi? Ja też tak chce!
- Tak - potwierdziłam jego przypuszczenia i wyjęłam telefon z zamiarem odwiedzenia portali społecznościowych. Dawno mnie tam nie było.
- Dziewczyno gdzie ty byłaś przez całe moje życie! - krzyknął, a ja wybuchłam śmiechem. Przejrzałam kilka już portali, ale na jednym zostałam na dłużej. Spojrzałam na zdjęcie moje i Andrzeja co zrobiła nam Olka, muszę przyznać, że wyszło naprawdę dobrze. Przewinęłam niżej, aby przeczytać trochę komentarzy. Ponownie wybuchłam śmiechem, ale tym razem był spowodowany niektórymi opiniami fanek. - Co Cię tak rozśmieszyło? - Włodarczyk przejrzał mi przez ramię w ekran telefonu.
- Postanowiłam przejrzeć wszystkie portale, bo dawno nie wchodziłam i natknęłam się na zdjęcie moje i Wrony, co sobie tą kostkę skręciłam. Zaczęłam czytać komentarze pod postem i to mnie tak rozbawiło. - zaśmiałam się - Jest kilka takich wiesz, żeby się podlizać. Coś w stylu " Ale słodko razem wyglądają", ale są też, które nieźle mnie obrażają.
- I z tego się śmiejesz? Że Cię ktoś obraża? - przerwał mi zdziwiony.
- Z tego też, ale bardziej z tego komentarza. - machnęłam ręką - Słuchaj : "Panie Andrzeju współczuje dziewczyny. Wygląda jak moja koza podczas srania" - zaczęłam się śmiać.
- Nadal nie rozumiem z czego się śmiejesz. Dziewczyna ewidentnie Cię obraziła, a ty jeszcze się z tego śmiejesz. - powiedział lekko zirytowany - Chyba zaraz sam wkroczę do akcji.
- No nie dasz mi dokończyć. - próbowałam opanować śmiech - Słuchaj dalej. Odpowiedź Oli "Spojrzałaś kiedyś w lustro? Nie? To uważaj, żeby nie pękło." Odpowiedź Andrzeja "Ja współczuje wzroku ;)" . - skończyłam czytać i spojrzałam na przyjmującego.
- No i co bronią Cie przecież, to chyba dobrze. - powiedział z rękoma w górze. Westchnęłam głęboko.
- Słuchałeś co ja czytam? - przytaknął - Kto normalny trzyma w domu kozę?! - wybuchłam niepohamowanym śmiechem. A Włodarczyk zaśmiał się i spojrzał na mnie z politowaniem. - No co? To jest trochę dziwne. - ze śmichem zaczęłam dalej czytać. Laska naprawdę mnie rozwaliła. Pewnie nie sądziła, że Wrona to przeczyta, bo w późniejszych komentarzach się tłumaczy co mnie jeszcze bardziej rozśmieszyło. Zjechałam na sam dół, a tam widniał komentarz Włodarczyka. "Trzymasz w domu kozy? Niezły musisz mieć smród. Fee!". Otarłam spod oka łzę śmiechu i spojrzałam na przyjaciela. - Serio? Ściągacz!
- Musiałem wybacz. - wyszczerzył się do mnie, co spotęgowało mój śmiech. Złapałam się za brzuch i kuliłam się ze śmiechu.
- Czemu do mnie nie przyszliście? - zjawił się Pan Wrona z oburzeniem na twarzy - Wysyłałem wam znaki, żebyście mnie uratowali. Ta laska jest jakaś dziwna. - wymachiwał rękoma - A tej co? - wskazał na mnie leżącą na podłodze.
- Koza - Włodarczyk zaczął się śmiać zostawiając w osłupieniu środkowego - No z tego komentarza się śmieje pod waszym zdjęciem. - wytłumaczył gdy już opanował śmiech. Wrona uniósł oczy w górę. Podniosłam się z podłogi otarłam łzy i podeszłam do Andrzeja.
- Wracając do tej recepcjonistki. Jak tam rozmowa? - poruszałam brwiami i łokciem uderzyłam go w bok.
- Czemu ja nie mogłem wybrać normalnej dziewczyny? Chociażby tą od kóz. - wzniósł ręce do nieba. Następny napad śmiechu z mojej strony. Siatkarze również się zaśmiali i ruszyliśmy w stronę plaży. Droga nie trwała długo, bo dosłownie pięć minut od hotelu. Odszukaliśmy jakieś wolne miejsce i rozłożyliśmy ręczniki. Zrzuciłam z siebie spodenki i bluzkę, po czym usiadłam na ręczniku. Chwyciłam krem z filtrem i pomału wsmarowałam go w ciało. Gdy zakończyłam tą czynność, położyłam się wygodnie na brzuchu. Przymknęłam oczy i cieszyłam się chwila relaksu. Chłopcy udali się pewnie do wody. Mnie to jakoś nie przekonywało. Czemu? Jest tylko jedna odpowiedź, a mianowicie panicznie boje się wody. Nikomu jeszcze na tyle ufam, aby wejść do wody. Nawet Mariusz, mój najlepszy przyjaciel, któremu mogę powiedzieć bez skrępowania wszystko, nie przekonał mnie do pływania. Owszem próbował, ale każda kończyła się fiaskiem, gdy tylko zanurzyłam się po kolana. Obróciłam się na plecy i założyłam okulary przeciw słoneczne. Pogrążyłam się w myślach. Zdecydowanie za szybko wszystko mija. Nim się obejrzałam, mam 20 lat, a w październiku zaczynam studia. Pamiętam przecież jak zaczynałam technikum, ten pierwszy dzień szkoły. Wtedy myślałam, że technikum weterynaryjne jest dla mnie. Niestety zmieniło się to w 2 klasie. Stwierdziłam, że minęłam się z powołaniem, że wolę pomagać ludziom. Oczywiście nie mam nic do zwierząt, kocham je, ale jednak dla mnie samej ważniejsze jest życie ludzkie. Wszystko potoczyło się tak, że za 4 miesiące zaczynam studia na bełchatowskiej uczelni. Czemu tam? Odpowiedź jest oczywista! Otóż moja mama jest nadopiekuńcza i jak tylko dowiedziała się, że idę na studia fizjoterapeutyczne, to od razu skierowała mnie w tamtą stronę. Uważała, że nikt inny nie ma na mnie takiego wpływu jak Mariusz. Nie odbyło się bez sprzeczki, bo miałam większe ambicje i plany. Nie po to tyle wkuwałam na maturę, aby teraz studiować w Bełchatowie. Ostatecznie i dla świętego spokoju ustąpiłam. No prawie... Wysłałam podanie do jeszcze jednej uczelni, a mianowicie w Krakowie. Tam gdzie nikt by mnie nie kontrolował. Wszystko zrobiłam po cichu i bez niczyjej wiedzy. Jeśli mnie przyjmą to postawie ich przed faktem dokonanym. Z zamyśleń wyrwała mnie cisza. Tak cisza. Dziwiło mnie to, że nie było nigdzie słychać wielkoludów. Usiadłam i przeleciałam wzrokiem po brzegu morza. Nigdzie ich nie widziałam. Wytężyłam wzrok bardziej i zmrużyłam oczy. Dojrzałam ich dopiero przy budce z lodami. Zaśmiałam się chicho założyłam na głowę czapkę Włodarczyka, gdyż czułam lekki ból spowodowany za długim siedzeniem na słońcu. Po krótkiej chwili pojawili się koło mnie siatkarze. Wrona podał mi wafelek z dwiema gałkami lodów truskawkowych. Uśmiechnęłam się w podziękowaniu i wzięłam się za konsumowanie.
- Gdzie moja czapka? - przyjmujący zaczął grzebać w plecaku, a gdy nie znalazł zguby spojrzał na mnie - Złodziej. - powiedział i ręką trzepnął w daszek, co spowodował, że czapka spadła mi na oczy.
- Też Cie lubię. - puściłam mu oczko.
Na plaży spędziliśmy dobre półtorej godziny. Byłoby więcej, ale Wrona chciał iść już na miasto, a poza tym ja nie chciał za długo przebywać na słońcu. Tak, więc ruszyliśmy do hotelu na obiad i przebrać się w wygodniejsze ciuszki. Gdy już się z tym uporaliśmy, mogliśmy iść pozwiedzać. Nie odbyło się bez kłótni, gdzie idziemy najpierw. Jako, że jestem kobietą to miałam prawo wyboru i tak właśnie spacerowym krokiem szliśmy po Art Deco. Malownicze widoki. Zrobiłam kilka zdjęć na pamiątkę. Następnym punktem było oceanarium Miami Seaquarium. Nie obyło się bez śmiechu. Nasza mała wycieczka skończyła się na jakimś mało ciekawym muzeum jak dla mnie. W hotelu padłam na łóżko nie mając siły kompletnie na nic. Nawet nie chciało mi się wstać na kolacje, no ale od czego jest Andrzej i mój wygrany zakład. Szybko zjadłam kolacje i nie czekając na wielkoludów poszłam do pokoju. Wpadłam do łazienki i szybki prysznic. O niczym innym nie marzyłam przez cały dzień. Odetchnęłam kiedy poczułam na sobie chłodną wodę. Umyłam dokładnie całe ciało, po czym ubrałam się i wyszłam z pomieszczenia. Chwyciłam laptopa i postanowiłam zadzwonić do Wlazłego.
- Hej. Jak tam żyjecie? - przywitałam się gdy tylko zobaczyłam twarz atakującego na ekranie.
- Witam! - uśmiechnął się - Po staremu. Lepiej opowiadaj jak tam w ciepłych krajach! - zażądał. No i zaczęłam opowiadać jaka tu pogoda, co zdążyliśmy zobaczyć i co najważniejsze jakie jest jedzenie, trzeba było przyznać, że jest znakomite! Pogadałam też z resztą rodzinki i Michałem, który ostrzegł mnie, że jak wrócę to skopie mi tyłek, a potem z nim wybiorę się na jakieś wakacje. Gdy zakończyłam połączenie, wyszłam na balkon i podziwiałam zachód słońca. Oparłam się łokciami o barierkę i wpatrywałam się w malowniczy krajobraz. Poczułam jak ktoś przytula się do moich pleców, a następnie składa na moim ramieniu pocałunek.
- Masz może ochotę na spacer? - usłyszałam nad swoim uchem szept środkowego. Uśmiechnęłam się pod nosem i kiwnęłam twierdząco głową. Chwile potem szliśmy brzegiem oceanu. Nasze ręce były ze sobą splecione. Między nami panowała cisza, ale nie ta niezręczna. Ta idealna. Nie potrzebowaliśmy słów, po prostu cieszyliśmy się sobą.
 - Kocham patrzeć jak się śmiejesz. Jak się na mnie złościsz i kiedy masz ochotę mnie pobić za moje wybryki. - przerwał nagle cisze i stanął naprzeciwko mnie. Wpatrywałam się w niego. Stał tak i wzrok miał wbity gdzieś za mną. - Uwielbiam twój cięty język. To jaka jesteś wredna i optymistyczna. Uwielbiam jak obracasz wszystko w żart, twoje poczucie humoru, to jak nie przejmujesz się opinią innych. Całą cię ubóstwiam. - ostatnie zdanie wyszeptał patrząc mi prosto w oczy. Stałam tam nie wiedząc co powiedzieć. Ze zdziwienia aż otworzyłam usta, ale nie wypłynęło z nich ani jedno słowo. - Przepraszam. Nie umiem mówić o uczuciach. Nie zdziwię się jak mnie wyśmiejesz. - powiedział po dłuższej chwili mojego milczenia. Bez wahania wpiłam mu się w usta. Czułam jak się uśmiecha.
- To było piękne. - wyszeptałam. Tylko na tyle było mnie stać. Nie umiałam mu powiedzieć tego samego. Nigdy nie mówiłam otwarcie o uczuciach.
- Kocham Cię. - dwa słowa wypłynęły z jego ust. Oparł swoje czoło o moje i patrzył mi prosto w oczy.
- Ja ciebie też. - po raz kolejny szepnęłam i poczułam jego miękkie wargi na swoich.

 * piosenka  "Dupą kręć" Stereotyp

Witam serdecznie. Dziś słodko i uroczo. Sielanka trwa, ale przecież wiecznie trwać nie będzie. :) Oddaje nowy rozdział. Komentujcie i oceniajcie.! 
Pozdrawiam serdecznie.
Black. 
Ps. Mogą pojawić się błędy!! Za co Was serdecznie przepraszam!!!